Jak prezentować w inny niż pisany sposób? (relacja z Wrocławia cz. 7.)

babeczki_z_polonistyki Popularyzacja nauki to jeszcze jedna forma komunikacji w ramach literatury faktu. Literatury rozumianej oczywiście w bardzo szerokim sensie, bo jeśli jest to film czy webinarium to przecież nie składa się z liter i pisma jako takiego. Możliwości współczesnej techniki umożliwiają nam opowieści i komunikację na zupełnie nowe i stare, przedliteraturowe sposoby. Z jednej strony jest o poszerzanie wiedzy o świecie, budowanie indywidualnego paradygmatu (modelu świata), ale z drugiej strony jest to także budowanie relacji i więzi między ludźmi.

Podzielam pogląd, że nauka jest elementem kultury. Przywykliśmy do pisanej formy prezentowania treści edukacyjnych i naukowych (czyli także kulturowych). Ale jest to nie tylko nie jedyna, ale i nie najstarsza forma komunikacji międzyludzkiej. Tak zwana popularyzacja nauki (wiedzy) to z jednej strony element kultury współczesnego, wyedukowanego społeczeństwa, a z drugiej coraz mocniej rozwijająca się forma edukacji pozaformalnej. Bo w czasach trzeciej rewolucji technologicznej zmieniają się nam szkoły i uniwersytety. Wymyślamy je na nowo, dostosowując do potrzeb i środowiska kulturowego.

Tytułowe pytanie pochodzi z panelu dyskusyjnego, który odbył się w listopadzie 2017 roku na Politechnice Wrocławskiej (zobacz program debaty). Jak prezentować w inny niż tradycyjny, pisany sposób? A chociażby na Facebooku, na uczelnianych fan page i innych, coraz to nowych, portalach społecznościowych, na których przekaz może odbywać się w formie pisanej ale zbliżonej do kultury słowa mówionego (niczym plotki z kolokwializmami) ale i przez filmy, obrazy, schematy. Nowe, hybrydowe formy, których się dopiero uczymy.

Pojechałem do Wrocławia by podzielić się swoimi przemyśleniami na temat opowieści o tematyce popularnonaukowej (literatura faktu) i zaprezentować punkt widzenia biologa ewolucjonisty. Chciałem podkreślić, że człowiek to istota społeczna, której społeczny mózg kształtował się na długo przed wynalezieniem pisma i literatury. Chciałem także zaznaczyć aspekt dydaktyczny – punkt widzenia promotora (i wykładowcy), bowiem prowadzę seminarium dyplomowe już od kilkunastu lat i z częścią problemów, poruszonych na spotkaniu, borykam się na co dzień, w czasie zajęć ze studentami. Chciałem przekazać swoją wiedzę i czegoś się nauczyć. A teraz w odcinkach spisuję uporządkowaną relację z dyskusji panelowej w Bibliotechu Politechniki Wrocławskiej.

Sporo czasu w dyskusji poświęcono uproszczeniom na blogach. Czy w podążaniu za atrakcyjnością i komunikatywnością stawiać bardziej na uproszczenia czy jednak na ścisłość? Czy można to pogodzić? Da się, ale to wymaga wysiłku. Kto za to zapłaci? Czyli czy liczyć na misję pracowników akademickich czy też zdać się na blogi i portale, utrzymujące się z reklam (a więc w pełni aktywność pozaakademicka)? Niezależnie od tej drugiej możliwości wydaje mi się, że w ramach trzeciej, społecznej misji uniwersytetu pracownicy powinni upowszechniać naukę a nie tylko „gonić” za publikacyjnymi punktami. Przecież utrzymujemy się (pensje i pieniądze na badania) z podatków obywateli. Niech coś do nich w przystępnej formie wraca. Mamy taki moralny i obywatelski obowiązek.

W jaki sposób prezentować w inny niż pisany? I to w sytuacji niedosytu a jednocześnie nadmiaru informacji. Żyjemy w pośpiechu i nadmiarze dopływających bodźców i informacji. Oczekujemy więc, że ktoś za nas przefiltruje z tego szumu rzeczy najlepsze i najważniejsze. Z oczywistych względów kierujemy się ku autorytetom. Tylko jak je znaleźć? Stąd być może społeczne oczekiwanie, że naukowcy będą do nas częściej i przystępniej mówić, pisać, objaśniać. W czasie dyskusji padło pytanie i propozycja zarazem, żeby instytucje naukowe zabierały zdanie w sprawach ważnych społecznie i aktualnie „wałkowanych” w mediach. Tego w zasadzie do tej pory nie było.

Tytułowe pytanie odnosi się także to prezentacji na wykładach, z wykorzystaniem rzutnika multimedialnego i… pokazywania słów na ekranie. W takim kontekście pojawia się pytanie czy prezentacja w Power Poincie to skuteczna droga czy już przeżytek? Niewątpliwie prezentacja multimedialna jest bardzo wygodna (dla wykładającego), bo łatwo ją przygotować, przenieść i zaprezentować (czasem niestety odczytać). Kiedyś wzbudzała zainteresowanie, jako nowość. Ale przez lata spowszedniała. Warto na marginesie przypomnieć, że Power Point to nie jest Power Text…

Na wykładzie z prezentacją (jak i na blogu czy fanpage), trzeba po prostu opowiedzieć ciekawą historię z zakresu literatury faktu, w zależności od sytuacji i kontekstu (do kogo i w jakich warunkach mówimy/piszemy). Z wykorzystaniem mowy, pisma, filmu czy nawet teatru. Czytanie z ekranu jest nudne. Opowiedz, napisz, narysuj, zagraj. Byle ciekawie i z sensem.

A czy pozwalać studentom w czasie zajęć i na wykładach korzystać z telefonów komórkowych? Czy telefony komórkowe przeszkadzają? Wykładowcom i studentom. To może być ich sposób notowania, np. robienie zdjęć ważniejszych treści wyświetlanych na ekranie. Albo poszukiwanie niezrozumiałych słów lub terminów specjalistycznych? Tego nie wiemy. Zakładamy raczej, że nie uważają, że lekceważą i w tym czasie plotkują na „Facebookach” lub za pomocą esemesów. A przecież nie musi to być trafna diagnoza.

W nawiązaniu do nagminnego korzystania z telefonów warto przypomnieć, że studenci teraz mniej czytają. To jednak niezbyt precyzyjna odpowiedź. Mniej czytają w tradycyjnych książkach, ale więcej w nośnikach elektronicznych, w krótkich formach i z dużą liczbą ilustracji. Czyli czytają ale trochę inaczej. Co więcej, teraz więcej osób pisze, nawet przeciętniacy. I dobrze. Ćwiczą się w wypowiedziach. Nie bójmy się tego przesytu. W treningu przeciętniacy stają się wybitni i sprawni. A piszą w innych formach, bardzo krótkich (esemesy, tweety itd.) i z dużą interaktywnością.

Mam do komunikacji międzyludzkiej i tej na wykładach podejście ewolucyjne i rozpatruję w długiej osi zmian w rozwoju Homo sapiens. Najpierw nasi przodkowie przez dziesiątki tysięcy lat żyli tylko w kulturze słowa. Teraz też korzystamy z tej formy, ale znacznie w mniejszym zakresie i nie tylko jako jedynej i wyłącznej. W kulturze mówionej, gdzie informacje zapisywane były jedynie w mózgach poszczególnych osób, niezwykle ważne było zapamiętywanie. Słuchając opowieści lub będąc uczestnikiem wydarzenia pojawia się problem: jak zapamiętać. By za jakiś czas komuś innemu tę zapamiętaną treść otworzyć, przekazać. Z przyczyn li tylko mnemotechnicznych w kulturze słowa pojawił się rym i rytm w poezji, melodia w pieśni, taniec i teatr (ruch i relacje międzyludzkie). A być może malowidła naskalne w jaskini były pierwszy „power pointem” – obrazami, służącymi zapamiętaniu i zilustrowaniu opowieści czy przekazu wiedzy lub opowieści z obrazem otaczającego świata.

Logikę i dramaturgię opowieści wykorzystujemy w części lub całości w referatach, wykładach, panelach dyskusyjnych, dyskusjach. Ale nasi słuchacze mają dodatkowe umiejętności i pamięć zewnętrzną (mogą zanotować, nagrać itd.). Tyle się zmieniło i pewne dawniej ważne i logiczne elementy straciły swój sens. Wiersze straciły rym i rytm bo nie są już niezbędne do zapamiętania treści. Przecież można zapisać…. I do otworzenia wykorzystać pamięć zewnętrzną. Trzeba tylko umieć zakodować a potem odkodować. A notować można przecież nawet rysunkiem…. Albo telefonem komórkowym.

Nie tak dawno w historii ludzkości, ale dawno w stosunku do naszego życia, pojawiło się pismo a potem druk (ułatwienie powielania i rozsyłania zapisanych treści). Początkowo pismo naśladowało wytwory kultury słowa (rym i rytm), z czasem wytworzyło własne, specyficzne i unikalne formy. Mimo ograniczeń w formie komunikacji przywykliśmy i w pełni zaakceptowaliśmy formy pisane w przestrzeni akademickiej z biblioteką w centralnym miejscu uniwersytetu. Publikacja, książka, skrypt, list, publikacja. Słowa układają się linearnie, czasem tylko przerywane ilustracjami. Niekoniecznie ludzki mózg tak pracuje…

Kolejnym krokiem w tej ewolucji kulturowej komunikacji było wynalezienie przekazu na dalekie odległości. Telegraf po raz pierwszy umożliwił przekaz informacji szybszy niż poruszający się człowiek (z informacją ustną czy pisemną). Potem pojawił się telefon, radio, telewizja. Te ostatnie to przekaz masowy z filmem i audycją radiową. Mimo, że te technologie mają już kilkadziesiąt lat to nie weszły jeszcze na trwałe w akademicką edukację (a małymi wyjątkami). A teraz mamy jeszcze nowoczesne technologie z globalnym inetrnetem: kolejna eksplozja zupełnie nowych form… umożliwiających częściowy powrót do dawnych, przedpiśmiennych tradycji: formy hybrydowe, webinarium, czat, wideotransmisja.

I jak w tym nowym świecie ma się znaleźć wykład z prezentacją multimedialną (np. w Power Poincie)? Efekt nowości już minął a czytanie z ekranu do osób piśmiennych i z dostępem do źródeł mija się z celem. Wykładowcy umieszczają tekst na slajdach bo łatwiej im zapamiętać to, co chcieliby przekazać. Wygodne. Ale nie dla słuchacza. Przydałby się jakiś komponent interaktywny, albo „stary” z kultury słowa mówionego, albo nowoczesny z multimediami i interaktywnym internetem. Przecież słuchacze zazwyczaj mają telefony z dostępem do internetu. Prezentacja z komputera jest… czasem tylko elementem rytuały: należy wyjść i coś na ekranie pokazać. Bo tak się robi i robiło. Jeśli jednak wykładowca pomyśli o odbiorcy to bez trudu dobierze odpowiednie formy komunikacji. Oczywiście jeśli ma coś do przekazania… W sumie każdy ma, jeśli tylko zechce nad tym się zastanowić nieco głębiej.

Po co słuchacz ma słuchać? Jak go zmotywować? Otrzyma nowe, oryginalne informacje? Wykładowca występuje w roli strażnik tajemnicy, A może usłyszy nowe interpretacje, nowe hipotezy. A może spotka człowieka z pasją naukową i emocjami?

Jak zachęcić do słuchania nie tylko słowem pisanym? Ucz się, to jest ważne, będzie na kolokwium lub egzaminie? Zaufaj profesorowi/autorytetowi, że to jest ważne i przydatne. Ale studenci nie mają zaufania bo zbyt dużo przypadkowości i niskiego poziomu. Ludzie potrzebują sensu, trzeba go im pokazać. Na samym początku. Mam wiedzę i emituję ją nie patrząc czy i jak dociera? Oprócz prawdziwej wiedzy są i podróbki (zawsze były!), nie ma na 100% sprawności w doborze kadry akademickiej.

Na koniec mała dygresja, odnosząca się do przebiegu debaty. Prowadzący studenci-moderatorzy nie za bardzo pilnowali czasu i paneliści mówili za dużo i z długo. I tu pojawia się dylemat moderatora – dbać o dyscyplinę czasową i w ten sposób zapewnić realizację wcześniej przygotowanego scenariusza, czy pozwolić toczyć się własnym nurtem i godzić się na niezrealizowanie pewnych punktów programu (bo zabraknie czasu)? Dyskusja jest czymś żywym i nie do końca zaplanowanym. Nie zawsze trzymanie się sztywno scenariusza jest dobrym rozwiązaniem. Sam czasami mam takie dylematy, gdy występuję w roli moderatora czy przewodniczącego zebrania. Decyzja jest trudna i na pewno uzależniona od sytuacji.

c.d.n.

Fake news w księgarni

18836960_10211760759927842_2319900695250898447_oPowszechne jest narzekanie, że w internecie jest mnóstwo złych informacji, kłamliwych, niedobrych fake newsów. A już na pewno na portalach społecznościowych. Lepiej nie zaglądać? Tyle tylko, że internet i jakiś tam Facebook jest taki jak my sami. To lustro, w którym odbija się nasza natura. Co innego książki, te to są poważne, wiarygodne itd. Czyżby?

W ubiegłym tygodniu zaszedłem do księgarni. Już się przyzwyczaiłem (ale nie zaakceptowałem!) do tego, że na półce z książkami o fizyce i astronomii leżą książki o astrologii… Obok książek popularnonaukowych leżą książki o UFO i innych fantastycznych andronach. I niby to wszystko tak samo wiarygodne…

Ale tym razem zajrzałem na półkę z książkami historycznymi. Lubię historię i szukałem czegoś dla siebie. Między książkami historycznymi (naukowe i popularnonaukowe) zobaczyłem pozycję o rodowodzie Słowian. Sięgnąłem z ciekawością, bo spodziewałem się czegoś nowego. Nowych ustaleń, nowych faktów. Przeglądając spis treści oczy otworzyły mi się szeroko. Moja wiedza historyczna jest na tyle podstawowa, żeby zareagować zdziwieniem… na pochodzenie Słowian od Atlantydy. Imperium Ariów i Wielka Lechia. Przecież to są bzdury, pełna fantastyka! Jeśli takie pozycje leżą na półce tuż obok innych książek historycznych, to jest to zwyczajnie fake news! Gdybym nie zajrzał do spisu treści, to bym kupił… A jeśli kupi to i przeczyta ktoś niewyrobiony, z wiedzą podstawową jeszcze początkującą? Zapewne potraktuje jako fakty… przecież w książce tak napisali. I to historycznej. Pełna mimikra.

Nie mam nic przeciw tego typu literaturze. Skoro są czytelnicy, to niech sobie będzie. Ale w księgarni nie powinny być wymieszane książki popularnonaukowe z fantazją i beletrystyką czy ezoteryką. Jest to ewidentne oszukiwanie kupujących. Czym się to różni od wymieszania faktów z faktoidami w internecie? Niczym. Czytelnik musi sam odróżnić prawdę od fantazji i ewidentnego fałszu. Czy to w księgarni, czy to w internecie. Tu mała dygresja. Niedawno byłem w Sopocie. Zaszedłem do tamtejszego Empiku. Dużo książek popularnonaukowych, na osobnej półce. Bez wymieszania. Czyli można. Wymaga tylko wiedzy od księgarzy co sprzedają.

Wróćmy do fake news. Towarzyszą nam od tysiącleci. Były jeszcze przed internetem i przed papierowymi książkami. To zwykła plotka. Błędne informacje powtarzane w dobrej wierze (bo sensacyjne, niezwykle) jak i ewidentne kłamstwa by wywołać odpowiednią reakcję. Zatem kłamstwa, manipulacje czy zwykłe historie spiskowe, miejskie legendy towarzyszą nam od tysiącleci. Czym innym są oczywiście historie zmyślone – literatura fikcji. Tworzymy opowiadania wiedząc, że jest to fantazja, by opowiadać ciekawe historie. Nie powinniśmy jednak mylić gatunków: literaturę fikcji i literaturę faktu. Historia jest historią, legenda jest legendą a fantazja jest fantazją.

Internet nie jest wolny od manipulacji i fake news. Musimy nauczyć się odróżniać fantazję od relacji i faktów. Tak jak nasi przodkowie musieli uczyć się reagować na plotki. Nie na darmo powstało przysłowie „lepiej roznosić wszy niż plotki.” Wszy są dokuczliwe i roznoszą choroby. A z przysłowia wynika, że plotki dla społeczeństwa są jeszcze bardziej szkodliwe.

Co jedzą ślimaki winniczki ?

winniczeknakupieNapotkanie w przyrodzie sytuacje czasem zaskakują i skłaniają do głębszych refleksji. Ot na przykład zamieszczone obok zdjęcie ślimaka winniczka (początek maja, Łupszych, Żurawia Dolina). Ślimak winniczek pełzający po odchodach. Prawdopodobnie są to odchody dzika. Ale co robi tam ślimak? Najwyraźniej się pożywia. I to rodzi się pytanie, co jedzą ślimaki winniczki.

Na tak postawione pytanie można szukać rozwiązania na kilka sposobów: 1. Zapytać kogoś, sięgnąć do książek lub internetu, 2. Obserwować ślimaki w przyrodzie, wykonać eksperyment i zrobić sekcję ślimakowi, aby na podstawie budowy przewodu pokarmowego i jego zawartości wnioskować o sposobie odżywiania się i rodzaju pokarmu. Mamy więc dwa elementy metodologii naukowej (wywodzącej się przecież z myślenia potocznego): sprawdzić to, co już ludzkość wie na ten temat (bo raz, że szybciej, a dwa, po to odkrywać Amerykę po raz kolejny), a jeśli są luki w wiedzy lub jej brak to samemu zbadać i lukę w wiedzy wypełnić.

Najłatwiej i najprościej po prostu zapytać. Tak Homo sapiens czynił przez dziesiątki tysięcy lat. Jednak wiedza osób, znajdujących się w bezpośrednim naszym kontakcie, nie jest zbyt wielka. Zwłaszcza w sprawach tak niszowych i odbiegających od codziennych potrzeb i warunków przetrwania. Najczęściej pytania naszych przodków dotyczyły raczej tego: jeść czy nie jeść (nadaje się do zjedzenia czy jest szkodliwe i trujące) lub uciekać czy nie (wróg, drapieżnik czy niegroźne zwierzę). Współcześnie kontaktujemy się ze znacznie większą liczbą osób niż kiedyś. A mimo to, raczej nie spotkamy osoby, znającej się na biologii ślimaków winniczków. Można oczywiście, wzorem dawnych wieków, udać się do mędrca, starca (bo jak stary, to dużo przeżył, a w konsekwencji dużo wie) lub jakiegoś innego strażnika wiedzy. W dawnej kulturze słowa cała wiedza przechowywana była w ludzkiej pamięci, w neuronach w mózgu. I żeby tę wiedzę uruchomić trzeba wypowiedzieć zaklęcie – to znaczy grzecznie zapytać.

Od czasu, gdy wynaleziono pismo, nasze kontakty z ludźmi, z mędrcami i niszowymi specjalistami, znacznie się rozszerzyły. Możemy „iść” nawet do osób, które żyły przed wiekami lub mieszkają tysiące kilometrów od nas. Pismo pozwala nam na kontakty przekraczające czas i przestrzeń. Trzeba udać się do biblioteki – takiej rozszerzonej pamięci z wiedzą ludzkości. Ale i na to trzeba poświęcić trochę czasu, zwłaszcza gdy w naszej miejscowości nie ma biblioteki z bogatym księgozbiorem przyrodniczym. Ponadto trzeba wiedzieć gdzie i jak szukać. Dawniej trzeba było wiedzieć kogo i jak zapytać i jak do takiego „mędrca” w danej sprawie dotrzeć.

Żyjemy w e-czasach. Pytanie ludzi staje się jeszcze prostsze. Dzięki internetowi nieporównywalnie rozszerza się zakres osób, których możemy pytać, jak i szybkość uzyskiwania odpowiedzi. Jeśli jest tylko zasięg, to przecież mogę od razu, nawet w lesie, włączyć swój smarfon i szukać odpowiedzi w sieci. No tak, ale i tu pojawia się problem jak odnaleźć w nieprzebranym gąszczu informacji, w których są i takie zupełnie bezwartościowe. Problemem naszych czasów, jak i niezbędną kompetencją, jest szukanie w internecie. Tak jak kiedyś odnalezienie drogi w lesie do mędrca-pustelnika. Nieobeznanemu łatwo zbłądzić i wyjść na manowce.

Zanim napiszę, co z ksiąg i internetu wyczytać można, przejdę do drugiej części – samodzielnych obserwacji. Bo jeśli szybko nie mogę uzyskać gotowych odpowiedzi od innych, to przecież mogę sam poznawać i badać. Odejście od starych ksiąg i konfrontowanie wiedzy z rzeczywistością, zapoczątkowało naukę oświeceniową. Sprawdzić, poznać, zweryfikować samemu (szkiełko i oko). Nawet jak w księgach są jakieś odpowiedzi… to przecież nie muszą być dokładne, prawdziwe, właściwe. Nasz rozum też może się przyczynić albo do ugruntowania już istniejącej wiedzy (przez potwierdzenie) albo do poszerzenia wiedzy: przez nowe obserwacje, nowe wnioski i interpretacje.

Zatem należałoby obserwować ślimaki winniczki w ich naturalnym otoczeniu. W sam raz na miłe spędzanie czasu na łonie przyrody. Trzeba tylko prowadzić rzetelną dokumentację, notować: co, gdzie, kiedy. Skrupulatność i statystyczne interpretacje są ważne.

Pamiętam, jak kiedyś w wakacje, za pacholęcych czasów, mierzyłem migracje ślimaków winniczków. Każdego spotkanego ołówkiem oznaczałem cyfrą (długopisem nie dało się pisać po muszli), w zeszycie zapisywałem miejsce znalezienia, datę i krótki opis osobnika. Do tego powstawała mapka zarośli, gdzie żyły ślimaki winniczki – obiekt moich dociekliwych analiz. Codziennie przemierzałem zagajnik i szukałem ślimaków. Ciągle znajdowałem nowe a prawie nigdy nie mogłem napotkać poprzednio oznakowanych. Albo ich było dużo więcej niż sobie mogłem wyobrazić, albo ołówek się ścierał ze skorupki. Moje dawne wakacyjne notatki z badania winniczków leżą gdzieś w starym zeszycie. Były fascynującą, wakacyjną przygodą.

Kłopot z obserwacjami ślimaków winniczków jest taki, że aktywne są głównie w nocy i nad ranem oraz w deszczową pogodę. Południowa susza im nie służy. Trudno się obserwuje w nocy, to co jedzą ślimaki (my w tym czasie zazwyczaj śpimy). I jak poznać, że żerują a jak, że tylko się przechadzają? Zapewne jest na to rada. Można oczywiście zrobić sekcję i poznać budowę aparatu gębowego oraz przewodu pokarmowego. Lub wyczytać to z książek. I na postawie wiedzy ogólnej wyciągać wnioski. Bo w przyrodzie wszystko jest „logicznie” ze sobą powiązane. Skoro gatunki przystosowane są do środowiska, w którym żyją, to ich budowa ma związek z trybem życia i odżywianiem.

Można oczywiście założyć hodowlę ślimaków w domu, w akwariach-terrariach. By w warunkach w pełni kontrolowanych sprawdzać co i ile jedzą. Małym utrudnieniem jest to, że w warunkach sztucznych ślimaki jedzą pokarm, którego w warunkach naturalnych nie spotykają, np. karma dla kota.

Wróćmy jednak do naszych poszukiwań w piśmiennictwie. W internecie trudno znaleźć, najczęściej otwierają się różne strony z hodowlą ślimaków. Dla hodowcy ważne jest, by ślimaki rosły, więc podają bardzo różną „paszę”. Ale i z takich informacji nie wprost można sporo wywnioskować.

Ja sięgnąłem do książki „Ślimaki lądowe Polski” Andrzeja Wiktora, wydanej przez Wyd. Mantis, w 2014 r. w Olsztynie. Gdzie jak gdzie, ale u specjalisty to na pewno coś znajdę. Ale i to okazało się nie jest takie proste, bowiem szczegółowe opisy gatunków dotyczą budowy, cech diagnostycznych (jak odróżnić od gatunków podobnych), rozmieszczenia, pochodzenia. Brak pełnych opisów o szczegółowej biologii każdego gatunku. Trzeba szukać w części ogólnej a dotyczącej biologii ślimaków.

Ślimak winniczek (w opinii Andrzeja Wiktora) występuje w zaroślach,między krzewami, w lasach, parkach, na cmentarzach oraz w ogrodach. Pierwotnie gatunek ten zamieszkiwał najpewniej południową i południowo-wschodnią część Polski. Dziś spotykany jest w całym kraju i łatwo wnika do siedlisk, przekształconych przez człowieka. Jest więc gatunkiem synantropijnym.

I co w tych parkach, cmentarnych zaroślach czy lasach może spotkać? „Żywi się świeżymi liśćmi, stąd często uważany za szkodnika ogrodów” (Wikipedia), a zatem można uznać za roślinożercę. „Winniczki żywią się zielonymi częściami roślin. Żerują głównie nocą, ale także podczas deszczowych i pochmurnych dni.” (https://www.medianauka.pl/winniczek). Przytoczone fragmenty pochodzą jednak z różnego typu zbiorczych encyklopedii i kompendiów, a nie ze źródeł pierwotnych (publikacji naukowych). Upowszechniają więc tylko wiedzę powszechnie uznaną (ale nie znaczy, że aktualną).

Na forach dyskusyjnych można znaleźć i takie odpowiedzi ślimaki winniczki żywią się ”miętą i sałatą”, „Żywi się świerzymi liściami” (pisownia oryginalna). Trudno określić czy jest to powielanie encyklopedii czy własne obserwacje. Przez ogrodników bywa uważany za szkodnika, ale umiarkowanego i w bilansie raczej pożądanego w ogrodzie („Na samym początku ponownie chciałbym podkreślić, że winniczek należy do najmniej szkodliwych ślimaków, które mogą pojawić się w ogrodzie. Pojedyncze sztuki są raczej wskazane, zjadając jaja ślimaków nagich, łącznie z innymi sprzymierzeńcami ogrodu winniczek będzie wywierał pozytywny wpływ na zachowanie równowagi biologicznej” ): „Żeruje przede wszystkim w nocy, nad ranem oraz w pochmurne dni. Żywi się roślinami, zazwyczaj zwiędniętymi ich częściami, zjadają także jaja największych wrogów ogrodu ślimaków nagich.” (źródło). Mamy więc dwie dodatkowe informacje, że zjada rośliny zwiędnięte oraz inne pokarmy, takie jak jaja innych ślimaków. Zatem roślinożerność nie jest taka obligatoryjna a zakres pokarmowy bywa szerszy. Tak jak w przypadku chyba większości zwierząt.

W „Ślimakach lądowych Polski” wyczytać można, że nasze lądowe gatunki nie są specjalnie wyspecjalizowane pokarmowo. Ich aparat gębowy ulega tylko niewielkim modyfikacjom i nie nadaje się do sortowania pokarmu. Występują u nas ślimaki roślinożerne i drapieżne. Ale nawet drapieżne od czasu do czasu zjadają różne części roślin lub szczątki organiczne. Są także ślimaki wszystkożerne (polifagiczne). Ślimak winniczek zaliczany jest do roślinożernych. Dla gatunków roślinożernych pokarm stanowią żywe części roślin (głównie młode pędy i liście roślin kwiatowych). Zjadają także owoce, bulwy, kłącza. Ale są i gatunki preferujące martwą materię organiczną, gnijące części roślin wraz z żyjącymi na nich grzybami i bakteriami. Aparat gębowy roślinożerców pozwala na odcinanie fragmentów pokarmu lub zeskrobywanie go tarką. Gatunki roślinożerne mają stosunkowo długi przewód pokarmowy (to prawidłowość ogólnobiologiczna, dotyczy nie tylko ślimaków). Pokarm roślinny co prawda zawiera dużo energetycznej celulozy, ale większości zwierząt brakuje enzymów, trawiących celulozę. W dłuższym przewodzie pokarmowym mogą rozwijać się grzyby i bakterie, za pomocą ich enzymów trawiona może być celuloza. Niemniej A. Wikrot zaznacza, że „wydaje się, że ślimaki [lądowe, w Polsce] takich symbiontów nie mają.”. A skoro ślimak winniczek najpewniej symbiontów nie ma (przynajmniej odkrytych) to nie należy się dziwić, że korzysta z tego, co na zewnątrz. I że żeruje na odchodach, w tym przypadku dzika. Takie urozmaicenie diety.

Wszystkożercy zjadają różny pokarm: żywe rośliny, martwe rośliny, padlinę (martwe owady, drobne kręgowce, dżdżownice) czy kał kręgowców. Notowano także zjadanie piskląt w gnieździe przez duże ślimaki nagie (Arion rufus, A. lusitanicus – zobacz także Tajemniczy, nagi pogromca karmy dla kotów z Parku Centralnego. Czy da się go zjeść?)

Zjawisko kanibalizmu u ślimaków jest rzadko obserwowane w naturze, natomiast znacznie częściej w hodowlach (zwłaszcza przy dużym zagęszczeniu). Albo więc w hodowli mamy okazję częściej obserwować ślimaki, albo warunki odbiegają od naturalnych (np. zbytnie przegęszczenie) i pojawiają się nieco inne zachowania. W warunkach hodowlanych ślimaki lądowe zjadają np. gotowane jarzyny, żółtko jaj kurzych, pasztet, mleko w proszku, otręby, papier czy karmę dla kotów.

Jak widać na zamieszczonym zdjęciu w przyrodzie także ślimaki winniczki spotykają różny pokarm.

Obserwacje zwykłych ślimaków nie muszą być banalnie i nic nie wnoszące. Ciekawych odkryć czasem dokonuje się przypadkiem i tam, gdzie ich nikt się nie spodziewa. Trzeba tylko uważnego obserwatora, przygotowanego swoją szeroka wiedzą.

To co, Młodzi Odkrywcy, będziecie obserwować tajemne życie ślimaków, nie tylko winniczków?

Ps. Przytoczyłem tylko kilka faktów z książek i internetu. Zawarta tam wiedza o ślimaku winniczku (i innych ślimakach) jest znacznie obszerniejsza.

Czytaj także:

Narysować poradnik pisania prac dyplomowych

Seminarium_komisja_i_Umiejtnoci_i_kompetencje_XXI_wPrawie 20 lat temu napisałem pierwszy poradnik o pisaniu pracy magisterskiej. Już wtedy miał nietypową formę zeszytu do ćwiczeń. Przez kilka kolejnych lat aktualizowałem i uzupełniałem. Ale świat zmienił się tak bardzo, że zachodzi pilna konieczność głebszej aktualizacji. I nie chodzi tylko o sam fakt dwustopniowych studiów (licencjat i magisterium).

Tym razem postanowiłem … narysować poradnik. A przynajmniej w dużym stopniu wykorzystać myślenie wizualne. Jednym z celów jest również to, bym sam się nauczył ryślenia. A najlepszą formą uczenia się jest uczenie się aktywne. I zastosowanie w praktyce. Chce także sprawdzić, czy można napisać inaczej, porcjami i z „hipertekstem”, czyli w formie bloga-strony. I czy w takiej formie będzie to dzieło użyteczne.

Zatem zacząłem pisać internetowy poradnik pisania prac dyplomowych: http://pisanie-pracy.blogspot.com/

Mile widziane wszelkie uwagi i komentarze. Wtedy poradnik powstanie w dialogu a ostateczny kształt zależeć będzie od czytelników dyskutujących, także krytycznie.

Zapraszam na Noc Biologów w Olsztynie

kotlogo4W najbliższy piątek 13 stycznia w Olsztynie, na UWM, odbędzie się szósta edycja Ogólnopolskiej Nocy Biologów. Wydział Biologii i Biotechnologii uczestniczy w tym festiwalu nauki od samego początku. W tym roku na uczestników czeka ponad 110 różnych wykładów, warsztatów, wystaw, wycieczek, pokazów, dyskusji naukowych oraz edukacyjna gra terenowa. Na wszystkie zajęcia, odbywające się w godz. 8.00-23.00 wstęp jest wolny. Zajęcia są zróżnicowane, każdy znajdzie coś odpowiedniego: od przedszkola do seniora.

W Olsztynie spodziewamy się ponad 500 uczestników, zarówno zorganizowanych przyjazdów szkół jak i odwiedzin indywidualnych i rodzinnych. Z rezerwacji na niektóre zajęcia wynika, że jadą do nas uczniowie m.in. z Sierpca, Ciechanowa, Giżycka, Nidzicy, Pisza, Lidzbarka Warmińskiego, Morąga, Bartoszyc, Braniewa, Ostródy, Olsztyna, Lamkowa i Durąga.

Noc Biologów to nie tylko mądra rozrywka ale także edukacja i innowacyjność. Nie tylko pokazana zostanie wiedza przyrodnicza (nauka) w przystępnej i atrakcyjnej formie ale także pokażemy współpracę uniwersytetu z małymi i średnimi przedsiębiorstwami z regionu oraz innymi instytucjami, z którymi współpracuje Wydział Biologii i Biotechnologii. Nie zabraknie okazji do nieformalnych dyskusji i możliwości wstępnego nawiązania współpracy. Transfer wiedzy z uniwersytetu do gospodarki szeroko rozumianej jest faktem. W czasie Nocy Biologów można się będzie o tym przekonać .

Będą wykłady oraz zajęcia laboratoryjne (na niektóre trzeba się wcześniej zapisać, gdyż liczba miejsc jest ograniczona) z różnych dziedzin nauk biologicznych. Nie zabraknie także odrobiny humoru i przygody. Będzie edukacyjna gra z rozwiązywaniem tajemnic niezwykłego motyla nocnego – zmierzchnicy trupiej główki, będzie prapremiera żywej biblioteki popularnonaukowej, a wieczorem pojawią się nawet dwa pieczone dziki, Wiedźmuchy i można będzie samemu skosztować maści czarownic do latania. Jakieś pytania? Będzie okazja by bezpośrednio porozmawiać z naukowcami, bez stresu.

A gdy skończy się Noc Biologów, to Wydział Biologii i Biotechnologii zaprasza do innych form współpracy edukacyjnej, dla szkół oferujemy całoroczną akcję „Wypożycz sobie naukowca” oraz „Uniwersytet Młodego Odkrywcy”.

Początek XXI wieku przyniósł wiele niezwykłych odkryć biologicznych. Nauki biologiczne nie tylko zmieniają nasze codzienne życie ale i podręczniki do filozofii. Nic dziwnego, że biologią interesuje się niemalże każdy. Okazją do zajrzenia do biologicznych laboratoriów i pracowni naukowych jest Noc Biologów, po raz szósty organizowana w Olsztynie oraz 29 innych ośrodkach akademickich w Polsce. Oferta UWM w Olsztynie należy do najbogatszych i najciekawszych – ponad 110 różnych wykładów, warsztatów, laboratoriów, pokazów, wystaw, wycieczek, spotkań z naukowcami i nauką, od 8 rano do 23 w nocy.

Ostatnie lata przyniosły wiele niezwykłych odkryć. Zaczęto poznawać genomy wielu organizmów, w tym człowieka. Na coraz szerszą skalę są uprawiane rośliny modyfikowane genetycznie (GMO). Trwa spór o globalne zmiany klimatyczne i ich wpływ na różnorodność biologiczną. Pojawienie się nowych chorób, groźnych dla człowieka, wyzwoliło lawinowy rozwój nauk biomedycznych. Wyzwaniem staje się dalszy rozwój cywilizacyjny w zgodzie z możliwościami środowiska. Wiele wskazuje na to, że XXI stulecie będzie wiekiem biologii. Trudno się więc dziwić, że ta fascynująca dziedzina nauki przyciąga rzesze chętnych do zgłębiania jej tajemnic.

Noc Biologów to nie tylko popularyzacja nauki ale i wspólne odkrywanie nowych metod edukacji pozaformalnej i ustawicznej. To pełniejsze wypełnianie misji uniwersytetu w upowszechnianiu wiedzy i kształcenia kadr. Poza sprawdzonymi wcześniej warsztatami, wykładami i pokazami w tym roku pojawi się sporo nowości i eksperymentów edukacyjnych, np. żywa książka popularnonaukowa oraz edukacyjna gra terenowa. W Nocy Biologów wezmą udział instytucje i przedsiębiorstwa współpracujące z wydziałem (np. Mazurski Park Krajobrazowy, Nadleśnictwo Olsztynie, Warmińsko-Mazurski Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli itd.). Wspólnie poszukujemy innowacji dla naszego regionu. Na bazie zdobytych doświadczeń od lutego do czerwca 2017 r.

Wydział Biologii i Biotechnologii zrealizuje zajęcia dla młodzieży szkolnej w ramach projektu Warmińsko-Mazurski Uniwersytet Młodego Odkrywcy. To pomysł na trwała współpracę edukacyjną ze szkołami z regionu. Tematem Nocy Biologów 2017 w Olsztynie jest upowszechnianie i promocja wiedzy biologicznej w popularnonaukowej formie (edukacja pozaformalna) oraz budowanie kapitału naukowego w młodym pokoleniu. Zostaną pokazane w interesujący sposób i dostosowany do różnego poziomu odbiorców, różnorodne zagadnienia związane z biologią, biotechnologią i biogospodarką – od podstawowych informacji o bioróżnorodności na poziomie genetycznym, gatunkowym i ekosystemowym do zagadnień związanych z biologią molekularną, fizjologią, genetyką i neurobiologią. Jednym z celów akcji jest również zaszczepienie przekonania o znaczącej roli nauk przyrodniczych w egzystencji populacji ludzkiej na Ziemi oraz pokazana będzie naukowa metoda poznawania świata.

Pokazy, warsztaty, wystawy, spotkania w formie „żywej książki” i zwiedzanie laboratoriów mają za zadanie przybliżenie specyfiki pracy naukowca (element budowania kapitału naukowego). Temu celowi służyć będą także spotkania w formie żywej książki. Noc Biologów 2017 w Olsztynie to przedsięwzięcie upowszechniające naukę, kierowane zarówno do dzieci, młodzieży szkolnej jak i do osób dorosłych miasta Olsztyna, regionu i województwa warmińsko-mazurskiego a także powiatów z północnego Mazowsza. Poza bezpośrednimi pokazami na terenie uczelni przekaz popularnonaukowy docierać będzie za pośrednictwem mediów: gazety, radia, telewizji i internetu, dzięki czemu znacznie rozszerzony będzie krąg odbiorców. Po prostu próbujemy odkryć szeroko rozumiane współczesne środowisko edukacyjne.

Bogata i ciekawa oferta programowa w ramach Nocy Biologów w latach 2012- 2016, przygotowana przez pracowników naukowych a także doktorantów i studentów UWM w Olsztynie, spotkała się z ogromnym odzewem ze strony społeczeństwa w mieście Olsztynie i całym województwie. Celem Nocy Biologów 2017 w Olsztynie jest upowszechnianie i popularyzacja wiedzy z zakresu nauk biologicznych i zastosowań biologii oraz popularyzacja instytucji naukowych, zajmujących się problematyką przyrodniczą. Przedsięwzięcie ma na celu zapoznanie z osiągnięciami nauk biologicznych, ich zastosowaniem w gospodarce i życiu codziennym a także zapoznanie ze specyfiką pracy naukowej oraz metodą naukową (stawianie hipotez, falsyfikacja, eksperymenty, wnioskowanie).

Noc Biologów ma na celu budowanie kapitału naukowego wśród mieszkańców Warmii i Mazur oraz przekazanie wiedzy przyrodniczej oraz wyników prowadzonych na UWM badań naukowych na różnych poziomach – od podstawowych wiadomości przyrodniczych do zagadnień problematycznych, nurtujących współczesną biologię i biotechnologię. Ważnym elementem jest budowanie kapitału naukowego u młodzieży m.in. poprzez bezpośredni kontakt z naukowcami. W roku 2017 chcemy położyć nacisk na biogospodarkę w szerokim sensie, w tym na usługi ekosystemowe w tym skutki zmiana klimatu, różne formy terapii z wykorzystaniem metod biologicznych oraz wykorzystanie wyników nauki w gospodarce. Jednym z celów akcji jest zaszczepienie przekonania o kluczowej roli nauk przyrodniczych w egzystencji populacji ludzkiej na Ziemi a także znaczenie biogospodarki w rozwoju regionalnym w północno-wschodniej Polsce.

Poprzez Noc Biologów 2017 chcemy zapoznać społeczeństwo regionu z pracą badawczą, specjalistycznym sprzętem laboratoryjnym a także z osiągnięciami naukowymi wydziałów przyrodniczych UWM, głównie Wydziału Biologii i Biotechnologii. Popularyzacja wiedzy przyrodniczej odbywać się będzie z podkreśleniem wartości aplikacyjne tej wiedzy. Chcemy wzbudzać ciekawość oraz chęci do poznawania i rozumienia świata przyrodniczego, szczególnie u dzieci i młodzieży szkolnej w celu kształtowania poglądów, pozwalających na zrozumienie prawidłowości funkcjonowania przyrody oraz na niedestrukcyjne obcowanie ze światem żywym (biologicznym). Zamierzamy poprzez działania realizowane w czasie Nocy Biologów budować kapitał naukowy poprzez bezpośredni kontakt z naukowcami i laboratoriami.

Więcej informacji:

Dlaczego pierwszoklasiści cieszą się z 60-lecia Instytutu Fizyki Jądrowej PAN

W tym roku Instytut Fizyki Jądrowej Polskiej Akademii Nauk w Krakowie obchodzi sześćdziesięciolecie swojego istnienia. Naukowcy z tego instytutu badają niezmierzone głębiny Wszechświata we współpracy z największymi ośrodkami naukowymi na świecie. Od ponad półwiecza prowadzą prace badawcze w zakresie budowy materii i budowy jądra atomowego. Zajmują się zastosowaniem promieniowania w medycynie i wielu innych dziedzinach. No tak, ale co to wszystko może obchodzić kilkuletnie dzieci z pierwszej klasy szkoły podstawowej w Olsztynie? I nauka zbyt abstrakcyjna i odległość z Olsztyna do Krakowa wielka. Gdzie Rzym a gdzie Krym?

Niedzicki_ksiazkaTak, Instytut Fizyki Jądrowej to poważna instytucja. Ale wszystko zależy od tego jak się swój jubileusz obchodzi. Otóż w ramach obchodów 60. lecia Instytut wydał małą książeczkę popularnonaukową, przygotowaną przez swojego pracownika – znanego popularyzatora nauki Wiktora Niedzickiego. Całkiem niedawno Pan red. Niedzicki poinformował członków Stowarzyszenia Dziennikarzy Naukowych o wydaniu wspomnianej broszury (ilustracja zamieszczona obok), szybko napisałem z prośbą o przysłanie egzemplarza. Jakkolwiek jestem biologiem to takie pozycje bardzo mnie interesują. Szukam inspiracji do zajęć. I pomysłów na popularyzację wiedzy.

Kilka dni temu wspomniana książeczka do mnie dotarła. Wraz z bardzo sympatyczną dedykacją. Ale jeszcze bardziej z „Nowego laboratorium Wiktora” ucieszyła się moja żona, gdy przejrzała i zobaczyła jakie propozycje eksperymentów opracował Pan Wiktor Niedzicki. Powiedziała „Napisz szybko do Pana Wiktora z gorącymi podziękowaniami i pozdrowieniami, bo książeczka bardzo przyda mi się w pracy”. Żona uczy w szkole podstawowej. Od lat prowadzi dla najmłodszych Koło Młodych Odkrywców. Co i rusz nosi do szkoły dziwne rzeczy, trochę oleju, sodę. Ostatnio zaniosła jajko i trochę soli. Nie do końca wiem, co ona tam z pierwszakami wyczynia, ale na pewno nie chodziło o przygotowanie drugiego śniadania (jajko na twardo z odrobiną soli).

W „Nowym laboratorium  Wiktora” sporo jest opisów prostych eksperymentów z wykorzystaniem łatwo dostępnych pomocy, takich jak puste butelki, woda, kubeczki kartonowe do kawy, woreczki foliowe, gumka recepturka, mąka ziemniaczana itd. Można więc odkrywać tajemnice świata korzystając z tego, co jest w kuchni lub szkolnej klasie. I dlatego właśnie pierwszoklasiści z I b już się cieszą z 60. lecia  Instytutu Fizyki Jądrowej Polskiej Akademii Nauk w Krakowie, bo otrzymali wspaniały prezent. Kolejne pokolenie młodych odkrywców przeżywać będzie emocje, związane z poznawaniem praw przyrody. Kto wie, może w niektórych pozostanie fascynacja nauką i zainteresowanie fizyką, a za lat powiedzmy 20 pojawią się nowi entuzjaści fizyki jądrowej, którzy odwiedzą laboratoria wspomnianego Instytutu. Już jako pełnoprawni badacze tajemnic Wszechświata.

Można różnie obchodzić swoje jubileusze. Ten z „Nowym laboratorium Wiktora” bardzo mi się podoba, bo niesie w sobie wieloletnie i dalekosiężne  oddziaływania. Niczym promieniowanie kosmiczne.

Zatem Panie Wiktorze, serdecznie dziękuję za przesłaną książeczkę. I ja się cieszę (coś tam dla siebie znajdę inspirującego) i żona się cieszy (bo ma znakomitą pomoc dydaktyczną) i pierwszaki z Koła Młodych Odkrywców z dalekiego Olsztyna się cieszą. Przy okazji przesyłam gratulacje jubilatowi – Instytutowi Fizyki Jądrowej z dalekiego Krakowa.

Trzecia kultura, czyli kawiarnia naukowa w Archipelagach Kultury

w_mragowieCzy nauka i upowszechnianie wiedzy, zwłaszcza tej przyrodniczej, to element kultury? W księgarniach książki popularnonaukowe, czyli te w przystępny sposób objaśniające wiedzę przyrodniczą, zazwyczaj zepchnięte są gdzieś w kąt. Tuż obok ezoteryki i innych egzotycznych dziwactw. Warto podkreślić, że przy spadku czytelnictwa (a raczej „kupowalnictwa” – kupowania książek w księgarniach) wzrasta czytelnictwo fachowych poradników, podręczników i literatury faktu, w tym faktu naukowego.

Trzecia kultura od dawna funkcjonuje w formie olsztyńskiej kawiarni naukowej nieformalnego kluby profesorów Collegium Copernicanum (powstała jako jedna z pierwszych, współczesnych kawiarni naukowych w Polsce). Tylko z rzadka kawiarnia gościła „na prowincji”, włączając się w różnorodne małe projekty i pikniki naukowe (na zdjęciu obok, Mrągowo, fot. Z. Wojciechowska).

Warto wspomnieć o projekcie realizowanym dekadę temu w Ornecie przez prof. Leszka Szarzyńskiego, pt. „Z Uniwersytetem na Ty”, czy nieco później w Dobrym Mieście (Salon Artystyczno-Naukowy). Oba projekty łączyły sztukę z nauką i dodatkowo tworzyły miejsce do odbioru kultury. Kulturotwórcza rola nauki, upowszechnianej w formie popularnej, widoczna jest w różnego typu festiwalach naukowych i piknikach takich jak Olsztyńskie Dni Nauki i Sztuki, Europejska Noc Naukowców, Noc Biologów itd. Udział naukowców w kulturze powszechnej (popularnej) już wcześniej określona została terminem „Trzecia kultura”.

Trzecia kultura, która podobno narodziła się w Ameryce w drugiej połowie XX w., według Johna Brockmana to uczeni badający empirycznie świat (a więc przedstawiciele nauk przyrodniczych, zazwyczaj nie kojarzeni z wydarzeniami kulturalnymi). To naukowcy, którzy dzięki swym pracom i pisarstwu (także w nowoczesnej, internetowej formie) przejmują rolę tradycyjnej „humanistycznej” elity intelektualnej w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania od zawsze nurtujące ludzkość: czym jest życie, kim jesteśmy, dokąd zmierzamy jaki jest sens istnienia.

Trzecia kultura to swoiste wyjście ludzi uniwersytetów na „ulicę” i bezpośredni dialog ze społeczeństwem. To opowiadanie o tym, co dzieje się w laboratoriach fizyków, chemików, matematyków, biologów, geografów, geologów, astrofizyków. W potocznej kulturze zbyt dużo nagromadziło się wyeksploatowanych faktów, dawno już odkrytych, dawnych przemyśleń i konstatacji. Zbyt „przetrawiona” kultura potrzebuje nowości, bo wiele intelektualnych „elit” skupiona jest wyłącznie na sobie i na tworzeniu komentarzy do komentarzy czy na krytyce krytyki. Można odnieść wrażenie, że urwał się już kontakt z rzeczywistością. Jednocześnie brakuje w codziennym obiegu kulturalnym zupełnie nowych faktów i teorii opisanych przez naukowców. Zwłaszcza dotyczy to biologii w ostatnich dekadach. Bo w tej dyscyplinie dzieje się dużo i pojawiają się nowe, niemalże rewolucyjne teorie. Co więcej, wpływają one na nasze życie codzienne, np. powszechne stosowanie GMO, zapłodnienie in vitro, niewyobrażalne dawniej możliwości medycyny itd., które na nowy otworzyły pytania czym jest życie, od kiedy do kiedy, kim jest człowiek i czym jest człowieczeństwo. W potocznej kulturze z odpowiedzi na najistotniejsze pytania człowieka zbyt bardzo wykluczono takie postaci jak Einstein, Bohr, Heisenberg, Feynman, Hubble, Darwin. Teraz należałoby dopisać znacznie więcej nazwisk z nauk biologicznych i medycznych, których nawet nie kojarzymy. Zanim wejdą do obiegu powszechnego minie wiele lat a nawet dziesięcioleci. I o tyle będziemy spóźnieni w tym kulturotwórczym dialogu społecznym.

Długie lata oczekiwano, że to humaniści staną się pośrednikami między naukami przyrodniczymi a społecznością. Ale wprawni w komunikacji społecznej humaniści sami mają zaległości w nadążaniu za odkryciami naukowymi. Uczeni, tworzący tak zwaną trzecią kulturę (to coś więcej niż popularyzacja nauki), sami chwycili za pióra i językiem prostym objaśniają najbardziej zawiłe aspekty rzeczywistości, bezpośrednio opowiadając o swoich przemyśleniach, wątpliwościach, teoriach i odkryciach. W ten sposób liczne elementy nauki trafiają coraz szerszym nurtem do ogólnej kultury. Bo nauka jest źródłem nowości, niezmiernie ożywczej dla kultury w szerokim sensie.

Jeszcze do niedawna komunikowanie o odkryciach nauki powierzano tak zwanym popularyzatorom, najczęściej dziennikarzom lub osobom spoza głównego nurtu uniwersyteckiego. Bo popularyzacja wydawała się czymś niegodnym porządnego naukowca. Ale codziennie na łamach gazet, tygodników, w przestrzeni internetowej blogów i portali społecznościowych, na antenie radia czy telewizji pojawiają się tematy dotyczące biologii molekularnej, sztucznej inteligencji, neurobiologii, teorii chaosu, teorii wszechświata inflacyjnego, kwarków, fraktali, superstrun, bioróżnorodności, nanotechnologii, bioniki, genomiki, cyberprzestrzeni, hipotezy Gai, skutków globalnego ocieplenia klimatu, nowych technologii wytwarzania energii ze źródeł odnawialnych i setek innych. Coraz więcej poważnych instytutów naukowych i uniwersytetów sięga po profesjonalne biura… public relations i upowszechniania wiedzy. Bo chcą szybciej i bez zniekształcać komunikować o swoich odkryciach. Skoro nauka utrzymywana jest z podatków, to owi podatnicy powinni wiedzieć z pierwszej ręki, co wynika z nauki.

Trzecia kultura to naukowcy poszukujący autentycznych praw dotyczących ludzi, ich świadomości, struktury Wszechświata a jednocześnie osobiście uczestniczą w badaniach naukowych. Profesorowie piszą językiem prostym o swoich badaniach nie tylko dla szerokiej publiczności ale także dla naukowców innych specjalności. Niestety język prosty nie jest ceniony. Bo nawet i w USA mętne wypowiedzi uznawane są za trudne a więc mądre. W ten sposób robi się karierę. Naukowcy objaśniający w prosty sposób koncepcje naukowe ludziom spoza świata nauki, spoza własnej, wąskiej dyscypliny, często traktowani są pogardliwie przez kolegów „z branży”.

W coraz liczniejszych intelektualnych spotkaniach w publicznej przestrzeni miasta, w formie otwartych wykładów, dyskusji panelowych, pikników na trawie widać obecność nauk empirycznych w kulturze naszego miasta. A przecież to zjawisko globalne a nie lokalne. Pewien rodzaj wizji naukowych nie ma szansy na zaistnienie w tradycyjnych publikacjach naukowych czy na specjalistycznych konferencjach (bo są adresowane te konferencja czasopisma do wąskiego grona specjalistów). Ale filozofujący naukowcy istnieli od wieków, w znaczący sposób wpływając na kulturę ogólną. A jednym z większych współczesnych problemów jest syntetyzowanie wiedzy.

Nauka jest niezbywalnym elementem kultury, dlatego naukowców, a reprezentantów nauk ścisłych w szczególności, nie może zabraknąć w powstających Archipelagach Kultury woj. warmińsko-mazurskiego. Pora wykonać także kolejny krok, aby ta obecność była widoczna „daleko od szosy”, by docierała do małych lokalnych społeczności w małych miasteczkach czy nawet wioskach. Bez względu gdzie mieszkamy i jaki mamy dostęp do kultury łączy nas ciekawość świata. Natomiast konieczność mówienia językiem zrozumiałym dla niespecjalistów pomaga w lepszym formułowaniu myśli. Udział naukowców w kulturze popularnej i kulturze dnia codziennego korzystny jest dla obu stron.

SONY DSC

W trakcie akcji ze studentami biologii przy budowaniu „hoteli dla pszczół” – przykład upowszechniania wiedzy ekologicznej z udziałem lokalnych mediów (zdjęcie znalezione w internecie, już nie pamiętam autora…)

Noc Biologów czyli zacznij studiować biologię od zaraz

jaijablkaNoc Biologów to jedna z wielu imprez popularnonaukowych. Ale to coś więcej (przynajmniej w moim zamyśle już od czterech lat). Będą „wybuchy” i różne zadziwiające eksperymenty, ale nie dla efektów jak w cyrku czy na koncercie rozrywkowym, lecz by zachwycić się… i zgłębiać wiedzę sukcesywnie. Zachwycić się by potem przez poznawanie zrozumieć świat wokół nas. W tym przypadku tajemnice życia.

Biologia jako nauka i wiedza są fascynujące. Studiować można od zaraz, nie ważne czy ma się lat 5 czy 70. Nigdy nie jest za wcześnie i nigdy nie jest za późno. Noc Biologów jest po to, że by przełamać nieśmiałość i wykonać pierwszy krok… i udać się na uniwersytet. To będzie kształcenie nieformalne, ustawiczne i indywidualne. Noc biologów jest i po to, żeby szukać kontaktu z naukowcami (a także studentami, doktorantami) i potem spotykać się częściej. By umówić się na spokojną wizytę z z całą klasą lub tylko w małej grupce. A nawet indywidualnie.

Wybrać się na Noc Biologów (najbliższa już 9 stycznia 2015 r.) by poznać ludzi, których potem można pytać. Okazuje się że studiować biologię można od zaraz i w zupełnie indywidualny sposób. We własnym tempie. Nie dla ocen ale dla zaspokojenia własnej ciekawości. Noc coś zaczyna. Można prowadzić potem dyskusję poprzez krótkie publikacje, eseje, polemiki itd., zarówno na naszym blogu wydziałowym jak i w Encyklopedii Przyrody Warmii i Mazur (dziennikarstwo obywatelskie z Gazetą Olsztyńską lub Wikipedią). Być jak naukowiec, bo tak, przez publikację, dyskutują również naukowcy. I Ty także możesz zostać naukowcem. Już od zaraz. W tę nietypową, jedyną w swoim rodzaju Noc Biologów.

Stanisław Ulam, uczeń i współtwórca lwowskiej szkoły matematyków, miał zostać adwokatem, ale wolał patrzeć w gwiazdy i czytać książki fantastyczno-naukowe (teraz oprócz książek mamy pikniki naukowe takie jak Noc Biologów). Potem w USA jako matematyk współpracował z fizykami w projekcie Manhattan. Gdy w 1973 r. zapytany został, czy gdyby w Los Alamos nie zbudowano bomby atomowej to świat czułby się bezpieczniejszy, odpowiedział „cokolwiek jeszcze stworzy nauka, czy będzie to uwodnienie energii jądrowej, czy możliwość manipulowania genami, i tak wszystko zależy od dojrzałości emocjonalnej człowieka”. Już wtedy ten genialny matematyk, mimo że w połowie XX wieku triumfy odnosiła fizyka, za dużo gościnniejsze niż wynalazki fizyków uważał badania i odkrycia biologów. Bo to one zmieniają oblicze świata, jak powiadał „biologowie sięgają do samych źródeł życia”. Od słów wypowiedzianych przez genialnego matematyka Stanisława Ulama minęło już ponad 50 lat. Stały się one jeszcze bardziej aktualne.

Żyjemy w wieku biologii, nauki, która zmienia nie tylko nasze życie codzienne ale i filozofię. A w czasie Nocy Biologów na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie można będzie zajrzeć do uczelnianych laboratoriów i dowiedzieć się, nad czym teraz pracują naukowcy. Ogólnopolska Noc Biologów już po raz czwarty odbędzie się w Olsztynie, tym razem 9. stycznia 2015 r. (piątek). W tym roku w akcji udział bierze 26 instytucji naukowych z całego kraju. Olsztyński Wydział Biologii i Biotechnologii – we współpracy z innymi jednostkami UWM oraz pozauniwersyteckimi podmiotami – przygotował blisko 100 różnych wykładów, pokazów, wystaw, wycieczek, laboratoriów, eksperymentów. Wszystko związane z popularyzacją nauki biologicznych.

Noc Biologów w Olsztynie zaczyna się nietypowo o poranku, bo już o 8.30. Oficjalne i uroczyste otwarcie odbędzie się o godz. 11.00. Całość zakończy się późno w nocy, nad rzeką Łyną, na stanowisku archeologicznym, w miejscu dawnej osady starożytnych Prusów. Dlaczego Noc Biologów zaczyna się o poranku? Bo zimą noc jest długa i trwa kilkanaście godzin. Noc Biologów też trwa kilkanaście godzin. A zaczyna się o poranku, aby umożliwić udział młodzieży szkolnej w zorganizowanych grupach. To odpowiedź na ogromne zapotrzebowanie na edukację pozaformalną (poza murami szkoły). Nie mamy jeszcze olsztyńskiego Centrum Nauki (tak jak CN Kopernik w Warszawie), uniwersytet wypełnia tę pustkę piknikami naukowymi (Noc Biologów, Olsztyńskie Dni nauki itd.).

Kształcenie ustawiczne i pozaformalne jest znakiem czasu i mieści się w misji Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. W Nocy Biologów nie chodzi tylko o efektowne wybuchy i naukowe show (chociaż na naukę możemy patrzeć jako element kultury – jako trzecią kulturę). Zachwyt i zadziwienie swoistą rozrywką naukową jest jedynie wstępem do zachwytu nad światem i zachętą do zgłębiania wiedzy. Na poznawanie nigdy nie jest ani za wcześnie ani za późno. Każdy znajdzie coś dla siebie. I znajdzie okazję na bliski kontakt z naukami biologicznymi oraz z naukowcami. Będzie niepowtarzalna okazja zwiedzić laboratoria i poznać codzienną pracę naukowców z UWM w Olsztynie, w szczególności z Wydziału Biologii i Biotechnologii.

W roku 2015 chcemy położyć nacisk na usługi ekosystemowe oraz rożne formy terapii z wykorzystaniem metod biologicznych (m.in. hortiterapia, hirudoterapia). Jednym z celów akcji jest pokazanie kluczowej roli nauk przyrodniczych w egzystencji populacji ludzkiej na Ziemi a także znaczenie biogospodarki w rozwoju regionalnym w północno-wschodniej Polsce.

Biologia jako nauka o życiu zachwyca. Rozwiązuje wiele ważnych problemów współczesnego świata. Zmienia nie tylko filozofię i codzienne dyskusje w mediach, ale wpływa także na rozwój ekonomiczny i gospodarkę opartą na innowacji. Jest więc o co pytać i o czym dyskutować. Biolodzy to nie tylko siwiejący dziadkowie, biegający po łące z siatką na motyle. Biolodzy to naukowcy, pracujący w nowoczesnych laboratoriach i rozwiązujące różnorodne problemy. Biologią stosowaną jest np. biotechnologia czy inżynieria środowiskowa. Z odkryć biologicznych czerpie rolnictwo, medycyna, kosmetologia, ochrona przyrody, leśnictwo czy nawet coraz dynamiczniej rozwijająca się biogospodarka. Surowcem dla biogospodarki jest różnorodność biologiczna i kapitał ludzki. Zobaczmy więc co u siebie, w regionie mamy, i czy warto na tym budować przyszłość.

Początek XXI wieku przynosi wiele niezwykłych odkryć biologicznych, znacząco wywracających dotychczasowa wiedzę podręcznikową. Na powrót mówimy o dziedziczeniu cech nabytych (a wydawało się ze lamarkizm z każdej postaci to przeżytek). Tak, współczesna wiedza biologiczna nas ciągle zaskakuje swoimi odkryciami i nowymi teoriami. Kontynuuje się poznawanie genomów wielu organizmów, w tym człowieka. Na coraz szerszą skalę są uprawiane rośliny modyfikowane genetycznie a wykorzystanie innych grup istot żywych jako GMO jest coraz większe w różnych dziedzinach życia. Trwa spór o globalne zmiany klimatyczne, globalne wymieranie gatunków, . ONZ ogłosiło Dekadę Bioróżnorodności (2011-2020). Tworzone i rozwijane są różnorodne banki genów, w tym w formie sadów i ogrodów. Rozwijane są nowe metody leczenia ludzi. Ogrody zdrowia to nie tylko estetyka ale i terapia. Pojawienie się nowych chorób, groźnych dla człowieka, wyzwoliło lawinowy rozwój nauk biomedycznych. Wyzwaniem staje się dalszy rozwój cywilizacyjny w zgodzie z możliwościami środowiska.

Wiele wskazuje na to, że XXI stulecie będzie wiekiem biologii (od filozofii po gospodarkę). Trudno się więc dziwić, że ta fascynująca dziedzina nauki przyciąga rzesze chętnych do zgłębiania jej tajemnic, zarówno w formie studiów jak i kształcenia ustawicznego czy pozaformalnego. W tę jedną noc – Noc Biologów – naukowcem może być każdy. Przekonajcie się sami! Tej jednej, jedynej w roku, „Nocy Biologów”. A potem będzie okazja na kontynuacje przez cały rok w formie artykułów popularnonaukowych, wykładów otwartych, pokazów dla szkół, współpracy z Uniwersytetem Dzieci.

A co zrobić, gdy na interesujący pokaz nie ma już miejsc? To proste, próbować umówić się z naukowcami na wizytę w laboratorium w innym terminie. Nazwiska i adresy kontaktowe są umieszczone w programie. Można także zapraszać z wykładami i pokazami do siebie (do szkoły czy innej placówki edukacyjnej lub kulturalnej, np. w ramach akcji „Wypożycz sobie naukowca”) w ciągu całego roku. Zapraszamy także dziennikarzy by w ciągu całego roku zaglądali do nas i relacjonowali szerokiej publiczności najnowsze odkrycia biologiczne.

Cele Nocy Biologów: upowszechnianie i popularyzacja nauki oraz instytucji zajmujących się problematyką przyrodniczą poprzez przystępne w formie pokazy, warsztaty, prelekcje, wykłady, zwiedzanie laboratoriów, wystawy, dyskusje oraz materiały zamieszczone w prasie lokalnej, radiu, telewizji i internecie (m.in. blogi i portale społecznościowe). Wzbudzanie ciekawości oraz chęci do poznawania i rozumienia świata przyrodniczego, szczególnie u dzieci i młodzieży szkolnej w celu kształtowania poglądów, pozwalających na zrozumienie prawidłowości funkcjonowania przyrody oraz na nieszkodliwe obcowanie ze światem żywym (biologicznym). Celem jest również przedstawienie podstawowych, ale ważnych zagadnień, poszerzających wiedzę społeczeństwa na temat funkcjonowania świata przyrodniczego (m.in. problemy biogospodarki, biotechnologii, zdrowia ludzkiego czy ochrony przyrody) jak i zagadnień budzących wiele kontrowersji.

Więcej bieżących informacji:

Gadające dachówki, prowincja i street science

glos_dachowkiCzy dachówki potrafią mówić? Teraz już tak, a to dzięki współpracy i otwartości. Oraz dzięki nieschematycznemu myśleniu. Innowacja powstaje w głowie a nie w laboratorium. W laboratorium się innowację testuje i sprawdza. Różne są innowacje. Gadające dachówki są tylko na prowincji. Bo prowincja oznacza nowoczesność, zakorzenioną w dziedzictwie lokalnym.

Jeśli masz smartfon lub tablet to pobierz bezpłatny program do odczytywania kodów QR. Uruchom program i najedź kamerą na zamieszczony obok kwadracik. To jest kod QR (z języka angielskiego Quick Response, szybka odpowiedź). Jeśli masz włączony głośnik, to coś usłyszysz. Dzięki mobilnemu internetowi i syntetyzatorowi mowy. Wielu ludzi, przez wiele lat na to pracowało. Nauka na charakter kumulatywny.

A teraz przemawiać będą warmińskie dachówki. Jeszcze trochę a nasze dachówki zaczną deklamować wiersze. Nie wierzysz? To nie znasz potencjału ludzkiego prowincjonalnej Warmii (wszak tu żył i pracował Mikołaj Kopernik).Ten klimat coś w sobie ma. Udziela się wielu. Nie nieustany pospiech ale właśnie odrobina wyciszenia. Slow science wcale nie jest gorsza.

Gadające dachówki to także popularyzacja wiedzy o różnorodności biologicznej. Efekty znajdują się już na przystankach autobusowych i na dachówkach. Jest street art… jest więc i street science. A w zasadzie jedno z drugim wymieszane i synergistycznie połączone. Podobne kody znajdziesz na naszych dachówkach. Skierują one do opowieści o bioróżnorodności Warmii i Mazur, kulturze i etnografii. Połączone dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze, Niektóre kierować będą do krótkich filmików. To dopiero nasze początki. Warmińskie i mazurskie dachówki jeszcze się rozgadają. Razem z kamieniami.

Podobno motyle nie wydają dźwięków. A czy ktoś słyszał pisk ćmy? Najpewniej nie (w zasadzie tylko nieliczni). Ale są ćmy, które wydają dźwięki i trąbią (przeczytaj o zmierzchnicy i o pojawieniu się w okolicach Morąga). A skoro motyle (niektóre) wydają dźwięki, to nie dziw się, że dachówki gadają. Te nasze prowincjonalne warmińsko-mazurskie. Takie dziwy się u nas na prowincji dzieją. Przyjedź i zobacz, jeśliś ciekawy.

Kawiarnia naukowa na trawniku

filizankalezany

Idea kawiarni naukowych sięga czasów, gdy życie towarzyskie toczyło się „na salonach”. Ale dotyczyło to arystokracji i bogatego mieszczaństwa. Otwarte salony były po części przestrzenią prywatną, po części publiczną. Ale tylko dla wybranych i zapraszanych. Toczyły się dyskusje, zarówno te plotkarskie tak jak w maglu, jak i bardziej ambitne. Niczym obiady czwartkowe u króla Stasia. Na dworach szlacheckich też toczyło się życie salonowe, z muzyką, sztuką a czasem i dyskusjami naukowymi.

Kiedy oświetlono ulice lampami gazowymi (a potem elektrycznymi), w miastach pojawiło się życie wieczorne. Teatry, filharmonie, opery mogły przyjmować gości także i po zmroku. Bo bezpiecznie można było poruszać się ulicami i chodnikami. Wtedy życiem kulturalnym zatętniły kawiarnie. Miejsca publiczne w pełnym słowa tego znaczeniu.

Kawiarnie spowszedniały. Kiedyś częściej wychodziliśmy ze swych ciasnych i o niskim standardzie mieszkań, by przez chwilę pobyć w luksusie i w towarzystwie. Od kiedy znacząco podniósł się standard naszych mieszkań (a zwłaszcza artystów i cyganerii), życie kulturalne w kawiarniach zamarło. A życie naukowe toczyło się w salach uniwersyteckich, niczym w zamkniętym getcie.

Kawiarnie naukowe przeżywają w ostatnich latach renesans w Europie. A w zasadzie rozkwit, bo to w pewnym sensie nowe zjawisko. Wynika z kilku przyczyn. Po pierwsze zmierzch samochodu i powolny powrót do społecznego życia w mieście. Po drugie upowszechnienie się wyższego wykształcenia i otwarcie się nauki zawodowej ku odbiorcy. Nic nie zastąpi bezpośredniego kontaktu, ani prasa, ani radio, ani telewizja ani internet. W epoce kształcenia ustawicznego (przez całe życie) i rodzenia się nowych, pozaakademickich form kształcenia pozaformalnego pojawia się potrzeba spotykania i dyskutowania o problemach naukowych poza murami uniwersytetów. Kawiarnia naukowa to połączenie formalnego spotkania naukowego z nieformalnym spotkaniem towarzyskim, niczym w dawnym mieszczańskim salonie. Jedzenie przy stole bardzo łączy, jest czymś co towarzyszy dysputom naukowym już od starożytnej Grecji. Sympozjum to nic innego jak wspólne picie, biesiadowanie (syn – wspólny, posis – picie). Kawa, herbata i ciastko są tylko pretekstem do inicjowania dyskusji, debat czy krótkich wykładów. A przy filiżance można po prostu pomilczeć. Nie trzeba zabijać ciszy, gdy akurat nie ma się nic do powiedzenia (a wyobrażacie sobie cisze na oficjalnym zebraniu naukowym?). W kawiarni naukowej więcej jest okazji do dyskusji nieformalnych, niczym w kuluarach konferencji naukowej. Łatwiej pokonać tremę i „strach” przed autorytetem naukowym.

Rola kawiarni w kulturze i popularyzacji wiedzy jest ogromna i staje się coraz większa. Za sprawą wykształconego społeczeństwa, które pragnie wiedzy i informacji a nie tylko plotek z życia telewizyjnych celebrytów. Popularyzacja wiedzy… także wśród naukowców odkrywa kawiarnie naukowe. Bo przy skrajnej specjalizacji naukowej, fizyk kwantowy jest dyletantem na spotkaniu literackim, historycznym, czy biologicznym, tak samo jak reszta nieakademickiej publiczności. Wiedza jest już zbyt szeroka a najłatwiej poznawać ją z pierwszego źródła, niejako in statu nascendi. Czyli od samych naukowców, w nieformalnym, kameralnych warunkach kawiarni naukowej. Lub w miejskim parku, na trawniku.

Za sprawą internetu coraz bardziej się decentralizujemy. Rola samochodu wyraźnie spada i miasta powracają do swoich pierwotnych, społecznych funkcji, a w ślad za tym zmienia się przestrzeń. Dlatego rośnie znaczenie terenów zielonych, skwerów, siłowni na powietrzu, parków. Pragniemy wychodzić z domu do przestrzeni publicznej, by być z ludźmi, rozmawiać. Potrzebujemy życia społecznego i towarzyskiego. Bo w swoich komfortowych, dużych mieszkaniach czujemy się samotni. Telewizor, internet czy pies nie zastąpi nam utraconego życia towarzyskiego. Rodzi się więc moda na różnego typu nieformalne spotkania w parku i na trawniku. W Olsztynie także. Za tymi potrzebami nadążać powinna dobrze zaprojektowana przestrzeń publiczna. Infrastruktura dostosowana do rzeczywistych potrzeb ludzkich.

Olsztyńska Kawiarnia Naukowa nieformalnego Klubu Profesorów Collegium Copernicanum funkcjonuje w Olsztynie już od wielu lat. Z okresami intensywniejszych lub mniej intensywnych okresów aktywności. Przenosząc się „pod chmurkę” lub pod gruszę nawiązujemy przecież do starożytnych tradycji … akademii w gaju oliwnym. Kawiarnia naukowa na trawniku w rytmie slow life. Tutaj punktów do kariery nikt nie przyznaje. Motywem jest więc tylko chęć poznania, dyskutowania, rozważania. Bez instytucjonalnego wyścigu szczurów i robienia kolejnych stopniu w karierze akademickiej. Wobec wiedzy i ciekawości wszyscy jesteśmy równi.

Popularyzacja nauki w Polsce jest wciąż nie tak powszechna i łatwo dostępna, zwłaszcza na prowincji. Nie mamy Centrum Nauki Kopernik, swojego Hyde Parku, ani Central Parku… niech będzie dowolny park w Olsztynie. Może klimat do spotkań stworzy Park Centralny, może Park nad Łyną. Czas pokaże.

A tymczasem zapraszam 19 lipca do Parku Centralnego (więcej na Facebooku) by przy grze w szachy, słuchaniu muzyki, przenośnej półce bookcorssingowej porozmawiać o bioróżnorodności w mieście, o dziedzictwie kulturowym i przyrodniczym regionu, o synantropizacji i ekologii człowieka. Porozmawiać o czymkolwiek, co ma związek z faktami, nauką i życiem codziennym we współczesnym mieście. O chwastach, które da się zjeść i owadach, które można spotkać nad Łyną. O malowaniu, szkicowaniu i szyciu sztuki. O historii wykorzystania Łyny itd. Będziemy grać w warcaby, malować, rozmawiać. Aby w spokojnej dyskusji, jak w chasydzkiej opowieści, gdzie za pomocą drobiazgu, tłumaczyć sprawy najważniejsze.