Poeci w czasach smartfonów i epoce esemesów

25442770_10213475154106625_6703098992272544947_nNajpierw ludzie nauczyli się mówić. Było to jakieś kilkadziesiąt tysięcy lat temu. Albo trochę wcześniej. A zaraz potem narodziła się poezja, jako jedna z form opowieści. Poezja kształtowała się jakieś kilkadziesiąt tysięcy lat. Trwała i się rozwijała wraz z coraz większymi umiejętnościami językowymi.

Pierwszy kryzys przyszedł, gdy ludzie wynaleźli pismo. Ale poezja przetrwała, zmieniona ale jednak przetrwała. A czy poezja i poeci przetrwają w czasach smarftonów? Chyba tak, bo spotkałem w pałacu w Rudnie (gmina Kołbiel) poetę piszącego wiersze na smarfonie. I czytającego je z telefonicznego ekranu. Kartka papieru nie jest potrzebna. Zapewne nie jest jedynym tego rodzaju poetą w czasach esemesów i mobilnego internetu.

Dlaczego w ogóle powstała poezja? Chyba z dwóch powód: piękna języka i potrzeby zapamiętania. Najprawdopodobniej główną funkcją języka ludzkiego było budowanie więzi, swoiste iskanie na odległość. Ale na pewno ważną jego funkcją było też przekazywanie treści i informacji.

Już od swojego zarania człowiek lubił opowieści. Słuchać i opowiadać. Oprócz pieśni, opowieści, mitów, legend, sag itd. była poezja. Jak już powstał język (mowa) to uwidoczniła się niespodziewana cecha języka – piękno słów i budowanych zdań (nie wynika z merytorycznej treści czy przekazywanej informacji). Nie tylko wartość informacyjna ale i piękno (dobra komunikacja wymaga także i estetycznego piękna). To chyba był pierwszy powód powstania poezji. A drugi? Pamięć. Bo jak zapamiętać piękno słów i dłuższą opowieść? Tak narodził się rytm i rym (w pieśniach pamięć wspomagana była muzyką) – technika zapamiętywania.

Przez tysiąclecia istniała tylko poezja mówiona. Deklamowana, wypowiadana. Rym i rym służył zapamiętaniu. Trzeba było ułożyć piękne wiersze lub słuchając zapamiętać je od innych. A potem samemu deklamować. Była poezja intymna by pięknymi strofami uwodzić i miłość rozpalać. W wiadomym celu. Ale była i poezja towarzyska – by bawić zebranych, dawać rozrywkę, uczyć, przekazywać wartości. Poezja kameralna, poezja biesiadna i poezja wzniosła, plemienna. Zapamiętaliśmy tylko to co najpiękniejsze i najwartościowsze. Miliony innych fraszek, wierszy i poematów przeminęło.

Kiedy powstało pismo, to na początku było ono jedynie dodatkowym sposobem zapamiętania wiersza, poematu itd. Zapisać by odczytać. Pismo jako dodatkowa pamięć zewnętrzna. W tych czasach literatura (coś, składającego się z liter zapisanych) wiernie naśladowała kulturę mówioną. W poezji dalej był rym i rytm. Bo głównie poezja była wypowiadana. Z czasem zaczęliśmy wiersze czytać. I to był pierwszy cios dla poezji. Stała się niszowa.

Literatura sama siebie odkrywała i niejako wyzwoliła się spod szablonu kultury mówionej. Gdy wynaleziono druk i słowo pisane stało się tanie i powszechne, poezja zaczęła tracić rym i rytm. Bo już nie służyły zapamiętaniu. Wszak było już zapisane. Poeci zaczęli pisać wiersze dla ich graficznej i literalnej urody. Ale to piękno trzeba zobaczyć a nie wysłuchać. Bo nie słychać – tylko widać.

Pismo mocno zaszkodziło poezji. Ale ona przetrwała, zmieniona: pisana i czytana a nie zapamiętywana i wygłaszana. Wiersze czytane brzmią zazwyczaj gorzej niż te same wypowiadane z pamięci. Tylko nieliczni potrafią dobrze i przekonująco czytać na głos.

A teraz nastał czas elektronicznych ekranów, smartfonów i tabletów. Ponoć mniej czytamy. Przynajmniej mniej słów zapisywanych na papierze. O wiele łatwiej przesłać dźwięk, obraz i mimikę twarzy niż tylko same słowa. Dzięki smartfonom zaczynamy więcej mówić… niż pisać. To w jakimś sensie powrót do przeszłości. A czy w tych czasach przetrwa poezja?

Na grudniowym spotkaniu w pałacu w Rudnie spotkałem poetę, który pisze swoje wiersze na smarfonie i czyta je z ekranu telefonu. Bez pośrednictwa odręcznego pisma czy pisana na maszynie lub komputerowej klawiaturze. Jak widać poezja może istnieć bez drukowanych tomików wierszy.

Narzekamy na epokę elektronicznych gadżetów, że powodują spadek czytelnictwa. Chyba tak nie jest, bo piszemy dużo więcej, tyle tylko że wypowiedzi są inne. Zazwyczaj są to krótkie formy w postaci esemesów czy rymowanych życzeń świątecznych. Tak jak kiedyś fraszki, służą rozrywce i utrzymywaniu więzi.

Najpierw jest pomysł i sens wypowiedzi. Potem ubieramy te treść w piękną formę. Szukamy słów, które będą wywoływania niebanalne skojarzenia i układały się w piękne zdania. Ma być z sensem i pięknie (nie zawsze się udaje). 

W epoce pisma drukowanego poezja była limitowana. Autorzy skupiali się wokół wydawnictw lub czasopism. Nie dla każdego było miejsce. Nobilitacją było drukowanie w czasopismach lub tomikach wierszy. A czy obecnie zwykły lekarz może być poetą? Czy może pisać wiersze? Może. Druk jest tani, więc może sam wydawać swoje tomiki wierszy. A jeszcze łatwiej umieszczać je w internecie, wysyłać pocztą elektroniczną czy esemesami. Skoro nie potrafimy zapamiętywać tak jak nasi przodkowie, to możemy zapisywać w swoich tabletach i telefonach. I za ich pośrednictwem łatwo upowszechniać. Bo sensem poezji jest komunikacja: albo wypowiadaniem albo zapisywaniem na papierze, albo zapisywaniem na elektronicznych kartach pamięci. Mówimy, drukujemy, esemesujemy. Komunikujemy się.

Wydawało mi się, że poezja jest przeżytkiem… w czasach powszechnego słowa drukowanego. Ale skoro wiersze funkcjonują w smarfonach, to najpewniej poezja przetrwa . Na pewno lepiej poezji się słucha niż ją czyta. I do tego elektronika się bardziej nadaje niż zadrukowany papier.

Dlaczego przetrwa? Bo układanie wierszy daje poczucie sprawstwa. Tworzymy piękno i pokazujemy je innym. Sprawstwo i budowanie więzi międzyludzkich. Poezja więc przetrwa. I będzie popularna, zejdzie pod „strzechy” (raczej pod tabletowe ekrany). Nie wszystko musi być ponadczasowe. Wystarczy, że będzie nasze.

 

Dalie malowane na szkle cz. 2

dalie2Jakkolwiek nie planowałem tego wcześniej, to ponownie włączę się z Olsztyńską Wystawę Dalii, (piąta edycja). Kolejna okazja na niezwykły plener wśród pachnących kwiatów, w szklarni i ogrodzie doświadczalnym UWM. W sympatycznym towarzystwie.

Przyroda malowana na szkle. Na starych butelkach, słoikach, na tym co „niepotrzebne”, co zawadza. Najważniejsze jest spotkanie i rozmowy. Malowanie jest tylko pretekstem. Można milczeć i nie zabijać ciszy banalnym słowem. Ale można mówić, opowiadać, skupiając się na prostaczych czynnościach.

Każdy może tworzyć, bo twórczość jest przyjemna, zwłaszcza w towarzystwie pogodnych ludzi. Tradycyjnie już, powstałe w czasie pleneru prace, wystawimy na wystawie w czasie Nocy Biologów, w styczniu 2018 roku. Zapraszam we wrześniu (9-10 września 2017). Przynieś ze sobą jakąś butelkę lub słoik. Albo abażur żyrandola lub lustro. Butelki i słoiki muszą być pozbawione etykiet. Farby będą. Ale tradycyjnie można przynieść kawałek własnego ciasta lub innego smakołyku.

9 września, w godzinach 11:00-16:00 odbędą się także inne artystyczne warsztaty. Poza „Daliami na szkle malowanymi, cz. 2” będzie także „Gipsowy dalii ślad” (poprowadzi artysta rzeźbiarz Dąbrówka Tyślewicz, adiunkt Wydziału Architektury Politechniki Gdańskiej), oraz warsztaty florystyczne pt. „Kompozycje z dalii” (grupa M.A.I.K.)

A jak ktoś chce, to może przyjść ze swoimi sztalugami i malować akwarelami na papierze, farbami akrylowymi czy olejnymi.

Więcej na ten temat:

 

Edukacyjne kamienie w przestrzeni publicznej

dialogDo tej pory malowałem na kamieniach lokalną różnorodność biologiczną, głównie rośliny i owady. W mojej intencji miały być elementem edukacyjnym i jednocześnie przyrodniczym street-artem. Wykorzystywałem także jako element gry terenowej z elementami questingu – by nadać mały element przygody w poszukiwaniu kolejnych kamieni i odgadywaniu gatunków. By zainspirować do poszukiwania wiadomości na temat spotykanych „chwastów i robali”. W społecznych plenerach w parku czy na trawniku, wspólne malowanie było zakończeniem opowieści o motylach czy niezwykłych chwastach, zwieńczeniem akcji zakładania miejskiej łąki itd. Leżąc w parku czy na trawniku nieustannie zachęcały do kontynuacji i kolejnych spotkań. Wspólne malowanie to pretekst do bycia razem i tworzenia choćby efemerycznej wspólnoty.

Na lipcowym plenerze w Zastawnie odkryłem coś jeszcze. Malując słowa można wykorzystać kamienie, fragmenty dachówek czy okruchy betonu do edukacji społecznej. Pomysł ten podsunęły mi projekty „kufra z marzeniami” czy „koszyka dobrych życzeń” (z którymi wcześniej miałem przyjemność się zapoznać). Nie jest więc to całkiem nowy pomysł. W przyrodzie i ludzkiej kulturze dominuje wszak ciągłość i nieustanne przetwarzanie. Nieustanna ewolucja.

szukajPokruszone stare dachówki, fragmenty doniczek… to niepotrzebne nikomu elementy. Niejako „zepsute”, zbędne, odrzucone na śmietnik. W ujęciu społecznym dobrze to ilustruje ludzi „niepotrzebnych”, wykluczonych, wyalienowanych. We współczesne Polsce nawet większość jest wyrzucona poza nawias, poza naród, nazwana kanaliami, zdradzieckimi mordami, obrażana na wszelkie sposoby. Może dlatego temu „gorszemu sortowi” akcja malowania i pisania na kamieniach czy starych dachówkach przypadła szybko do gustu? Taki drobny street art z edukacyjnym przesłaniem, najszybciej zakorzenił się w Elblągu i Morągu (zobacz Elbląg, oarz „kamienie przemówiły„, plener w Zastawnie).

Malowane kamienie i fragmenty ceramiki, potłuczone dachówki, gliniane garnki czy donice. Ze słowami ważnymi dla wszystkich „potłuczonych” i „wyrzuconych”, z ich marzeniami. Jeszcze tylko dodać element terenowej gry miejskiej i być może QR Kody, przekierowujące do szerszego opisu, a społeczne przesłanie będzie głębsze i pełniejsze.

Wakacje długie. Może się uda.

kamienie_z_parku_centralnego

Biblioteka pod szpileczką i pierwszy Warmińsko-Mazurski Molariusz

malowanie_na_szkleŚwięta spędziłem na Mazowszu. W oczy kłuły tłumy ludzi z plastikowymi reklamówkami. Jednorazowymi opakowaniami, które za chwilę lądują w koszu. Bogate społeczeństwo? A w pojemnikach na śmieci dużo nieposegregowanych odpadów. Pojemniki do segregacji stoją obok…. Duża, jednorazowa konsumpcja. A kto bogatemu zabroni? Jest to raczej brak nawyków odpowiedzialności za środowisko wokół nas niż bogactwo. W wielu miejscach publicznych powycinane drzew lub pokaleczone „przycinaniem”. Brak elementarnej wiedzy przyrodniczej i ogrodniczej rzuca się w oczy. Jakaś archaiczna, chłopsko-folwarczna mentalność bezrefleksyjnego „panowania” nad przyrodą i eksploatowania. Bo mogę…. moja chata z kraja…

Książka jest spotkaniem z drugim człowiekiem. Można uczyć się na błędach (i sukcesach) nie tylko swoich. Nawet jeśli przemyślenia o świecie ubrane są w literacką fikcję. Dobra fikcja jest prawdziwa… bo jest modelem, uogólnieniem świata. Tak jak teoria naukowa. Tyle tylko, że trudniej ja poprawnie i jednoznacznie interpretować.

Odwiedziny bibliotek to przemyśliwanie lektur na nowo, szukanie ich aktualnego wydźwięku i kontekstu. Lalkę Bolesława Prusa – tak jak i wiele innych szkolnych lektur – przeczytałem ponownie w wieku mocno dojrzałym. Niby te same książki, ale zupełnie co innego z nich wyczytałem. Dostrzegłem nowe treści, na co innego zwróciłem uwagę. Tak, to prawda, świat postrzegamy przez pryzmat własnego wnętrza (systemu wiedzy i wartość) i przez pryzmat własnych doświadczeń.

Romantyzm czy praca u podstaw, pozytywizm Wokulskiego? Coraz mocniej skłaniam się do pozytywistycznej pracy u podstaw, w wielu wymiarach, także i w odniesieniu do edukacji prośrodowiskowej (ekologicznej).

Zamknięcie biblioteki Zielińskich w Płocku to poważny uszczerbek w kulturze lokalnej. Różne instytucje pożałowały pieniędzy na utrzymanie otwartej biblioteki i udostępnianie bogatych zbiorów. Kiedyś podarowanych pro publico bono. Zbiory i budynek są… tyle, że zamknięte. Potrzeba szukania nowego pomysłu, żeby przekonać społeczeństwa i polityków, że biblioteki są ważne. Bo nie każdy dostrzega ekonomiczny wpływ kultury. Wiedzy niby nie widać, ale jej efekty to już i owszem.

Nie samym chlebem człowiek życie – ludzie potrzebują sensu. I zrozumienia otaczającego nas świata. W zmieniającym się świecie różne biblioteki (a w zasadzie pracujący tam ludzie – kapitał ludzki!) wymyślają nowe funkcje i nowe formy udostępniania wiedzy oraz organizowania kontaktu człowieka z człowiekiem (także za pośrednictwem książek i czasopism). Na przykład w Przasnyszu Biblioteka organizuje różne spotkania, np.  20 kwietnia 2017 r., w ramach Klubu Rękodzieła „Biblioteka pod szpileczką”, odbędzie się malowanie starych butelek i słoików (czytaj także Przez szkło butelek, w przasnyskiej bibliotece).

Z kolei Biblioteka Uniwersytecka UWM, w ramach Tygodnia Bibliotek), zaprasza w maju na plenerowe malowanie Warmińsko-Mazurskiego Molariusza (zobacz szczegóły), na dachu Biblioteki Uniwersyteckiej. Pomalowane zostaną stare, mazurskie dachówki. Ale jedna dachówka przyjechała aż z Umbrii, z Włoch, gdzie narodziła się idea wolnego życia cittaslow. 

12 maja 2017 r. (zobacz więcej /) spotkamy się by malować mole książkowe. Tak powstanie pierwszy Warmińsko-Mazurski Molariusz. Spotkamy się, by w otoczeniu wiedzy niespiesznie rozmawiać, malować i popijać herbatę. Rozmawiać będziemy o literaturze, różnorodności biologicznej i … o ekologii moli książkowych. Wstęp wolny, każdy może przyjść.

W czasie Tygodnia Bibliotek spotkamy się na tarasie Biblioteki Uniwersyteckiej UWM w Kortowie, by pomalować stare dachówki. Dachówki będą tutejsze, ze starego siedliska. One dużo widziały, dużo pamiętają. Może i ze 100 lat mają. Tym razem namalujemy mole książkowe, tak jak sobie wyobrażamy. Powstanie Molariusz (tak jak bestiariusz), który eksponowany będzie na specjalnym stelażu przed Biblioteką (obecnie są tam dachówki z bioróżnorodności Warmii i Mazur).

Spotkamy się, by przy malowaniu rozmawiać o książkach, czytaniu, molach książkowych. Studenci kierunku dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze przygotują kilka opowieści o własnych molach książkowych. W dowcipnej opowieści przedstawią swojego mola, jego biologię, budowę (zilustrowaną malunkiem na dachówce), opowiedzą jaki tryb życia prowadzi, w jakim siedlisku spotkać go można, opowiedzą o powiązaniach z innymi gatunkami. Będzie więc to ekologia moli książkowych. A przy okazji bioróżnorodność lokalna i fantastyczna.

Przyjdź, dachówki i farby już będą czekały. Można zabrać ze sobą jakieś ciasto lub coś do zjedzenia, by podzielić się z innymi. Konieczny dobry humor. A malować każdy potrafi. Pomożemy w razie czego. Można oczywiście przynieść własną dachówkę, o niezwykłej historii. I o niej, przy malowaniu opowiedzieć. Ja przyniosę ze sobą dachówkę z gminy Vafabbrica (Włochy, Umbria), przywiezioną przez Panią Prof. Małgorzatę Chomicz. Została znaleziona w miejscu starego klasztoru. Klasztoru już nie ma, zostało po nim trochę dachówek i figura na skale.

Przez szkło butelek, w przasnyskiej bibliotece

czachorowski_butelkiBiblioteki stają się miejscem spotkań międzyludzkich już nie tylko przez papier (książka) ale i rozmowy twarzą w twarz. Dawną tradycją były i są spotkania autorskie, z pisarzami, poetami, dziennikarzami. Ale ostatnio zakres tematyczny spotkań się poszerza. Biblioteki zmieniają swój charakter. Są bardziej otwarte i wypełniają miejsce publicznych spotkań.

Kilka razy malowałem już w przestrzeni publicznej. Teraz zostałem zaproszony do Przasnysza, na rozmowy przyrodnicze przy… malowaniu butelek.

Dnia 20 kwietnia 2017 r., w ramach Klubu Rękodzieła „Biblioteka pod szpileczką”, działającego w Filii Nr 1 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Przasnyszu ul. Orlika 27 (Budynek Spółdzielni Mieszkaniowej), odbędą się warsztaty plastyczne malowania na szkle. Poprowadzę te warsztaty i mam nadzieję, ze powstaną prace, które stanowić będą zaczątek wystawy. Malowaniu towarzyszyć będą opowieści (niczym traktat o łuskaniu fasoli) o różnorodności biologicznej Mazowsza. Motywami do malowania będą gatunki roślin, grzybów i zwierząt. Zasoby wiedzy będą pod ręką (wszak to biblioteka), zarówno opisujące przyrodę jak i ilustracje, które mogą być inspiracją i wzorem. A gdyby zabrakło, to wystarczy sięgnąć po telefon z mobilnym internetem i skorzystać z przepastnych zasobów kultury i wiedzy światowej.Biblioteka to miejsce, gdzie wiedza ogólnoludzka jest w zasięgu reki… i wzroku.

Jeśli jesteś z Przasnysza lub okolic, to weź z domu pusty słoik czy butelkę, umyj, zdejmij etykietę i przyjdź… malować wspólnie bioróżnorodność Mazowsza. Miejsce i farby już będą na Ciebie czekały. Zapisy do dnia 12 kwietnia pod numerem tel.(29 714 10 27).

Wiedza jest bogactwem i dobrem ogólnym, które jest warunkiem rozwoju cywilizacji i do którego prawo ma każdy. Tak jak do wody i powietrza. Nie można więc zamykać i ograniczać dostępu do wiedzy. Podobnie jest ze sztuką. Nauka i sztuka zachwyca się światem, każda na swój sposób i w odmiennej formie. Najefektywniej poznawać wiedzę i sztukę… przez własne uczestnictwo i aktywność. Malujmy więc razem, rozmawiajmy o przyrodzie (np. w bibliotece). Podyskutujmy także o recyklingu, konsupmcji i śmieciach, które wyrzucamy tu i ówdzie. 

W otaczającej rzeczywistości przyrodniczej dostrzegam nie tylko zależności przyczynowo-skutkowe, prawidłowości i obiekty badawcze, ale także piękno. Motywem malowania jest chęć czynienia świata piękniejszym, nawet jeśli to piękno jest ulotne. Podstawowym surowcem są odpady cywilizacji nadmiernej i szybkiej konsumpcji – szklane butelki i słoiki (zbędne opakowania). Butelki i słoiki zbieram w dzikich zakątkach przyrody Warmii i Mazur. A teraz może uda się uchronić mazowieckie lasy, przydroże, zbiorniki wodne.

Zebranym „śmieciom” nadaję nową wartość. Jest to filozoficzny podtekst nadawania rzeczom zbędnym także i ludziom wykluczonym, spisanym na straty, zapomnianym, nowej ważności i wartości. Recykling rzeczy i znaczeń to promocja postaw przyjaznych środowisku i ludziom. Malowanie butelek  ma służyć ulepszaniu świata. Jest jak chasydzka przypowieść, by za pomocą drobiazgu, jaką jest przywrócona do życia butelka czy słoik, opowiedzieć o rzeczach ważnych i większych – za pomocą części pokazać całość.

Lubię malować z ludźmi w przestrzeni publicznej, by wspólnie odzyskiwać ją na społecznego życia (na zdjęciu wyżej piknik naukowy na olsztyńskiej Starówce). Nauka jest ważną częścią kultury. Wyjaśnianie złożonej rzeczywistości wymaga wytrwałości. Malowanie na szkle także. Ludzie dzielą się wiedzą (ale i sztuką, miłością) nie tylko ze względu na korzyści finansowe, lecz coraz częściej po to, żeby uczynić świat miejscem lepszym do życia. Swoisty trend dzielenia się (ang. sharing economy/collaborative consumption – ekonomia dzielenia się) obserwowany jest zarówno w sieci (zwłaszcza w mediach społecznościowych czy dziennikarstwie obywatelskim), jak i w świecie realnym (np. bookcrossing).

Dzielenie się jest również podstawowym elementem nauki: jej postęp i rozwój ściśle związany jest z wymianą informacji, spostrzeżeń, wyników badań. Rozdaję swoje butelki ludziom i instytucjom by przeciwdziałać wykluczeniu i rozmyślać nad nowym urządzeniem cywilizacji, nową odpowiedzią jak żyć. Na co dzień. Sztuka jest polem działania dla intuicji. Nauka jest polem działania racjonalności. Malujący naukowiec to negocjacje tych dwóch światów. W wymiarze osobistym malowanie jest dla mnie relaksem i wyjściem z wąskich ram życia zawodowego. Z dużą radością malował będę w Przasnyszu.

Moje malowane butelki i słoiki ozdabiają wiele kawiarni i restauracji Olsztyna, regionu oraz powędrowały do wielu zakątków Polski, Europy i świata. Są już w Przasnyszu. Ale teraz będzie ich więcej i malowanych przez różne osoby. 

O malowaniu słoików, odbieraniu świata przez fakty i teorię oraz o poczuciu niezwykłości

10544782_10203528772373298_6940365852535361572_nNie liczą się tylko same obiektywne fakty ale także teoria, którą „obserwujemy” owe fakty. Świat obserwujemy nie tylko szkiełkiem i okiem ale i teoria (paradygmantem). Dlatego wielu patrzy na to samo, a „widzi” różne rzeczy, inaczej opisuje to, co przed nami. Wiedza ludzka nie jest tylko sumą faktów i wiadomości. Paradygmat (teoria, model świata) dziedziczymy wraz z kulturą, w relacjach z innymi ludźmi. Opinia innych ma dla nas znaczenie. Ważne jest więc to, wśród jakich ludzi przebywamy, z im się komunikujemy. Bo to od nich „załapujemy” wszy, mikroorganizmy i idee. 

Mój wakacyjny odpoczynek wiąże się także z malowaniem butelek i słoików. Wreszcie mam trochę czasu na rozmyślania przy malowaniu. 

Poczucie wyjątkowości sprawiają sławne osoby (tytuły. stanowiska, nagrody, statuetki). Bo skoro inni już dostrzegli wielkość i niezwykłość danej osoby to i dla mnie, słuchacza-odbiorcy, oznacza to chwilę wyjątkową, wartościową, niezwykłą. Czuję się dowartościowany obecnością tejże osoby, czuję się uczestnikiem czegoś ważnego i wyjątkowego. Świat odbieramy nie tylko przez obserwowane fakty ale i przez teorię (paradygmat, całościowy model), zgodnie z którą interpretujemy to co widzimy. Zatem zdajemy się na zapowiedź, anons, że oto ktoś sławny przed nami stanie, coś powie, zaśpiewa itd., lub samemu trzeba tej niezwykłości poszukać i wydobyć…dostrzec w zapowiedzi wystąpienia, wydarzenia, na podstawie aktualnie doświadczanego kontaktu z dana osobą. Jedni potrzebują etykietki-anonsu, inni sami potrafią dostrzec i wydobyć..

Nastawienie jest ważne dla odbioru i emocjonalnej oceny. To tak jak ja wydobywam niezwykłości w startych (pospolitych) butelkach, z czegoś z pozoru byle jakiego, pospolitego, nieważnego. Po nałożeniu farby staje się słoik czymś wyjątkowym, niepowtarzalnym, unikalnym rękodziełem. Tak trzeba zapowiedzieć mówcę. Wydobyć coś niezwykłego, zauważyć i zaanonsować. Pomóc innym spojrzeć na rzeczywistość inaczej. Mam na myśli upcykling oraz zapowiedź referatu czy naukowego, Wbrew pozorom to zbliżone zjawiska…

3 razy U czyli o przywracaniu wartości i sensu starym butelkom

butelka_ladna

Butelki i słoiki, kiedyś były pełne i potrzebne. Pospolite ale przydatne jako opakowanie. Po wykorzystaniu zawartości opakowanie wyrzucamy. Leżą i szpecą krajobraz, przyrodę. Zapełniają wysypiska odpadów. Przemijanie jest czymś naturalnym. Jednak w kulturze konsumpcji i jednorazowości przemijanie jest bardzo szybkie. Zbyt szybkie.

Pospolitość jest brzydka. Takich słoików i butelek jest pełno. Pełno w sklepie, pełno na śmietniku i niestety w lesie czy jeziorze. Setki, tysiące, więc pospolitość nie ma wartości (w naszych oczach). Ewentualnie niewielką. Do czasu, gdy pełni rolę opakowania. Pospolite i puste… to bez wartości. A że puste to pozbawione sensu. Leżą, zawadzają, szpecą.

Umycie i zdjęcie etykiety przywraca czysty (surowy) kształt. Już bardziej uniwersalny a nie powiązany z codziennością i konsumowanym towarem. Czysty kształt bywa czasem piękny. Trzeba tylko umieć na niego odpowiednio spojrzeć. Ale wiele kształtów jest pospolitych, codziennych, to jakże mogą mieć dla nas wartość? Pomalowanie pustej butelki czy słoiczka nadaje wymiar unikalności, niepowtarzalności. Zyskuje na wartości, dostrzegamy piękno. I nie jest już pospolite. Jest już wyjątkowe, niepowtarzalne. Malowanie starych butelek i słoików to odzyskiwanie sensu i wartości.

Poświęcam własny czas, moje starania i wiedzę o przyrodzie (którą maluję), razem jest to wartość dodana. Nie tylko nadawanie unikalności ale i motywy przyrodnicze, związane z roślinami, owadami czy innymi bezkręgowcami polskiej bioróżnorodności. Bo te chwasty i robale wokół nas również wydają się pospolite, mało warte…. codzienne.

Moje słoiki i butelki stoją i zdobią przestrzeń w wielu miejscach świata (nie tylko Polski). I są użytkowane, jako pojemniki i pojemniczki w kuchniach, jako ozdoba sama w sobie, jako butelki do nalewek i soków, jako karafki czy jako wazony do kwiatów. Odzyskane z jednorazowości, z nowym sensem i nową wartością.

Odzyskuję sens nie tylko w dostrzeżeniu piękna ale i użyteczności. Znowu czemuś służą, są potrzebne, zdobią. Dekorują przestrzeń jako opakowanie-pojemnik. Podobnie jest z ludźmi. W czasach konsumpcji i jednorazowości wielu zbyt szybko przemija, jako jednorazowe opakowanie, po szybkiej konsumpcji są wyrzucani… Nie ma rzeczy niepotrzebnych, nie ma ludzi niepotrzebnych i pospolitych. W czasie spaceru zbieram te powyrzucane i szpecące, by po umyciu i pomalowaniu wróciły do obiegu i użyteczności. Czasem po prostu… nie wyrzucam. Od razu maluję. Konsumujemy tak dużo, że zadanie staje się iście syzyfowe… Ale nie rezygnuję. Kropla drąży skałę.

Moje malowanie jest opowieścią z przesłaniem. Czynić świat piękniejszym na różne sposoby. Malowanie w przestrzeni publicznej jest z ludźmi i dla ludzi. Ludzie są w gruncie rzeczy ważniejsi. Dlatego maluję czasem także kamienie czy stare dachówki. By być z ludźmi i dla ludzi. W najbliższym czasie będę malował w Szczytnie i w Olsztynku. A potem jeszcze w innych miejscach, nawet w Zakopanem. To przy okazji Międzynarodowych Targów Produktów Regionalnych.

3 razy U (to moja wersja 3 x R): unikaj kupowania rzeczy zbędnych (niepotrzebnie zużywając surowce i energię), użyj jeszcze raz i w końcu utylizuj (recykling). Malowanie butelek to przede wszystkim to drugie U – wydłużanie czasu użytkowania. Poprzez nadanie nowego sensu jednorazowemu, pospolitemu opakowaniu. By nie było ani pospolite ani jednorazowe. By było wyjątkowe. W jakimś sensie wpływa to na pierwsze U – skoro mam, to po co kupować? I w końcu także na trzecie U bo w czasie akcji zbierania śmieci w lesie i przeznaczaniu ich do recyklingu tylko nieliczne butelki maluję. Te malowane są tylko symbolem, przypomnieniem.

Swoich butelek nie sprzedaję. Przekazuję w prezencie ludziom zasłużonym, aktywnym, wartościowym dla lokalności, ochrony przyrody czy zaangażowanym społecznie. I oczywiście przyjaciołom. Kupić można tylko na charytatywnych aukcjach.

Pisałem o butelkach? A może raczej o ludziach?

butelkasmieci_2

butelkasmieci_3