Nauczeństwo – o tym, dlaczego szkoła musi się zmieniać

DSC_0390Szkoła jest i była jedynie elementem system edukacji, o czym zazwyczaj zapominamy. Zapominamy także o tych innych elementach edukacji. Wszystkie razem możemy określić jako środowisko edukacyjne. Szkoła zawsze miała przygotowywać do życia dorosłego i życia w społeczeństwie, łącznie z kompetencjami zawodowymi. Zmieniło się społeczeństwo i gospodarka, w ślad za tym zmienia się system edukacji (mniej lub bardziej świadomie). Tu drobna dygresja: nie wszystkie zmiany są dobre i pożądane. Obecna reforma edukacji (zwana potocznie deformą – od deformacji) w wielu aspektach jest szkodliwa, bo strukturalnie cofa nas do przeszłości. Przeszłości, której dawno już nie ma. Jest to więc zbędny i bezcelowy wysiłek…. Energię i entuzjazm trzeba zachować na coś rzeczywiście potrzebnego i koniecznego. Bo zmiany są nieuniknione…

Nasze uzasadnione narzekania na szkołę wynikają nie z tego, że dawniej zrobiliśmy coś źle, ale dlatego, że szybko zmienia się świat. I trzeba się dostosowywać do zupełnie nowych warunków. Dostosować a nie cofać, bo „dawniej było dobrze”…

Prosumcja – jako nowe zjawisko w gospodarce – jest efektem trzeciej rewolucji technologicznej. Najszybciej ujawniła się w Internecie i produkcji energii odnawialnej. Prosumcja to połączenie słów „produkcja” i „konsumpcja”, niegdyś te dwie aktywności były wyraźnie oddzielone. Teraz coraz częściej  bywamy jednocześnie producentami i konsumentami. Prosumpcja jako nowy sposób myślenia o świecie znajduje swoje odzwierciedlenie również w edukacji (np. Akademii Khana).

Nauczeństwo (nauczanie i uczenie się) to neologizm utworzony na próbę w czasie dyskusji ze studentami na portalu społecznościowym – oznacza uczyć się od siebie nawzajem, gdzie role nauczyciela i ucznia/studenta są przemieszane. Chyba już to słowo zakorzeniło się w dyskusji edukacyjnej. Doświadczam nauczeństwa na co dzień. Coraz bardziej świadomie.

Nauczeństwo to proces, w których nauczyciel jest jednocześnie uczestnikiem, tutorem, coachem. To także skupienie się na tworzeniu warunków do uczenia się a nie tylko transmisji gotowej i niepodważalnej wiedzy. Raz jestem nauczycielem, a raz uczniem. W sumie to istota uniwersytetu, gdzie we wspólnocie uczących i nauczanych wspólnie zbliżamy się do prawdy i odkrywamy świat, wspólnie budujemy wiedzę zbiorową. Potrzeba tylko odrobimy pokory i uświadomienie sobie, że nie wiem wszystkiego i nie znam się na wszystkim lepiej od swoich studentów (uczniów). Świadomości, że wspólnie i w relacjach odkrywamy nowe światy.

W codziennej pracy dydaktycznej namacalnie przekonuję się, że istnieje pokolenie cyfrowych tubylców, funkcjonujących jako wielozadaniowcy z podzielną uwagą. Ma to swoje plusy i minusy. Ale tacy są, ukształtowani przez środowisko, w którym żyją. Są jak inna kultura, inna cywilizacja. Uczę się od studentów korzystania z mobilnego Internetu, a i ja ich czegoś uczę. Zamieniamy się na chwilę rolami. Uczymy się nawzajem, w działaniu (nauczanie problemowe, koncepcja nauczyciela ignoranta, konektywizm, konstruktywizm). Dostrzegam,że w mimo łatwości docierania do informacji nie zawsze potrafią dyskutować, analizować i wykorzystywać te informacje. Mogę więc ich czegoś nauczyć, bo pewne kompetencje są niezmienne i przydatne w każdych warunkach: analogowych i cyfrowych. 

Czasem mam wrażenie, że w niektórych przestrzeniach cyfrowych to ja sprawniej się poruszam. Ale może to tylko złudzenie. Może ja tylko sprawniej poruszam się w moich strefach a nie znam ich światów i nawyków cyfrowego świata. Potrzeba nam otwartej ciekawości i dyskusji, by poznać swoje światy, być może bardzo odmienne. W przeszłości światy młodego pokolenia zawsze się trochę różniły od współczesnych im światów dorosłych.Ale nigdy wcześniej te różnice nie były tak duże jak współcześnie. W jakimś sensie jest to ciekawa przygoda podróżowania i odkrywania. 

Pozostawanie w sieci powiązań i wspólne tworzenie systemu wiedzy indywidualnej i tej grupowej jest coraz bardziej widoczne w systemie współczesnej edukacji. Dobrym przykładem jest chociażby Wikipedia. W przyszłym semestrze kolejny raz (po kilku latach przerwy) będę chciał wspólnie ze studentami współtworzyć hasła na polskiej Wikipedii. Tym razem z konektywizmem jako teorią objaśniającą zachodzące zjawiska. Poznawać przez uczestnictwo i aktywne tworzenie, by wspólnie zobaczyć czym jest nauka jako proces i nauka jako produkt. 

Luki w wiedzy i umiejętnościach nie wynikają tylko z braków czy dawnych zaniedbań w życiu człowieka: że nie skończył odpowiednich szkół czy miał słabe oceny. Przykładem jest Internet i kompetencje cyfrowe. Nie można było nauczyć się obsługi Internetu, smartfonów itd., bo ich jeszcze kilka-kilkanaście lat temu nie było powszechnie dostępnych. Dlatego współczesny nauczyciel uczy się razem z uczniami. A każdy ma inne predyspozycje i style uczenia się. Podobnie z seniorami. Uczyć się razem to jak wspólne odkrywać nowe kontynenty. Przygoda przy różnorodnych umiejętnościach eksploracyjnych.  Różnorodność umacnia zespół, potrzeba tylko pracy zespołowej, a z tym u nas, Polaków, bywa bardzo różnie. 

Świat się zmienił drastycznie i trzeba się uczyć przez całe życie a nie tylko w dzieciństwie czy młodości w systemie szkolnym, sformalizowanym. Ciągle mamy siedzieć w szkole i na kursach aż do uniwersytetu trzeciego wieku? A kiedy żyć i pracować, zakładać rodzinę i rodzic dzieci? Jedno i drugie musimy wykonywać jednoczesnie. Dlatego nawet uczniom w szkołach podstawowych trzeba zagwarantować wystarczająco dużo czasu bez „odrabiania lekcji” by mogli się bawić. By doświadczyć w pełni dzieciństwa. Podbnie z dorosłymi, by mogli nie tylko pracować, ale i żyć pełnią życia. Bo minie i dzieciństwo, i młodość…. A potem i jesień życia. I by studenci mogli studiować a nie tylko uczyć się. Więcej swobody i wolności! Więcej wyboru.

Pozostanie ustawiczna edukacja pozaformalna. Tyle tylko, że dla niej musimy stworzyć przestrzeń edukacyjną. Całkiem nową i zupełnie niepodoną do tego, co już było. 

Prowadzenie przyrodniczych obserwacji w terenie – materiały dla nauczycieli

2czegochcesienauczycteraz

25 listopada 2017 r, na zaproszenie Fundacji Uniwersytet Dzieci, uczestniczyłem w konferencji metodycznej dla nauczycieli pt. „Jak realizować ciekawe lekcje przyrodnicze w szkole i w terenie? Konferencja dla nauczycieli szkół podstawowych.” Wygłosiłem wykład pt. „Jaka jest rola bezpośredniego kontaktu z przyrodą w kształtowaniu postaw ekologicznych? Prowadzenie przyrodniczych obserwacji w terenie” (niżej slajdy z wykładu w formie prezentacji, a tu zapowiedź). Niniejszy tekst jest spełnieniem obietnicy, danej nauczycielom – przedstawiam materiały uzupełniające do wykładu.

Nie wszystko da się zanotować, nawet wykorzystując telefon komórkowy jako aparat fotograficzny. Zdjęcie jako notatka? Też tak robię. Ale można jeszcze więcej. Można więc wykorzystywać technologie informatyczne do uzupełnienia. Na wykładzie przede wszystkim słuchać a potem i tak pełne notatki się otrzyma. Nie ma więc niepokoju, że coś umknie. Teraz można przypomnieć sobie i… w komentarzach zamieścić swoje refleksje, uwagi i pytania. Dyskusja może toczyć się  daleko od sali wykładowej, daleko czasowo i przestrzennie. Nowe technologie mają swoje dobre strony.

U góry grafika przedstawiająca oczekiwania nauczycieli na początku konferencji. Czy udało się te oczekiwania spełnić? Może jakaś ewaluacja, np. w formie komentarzy do mnie dotrze, Fundacja rozdała anonimowe ankiety, ale wyników tej ewaluacji nie znam. Jeszcze.

Oglądanie samych slajdów, gdy nie było się na wykładzie, jest jak oglądanie filmu bez dźwięku. Fragmentaryczny odbiór informacji. Staram się zamieszczać w prezentacjach jak najmniej tekstu. Bo prezentacja jest tylko pomocą do opowieści. Ale osoby, które były, przypomną sobie treść. Jeśli ktoś nie zanotował jakichś fragmentów, to teraz na spokojnie zapisze, sprawdzi, doszuka. Uzupełniająco dodałem kilka slajdów z tekstem (nie było ich na wykładzie). Przy okazji sam przypomniałem sobie o programie, umożliwiającym umieszczenie prezentacji, by można było ją umieścić na stornie (czy blogu). Zatem i ja korzystam. Uczę się ze światem a nie tylko uczę o tym świecie (to sparafrazowane nawiązanie do niektórych slajdów z wykładu).

Obiecałem dodatkowe linki. Oto one:

Najważniejsze przesłanie z wykładu:

  1. Zaciekawienie (najpierw nauczyciela, potem ucznia)
  2. Metoda naukowa (jako sposób poznawania świata i weryfikowania informacji)
  3. Wsparcie (metodyczne dla nauczycieli)

Nad tym ostatnim na uniwersytecie pracujemy, by poszerzać możliwości. Już teraz zapraszam na Noc Biologów 2018, 12 stycznia. Program szczegółowy niebawem. Zapraszam także do zajrzenia na stronę wydziału z oferta wykładów wyjazdowych  i zajęć laboratoryjnych na uczelni: 

 
 

Specjalnie dla uczniów z Iławy

Ilawa__co_by_byo_gdybyZgodnie z obietnicą, złożoną na wykładzie w Iławie, zamieszczam link do wydarzenia na Facebooku.

Jeden z uczniów zgłosił błąd, że qr kod nie zadziałał. Tuż po wykładzie sprawdziłem swoim telefonem – działało poprawnie. Ale skoro obiecałem, to zamieszczam. Być może w telefonie ucznia nie był włączony dostęp do internetu. Mogła też być inna przyczyna. Sądząc po aktywności na Facebooku przynajmniej kilkoro innych uczniów sprawnie weszło na wspomniane wydarzenie i zostawiło swój ślad. Jeszcze 7 dni czekamy na wykonanie zadania a potem ogłosimy wyniki i nagrody będą do odebrania w Miejskiej Bibliotece.

Korzystając z okazji zamieszczam także graficzne wyniki pierwszej aktywności „telefonicznej”. Na sali było około 150 (uczniowie z gimnazjum i ze szkół podstawowych z Iławy). Skutecznie telefonem z internetem posłużyło się 80 osób (84 przy kolejnym zadaniu, minutę później). Bardzo dobry wskaźnik kompetencji cyfrowych.

Wielkość słowa na obrazku (niżej) uzależniona jest od liczby wpisanych słów. Najczęściej uczniowie wpisywali zwierzęta, potem: natura, człowiek, nauka, rośliny, życia. Analiza pozostałych słów też pozwala wyciągnąć wnioski co do sposobu myślenia i skojarzeń obecnych na sali uczniów. Niektórych skusiło by wpisać jakieś „głupie” słowo (aktywność w pełni anonimowa). Potrzeba sprawstwa jest ogromna, a każdy czyni to, co potrafi. W pierwszym impulsie (swoiste testowanie technologii i możliwości). Najwyraźniej jeszcze brakuje w szkole czy innych miejscach publicznych możliwości wykazania się tego typu aktywnością (korzystania z mobilnego interentu i własnego telefonu oraz interaktywnych programów komputerowo-internetowych). Stąd te uczniowskie wygłupy. Ale to margines. Z tej krótkie aktywności i wypisanych słów można wyciągnąć kilka interesujących wniosków. To temat na kolejny wpis.

1zczymcisiekojarzybiologia

Znacznie trudniejszym zadaniem było za pomocą qr kody dołączyć do wydarzenia na Facebooku i zostawienia „śladu”. W trakcie wykładu dołączyło kilku uczniów a dwoje zamieściło wpis. Inne osoby wchodziły na blog ale także nie zostawiły „śladu”. Szybkiej reakcji i zabrania głosu. Tak, to znacznie trudniej. Ale można się nauczyć.

Uczniowie (i nauczyciele) mają 7 dni na wykonanie zadania. Nagrody czekają. A przede wszystkim satysfakcja z posiadanych kompetencji. Teraz trzeba aktywności bardziej wymagającej, z refleksją, pisaniem, obrabianiem plików. Oraz umiejętności pracy w zespole.

c.d.n.

Ilawa__co_by_byo_gdyby_2

Tydzień cudów, czyli „Co tam, panie, w szkołach słychać?”

szkoa2017Do początku nowego roku szkolnego został już prawie tydzień. Jak mówią w szkołach, będzie to tydzień cudów. Kiedy ludzie spotykają się to „plotkują”, co tam panie w polityce słychać. Albo co ta tam w edukacji/szkołach się dzieje.

Czytam internetowe wypowiedzi nauczycieli. Na przykład taką: „Uzupełniam etat dwoma godzinami w pobliskiej szkole, zaledwie 5 minut obok mnie. I teraz słuchajcie – jest tam 11 nauczycieli zatrudnionych na stale a aż 18 na dodatkowe godziny, uzupełnienie lub bez (Czyli ci ostatni nie pracują na części etatu. To resztę mają dorobić w Biedronce na kasie?). Ciekawe ile takich szkół funkcjonuje. To jest bardzo dobra zmiana.” Jak widać „entuzjazm” nauczycieli, spowodowany zmianami, apodyktycznie wprowadzanymi przez ministrę Zalewską, jakże pięknie uśmiechniętą, jest „oszałamiający”. Ale może gdzie indziej jest lepiej? Są takie szkoły?

Inny nauczyciel napisał „U mnie do tego roku łączącą pracę w dwóch szkołach byłam tylko ja. Od września będzie jeszcze 10 nauczycieli. Tu dodatkowa ciekawostka, bo przy układaniu planu okazało się, że nie ma kto uczyć w poniedziałek, ponieważ jest za mało nauczycieli uczących na stałe”. Jednym słowem dyrektorzy osiwieją a rodzice będą zaskoczeni. W zasadzie to jeszcze nikt nie wie jak ten szkolny wrzesień będzie wyglądał. Przynajmniej miesiąc zajmie jako-takie ogarnięcie „klęski żywiołowej”, A poza tym nauczyciele będą „robili swoje”, na ile im tylko warunki pozwolą. Jak co roku.

Jeszcze inny nauczyciel: „Mam koleżankę, anglistkę, która łączy godziny w dwóch szkołach i dwóch przedszkolach. Kiedyś wydawało mi się, że jestem rekordzistką, ponieważ łączyłam pracę w trzech szkołach … Nie zazdroszczę jej.” Kolejny: „A ja właśnie rejestruję się na e-korepetytor, bo … no nic nie wymyślę.” No tak, jeśli będzie się pracowało na części etatu to trzeba znaleźć jakieś dodatkowe zajęcie. Przed wieloma nauczycielami duże wyzwanie…

„W moim województwie, jak mówią nauczyciele, kurator naciskał na dyrektorów by nie zezwalali nauczycielom na uzupełnianie etatu w innej szkole. Chyba chodzi o to, żeby na papierze było, że nauczyciele mają pracę (a że na niepełnym etacie to inna inszość, w TVP tego nie pokażą). Przy takich okrojonych etatach i pensjach sami nauczyciele porezygnują z pracy. Ale wyjdzie na to, że nikt ich nie zwalniał… tylko dostali takie warunki, że sami się pozwalniali.”.

„U mnie było nas 13 osób, razem z dyrektorem, a teraz będzie 21…. Są wśród nich tacy, co pracują w czterech szkołach… organizacyjnie MASAKRA. I dla dyrektorów i dla nauczycieli.” Były kiedyś latające uniwersytety, będą latające szkoły.

„A to ja dziś miałem w tym temacie masakrę. Zrezygnowałem w maju z nauki w LO bo miałem mieć dodatkowe 6h w sąsiedniej podstawówce (takie były ustalenia między dyrektorami). W połowie lipca okazało się, że ten nowy dyrektor to w sumie jednak nie wie czy będzie chciał mnie zatrudnić i że dowiem się w połowie sierpnia. Nikt nie zadzwonił, to wyszło na to, że zrezygnowałem z LO, nie mam dodatkowych godzin w nowej SP no i zostało mi 19 h u mnie. No trudno, myślę, przynajmniej odpocznę i stanę się lepszym nauczycielem. Dziś o 9:30 miałem zdać laboratorium w tym LO ale o 9:15 dostaję telefon od dyrektorki z LO, że chemiczka, która miała wejść na moje miejsce, zrezygnowała sms-owo…. No i wiedząc w jakiej są sytuacji chciałem im pomóc (chodzi o 11 h), ale nie wiedziałem co na to mój nowy dyro w SP. Pojechałem, pogadałem no i warunkowo się zgodził. Ale zaznaczył, że mogę nie dać rady pociągnąć 30 h i żeby to się nie odbiło na jakości mojej pracy (ma rację bo wiem już jaka jest masakra po zeszłym roku). Dyrektorka z LO w jest w siódmym niebie, no może prawie, bo w piątek zrezygnował anglista, a dziś o 9:30 (czyli po rezygnacji chemiczki) zrezygnowała jeszcze fizyczka… Czaicie ten Armagedon?

A dyskusja tak się rozwija, jak to między „sąsiadkami”, przynajmniej w internecie można się wyżalić. Bo co innego można zrobić? „Mój nowy dyrektor, czyli z podstawówki, do której nasze gimnazjum przyłączają, powiedział, że ostatni tydzień sierpnia to będzie TYDZIEŃ CUDÓW. Cudem będzie ogarnąć, kto wreszcie gdzie i na ile godzin będzie zatrudniony. O planach lekcji już nie wspomnę.”

„No ja też mam 31h łącznie + gazeta + zlecenia. W szkole co chwilę ktoś odchodzi i dochodzi. Wersja planu nr 17 dziś powstała. Armagedon.” „U nas szukają ludzi do świetlicy, nie wiem jak to się wszystko ogarnie.”

„U mnie w miarę normalnie, ale byliśmy zespołem SP + gimnazjum”.

„U mnie do dzisiaj nie wiadomo ile kto ma godzin o planie zajęć nie wspomnę. Nadal nie mamy nikogo do biologii/przyrody ( 6 godz.), informatyki (8 godz.), historii/wos (6 godz.), chemii (2 godz.).”

Gruntownych zmian nie wprowadza się tak nagle, z roku na rok. Od ponad roku specjaliści ostrzegali, że będą kłopoty, bo tak nagle nie można przygotować zmian w złożonym organizmie (ani programów, ani podręczników ani zmian organizacyjnych). No ale jeśli zmiany byłyby konieczne i z przyczyn strukturalnym pociągałyby koszty… to należało przygotować działania osłonowe. Tego też nie ma a jest tylko prymitywna propaganda. Ciemny lud to kupi? Ale tych ciemniaków jakoś mało.

Po co to wszystko? Debata na temat struktury szkoł czy 6 + 3 + 3 (podstawówka, gimnazjum, liceum) czy 8 + 4 (podstawówka, liceum) jest w jakimś sensie nie na czasie. Rodem z XX wieku. Miałaby sens 50 czy 30 lat temu. Ale teraz, w drugiej dekadzie XXI wieku? Bo w aktualnej reformie nie są w ogóle poruszane sprawy najważniejsze dla polskiej edukacji. W zasadzie to nie jest reforma edukacji a zmiana organizacji szkół. Tylko tyle. Skoro te zmiany nie wniosą niczego nowego i edukacyjnie sensownego (tak jakby spierać się czy ulice miast oświetlać gazem czy naftą) to po co to całe zamieszanie, powodujące nie tylko bałagan ale i zmęczenie kadry pedagogicznej? Reforma całkiem nie na czasie na dodatek wprowadzona bez przemyślenia i przygotowania, co generuje duży chaos. Marnowanie kapitału ludzkiego, finansowego i społecznego. Karygodne marnotrawstwo.

Ktoś chce, żeby na złość babci odmrozić nam uszy? Nie tylko sobie ale i nam.

To co tam, panie, w szkole słychać? Będzie to często zadawanie pytanie przy nocnych Polaków rozmowach. A może z czasem zaczniemy głośno i szeroko rozmawiać o edukacji i potrzebnych zmianach. By dogonić XXI wieku i niezwykle szybko zmieniające się warunki funkcjonowania społeczeństw w epoce trzeciej rewolucji technologicznej.

Zbadaj to sam – rzecz o odkrzesłowieniu uczniów w szkole

ba1b7eb9b8ad142948e3b9dce300b4c6_LBez paniki –nie zamierzam zabierać krzeseł ze szkoły ani namawiać do wyrzucania ławek i krzeseł z polskich szkół. Jadę do Piły  (tam mnie jeszcze nie było) by dowiedzieć się co to jest Krajna (nie ma błędu nie o krainę chodzi), poznać projekt adoptowania małych rzek  oraz zobaczyć jak się robi lapbook. Do piły jadę z wykładem. Jednym słowem praktycznie i namacalnie uczyć się i uczyć. Jak na nauczeństwo przystało.

A o co chodzi z tymi krzesłami? To porównanie odnosi się do edukacji przyrodniczej poza murami szkoły i edukacji pozaformalnej. Czyli tego, co się dzieje w czasach coraz wyraźniej materializującej się trzeciej rewolucji technologicznej.

Szkoła musi się zmieniać nie dlatego, że coś źle zostało zaprojektowane, ale dlatego że zmienia się świat, w którym funkcjonujemy. Obecnie żyjemy na początku trzeciej rewolucji technologicznej i coraz bardziej odczuwamy znaczące rozproszenie i decentralizację, zarówno pozyskiwania energii jak i produkcji. Głębokie zmiany dotyczą także funkcjonowania społeczeństwa. Coraz większe znaczenie ma kapitał ludzki i innowacyjność, a mniejsze surowce i stare, konwencjonalne źródła energii.

Szkoła powinna się zmieniać (w sensie edukacja), ale nie każda zmiana jest dobra i nie każda zmiana jest pożądana. Szkoła powinna uczyć do świata, który się staje a nie świata, który kiedyś funkcjonował. Do tych zmian społecznych i gospodarczych dostosowuje się system edukacji (powinien by edukacja nie była archaiczna i niewydolna). Nowego znaczenia nabiera edukacja przez całe życie, edukacja rozproszona,  edukacja w małych porcjach i poza murami szkoły. I do tych zadań musimy budować nową przestrzeń edukacyjną – rozumianą szerzej niż tylko tradycyjną szkołę z epoki przemysłowej (druga rewolucja technologiczna). Rozproszenie kontaktów i wiedzy w internecie wymaga nowych kompetencji od współczesnego człowieka.

Trzecia rewolucja technologiczna ułatwia kontakty wielu do tej pory rozproszonym grupom ludzi (buduje nowe więzi). Na to nakładają się zmiany klimatu i wynikające z tego wyzwania dla współczesnych społeczeństw: szybkiego dostosowywania się do zmian w wielu wymiarach (tworzenie wspólnoty w nowych czasach). Jak przygotować do świata, którego jeszcze nie ma i dopiero się staje?

W sensie pedagogicznym nauczyciel powinien przyjmować rolę nie tyle mentora ale i ignoranta (wiem, że dużo nie wiem). Świat się tak szybko zmienia, że wszyscy musimy uczyć się przez całe życie. Wspólnie możemy odkrywać nowy świat i. Odkrzesłowienie szkoły oznacza uznać, że świat jest ciekawy a prawdziwe odkrywanie sprawia przyjemność. I odkrywać wspólnie z uczniami. System szkolny powinien w większym stopniu niż do tej pory skupić się na pokazywaniu nauki nie tylko jako produktu ale także jako procesu (skąd się bierze wiedza, skąd się biorą treści w książkach i dlaczego bywają różnie przedstawiane). Nie tylko skupiać się na budowaniu programów nauczania i siatki godzin a bardziej na daniu większej swobody nauczycielowi. Większej wolności i zaufania.

Najważniejsze w szkole, by nauczyciel czuł się dobrze (bo kapitał ludzki ważniejszy jest od infrastruktury). I sam był zaciekawiony odkrywaniem. Nauczeństwo, to neologizm dla zjawiska obserwowanego w edukacji, rodzącego się w czasie trzeciej rewolucji technologicznej. Termin nauczeństwo, nauczeń powstał analogicznie do prosumpcji, połączenie w jedno procesów nauczania i uczenia się.

Przykładem zmian jest podwórko, na którym kiedyś dzieci i młodzież sami rozwijali kompetencje społeczne, odbywał się rozwój ruchowy, poznawanie techniki i przyrody. Teraz musimy stworzyć przestrzeń edukacyjną w różnych miejscach (pikniki naukowe, centra nauki, „dzień pustej klasy”, trawnik w mieście itd.).

Wiedza jest systemem całościowym, w jednej głowie wszystko się nie zmieści dlatego kształcenie encyklopedyczne nie jest już efektywne. Ważniejsze by nauczyć metody poznawania świata (zdobywania wiedzy). Może się to odbywać w środowisku lokalnym i w odniesieniu do lokalnego dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego. Nie wszyscy to samo, w tym samym czasie i w taki sam sposób.

Jednym słowem edukacyjne wagary :). czasem wyjść poza mury szkoły, fizycznie i mentalnie. By zobaczyć i współpracować. Ale edukacja to nasza wspólna sprawa i nie można nauczycieli i szkół pozostawiać samych z tym problemem. Wszyscy jesteśmy nauczycielami… a w zasadzie nauczniami.

Co robi naukowiec w Centrum Nauki Kopernik?

czachorowskikopernikCentra nauki często traktowane są jako miejsca rozrywki i to dla najmłodszych. A jeśli już nawet uważamy je za miejsca edukacji… to także dla uczniów lub dorosłych w formie kształcenia pozaformalnego i ustawicznego. Ale po co do takiego Centrum Nauki Kopernik miałby wybrać się naukowiec? Powodów jest kilka i o nich opowiem.

Miałem przyjemność już trzeci raz uczestniczyć w konferencji „Pokazać-Przekazać”, organizowanej co roku przez CN Kopernik w Warszawie. W tym roku była to jubileuszowa, dziesiąta. Uczestniczyłem z różnych powodów. Po pierwsze zostałem zaproszony do przygotowania i poprowadzenia panelu dyskusyjnego pt. „Myślenie naukowe. Mamy je w naturze, czy musimy się go nauczyć?”. Więc niby jako ekspert, który ma coś powiedzieć, zorganizować, poprowadzić dla mniej obeznanych nauczycieli? Byłoby to błędne wyciąganie wniosków. Ani byłem mądrzejszy (bardziej doświadczony) od innych ani się taki czułem. Bo nie o transmisję wiedzy chodziło. W samych warsztatach uczestniczyli nie tylko nauczyciele ale i naukowcy, edukatorzy, przedstawiciele różnych instytucji. Byłem tylko jednym z uczestników tej niezwykle ciekawej dyskusji (napiszę o niej później, jak dokładniej przemyślę a wnioski i refleksje spokojnie „dojrzeją”).

Już wiele razy byłem uczestnikiem dyskusji panelowych, występując w roli eksperta-panelisty. Kilka razy prowadziłem takie dyskusje w formie tradycyjnej oraz w nieco odmiennej formie pracy w podgrupach i przedstawiania wyników dyskusji w szerszym gronie. Można powiedzieć, że mam już spore doświadczenie. Ale gdy rozmawialiśmy z organizatorami z Kopernika (długo przed konferencją), to padł pomysł zupełnie innego zorganizowania tej dyskusji. W formie w jakiej nigdy nie uczestniczyłem ani tym bardziej nie prowadziłem. Podjąłem wyzwanie i zrobiłem coś, czego nigdy wcześniej nie znałem. W uproszczeniu zrobiłem coś po raz pierwszy. Trudno więc byłoby uważać mnie za eksperta. Ale to typowe dla naukowców, bowiem najczęściej robimy rzeczy, na których się nie znamy. Bo na tym polega odkrywane by robić rzeczy nowe, po raz pierwszy, by eksperymentować. A jak już robimy rzeczy znane to nie jest to nauka tylko dydaktyka…

Jest więc już jasny pierwszy powód, dla którego pojechałem do Centrum Nauki Kopernik. Pojechałem jak do laboratorium by eksperymentować, także i na sobie. By poznać nieznane, ocenić, poddać refleksji i opowiedzieć o wynikach innym. Nie wszystkie eksperymenty się udają. Często popełniamy błędy, korygujemy je i dalej próbujemy. „Ten nie popełnia błędów, kto nic nie robi”. Trzeba mieć więc odwagę do eksperymentowania i być gotowym na porażki. Oczywiście samej debaty i jej formy nie uważam za porażkę. Było to nowe doświadczanie, mocno inspirujące (w osobnym wpisie dokładniej je opiszę).

Czyli centra nauki są i dla naukowców by w zorganizowanej przestrzeni mogli eksperymentować. Bez konferencji w Koperniku chyba bym w ogóle nie wpadł (lub nie szybko) na pomysł, że można spróbować inaczej zorganizować dyskusję panelową. Ponadto, gdybym nawet miał taki pomysł, to trudno byłoby go zrealizować. A tu przyjeżdżają ochotnicy, gotowi się uczyć od innych i to na drodze eksperymentów. Otwarte umysły nauczycieli z różnych szkół i z całej polski, to tego naukowcy i przedstawiciele różnorodnych instytucji edukacyjnych. Społeczny potencjał o dużej mocy dyskusji i inspiracji.

Oczywiście, były bardzo ciekawe wykłady, jak to na konferencji. Już tylko dla nich warto było przyjechać… nawet pracownikowi uniwersytetu. My też przecież kształcimy i warto poznać zarówno najnowsze trendy teoretyczne, dotyczące edukacji (w tym zachodzących procesów) jak i poznać relacje z różnych prób i eksperymentów edukacyjnych. Poza panelem w nowej formie miałem okazję doświadczyć żywej biblioteki (w wersji popularnonaukowej). Coś na kształt stolika ekspertów. Sama „żywa książka” wydawała mi się sztucznym i dziwacznym pomysłem, zwłaszcza w odniesieniu do tematów naukowych (upowszechniających wiedzę). Zauczestniczyłem i… zmieniłem zdanie. Jest to inspirujący pomysł, który będę chciał w zmodyfikowanej formie zrealizować na dowolnej… konferencji naukowej. Albo w czasie dowolnego festiwalu nauki (np. najbliższa Noc Biologów). I chciałbym wprowadzić jako jeszcze jedną formę komunikacji naukowej (razem ze studentami na moim uniwersytecie dalej poeksperymentujemy z tą formą komunikacji i upowszechniania wiedzy). Zobaczyłem prototypowy eksperyment, mogłem w nim uczestniczyć. A to zupełnie coś innego niż przeczytać o eksperymencie w książce czy czasopiśmie. Uczestniczyłem także w warsztatach niby dla nauczycieli, w jednym z edukacyjnych laboratoriów. Mogłem poczuć się jak uczeń (załączone zdjęcie). Takie doświadczenie potrzebne jest wtedy, gdy samemu chce się organizować centra nauki lub laboratoryjne zajęcia w edukacji pozaformalnej. Po prostu jest to podglądanie jak to działa od strony uczestnika. Po drugie można sprawdzać na sobie jak działają nowe form edukacji. Od zaraz przyda sie w dydaktyce akademickiej.

Centrum Nauki dla naukowca jest swoistą pracownią, laboratorium, majsternią, eksperymentatorium i inspiratorium zarazem. Zatem to nie tylko miejsce, gdzie wyłacznie dzieciaki i dorośli mogą poznawać wiedzę, eksperymentując na różnych eksponatach edukacyjnych. To nie jest park rozrywki, to jest laboratorium w szerokim tego słowa znaczeniu. Laboratorium ogólnopolskie. Osobiście uważam, że pracownicy uczelni wyższych częściej powinni tam bywać. A ja mam cichą nadzieję, że CN Kopernik zacznie organizować specjalne konferencje,  dedykowane dla mojego środowiska akademickiego

Samo Centrum Nauki Kopernik jest jednym, wielkim eksperymentem. Ważnym dla edukacji narodowej. To tu sprawdza się to, jak powinna wyglądać edukacja w epoce trzeciej rewolucji technologicznej. Co więcej, zbudowali nie tylko obiekt, w którym coś się dzieje. CN Kopernik jest już jednostką badawczą. Sprawdzają jak ludzie uczą się w takiej przestrzeni. Jest to więc laboratorium szkoły XXI wieku (a dokładniej przestrzeni edukacyjnej), w którym bada się cały proces. Czysta nauka. Nie tylko dla pedagogów i socjologów.

c.d.n.

I obiecany w czasie debaty link do grupy facebookowej: https://www.facebook.com/groups/867891563294414/ (debata o współpracy). Zachęcam uczestników do kontynuacji naszej dyskusji, dzielenia się wrażeniami. A kto nie uczestniczył… może włączyć się teraz.

Głos w sprawie gimnazjów

lawkawarszawaPrzenoszę z komentarza (wpis Gimnazja – czy warto je likwidować?), głos w dyskusji o gimnazjach. Autor „Realista”. Poprawiłem jedynie niektóre literówki i formatowanie tekstu (w komentarzach nie ma możliwości formatowania), dodałem wyróżnienia przez pogrubienie tekstu. Pani minister edukacji zapowiedziała szeroką, społeczną debatę o edukacji, więc już teraz się włączam, upowszechniając komentarze publikowane na moim blogu. By były bardziej widoczne.

„A ja pracuję w oświacie i mam doświadczenie we wszystkich typach szkół. Uważam, że gimnazja są bardzo potrzebne. Mieszkam w niewielkiej miejscowości i widzę, jak bardzo dobrym rozwiązaniem jest przejście uczniów szczególnie z małych szkół podstawowych, w których uczą się w oddziałach 4,5,6-osobowych, często w klasach łączonych, do normalnych klas liczących około 20 uczniów. Tutaj mają wreszcie z kim się rozwijać, na wycieczkę pojechać, do teatru, na ciekawy projekt, poza tym mają świetną bazę – hale sportowe, Orlik, basen, pracownie przedmiotowe, tablice interaktywne, dzienniki elektroniczne, dzięki którym nauczyciel ma łatwy kontakt z rodzicami. Łatwiej zaplanować i realizować przedsięwzięcia wychowawcze, stworzyć uczniom propozycje, które ich zainteresują.

Znacznie gorzej było to robić w ośmioklasowej szkole podstawowej, bo uczeń 7, 11 i 15-letni to zupełnie inne „światy”. Nikt też nie zwraca uwagi na rozwój społeczny uczniów z małych szkółek. Kiedyś dzieci z nich nie odważyły się pójść do liceum, technikum, bo nie znały swojej wartości, nie miały do kogo się odnieść, poza tym odnalezienie się nagle w wieku 15 lat w ogromnym zespole szkół średnich, 650 uczniów, było dla nich szokiem, horrorem. A sprawdzian w 6 kl., egzamin po gimnazjum musi wbrew temu, co mówią wszyscy, według mnie zostać zachowany. Szkoła w swojej pracy edukacyjnej, uczeń w swoim rozwoju – nabywaniu wiadomości i umiejętności musi mieć się do czego odnieść. Szkoła musi wiedzieć, czy zmierza we właściwym kierunku, czy jej praca – stosowane metody, praca z uczniem zdolnym i tym z trudnościami przynosi efekty, czy może jednak musi szukać nowych rozwiązań.

Bardzo dobrze służą temu analizy EWD, które pozwalają prześledzić rozwój każdego ucznia. Jeśli się to wszystko rozwali, można już dziś zakładać, że będziemy sobie spokojnie, bez pośpiechu, bez wymogów uczyć, a po skończonym etapie edukacyjnym wartość stawianych szóstek i przekonanie, że jest się najlepszym w danej szkole, może się okazać nieporównywalnie niskia w porównaniu z trójkami ucznia z innej szkoły. Krótko mówiąc, w sprawdzianach i egzaminach chodzi o ich porównywalność – są one wystandaryzowane i jednakowe dla uczniów w całej Polsce, podobnie jest z maturami i choćby nie wiem jak nauczyciele ze szkół średnich przeciwko temu się buntowali, matura poprawiana zewnętrznie jest czymś najlepszym, co mogło się młodym ludziom przydarzyć – nie ma już miejsca podczas rekrutacji na studia na korupcję, znajomości. Kiedy ja zdawałam na studia, było to nagminne i wiadomym było, że niektórzy (wcale nie najlepsi) musieli się na nie dostać.

Jeśli idzie o sprawdzian po szkole podstawowej i egzaminy po gimnazjum błąd polega na tym, że samorządy, szkoły, kuratoria przywiązują do nich zbyt dużą wagę. Wnioski na temat pracy szkół wyciągane są tylko na podstawie tych twardych danych, bo tak najłatwiej. Zupełnie nie bierze się pod uwagę środowiska uczniów, ich trudności, potencjału wsparcia rodziny. Zbytnie przywiązanie kuratoriów, organów prowadzących, rodziców do wyników sprawdzianu i egzaminów powoduje pojawienie się wyścigu szczurów, rankingu szkół, bo co ma zrobić dyrektor, jeśli jest przez organ prowadzący rozliczany z twardych wyników, goni nauczycieli, a nauczyciele gonią uczniów. Stąd potem w szkole pojawia się wariactwo polegające na tym, że nauczyciele w niektórych szkołach podstawowych co miesiąc przeprowadzają testy mierzące wiedzę, co niektórych uczniów stresuje. Jednak zrezygnować całkowicie z testów, które naprawdę są już bardzo dobrze, starannie przygotowane, wypróbowane, jest kompletnym błędem, bo obudzimy się za jakiś czas z „ręką w nocniku”, bez jakiejkolwiek porównywalności w nauczaniu.

Wyniki sprawdzianów i egzaminów nie powinny być upubliczniane przez OKE dla wszystkich. Szkoły powinny otrzymywać swoje wyniki i dla odniesienia tylko średnią krajową, wojewódzką, ewentualnie powiatową. Pozwoli to uniknąć niezdrowego porównywania, wyścigu i kuriozalnych praktyk w niektórych szkołach. Zachować sprawdziany i egzaminy jednak trzeba, żeby szkoły uzyskiwały zewnętrzną informację, co do swojej pracy.”