Nowe coś czyli otwieramy się na edukację – Tydzień Otwartej Nauki

uwolnijnauke_logo

W ubiegłym tygodniu, na olsztyńskim spotkaniu Superbelfrów RP przy herbacie, urodził się pomysł zorganizowania otwartych lekcji-spotkań, transmitowanych z naukowych laboratoriów. Udział w tym spontanicznym eksperymencie wykorzystania mobilnych technologii internetowych na początek zadeklarowali pracownicy Wydziału Biologii i Biotechnologii UWM w Olsztynie.

Jakkolwiek przygotowania koncepcyjne, rekonesans wśród pracowników oraz testowanie możliwości (i umiejętności) technicznych nie zostały jeszcze zakończone, to rozpoczynający się dzisiaj Tydzień Otwartej Nauki jest dobrą okazją by zainaugurować rodzący się projekt pt. „Nowe coś czyli laboratorium w chmurach” (chodzi o chmurę w sensie dostępu internetowego).

Międzynarodowy Tydzień Otwartej Nauki w tym roku odbywa od 23. do 29. października. Tematem tygodnia jest: „Otwórz, aby…”. My chcemy zdanie to rozwinąć następująco: „Otwieramy się by wesprzeć edukację szkolną w woj. warmińsko-mazurskim” (ale przecież i każdej innej szkoły, która ma dostęp do internetu).

Nowe coś czyli laboratorium w chmurach to pomysł by on-line transmitować krótkie wykłady, eksperymenty, relacje i transmisje z tego, co dzieje się w laboratoriach UWM (głównie, a przynajmniej na początek, Wydziału Biologii i Biotechnologii) oraz to, co naukowcy robią w terenie. Bo dla przyrodników laboratorium jest także las, jezioro, łąka, urbicenoza itd.

Pierwsza, inauguracyjna transmisja live (oraz nagrany krótki filmik), odbędzie się o godz. 9.30 we wtorek 24. października 2017 r., na Facebooku w grupie Uniwersytetu Młodego Odkrywcy: https://www.facebook.com/groups/409709186039142/. Szczegółowe informacje o kolejnych transmisjach oraz linkach do zarchiwizowanych nagrań znajdą się na stronie: http://uniwersytetmo.blogspot.com/p/nowe-cos.html . Do każdej transmisji chcemy dołączać zadanie do wykonania (wezwanie do działania, poznawczego działania lub prostej, praktycznej aktywności).

Projekt adresowany jest do uczniów i nauczycieli. Liczymy na aktywną współpracę. Zajęcia zróżnicowane zostaną i tematycznie dostosowane (jak i poziomem trudności) do klas ze szkół podstawowych, gimnazjów oraz szkół ponadgimnazjalnych.

W Tygodniu Otwartej Nauki otwieramy nasze laboratoria nie tylko wirtualnie. Bowiem spotkania „w chmurze” uzupełniane będą wykładami i zajęciami w realu (po prostu rozwijać będzie to, co już trwa od kilku lat). W naszych zamierzeniach będzie to kolejny krok, tym razem z wykorzystaniem technologii komputerowych, dostępnych każdemu. Coś nowego, co się dopiero krystalizuje. Po prostu Nowe Coś. Laboratorium w Chmurze. I współpraca ze szkołami, wspomaganie w dostępie do naukowych laboratorium i kształcenia przyrodniczego.

Wszelkie sugestie mile widziane. Dołączajcie i wspomagajcie (ps. Polska Akademia Nauk nas wesprze, dotrzemy także do ich laboratoriów).

A niżej zdjęcie z herbatkowego spotkania Superbelfrów, na którym pomysł się narodził. Teraz powoli dojrzewa.

Superbelfrzy

Superbelfrzy

Arteterapia, edukacja i konektywizm, czyli wernisaż grupy ART

12967438_10208087560500152_2429253360683386516_o

Na wernisażu Grupy A*R*T  wspomniałem o edukacji, arteterapii, bibliotece i konektywizmie. Pozwolę sobie rozwinąć to niecodzienne zestawienie pojęć (słów).

ART to Artystyczna Rezerwa Twórcza. Ale ten skrót kojarzy się – i to bardzo słusznie – z arteterapią (terapią przez sztukę). Artyści nieprofesjonalni, związani z Uniwersytetem Warmińsko-Mazurskim, są w różnym wieku. Malują, rysują, szydełkują, dekupażują, rzeźbią, fotografują, wiercą w jajku… bo jest to forma relaksu, odpoczynku intelektualnego. Ale także odkrywanie swoich zapomnianych czy jeszcze nie odkrytych pasji. Forma terapii. W procesie tworzenia odczuwa się nie tylko poczucie sprawstwa, ale dostrzega się siebie w procesie tworzenia. Istotny jest proces a nie produkt. Ważne są spotkania z ludźmi. Bo człowiek ma sens jedynie wśród ludzi. Relacje, powiązania, komunikacja, wspólne tworzenie to już wyraźna aluzja do konektywizmu.

Konektywizm to wiedza rozproszona, powstająca i krążąca w sieci nie tylko elektronicznej. Trafnie ujął to dawno temu Ludwik Fleck: w trakcie dialogu pojawiają się treści zupełnie nowe, które nie były w głowie ani jednego ani drugiego dyskutanta. Całość to więcej niż suma części. Ale by było to coś więcej, muszą być relacje i komunikacja, musi być dialog.

Wernisaż odbył się między Światowym Dniem Nauczyciela (5 października), a naszym krajowym Dniem Nauczyciela (14 października), w piątek trzynastego (nie jesteśmy przesądni choć interesujemy się etnografią). Jest więc symbolicznie osadzony w edukacji. I to nie dlatego, że malującymi są byli lub obecni nauczyciele akademiccy czy doktoranci. Uczymy się różnych technik malarskich czy zdobniczych. Czasem pierwszy raz w życiu, na emeryturze. Uczymy się sami, wspierając się radami, przez działanie i eksperymenty. Niektórzy dopiero w „złotej jesieni życia” rozpoczęli naukę na Wydziale Sztuki. Nic nie muszą, po prostu chcą.

Uczymy się całe życie, ustawicznie i w różnych formach. A uniwersytet jest dobrym miejscem, i na uczenie się, i na relacje z ludźmi. Na konektywizm: dialog między żywymi ludźmi, dialog za pośrednictwem książek oraz jako interdyscyplinarny dialog science z art.

Od czasu do czasu spotykamy się w Bibliotece Uniwersyteckiej, w przyjaznym miejscu, prezentując swoje prace. Biblioteka jako miejsce przyjazne do edukacji, dialogu i rozmyślań, odkrywana jest na nowo. Spotykamy się także na wyjazdowych plenerach. Na wspomnianej wystawie prezentuję butelki, które powstały w trakcie takich spotkań, na plenerze w Reszlu i w czasie Olsztyńskiej Wystawy Dalii. Ale jest jeszcze dachówka, pomalowana w czasie Tygodnia Bibliotek.

Na plenerowe malowanie na dachu Biblioteki Uniwersyteckiej dachówka przyjechała aż z Umbrii. Z Włoch, gdzie narodziła się idea wolnego życia i miasteczka cittaslow. W naszym województwie jest najwięcej – zaraz po Italii. 12 maja 2017 r. spotkaliśmy się by malować mole książkowe na starych dachówkach. Tak powstał pierwszy Warmińsko-Mazurski Molariusz.

Spotkaliśmy się na dachu biblioteki, by w otoczeniu wiedzy niespiesznie rozmawiać, malować i popijać herbatę. Było też ciasto. Dyskutowaliśmy o literaturze, różnorodności biologicznej i … o ekologii moli książkowych. Albo milczeliśmy. Bo w trakcie takich edukacyjno-arterapeutycznych spotkań ciszy nie trzeba zabijać słowem.

W czasie Tygodnia Bibliotek pomalowaliśmy stare dachówki, tutejsze, ze starego, mazurskiego, siedliska (a w zasadzie dwóch). Jak już wspomniałem, jedna dachówka przybyła z Włoch. Z gminy Vafabbrica (Umbra). Przywieziona została przez panią prof. Małgorzatę Chomicz. Została znaleziona w miejscu starego klasztoru. Klasztoru już nie ma, zostało po nim trochę dachówek i figura na skale.

Stare i już zdawało by się nikomu niepotrzebne dachówki mają wiele lat, dużo widziały, dużo pamiętają. Mogłyby opowiedzieć nie jedną historię. Ale w maju 2017 r. namalowaliśmy mole książkowe, tak jak sobie wyobrażaliśmy. I powstał Molariusz (niczym intelektualny bestiariusz), który eksponowany jest na specjalnym stelażu przed Biblioteką .

Unikatowy katalog moli z głębokim podtekstem entomologicznym czyli Molariusz Wamińsko-Mazurski powstał w maju 2017 r. w czasie XIV Ogólnopolskiego Tygodnia Bibliotek. Różnorodne wyobrażenia moli zostały farbami naniesione na starą, wypaloną glinę, zaś ich autorzy dzielili się między sobą opowieściami, fraszkami i piosenkami, które się z konkretnym wyobrażeniem mola kojarzyły. I tak wśród galerii moli książkowych znalazły się m.in.: Napójka Łąkowa (mól książkowy z Wójtowa, preferuje wolne lektury), Bagiennik z Jeziora Czarnego (mól książkowy preferujący literaturę hydrobiologiczną, czyta na ławkach w parku), Kortowski Mól (uniwersytecki robaczek szybujący po wiedzę), Smerfomól (złapany w sieć uzależnień od czytania literatury naukowej), Mól Pedagogiczny (śliczny i liryczny) i wiele innych. Także Zmierzchnica Trupa Główka (w dwóch różnych odsłonach).

Nie skończyło się tylko na wspólnym, bibliotecznym plenerze i dachówkowej wystawie. Nieco później powstała gra edukacyjna, terenowa, której debiut miał miejsce w czasie Europejskiej Nocy Naukowców. Gra narodziła sie z interdyscyplinarnego dialogu i współpracy. Taka konektywistyczna całość, która jest większa od sumy części.

A teraz, dachówka ze zmierzchnicą trupią główka, niezwykłym motylem, zalatującym do nas z południowej Europy (z Włoch i Umbrii także), stoi na wystawie Grupy ART, razem z poplenerowymi butelkami i innymi pracami artystów nieprofesjonalnych. I próbuje coś opowiedzieć. Lecz czy można usłyszeć pisk ćmy? Czasem tak, zwłaszcza gdy jest to tajemnicza zmierzchnica trupia główka i wystawa w Bibliotece Uniwersyteckiej.

ps. na wspomnianej wystawia są w sumie trzy różne dachówki, jedna z Reszla, z zamkowego dachu, kolejna, karpiówka, gdzieś z popegerowskiego budynku na Warmii.

Typowo nietypowa inauguracja roku akademickiego 2017/2018

22181264_10212860185932805_240132433775205125_oCzy w tytule czasem nie ma błędu? Jak może coś być jednocześnie typowe i nietypowe? Zaraz wyjaśnię. A tak na marginesie zaznaczę, że przyroda jest tak niezmierzenie bogata, że i paradoksy (na ludzki rozum) licznie się trafiają. Różnorodność zjawisk przyrodniczych jest ogromna.

Zatem inauguracja roku akademickiego była typowa w swej nietypowości. Ten paradoks wynika z etapu przejściowego, zmiany, swoistej ewolucji. Żyjemy po prostu w nietypowych czasach.

Przez wiele lat uczestniczyłem w uczelnianych i wydziałowych inauguracjach roku akademickiego. Były one podobne, typowe i nawiązujące do wielowiekowej tradycji, czego symbolem są togi. Zakładamy przecież je tylko na takie niezwykłe, uroczyste chwile. Ceremoniał i stroje zakorzenione są głęboko w przeszłości. To stały rytuał. Przewidywalny.

Przez wiele lat było standardowo. Niedawno pojawiły się pierwsze zmiany. Nie ma już tradycyjnych papierowych indeksów, cała dokumentacja jest w komputerach, dostępna przez internet. Został więc dawny rytuał… ale już nie wręcza się indeksów. Po cóż zatem się spotykać? Zamiast wręczania indeksów następuje wyczytywanie immatrykulowanych studentów. I przyjmowane jest ślubowanie. Uroczysta chwila.

Ale ja nie o takiej nietypowości chcę pisać. W gruncie rzeczy jest to uroczysta inauguracja w togach, z przewidzianymi na tę chwilę pieśniami, przemówieniami i wykładem inauguracyjnym. Na takiej nieco zmienionej, ale tradycyjnej, inauguracji wydziałowej byłem w piątek, 29 września. Niby rok akademicki zaczyna się pierwszego października, ale jest wiele inauguracji wydziałowych i jedna uczelniana, więc trzeba je jakość rozmieścić czasowo. Byłem zatem w todze, studentów rozpoczynających naukę przywitałem, wykładu inauguracyjnego wysłuchałem. Ale zaraz po odwieszeniu togi ubrałem koszulkę okolicznościową i… pobiegłem na Europejską Noc Naukowców. Taki nowych choć zakorzeniający się w nowej tradycji akademickiej piknik naukowy. Festiwale nauki i pikniki są nowe w naszej uniwersyteckiej rzeczywistości, a więc w jakiś sposób nietypowe… choć już stające się czymś standardowym. Okres przejściowy.

Tak więc inauguracja roku akademickiego zastała mnie na pikniku naukowym w Bibliotece Uniwersyteckiej, w okolicznościowym T-shircie (a nie todze). Uczestniczyłem w przygotowanej grze terenowej z molami książkowymi i malowanymi dachówkami w tle (forma questingu i gry miejskiej). Takich form edukacji kiedyś nie było. Ponadto opowiadałem bajkę edukacyjną w formie kamishibai, uczestniczyłem w warsztatach klejenia domków dla chruścików (chodzi o maskotki, pluszaki) i wspierałem występ artystyczny Wiedźmuch. Takie nowe formy edukacji pozaformalnej są nietypowe dla uniwersytetu. A w zasadzie były nietypowe, bo stają się czymś … typowym . Odbiorcą tejże edukacji nie jest standardowy student lecz bardzo zróżnicowana publiczność: od przedszkola do seniora. Ponadto przekazywanie wiedzy nie odbywa się w formie długich kursów lecz małych porcji informacji czy umiejętności, gdzie rozrywka miesza się z edukacją.

To nie koniec nietypowości. Bowiem w poniedziałek z samego rana udałem się do kina, aby w krótkim wykładzie, poprzedzającym film, opowiadać o przyrodzie i bioróżnorodności. Publicznością byli uczniowie klas I-III. I miejsce i okoliczności nie były typowe dla tradycyjnego uniwersytetu. Mój wykład inauguracyjny odbiegał znacząco od dawnych schematów.

Z kolei we wtorek pojechałem do Warszawy na konferencję by nauczycielom biologii i przyrody opowiadać o metodach edukacji. Sam też się od innych uczyłem. W czwartek miałem wreszcie pierwsze „normalne” zajęcia ze studentami. Kursowy wykład z „biologii wód” dla studentów mikrobiologii. Ale ciut wcześniej, z samego rana, miałem jeszcze jeden nietypowy wykład inauguracyjny. Za pomocą Skypa połączyłem się z uczniami z Górznej (północna Wielkopolska, Krajna), z klasy III i IV. Miała być tylko próba techniczna… a wyszło sympatyczne spotkanie z uczniami w formie telekonferencji (załączone wyżej zdjęcie). Próba, bo w piątek rano ma odbyć się telekonferencja z uczniami z Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii w Radawnicy. Natomiast w sobotę e-konferencja EduMocOnline (dla nauczycieli i edukatorów).

Była tradycyjna inauguracja roku akademickiego ale z bardzo dużym udziałem nietypowych form edukacji pozaformalnej. Poza typowymi studentami, w tym nietypowym rozpoczęciu nowego roku akademickiego, uczestniczyli bardzo zróżnicowani słuchacze, znacząco odbiegający od standardowego wyobrażenia studentów. Było więc nietypowo. Tyle tylko, że jest to już typowe. Znak czasu – uniwersytet otwiera się coraz bardziej na różne formy edukacji (trzecia misja uniwersytetu). Poza badaniami i kształceniem „tradycyjnym” studentów, uniwersytety coraz bardziej realizują trzecią, społeczną misję. Tradycyjnych studentów ubywa a przybywa tych „nietypowych” i jest to stały, cywilizacyjny trend. A więc staje się czymś typowym.

Typowa nietypowość to oznaka transformacji, zmiany, ewolucji. Ewolucyjnie stare zanika a pojawia się nowe. Zmienia się forma wykładów. Już coraz częściej nie stajemy za mównicą (katedra na podwyższeniu) by wykładać. A po drugiej stronie coraz częściej znajdują się zupełnie inni studenci (odbiegający od dawnych standardów). W końcu oprócz długich kursów pojawiają się małe i krótkie, patchworkowe formy przekazywania wiedzy… i nauczanie ustawiczne.

Niby wszystko pozostaje po staremu: misja uniwersytetu w upowszechnianiu wiedzy. Jest więc typowo. Ale pojawiają się zupełnie nowe formy, jest więc nietypowo.

Wiedźmy i czarownice w laboratorium w czasie Nocy Naukowców

16107570_10210483321632683_2440532242588534438_oEdukacja pozaformalna w małych porcjach systematycznie nabiera rumieńców i na trwałe wpisuje się w krajobraz (środowisko) edukacyjny. Przykładem jest zbliżająca się Europejska Noc Naukowców (29 września 2017). Rozrywka łączy się z edukacją, edukacją z rozrywką. Bo poznawanie świata jest przyjemne. Jak więc tę przyjemność zakwalifikować: jako uczenie się czy jako rozrywka? W dobie trzeciej rewolucji technologicznej nauczanie dawno już wyszło poza mury szkoły i uniwersytetu.

Duże bogactwo i różnorodność pokazów, przygotowanych na Noc Naukowców w Olsztynie, przyciąga nie tylko młodzież szkolną, rodziny czy seniorów. W tym roku o Nocy Naukowców zwiedziały się wiedźmy i czarownice z warmińsko-mazurskich bagien, moczarów, lasów i innych tajemniczo-strasznych miejsc. Przylecą do Biblioteki Uniwersyteckiej…. Ale nie po to by straszyć lecz się dokształcać (ewentualnie jedno i drugie jednocześnie, kto ich tam wie). Na naukę nigdy nie jest za późno ani za wcześnie. Każdy może, niezależnie od wieku, wykształcenia i profesji. W odkrywanym środowisku edukacyjnym od niedawna dostrzegamy sieć wzajemnych powiązań (konektywizm). Temu problemowi poświęcona jest zbliżająca się konferencja w Centrum Nauki Koperki Pokazać-Przekazać (25-26 sierpnia 2017).

Konektywizm to przekonanie, że wiedza nie jest zbiorem faktów, ale sumą relacji pomiędzy faktami. „To nie zbiór zdań oznajmujących nam prawdy na temat Wszechświata, ale sieć skojarzeń, która łączy nasze doświadczenia i działania. Wiedza jest rozproszona w sieciach połączeń pomiędzy ludźmi, przedmiotami (np. książki), wirtualnymi miejscami w internecie (jak choćby Wikipedia), czy urządzeniami (tzw. internet rzeczy – internet of things). Nie ma tu miejsca dla jednej szkoły, jednego nauczyciela, jednego podręcznika…” Jakkolwiek konektywizm mocno podkreśla uczenie się w sieci internetowej, to ludzie od swoich początków funkcjonowali w sieci powiązań, Kiedyś trzeba było wiedzieć kogo o daną rzecz zapytać: zielarkę o choroby, stolarza o to jak przybijać gwoździe, rolnika jak kosić żyto. Teraz trzeba umieć gdzie i jak szukać w internecie (jakie wpisać słowa w przeglądarce, jakie wybrać strony czy serwisy, jak odróżnić fakty od faktoidów). Konektywizm podkreśla, że „żeby się uczyć, musimy się kontaktować poprzez sieć ludzi, organizacji i urządzeń, przedzierać mozolnie przez sieci znaczeń i sensów. Z takiej perspektywy uczenie jest nie tyle gromadzeniem i zapamiętywaniem, ile podłączaniem się do sieci wiedzy i przechodzeniem od jednego jej węzła do kolejnych – bardziej oddalonych i wymagających większego zaangażowania.”

Środowisko (ekosystem) edukacyjny, pojęcie utworzone w analogii do przyrody i ekosystemu sensu stricte, to także sieć powiązań i mapa wiedzy. W takim rozumienie Europejska Noc Naukowców jest jednym z węzłów takiej edukacyjnej sieci. I nawet czarownice o tym wiedzą.

15972442_10210483308752361_4708837178998834610_oWieczorem, 29 września, w Bibliotece Uniwersyteckiej pojawi się także grupa artystyczna „Wiedźmuchy”. Ich pokaz i działania będą z elementami etnografii, nawiązaniem do produktów regionalnych, biotechnologii, lokalnej bioróżnorodności i interaktywną zabawą dla osób w każdym wieku.

Nauka narodziła się z mitów, praktyk szamańskich, wiedzy potocznej. Tak było przed wiekami. Współcześnie nauka i naukowcy funkcjonują zupełnie inaczej. Nie ma astrologii – jest astronomia. Nie ma szamańskich praktyk – jest medycyna, biotechnologia, etnografia. Ale jest na poważnie maść do latania… jako produkt regionalny z Warmii i Mazur. Takich przykładów wykorzystania dziedzictwa we współczesnej gospodarce jest więcej.

Co robią Wiedźmy na uniwersytecie i w laboratorium? Przyleciały się dokształcić. Bo wiedźma to ta co wie, a niewiasta to ta, która nie wie. Żyjemy w wieku gospodarki opartej na wiedzy. Rozwijają się nowe formy edukacji ustawicznej i pozaformalnej. Wiedźmuchy pojawią by się dokształcać, ale i po to, by zrobić casting dla nowych kandydatek. Będą tańce, zagadki i odlotowe zadania do wykonania. Tylko dla chętnych i odważnych.

Wiedźmuchy to grupa artystyczna kobiet z dystansem do siebie (są i pracownicy naukowi z UWM). Zamiast się upiększać one się malują… na brzydko. I mają odwagę zmierzyć się z negatywnym mitem kobiety-czarownicy, kobiety-wiedźmy. Zatem przybywajcie. W uniwersyteckich murach już raz gościły, w styczniu na Wydziale Biologii i Biotechnologii, w czasie Nocy Biologów 2017.

Link do zdjęć z Nocy Biologów 2017

Wręczenie dyplomów i uroczyste zakończenie roku akademickiego na Warmińsko-Mazurskim Uniwersytecie Młodego Odkrywcy

dyplom_gowinaW najbliższą sobotę (17 czerwca br.) odbędzie się uroczyste zakończenie roku akademickiego na Warmińsko-Mazurskim Uniwersytecie Młodego Odkrywcy. Dyplomy otrzyma ponad 90 uczniów uczestniczących w regularnych zajęciach, ponad 100 uczniów, realizujących zadania w Klubach Młodego Odkrywcy oraz blisko 30 nauczycieli, zaangażowanych w projekt. Wszyscy nasi młodzi studenci otrzymają dyplomy pamiątkowe, potwierdzające udział w projekcie i zajęciach na UWM w Olsztynie. Dyplomy otrzymają także nauczyciele, uczestniczący w projekcie ze szkół w Szczytnie, Ostródzie, Stawigudy, Butrynach, Lamkowa, Dywit, Olsztyna, Dzierzgonia. Łupsztycha. Projekt Uniwersytet Młodego Odkrywcy finansowany jest przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa wyższego. Więcej o projekcie: http://uniwersytetmo.blogspot.com/p/projekt.html

Niby koniec, ale to dopiero początek nowego rozdziału i poszukiwaniu metod edukacji pozaformalnej i realizowania misji uniwersytetu (poza prowadzeniem badań i kształceniem studentów jest jeszcze misja społeczna).

Elementem projektu był zadanie badawcze. Zbieramy doświadczenia, rozpoznajemy potrzeby, eksperymentujemy z różnymi metodami. Na bazie doświadczeń i wsłuchiwania się w potrzeby nauczycieli oraz szkół, chcemy tworzyć współczesne środowisko edukacyjne (ekosystem edukacyjny). Jesteśmy w połowie drogi. To nie byl poczatek, bowiem od kilku lat organizujemy rózne pikniki i festiwale naukowe. I nie jest koniec, bo co roku pojawiają się nowe pomysły. W globalnej wiosce edukację wymyslamy na nowo. Bo zmienił się świat i potrzeby. I my w tym procesie aktywnie uczestniczymy.

Wydział Biologii i Biotechnologii wraz z końcem projektu nie zamierza zawieszać współpracy z młodymi odkrywcami i szkołami. Już czasie wakacji planowane są wspólne małe projekty badawcze (m.in. liczenie motyli, szukanie modliszki, spotkania w formie plenerowej kawiarni naukowej). A od września zaproponowane zostaną dodatkowe zajęcia dla Klubów Młodego Odkrywcy. Podjęta zostanie także próba uruchomienia drugiej edycji Uniwersytetu Młodego Odkrywcy. Już teraz zapraszam nauczycieli i szkoły do współpracy (więcej na stronie http://uniwersytetmo.blogspot.com  oraz na Facebooku: https://www.facebook.com/Uniwersytet-M%C5%82odego-Odkrywcy-w-Olsztynie-628819603969463/ ).

Zobacz także:

http://uniwersytetmo.blogspot.com/2017/06/wreczenie-dyplomow-i-uroczyste.html

http://biologiaolsztyn.blogspot.com/2017/06/modzi-odkrywcy-otrzymaja-dyplomy.html

UMO_seminarium_2

O wykładach i docenieniu przez słuchaczy

wykadowca_rokuWykład pt., „Czego uczy się człowiek XXI wieku?”, przygotowany dla Uniwersytety Dzieci w Olsztynie, był swoistym eksperymentem. Chciałem sprawdzić czy i jak można włączyć mobilny internet w typowe wykłady. Przede wszystkim chodziło o wykorzystanie zasobów w sieci i materiałów wcześniej przygotowanych. W jakimś sensie jest to praktyczne wykorzystanie konektywizmu.

Samo przygotowywanie trwało długo, ponad miesiąc (Ile czasu potrzeba by przygotować wykład?). Bo niektóre rzeczy musiałem zrobić pierwszy raz… Niektóre pomysły wypróbowywałem także na zajęciach uniwersyteckich ze studentami. Integralną częścią wspomnianego na początku wykładu były treści umieszczone w sieci, np. Tajne zadanie dla wtajemniczonych,  Czego uczy się człowiek XXI wieku ? Cz. 3

Z wykładu wyszedłem nie do końca zadowolony bo QR kody nie zadziałały tak aktywizująco, jak pierwotnie zakładałem. Uczymy się na ciągłym próbach i błędach. Teraz wykorzystuję inny program (pozwala na łatwiejszą informację zwrotną). Ale czym innym jest o czymś przeczytać w książce lub artykule,  a czym innym samemu sprawdzić, doświadczyć. Wykład ten czegoś mnie nauczył i jestem z tego faktu zadowolony.

Próbowanie nowości nie do końca jeszcze sprawdzonych? Emocje powinien przeżywać sam wykładowca, bo inaczej jak zarazi pozytywnymi emocjami (przez język ciał) swoich słuchaczy? A ponadto po wielokroć sprawdzone rozwiązania każdy łatwo znajdzie sam, w przepastnym internecie lub zwykłej bibliotece.

Czy można na wykładzie, zwłaszcza dla młodzieży gimnazjalnej, przedstawiać informacje, na których się jeszcze nie znamy (tak w uproszczeniu)? Tak, bo nauka jest zajmowaniem się rzeczami, na których się nie znamy, które dopiero poznajemy, odkrywamy. Opowiadanie o rzeczach znanych jest tylko… szkolną dydaktyką, odtwarzaniem wiedzy znanej. Zwłaszcza na uniwersytecie powinno być więcej prawdziwej, autentycznej nauki. Czyli pokazywania nauki jako procesu (odkrywania, poszukiwania) a mniej nauki jako produktu (gotowego, zaakceptowanego efektu tych poszukiwań).

Sporym dla mnie zaskoczeniem fakt, że  Fundacja Uniwersytet Dzieci uhonorowała mnie tytułem wykładowca roku 2016/2017 za wykład „Czego uczy się człowiek XXI wieku?”. Wykład wybrali sami uczniowie. Zatem wbrew moim obawom dotarłem z treściami do słuchaczy.

Z wyróżnienia bardzo się cieszę. Takie miłe chwile utwierdzają w poszukiwaniu nowych metod komunikacji na uniwersytecie i udoskonalania dydaktyki nie tylko akademickiej.

Edukacja potrzebuje zupełnie nowej przestrzeni

18198487_10211479713061846_2675394095773558507_nZmieniło się bardzo dużo, zarówno w odniesieniu do społeczeństwa, gospodarki jak i naszej wiedzy o uczeniu się. Nic więc dziwnego, że poszukujemy nowych sposobów, a w zasadzie nowej przestrzeni edukacyjnej. Pojawiają się nowe koncepcje pedagogiczne np. konektywizm. Ale przede wszystkim nieustannie eksperymentujemy (przynajmniej niektórzy, najbardziej „niepokorni”, „niezadowoleni”). I wcale nie dlatego, że stare było złe. Ale dlatego, że pojawiły się zupełnie nowe wyzwania. Inaczej się komunikujemy, inne są zasoby wiedzy i czego innego wymaga rynek pracy. Wielu ludzi w tej nowej rzeczywistości czuje się zaginionych. Powrót do przeszłości wydaje się im remedium na kłopoty. Dlatego tak ważna jest teoria, opisująca świat. Bo ona pozwala mam zrozumieć zarówno obecną sytuację jak i próżnować przyszłość. I w konsekwencji wybierać dobre rozwiązania.

Tradycyjna szkoła i tradycyjny uniwersytet stają się coraz mniej wydolne. A eksperymentów przybywa. Nowa przestrzeń edukacyjna (niektórzy piszą – ekosystem edukacyjny) dopiero jest odkrywana. Coraz więcej zajęć pozaszkolnych, pozaformalnych, coraz więcej propozycji także dla dorosłych i seniorów. Ten „zamęt” jeszcze sporo potrwa. Być może nawet przestrzennie inaczej urządzimy klasy, uniwersytetu, wydziały…

A zdjęcie obok? Pozornie nie ma nic wspólnego z niniejszym tekstem. Tylko pozornie. Bo odnosi się do nowej przestrzeni edukacyjnej i form aktywności. Na przykład na trawniku oraz z działaniami artystycznymi, które dają duże poczucie sprawstwa.

Mobilny Internet na wykładach i trudne zmagania z innowacjami

Kamishibai_1

Chcę podzielić się refleksjami z wykładu o kamishibai w przestrzeni akademickiej i opowiedzieć o tym, że innowacje na uczelniach mają „pod górkę”, a także opowiedzieć o moich próbach zaradzenia nudnym wykładom. Kilkakrotnie pisałem już o tym, że dydaktyka akademicka jest w zapaści ( nie jest to tylko moja opinia). Przyczyn jest wiele, m.in. na uniwersytetach oceniana jest nauka a nie jakość zajęć. Liczą się publikacje a nie zadowolenie studentów i rzeczywisty poziom nauczania. Ale to tylko jedna z przyczyn. Niemniej efekt jest taki, że na przykład wykłady są zazwyczaj nudne. Wykładowcy na rzutnikach multimedialnych zazwyczaj pokazują litery i czytają z ekranu. Trzeba sporej motywacji, by się nie nudzić (nudzą się i wykładowcy i studenci). I to tym bardziej, że duży procent wiedzy wykładowej jest łatwo dostępny z każdego miejsca na Ziemi i w dowolnym czasie. To nie wykłady stały się bardziej nudne niż kiedyś tylko zmieniły się warunki i otoczenie, zmieniło się środowisko edukacyjne. Jeśli więc nie charyzma wykładowcy, to przynajmniej forma niech będzie atrakcyjna. Współcześnie atrakcyjna. Konieczne sa więc nieustanne poszukiwania i innowacje.

Zdając sobie sprawę z faktu iż Power Point jest już mocno przestarzały (atrakcyjną nowinką był 15-20 lat temu) i wsłuchując się w reakcje studentów, poszukuję nowych form. Eksperymenty i poszukiwania są jak najbardziej właściwe w murach uniwersyteckich.

Przede wszystkim wykład ma tę przewagę nad treścią oglądaną lub czytaną w Internecie, że jest spotkaniem z żywym człowiekiem. Z osobowością. Przynajmniej potencjalnie. Samo przekazywanie faktów ma niewielki sens, zwłaszcza jeśli jest podane w nudnej, oklepanej formie.

Tak więc próbuję. W tym roku próbuję z mobilnym Internetem oraz wykładem w formie bajki kamishibai. Z takim też wykładem zagościłem u pedagogów na Wydziale Nauk Społecznych. Wiedziałem, że na sali będzie dużo osób, zatem oprócz przykładu z bajką, przygotowałem prezentację oraz trzy formy wykorzystania Internetu mobilnego. Po pierwsze kody QR, linkujące do różnych treść. Ale tylko niektóre osoby, siedzące bliżej ekranu, skutecznie połączyły się z Internetem za pośrednictwem wyświetlanych na ekranie kodów (można oczywiście wyświetlać link, ale ma to sens tylko dla krótkich i łatwych adresów internetowych). Kody QR nie są więc dobrą formą na wykłady i wyświetlanie ich na ekranie (jeśli już to powinny być wydrukowane w materiałach dodatkowych, papierowych, do rozdania).

Drugą formą było wykorzystanie wydarzenia na Facebooku. Tam też już kilka dni przed zacząłem umieszczać linki do tekstów, filmików itd. Z jednej strony była to zachęta, z drugiej materiały uzupełniające, rozszerzające treść wykładową. Dlaczego event a nie grupa? Bo przecież to tylko jednorazowe spotkanie.

Trzecią formą było wykorzystanie prezentacji w programie Mentimeter – umożliwia tworzenie interaktywnych prezentacji, umożliwiających natychmiastową reakcję słuchacza, a wyniki od razu wyświetlane są na ekranie. Zapisane slajdy z tego programu załączam z niniejszym tekstem. Program poznałem niedawno i próbuję na sobie sprawdzić czy i jak to działa i czy ma sens.

A główną innowacją-eksperymentem, z którym przyszedłem do pedagogów, była bajka kamishibai, wykorzystana do formy wykładowej (Dlaczego biolog przychodzi do pedagogów by opowiadać bajki edukacyjne w formie dziecięcego teatrzyku?). Łączenie wykłady tu i teraz z elementami umieszczonymi w chmurze to mój tegoroczny eksperyment (Ile czasu trzeba na przygotowanie wykładu). Wypróbowuję i doskonalę ten pomysł przy każdej, nadarzającej się okazji. Najpierw przygotowałem na wykład na Uniwersytet Młodego Odkrywcy, potem na wykład dla studentów biotechnologii, a teraz dla studentów, pracowników i nauczycieli.

Było około 80-90 osób na sali. Program Mentimeter wyświetla na ekranie prosty adres internetowy, wystarczy wpisać by połączyć się i dalej pojawiają się pytania do odpowiedzi (różne typy). Pierwszym zadaniem (ale postawionym pod koniec wykładu – ilustracja u góry), było wpisanie trzech słów, kojarzących się z kamishibai w przestrzeni akademickiej. 42 osoby użyły swojego telefonu z mobilnym internetem (nie było bezpłatnego wi-fi). Czyli około 50% obecnych na sali wykładowej. Podobnie było na zajęciach z biotechnologiami (mniejsza grupa ale użycie telefonów w podobnym procencie studentów). Pozostali albo nie chcieli albo nie mogli albo nie potrafili się podłączyć. Czy gdyby było bezpłatne wi-fi to udział byłby większy? Na to pytanie nie potrafię na razie odpowiedzieć. Trzeba to eksperymentalnie sprawdzić.

Kamishibai_2W drugiej ankiecie udział wzięło już nieco mnie osób (32). Było mniej czasu na zadanie i chyba mniej atrakcyjne było samo pytanie, wyświetlane na ekranie. Trzeba było dokonać wyboru. Aż 24 osoby zadeklarowały kontynuację dyskusji na FB. W facebookowym wydarzeniu zarejestrowało się 61 osób (36 zadeklarowało, że weźmie udział, a 25 że jest zainteresowanych). Nie sprawdziłem czy przybyło uczestników po wykładzie. Niemniej aktywny udział w dyskutowaniu wzięło kilka osób. A więc albo deklaracja co do dalszej dyskusji była na wyrost (słomiany zapał), albo aktywność sprowadziła się do biernego czytania (brak odwagi na aktywny i widoczny udział w dyskusji). Ewentualnie część nie odszukała „eventu” na FB.

Niemniej oba zadania pokazały, że jest to znacznie lepsza forma niż qr kody. Możliwa do stosowania bo zdecydowana większość współczesnych studentów ma w telefonach mobilny Internet. Nawet jak uczelnia nie zapewnia bezpłatnego wi-fi (eduroam słabo na mojej uczelni działa, w wielu miejscach).

Na uwagę zasługują osoby, które chciałyby dalszej dyskusji na FB ale nie potrafią poruszać się w świecie cyfrowym. Co najmniej 6 osób przyznało się, że nie potrafi poruszać się jeszcze w tej rzeczywistości. Ciekawe byłoby poznanie motywacji dwóch osób, które uznały, że nie ma sensu dyskusji na FB. Nie wiem czy dlatego, że na Facebooku czy na zaproponowany temat.

Łatwo przeprowadzić ankietę w takiej formie nawet na wykładzie z dużą liczbą osób. Wyniki w epoce cyfrowej uzyskać można łatwo i szybko. Ale dalej pozostanie trudność z interpretacją. Poprawną interpretacją.

Na pewno jest to jakaś dobra metoda zaktywizowania słuchaczy na wykładzie i zachęcenie ich do cichej, dyskretnej dyskusji przez anonimowe głosowanie czy udział w ankiecie itd. Kłopot dla mnie tylko taki, że program zapewnia bezpłatny dostęp tylko do dwóch slajdów. Za więcej trzeba zapłacić (abonament miesięczny lub roczny). Czy uczelnia wykupiłaby licencję dla potrzeb dydaktycznych? Wątpię. Zatem pracownik sam musi inwestować w narzędzia dydaktyczne. A przecież z drugiej strony uczelnia jako zakład pracy rości sobie prawa do wszystkich wytworów autorskich swojego pracownika. Albo równasz w dół do średniej-przeciętnej, albo za własne pieniądze wprowadzasz innowacje. I to jest problem współczesnej, polskiej dydaktyki w szkołach wyższych. Innowacje i innowatorzy mają pod górkę.

Ps. Cieszy mnie to, że kamishibai w przestrzeni akademickiej kojarzy się przede wszystkim z kreatywnością.

Dlaczego biolog przychodzi do pedagogów by opowiadać bajki edukacyjne w formie dziecięcego teatrzyku?

Kamishibai_u_pedagogow_cytrynek_2017Kamishibai to opowieść w formie teatrzyku ilustracji, wywodząca się z tradycji japońskiej. Dlaczego biolog przychodzi do pedagogów by opowiadać o takiej starodawnej formie prezentowania treści? I to w epoce cyfrowej? Czy jest to remedium na zapóźnienia dydaktyki akademickiej i propozycja dla unowocześnienia form edukacji w szkole? Na zaproszenie Wydziału Nauk Społecznych spotkam się ze studentami i pracownikami by podzielić się swoimi doświadczeniami w wykorzystaniu mobilnego internetu i materiałów umieszczonych w chmurze jako uzupełnienia tradycyjnego wykładu.

Na ulicę Żołnierską idę z dużą nadzieją. Dawniej mieścił się tam Instytut Biologii i Ochrony Środowiska WSP w Olsztynie. Spędziłem tam wiele lat, jako student i jako pracownik. W tych murach odbyło się wiele ważnych dyskusji o edukacji. Teraz idę szukać wsparcia i inspiracji. Idę z nadzieją, że pedagodzy staną się katalizatorem dla olsztyńskiej, akademickiej dyskusji o edukacji, w tym edukacji w murach uniwersyteckich. Idę wszak do specjalistów od edukacji. Liczę, że w długoterminowej współpracy i otwartej dyskusji czegoś nowego się dowiem, że będę uczestnikiem dyskusji o meandrach i wyzwaniach współczesnej edukacji.

Warunki będą nietypowe, bo to wykład dla dużej grupy, a więc standardowa forma kamishibai  nie nadaje się (trzeba eksperymentować z formami hybrydowymi). Trzeba dostosować opowieść w konwencji kamishibai, zarówno do dużej sali jak i do epoki cyfrowej. Poza rozważaniami ogólnymi, dotyczącymi globalizacji, cyfryzacji i robotyzacji przedstawię także bajkę edukacyjną o cytrynku latolistku oraz pokażę pomysł na wykład akademicki w formie opowieści kamishibai z elementami myślenia wizualnego (myślografia, rysnotka).

Będą to także rozważania na temat unowocześniania dydaktyki nie tylko akademickiej oraz o zagrożeniach związanych z globalizacją, cyfryzacją i robotyzacją,  uzupełni je pytanie czy ludzi zastąpią komputery i roboty także w edukacji.

Na ogół (?) zakazujemy studentom korzystania z telefonów komórkowych i nagrywania wykładów. Tym razem zachęcam, aby na wykład przyjść z smartfonem, tabletem lub innym urządzeniem mobilnym, z dostępem do internetu i zainstalowanym, bezpłatnym programem do odczytywania kodów QR. Warto przynieść także notatniki, kolorowe długopisy, mazaki lub kredki. Można będzie robić zdjęcia i nagrywać filmiki (jako forma indywidualnych notatek). Albo notować w dawnym, analogowym stylu.

Kamishibai – analogowa komunikacja i edukacja w epoce cyfrowej? Czy jest to sensowna propozycja? O tym będę chciał z pedagogami porozmawiać. Mają większą wiedzę ode mnie i większe doświadczanie. Idę się uczyć. Aktywnie. Jednym słowem nauczeństwo w czasach trzeciej rewolucji technologicznej.

Kamishibai_u_pedagogow_cytrynek__2017

Zrobiłem to! Wykład w formie bajki kamishibai z wykorzystaniem myślografii

17310106_10211063925187409_5600699602202326091_oOdważyłem się, przygotowałem i zrealizowałem, wykład dla studentów, w formie bajki kamishibai. Miałem dużą tremę i spore obawy, jak to zostanie przyjęte i jaki będzie efekt. Ale zanim opowiem o efektach, najpierw przedstawię skąd się wzięła inspiracja i dlaczego wykład właśnie w takiej formie .

Nawet najlepsza metoda, stosowana zbyt często, może znużyć i stracić swój pierwotny blask. Kiedy pojawiły się rzutniki multimedialne i Power Point, powiało w salach akademickich nowoczesnością i świeżością. Była to znacząca odmiana po rzutnikach pisma (folie) i mówieniu wykładów/referatów z kartki. Prezentacja multimedialna na obronie doktoratu czy na wykładzie, zachwycała. Dawała przecież duże możliwości. Szybko na trwałe zagościła na konferencjach naukowych i salach wykładowych. Została wprowadzona jako element egzaminu dyplomowego. Po kilkunastu latach najwyraźniej spowszedniała. Nie było już nowości a czytanie z ekranu tekstu momentami zaczynało irytować słuchaczy. Świat się szybko zmienia, a zwłaszcza środowisko akademickie powinno być liderem zmian i upowszechniania nowości. Od czasu do czasu pojawiały się inne programy, np. Prezi, co nieco wprowadzało odmiany i zainteresowania.

Trzy lata temu po raz pierwszy miałem okazję zobaczyć opowiadanie bajki kamishibai (wtedy nie wiedziałem jak to się nazywa, ale spodobało mi się jako zupełnie inne podejście do opowiadania). Był to występ Anais Fleur w czasie charytatywnej aukcji „Malality pod młotek„, w dniu 14 lutego 2014 r. Kilka miesięcy wcześniej (8 czerwca 2013 roku) w Pałacu Młodzieży w Olsztynie odbył się maraton malarski (w którym uczestniczyłem, malując swoje butelki) i sztafeta literacka pod nazwą „Malality”. „Malality” to inicjatywa młodych artystów, którzy zachęcali do wspólnej twórczości mieszkańców Olsztyna. Przez cały dzień pod skrzydłami muz szerzona była idea wolontariatu. W trakcie imprezy czytano poezję Gałczyńskiego, przy której stworzono około 70 prac plastycznych. Część prac przekazano Hospicjum a część przeznaczono na „licytację” w dniu 14 lutego 2014 r. I ja miałem swój maleńki udział. Dawanie procentuje, bo ja dzięki udziałowi w tej akcji miałem okazję i dużą przyjemność zobaczenia pani Anais (zobacz film)

W głowie zalęgła się myśl: a może by właśnie  tak spróbować przygotować wystąpienie? Potem, w czasie wyjazdu terenowego, w rozmowie ze studentką, dowiedziałem się, że studenci znudzeni są prezentacjami. Bardzo ciepło wspominała profesora, który nie korzystał z rzutnika multimedialnego (pan starszej daty, jeszcze nie opanował nowoczesnej techniki komputerowej) ale opowiadał z wielką pasją, wzbudzając zainteresowanie.

W ubiegłym roku, w czasie konferencji Ideatorium (poświęcona dydaktyce akademickiej), zebrane tam grono nauczycieli akademickich zgodnie wyartykułowało, że dydaktyka akademicka zatrzymała się w rozwoju na zdobyczach sprzed 20 lat: kserówkach i Power Poncie. W czasie Ideatoriów w Gdańsku, pracownicy uniwersyteccy poszukują nowych metod, dzieląc się doświadczeniami z wdrażania grywalizacji itp (ja rok temu opowiadałem o wykorzystaniu kodów QR). Nieco później dostałem propozycję napisania trzech bajek edukacyjnych dla dzieci, prezentowanych w formie kamishibai. Wyzwania podjąłem się z dużą przyjemnością i zaciekawieniem. W taki sposób otrzymałem skrzyneczkę (mały, drewniany parawanik). Plansze namalował artysta, a ja miałem okazję opowiedzieć bajkę o cytrynku latolistku w czasie Europejskiej Nocy Naukowców we wrześniu 2016 roku. To był mój pierwszy raz. Dla dzieci.

Ale w głowie ciągle dojrzewała myśl, żeby przygotować wykład dla studentów w takiej niecodziennej formie. Od lat prowadzę przedmiot autoprezentacja (głównym celem jest pokazanie i przećwiczenie metod prezentacji publicznych, w tym wygłaszania referatów). Staram się ciągle wprowadzą jakieś nowości: grywalizację, e-portfolio, lapbook itp. Zaplanowałem więc przygotowanie wykładu o tym, jak wygłosić referat, tym razem bez rzutnika multimedialnego i prezentacji w programie Power Point, ale właśnie w formie bajki kamishibai.

Ostatnim impulsem był udział w webinarium z SuperBelframi (spotkałem na konferencji w Warszawie – Inspiracje). Zacząłem ćwiczyć myślografię i ryśnotki (myślenie wizualne, notowanie graficzne). Przypomniałem sobie swoje dawne szkolenie z mind mappingu. Ale nauczyłem się także nowych umiejętności. A przede wszystkim nabrałem odwagi.

Kłopot z przygotowaniem wykładu w formie bajki kamishibai polegał na konieczności namalowania kilkunastu ładnych rysunków. Odkładałem to na wolny czas. Natomiast myślografia umożliwiła szybsze wykonanie potrzebnych plansz. Siadłem i narysowałem, jedynie ilustrację tytułową namalowałem akwarelkami (bo chciałem zobaczyć jak to będzie wyglądało). Wyciągnąłem także z szafy dwa rekwizyty: skarpeciaka-Profesorka, które kiedyś dostałem i Kłobuka, którego w ubiegłym roku wykonałem na warsztatach nad Jeziorem Krzywym.

Odważyłem się i opowiedziałem swoją bajkę studentom biotechnologii oraz biologii. Na wykładzie z autoprezentacji oraz na seminarium dyplomowym. Oba wykonania w małej grupie (bo na dużą salę ta metoda nie nadaje). I studentom spodobało się. Bałem się, że może odbiorą jako metodę infantylną – taki dziecinny teatrzyk, a oni przecież są dorośli i studiują kierunek przyrodniczy. Ku mojemu zadowoleniu i niewielkiemu zaskoczeniu, odebrali bardzo dobrze. W jednym z komentarzy, tuż po wystąpieniu usłyszałem, że studenci mają przesyt prezentacji multimedialnych (zwłaszcza tych czytanych z ekranu), więc każda inna forma odbierana jest z dużą ulgą i wdzięcznością. Wskazali też na kilka drobnych niedociągnięć technicznych. Wiem już co i jak poprawić. W jednej grupie studenci nagrali fragmenty, więc mam nadzieję zobaczyć swoje wystąpienie z perspektywy widza.

Na pewno będę jeszcze próbował z kolejnymi wykładami w formie bajki kamishibai. Muszę tylko nauczyć się tworzenia opowieści i sztuki opowiadania. Samo rysowanie nie wystarczy. Ciągle się czegoś trzeba uczyć. Ale nie martwię się tym, bo uczenie się rozwija. I sprawia, że i mówca się nie nudzi. Nowość to wyzwanie i radość z osiąganie nowych celów.

Nawiązując do tytułu: zrobiłem to i… zrobię znowu. Narysuję, namaluję, opowiem. Ale z umiarkowaniem i niezbyt często, by nie spowodować przesytu. Z wykładów multimedialnych nie rezygnuję, dalej będę je przygotowywał.