Przez szkło butelek, w przasnyskiej bibliotece

czachorowski_butelki

Biblioteki stają się miejscem spotkań międzyludzkich już nie tylko przez papier (książka) ale i rozmowy twarzą w twarz. Dawną tradycją były i są spotkania autorskie, z pisarzami, poetami, dziennikarzami. Ale ostatnio zakres tematyczny spotkań się poszerza. Biblioteki zmieniają swój charakter. Są bardziej otwarte i wypełniają miejsce publicznych spotkań.

Kilka razy malowałem już w przestrzeni publicznej. Teraz zostałem zaproszony do Przasnysza, na rozmowy przyrodnicze przy… malowaniu butelek.

Dnia 20 kwietnia 2017 r., w ramach Klubu Rękodzieła „Biblioteka pod szpileczką”, działającego w Filii Nr 1 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Przasnyszu ul. Orlika 27 (Budynek Spółdzielni Mieszkaniowej), odbędą się warsztaty plastyczne malowania na szkle. Poprowadzę te warsztaty i mam nadzieję, ze powstaną prace, które stanowić będą zaczątek wystawy. Malowaniu towarzyszyć będą opowieści (niczym traktat o łuskaniu fasoli) o różnorodności biologicznej Mazowsza. Motywami do malowania będą gatunki roślin, grzybów i zwierząt. Zasoby wiedzy będą pod ręką (wszak to biblioteka), zarówno opisujące przyrodę jak i ilustracje, które mogą być inspiracją i wzorem. A gdyby zabrakło, to wystarczy sięgnąć po telefon z mobilnym internetem i skorzystać z przepastnych zasobów kultury i wiedzy światowej.Biblioteka to miejsce, gdzie wiedza ogólnoludzka jest w zasięgu reki… i wzroku.

Jeśli jesteś z Przasnysza lub okolic, to weź z domu pusty słoik czy butelkę, umyj, zdejmij etykietę i przyjdź… malować wspólnie bioróżnorodność Mazowsza. Miejsce i farby już będą na Ciebie czekały. Zapisy do dnia 12 kwietnia pod numerem tel.(29 714 10 27).

Wiedza jest bogactwem i dobrem ogólnym, które jest warunkiem rozwoju cywilizacji i do którego prawo ma każdy. Tak jak do wody i powietrza. Nie można więc zamykać i ograniczać dostępu do wiedzy. Podobnie jest ze sztuką. Nauka i sztuka zachwyca się światem, każda na swój sposób i w odmiennej formie. Najefektywniej poznawać wiedzę i sztukę… przez własne uczestnictwo i aktywność. Malujmy więc razem, rozmawiajmy o przyrodzie (np. w bibliotece). Podyskutujmy także o recyklingu, konsupmcji i śmieciach, które wyrzucamy tu i ówdzie.

W otaczającej rzeczywistości przyrodniczej dostrzegam nie tylko zależności przyczynowo-skutkowe, prawidłowości i obiekty badawcze, ale także piękno. Motywem malowania jest chęć czynienia świata piękniejszym, nawet jeśli to piękno jest ulotne. Podstawowym surowcem są odpady cywilizacji nadmiernej i szybkiej konsumpcji – szklane butelki i słoiki (zbędne opakowania). Butelki i słoiki zbieram w dzikich zakątkach przyrody Warmii i Mazur. A teraz może uda się uchronić mazowieckie lasy, przydroże, zbiorniki wodne.

Zebranym „śmieciom” nadaję nową wartość. Jest to filozoficzny podtekst nadawania rzeczom zbędnym także i ludziom wykluczonym, spisanym na straty, zapomnianym, nowej ważności i wartości. Recykling rzeczy i znaczeń to promocja postaw przyjaznych środowisku i ludziom. Malowanie butelek  ma służyć ulepszaniu świata. Jest jak chasydzka przypowieść, by za pomocą drobiazgu, jaką jest przywrócona do życia butelka czy słoik, opowiedzieć o rzeczach ważnych i większych – za pomocą części pokazać całość.

Lubię malować z ludźmi w przestrzeni publicznej, by wspólnie odzyskiwać ją na społecznego życia (na zdjęciu wyżej piknik naukowy na olsztyńskiej Starówce). Nauka jest ważną częścią kultury. Wyjaśnianie złożonej rzeczywistości wymaga wytrwałości. Malowanie na szkle także. Ludzie dzielą się wiedzą (ale i sztuką, miłością) nie tylko ze względu na korzyści finansowe, lecz coraz częściej po to, żeby uczynić świat miejscem lepszym do życia. Swoisty trend dzielenia się (ang. sharing economy/collaborative consumption – ekonomia dzielenia się) obserwowany jest zarówno w sieci (zwłaszcza w mediach społecznościowych czy dziennikarstwie obywatelskim), jak i w świecie realnym (np. bookcrossing).

Dzielenie się jest również podstawowym elementem nauki: jej postęp i rozwój ściśle związany jest z wymianą informacji, spostrzeżeń, wyników badań. Rozdaję swoje butelki ludziom i instytucjom by przeciwdziałać wykluczeniu i rozmyślać nad nowym urządzeniem cywilizacji, nową odpowiedzią jak żyć. Na co dzień. Sztuka jest polem działania dla intuicji. Nauka jest polem działania racjonalności. Malujący naukowiec to negocjacje tych dwóch światów. W wymiarze osobistym malowanie jest dla mnie relaksem i wyjściem z wąskich ram życia zawodowego. Z dużą radością malował będę w Przasnyszu.

Moje malowane butelki i słoiki ozdabiają wiele kawiarni i restauracji Olsztyna, regionu oraz powędrowały do wielu zakątków Polski, Europy i świata. Są już w Przasnyszu. Ale teraz będzie ich więcej i malowanych przez różne osoby.

Hejter jest jak menda – dokuczliwy

Pthirus_pubis__crab_louseHejter i menda, wbrew pozorom, są tak starzy jak ludzkość. Hejter, hejtowanie to sposób zachowania człowieka, a menda to owad – wesz łonowa. Oboje dokuczliwi dla zwykłych ludzi.

Hejter nie wziął się znikąd. Tego typu aktywność jest tak stara jak ludzkość, a nawet wcześniejsza. Bo przodkowie Homo sapiens też byli istotami społecznymi. Wcześniejsza nazwa hejtera to plotkarz. Ale nie tylko o zmianę nazwy chodzi.

Plotkowanie jest związane z życiem w grupie. To sposób podnoszenia własnej wartość, pozycji w grupie a jednocześnie obniżanie pozycji obmawianego. To obgadywanie poza plecami, zaocznie. W ten sposób plotkujący jest anonimowy. Stara się podwyższyć swoją wartość przez dyskredytowanie kogoś innego. Ale po cichu liczy, że te złe słowa jakoś dotrą i zabolą obgadywanego. Albo tylko poprzez złe nastawienie rozmówcy, albo przez osoby trzecie pomówienie dotrze do obgadywanego i zaboli. Hejt pojawił się wraz z internetem, wydaje się być czymś nowym. A przecież istnieje od dziesiątek tysięcy lat. Siedząc przy komputerze hejter nie patrzy w oczy obgadywanemu. Ma wrażenie, że w intymnej sytuacji bezpiecznie aczkolwiek boleśnie obgaduje. Liczy, że złe słowa dotrą do adresata a on zachowa bezpieczną anonimowość.

Hejtowanie jest dokuczliwe i nieprzyjemne. Czynią to osoby tchórzliwe, które nie mają odwagi powiedzieć prosto w oczy (bo chcą być anonimowi i bezkarni). Poprzez szkalowanie innych lub tylko obgadywanie budują swoją wartość. Świecą światłem odbitym (cudzym), bo sami nie potrafią sobą zaświecić.

Medna to nazwa dokuczliwego owada pasożytniczego – wszy łonowej. Dawniej zapisywana także jako mędoweszka, mandoweszka, mendeweszka. Uprzykrzający życie owad stał się synonimem kogoś wrednego, nieprzyjemnego, dokuczliwego. W ogóle owady to te, co wadzą. Ale sama nazwa „owad” nie ma dzisiaj pejoratywnego znaczenia. Inaczej jest z mendą.

Wesz łonowa (Pthirus pubis) to gatunek owada, pasożytującego na człowieku, wywołuje chorobę zwaną wszawicą. Fakt, że na człowieku pasożytuje także inny gatunek (w dwóch podgatunkach) – wesz głowowa (Pediculus humanus humanus synonim Pediculus humanus capitis) oraz wesz odzieżowa (Pediculus humanus corporis) – stał się dowodem w filogenezie człowieka i jego międzygatunkowych kontaktów. Dla naukowców to gratka.

Tak czy siak wszy, pchły, komary, bąki, ślepaki i cała rzesza innych pasożytów jest dokuczliwa. Pasożytnictwo jest pospolite i stare jak życie na Ziemi. Chętnych do korzystania z cudzego było i jest zawsze wielu. Organizmy żywicielskie starają się bronić na różne sposoby. Biolodzy ewolucyjni zauważyli jednak, że jeśli koszty obrony przed dokuczliwym pasożytem są większe niż straty wynikające z pasożytnictwa, to lepsze jest „cierpliwe znoszenie mendy” niż jej zwalczanie. W ewolucyjnym i biologicznym „interesie” pasożyta jest więc podgryzać, ale nie za bardzo dokuczliwie. Bo wtedy reakcja żywiciela będzie dużo bardziej stanowcza. Albo zdechnie a wraz z nim .. pasożyt, pozbawiony życiodajnego środowiska.

Układ pasożyt-żywiciel od dziesięcioleci intryguje biologów. I filozofów chyba także.

Czytaj także: Menda, ewolucja człowieka i gatunki ginące

Na ilustracji wyżej wesz łonowa (źródło Wikimedia Commons).

Zmierzchnica trupia główka i Noc Biologów 2017

zmoraW nocy (a nawet w zimie) życie nie zamiera. Za to budzą się strachy. Strach najczęściej bierze się z niewiedzy. W czasie Nocy Biologów 2017 można będzie się wielu rzeczy dowiedzieć. Będzie także gra terenowa, której motywem przewodnim jest niezwykły motyl, który na swojej trąbce trąbi, nocą spija oskołę z drzew a znacznie rzadziej nektar z kwiatów jak koliber, czasem podkrada miód z pszczelego ula, straszy drapieżniki udając szerszenia a w dawnych wierzeniach uważano, że wróży śmierć i współpracuje z czarownicami.

Zmierzchnica trupia główka (Acherontia atropos L.) zwana jest także zmorą trupią-głową. Zmora, zwana także marą (stąd powiedzenie sen mara, Bóg wiara), w wierzeniach słowiańskich była istotą pół demoniczną, duszą człowieka żyjącego lub zmarłego, która nocą męczyła śpiących, wysysając z nich krew. Słowianie duszę ludzką najczęściej wyobrażali sobie pod postacią ćmy (owada), czasem ptaka. Nasi przodkowie na tego owada zwrócili uwagę już dawniej, może za sprawą plamy na tułowiu, przypominającą ludzką czaszkę? A może ze względu na niezwykłe zachowanie i tryb życia tego owada.

Zmierzchnica trupia główka jest gatunkiem południowym, dawniej rzadko do nas zalatującym ale obecnie widywanym nawet w północnej Polsce (i tu się rozwija) – co jest znakiem ocieplającego się klimatu. A przy okazji może jest zwiastunem złych konsekwencji ocieplającego się klimatu za sprawa działań samego człowieka (emisja gazów cieplarnianych).

W czasie Nocy Biologów, 13. stycznia w piątek (piątek trzynastego uważany jest w naszej kulturze za datę pechową – ale bez obaw, przesądami zajmują się etnografowie i tylko tak nas to „kreci”), podążając za zmierzchnicą tupią główką można będzie wykonać różne edukacyjne zadania, a na koniec zdobyć nagrody. Również edukacyjne. Pojawią się także wiedźmy. Może od ich pocałunku człowiek zamieni się w żabę? A może tylko będzie okazja do zrobienia sobie pamiątkowego zdjęcia. Najlepiej przyjść i samemu sprawdzić. Empirycznie, doświadczanie, samodzielnie.

1280pxAcherontia_atropos_MHNT_dosZmierzchnica jest największym motylem europejskim: rozpiętość skrzydeł wynosi 10–14 cm, gąsienice dorastają do 13 cm i ważą do 10 g. Zmierzchnica – jak sam nazwa sugeruje – jest motylem nocnym czyli ćmą. Należy do rodziny zawisakowatych (Sphingidae). Motyle z tej rodziny zazwyczaj są dobrymi lotnikami, niektóre z nich mylimy z kolibrami, bo są duże i przy spijaniu nektaru zawisają w locie (sam kilkakrotnie odbierałem telefony z zapytaniem, czy to możliwe aby w Olsztynie żyły kolibry). Na grzbietowej stronie tułowia zmierzchnica trupia główka ma charakterystyczny rysunek, przypominjący ludzką czaszkę (zdjęcie wyżej). Człowiek ma od urodzenia wrodzoną umiejętność rozpoznawania twarzy. Nawet w chmurach czy plamach potrafimy dopatrzyć się ludzkiej twarzy. Albo oblicza potwora, demona czy jakieś zmory. Trupia głowa, która lata o zmierzchu i do tego piszczy. Nic dziwnego, że w kulturze ta ćma zajęła demonczne miejsce w mitach i wierzeniach.

Łacińska (naukowa – Acherontia atropos L.) nazwa omawianej ćmy wiąże się z mitologiczną rzeką Acheron oraz Mojrą o imieniu Atropos. Skojarzenia jak najbardziej uzasadnione w kontekście zachowania i wyglądu tego dużego motyla nocnego. Jak zapewne każdy wie motyle mają trąbki (zwijane w stanie spoczynku) i za ich pomocą spijają nektar z kwiatów, a czasem różne płyny z uszkodzonych drzew, gnijących i fermentujących owoców a nawet odchodów zwierząt. Ale zmierzchnica trupa główka za pomocą swojej trąbki potrafi wydawać dźwięk – w momencie zaniepokojenia piszczy, a głos jej podobny jest do głosu nietoperzy. Dźwięk jest słyszalny z daleka. Jest to wyjątkowa cecha u motyla. Okazuje się więc, że ćmy mogą wydawać dźwięki I to nie w postaci trzepotu skrzydeł.

Trupia główka – ćma co dźwięki wydaje. Czemu wydaje dźwięki? Jedni sądzą, że to sposób odstraszania napastników (drapiezników), inni że myli swoim dźwiękiem pszczoły, gdy im miód podpija w ulu. W Polsce zmierzchnica pojawiała się rzadko. Jej ojczyzną jest południowa Europa i Afryka. Czasem wiosną i wczesnym latem do nas zalatuje, nawet do Skandynawii. Potrafi więc przelecieć ponad tysiąc kilometrów (a nawet kilka tysięcy kilometrów). Składa jaja na liściach ziemniaka, pomidora, bielunia lub pokrzyku (prawie same trujące rośliny, co jej mroczność tylko podkreśla – zjada składniki dawniej wykorzystywane w maści czarownic do latania). Jesienią mogą pojawić się dorosłe osobniki drugiego pokolenia. Ale nie zostają u nas tylko lecą na południe, wracają do siebie. Co nie jest takie rzadkie u naszych motyli. Bo nie tylko ptaki na zimę od nas odlatują. Wraz z ocieplaniem się klimatu można spodziewać się przesuwania się na północ zasięgu występowania tego motyla oraz częstszych wizyt w naszym regionie. Już kilka lat temu udokumentowano obecność i rozwój zmierzchnicy trupiej główki pod Morągiem (w naszym regionie). Jej obecność jest jednym z wielu przyrodniczych znaków pokazujących ocieplenie klimatu. Jest wiec jak zwiastun kłopotów…

Dawniej, gdy się u nas pojawiała, wywoływała strach i sensację. Tak zanotował w swoim sztambuchu generał Joachim Jauch, (1684-1754) „1749: Taka Szarańcza padła na milę od Kalisza, z której dwie złapano, jedną pokazują w Kapitule Gneźnieńskiej, a drugą OO. Reformaci w Kaliszu, tę gdy wzięto w rękę skrzeczała jako Gacek, i pianę żółtą z pyska toczyła, cała była kosmata, jak aksamit, Śmierć na piersiach, nogi dwie kosmate i zęby wiewiórcze mająca etc.” Zamieszczony na samej górze rysunek jest bardzo niedokładny. Widać, że generał słyszał o niej głównie z opowieści (lub ogladał w stanie mocno zniszczonego, zasuszonego owada). Odnotowane skrzeczenie to był dźwięk wydawany na trąbce, wspomniana piana – to zapewne hemolimfa, którą czasem niektóre owady wyrzucają z ciała w celach obronnych. Wspomniane „zęby” to raczej czułki lub tylko wyobraźnia przestraszonego człowieka. Nazwa „szarańcza” wzięła się chyba z grozy, bo dawniej naloty szarańczy i w Polsce wyrządzały duże szkody. Możemy jeszcze złożyć na karb nieugruntowanej w tamtych czasach wiedzy biologicznej (entomologicznej).

Zmierzchnica trupia główka w wielu kulturach była kojarzona ze śmiercią. Jeszcze w XIX w. mieszkańcy Anglii uważali, że zmierzchnica trupia główka towarzyszy wiedźmom i szepcze im do ucha imiona ludzi, którzy wkrótce umrą. W czasie Nocy Biologów zmierzchnica co najwyżej szeptać będzie do ucha podpowiedzi w edukacyjnych zagadkach.

1779811_726709020717546_1535183154553511145_nZmierzchnica występuje w lasach liściastych a dorosłe owady (stadium imago) spotkań można od kwietnia do lipca. Gąsienice żyją na różnych drzewach liściastych, np. na lipach, wierzbach, dębach, olchach. W atlasach zazwyczaj spotkamy motyla z rozłożonymi skrzydłami (tak jak na ilustracji wyżej). Żółte, jaskrawe kolory skrzydeł drugiej pary widoczne są znakomicie. Gruby brązowo-żółty odwłok przypomina ubarwienie szerszenia. Ta mimikra do żądlących owadów jest obroną przed potencjalnymi drapieżnikami. Bo który ptak czy mały ssak chciałby zjadać tak niebezpiecznego owada? Lepiej czmychnąć. Jeśli dodamy to tego dźwięk, to rzeczywiście zmierzchnica może odstraszać nie tylko ludzi.

Jednak w pozycji spoczynkowej (fotografia obok), gdy ćma siedzi na pniu drzewa, jej brązowe ubarwienie zlewa się z fakturą kory. W takiej pozycji zmierzchnica jest niewidoczna. Najlepszym zabezpieczeniem przed drapieżnikiem jest być niewidocznym. Dopiero, gdy ten podejdzie zbyt blisko lub zaatakuje, zmierzchnice sięgają po broń odstraszającą. Rozłożone skrzydła mają natomiast kontrastowe, żółto-czarne barwy, przypominające żądlące błonkówki (np. szerszenia) co motyl wykorzystuje do odstraszania drapieżników.

Czasami dorosłe zmierzchnice trupie główki spotkań można w ulach lub w dziuplach dziko żyjącej pszczoły miodnej. Co robi ta ćma w ulu pszczelim? Spija miód. Jednorazowo zjada od 6 do 10 gram miodu (objętość łyżki do zupy). A dzięki chemicznej mimikrze nie jest przez pszczoły zazwyczaj atakowana. Zdarza się jednak, że pszczoły rozpoznają dużo większego intruza, podkradającego miód, i zamurowują kitem pszczelim złodzieja (za duża, żeby po prostu wyrzucić z ula). Po takim unieruchomieniu zmierzchnica ginie uduszona. Zdziwiony pszczelarz może taka w swoim ulu spotkać.

Zmierzchnica nie oblatuje kwiatów by spijać nektar tak jak większość zawisaków. Spija oskołę, spływającą z drzew. Oskoła to staropolska nazwa soku brzozowego o słodkawym smaku. Napój ten o leczniczych właściwościach stosowany na obszarze całej Słowiańszczyzny jako eliksir zdrowia i urody.

Zmierzchnica jest gatunkiem ciepłolubnym. Jej naturalny obszar występowania znajduje się głównie w Afryce oraz Azji Mniejszej. Spotkać ją można w południowej Europie, w basenie Morza Śródziemnego. Motyl ten migruje w dużej liczbie na teren połnocnej Europy aż po koło podbiegunowe. Potrafi przemierzać w locie tysiące kilometrów, a fruwa dość szybko (jak na motyla).

Już dawniej zaobserwowano, że w zależności od temperatury (głównie w okresie przepoczwarczenia) pojawiają się różne formy barwne motyli (różnych gatunków). Podobnie jest i u zmierzchnicy – europejskie populacje różnią się więc ubarwieniem w poszczególnych latach (zmienność temperatur w okresie wegetacyjnym). To gradka dla entomologów-kolekcjonerów. Oczywiście dokumentować można fotograficznie, co jest sposobem bardziej przyjaznym dla przyrody niż dawniejsze nabijanie na szpileczkę i zasuszanie.

W sprzyjających warunkach pogodowych, gdy lato jest ciepłe i długie, nawet w północnej Europie gąsienice kończą cykl rozwojowy, ale nowe pokolenie motyla migruje z końcem lata na południe. Mróz dla nich jest zabójczy. U nas gąsienice zmierzchnicy żerują na zielonych częściami roślin rodzin z psiankowatych, np. ziemniaka, pomidora, psiance słodkogórz oraz na bieluniu, dyni czy pokrzyku wilczej jagodzie (rośliny dla człowieka w większości trujące). Zjadają także rośliny z rodzin werbenowatych i oliwkowatych. Same zaś atakowane są przez parazytoidy takie jak gąsieniczniko (Ichneumonidae) i rączycowate (Tachinidae). Zmienność ubarwienia oberwana jest nie tylko u osobników dorosłych ale i u gąsienic. Spotkać można osobniki zielonożółte z pasami ciemnoniebieskimi, a nawet czarnymi. Inne są z szarobrązowymi pasami, składającymi się z jaśniejszych i ciemniejszych kropek. Na końcu odwłoka gąsienica ma charakterystyczny wyrostek w kształcie wygiętego rogu , przypominającego literę „S”. Mimo dużych rozmiarów oraz żarłoczności zmierzchnica nie jest u nas uważana za szkodnika. A to dlatego, że rzadko występuje i zazwyczaj pojedynczo.

Przed przepoczwarczeniem gąsienice zakopują się w glebie na głębokość do 25 cm. Tworzą ziemne kolebki poczwarkowe o jajowatym kształcie, wykonane z ziaren piasku i cząstek gleby, zlepionej wydzielinami. Przeobrażenie trwa około 30-45 dni i odbywa się pod koniec lata. Poczwarka jest bardzo duża, w kolorze ciemnobrązowym i z połyskiem. Można je spotkać w czasie jesiennej orki po uprawie ziemniaków. Teraz, gdy orka odbywa się za pomocą ciągników, raczej trudno taką poczwarkę zauważyć. Dawniej, gdy rolnik szedł za pługiem, ciągniętym przez konia, widział co w bruździe się znajduje. Miał więc szansę zobaczyć tę dużą i niezwykłą poczwarkę.

Ilustracje, od góry: rysunek  z pamiętnika Joachima Daniela Jaucha (1684-1754), fotografia autorstwa Archaeodontosaurus (Wikimedia Common), najniżej fotografia autorstwa Marcina Korczakowskiego.

Więcej o zmierzchnicy trupiej główce:

Osy w Tramp-ku (z dygresją do stanu wojennego)

osa_dachowa1Tramp to ”człowiek lubiący się włóczyć; wagabunda, obieżyświat, włóczęga, włóczykij”. Ale to także nazwa spotkań turystycznych, odbywających się w Olsztynie w Pubie Sowa. W zdrobnieniu – trampek – to już nazwa popularnego, taniego obuwia. Obuwie dla turysty i obieżyświata jest ważne, bo jak coś w nim uwiera, to wędrówka staje się boleścią.

Nie tylko gwóźdź czy kamień w bucie dokucza turyście. Dokuczają najróżniejsze owady, zarówno w marszu, gdy siądzie na trawie, jak i gdy spocznie w schronisku. Owady wadzą. Owady mogą nie tylko wadzić ale i stanowić atrakcję wędrówki. Bo można dostrzegać więcej i więcej spróbować zrozumieć. To turystyka z refleksją przyrodniczą.

Gdy idziesz, lub odpoczywasz, a coś Cię gryzie. I nie o sprawy duchowe tu chodzi, tylko o głodnych braci naszych mniejszych. Bo może to być refleksja nad tym, dlaczego gryzą, żądlą i szczypią. „Osy, szerszenie i pszczoły – żądlący sąsiedzi ze szlaku i z domu” to tytuł prezentacji, jaką przedstawię 13 grudnia na spotkaniu turystów Tramp. (zobacz szczegóły).

13 grudnia opowiem o owadach pasożytach co jawnie i skrycie piją naszą krew. Opowiem o ewolucji i pasożytnictwie, o tym czy bronić się czy przecierpieć i nie marnować energii. Tu pojawia się mała analogia społeczne (bo biologia ma duży kontekst filozoficzny i społeczny) z internetowym hejtem i analogowym plotkarstwem. Ignorować czy zwalczać? Bilans energetyczny (w przypadku biologii) i emocjonalny (w przypadku człowieka społecznego) może być różny. Nie zawsze walka jest lepsza.

Trudne jest życie pasożyta. Najczęściej ginie w nierównej walce z dużo większym żywicielem. A i czasem pasożyt staje się pożytecznym symbiontem. I to nie tylko w kontekście ewolucyjnym ale i bardzo krótkookresowym. Czyli jak pasożyta zmienić na symbionta? Biolodzy coraz częściej mówią o hologenomie i o tym, że korzystamy z cudzych genów w codziennym życiu.

Są jednak i takie owady, co nas żądlą w obronie własnej i obronie swojego potomstwa. Albo życia swoich sióstr. Skąd altruizm w świecie zwierzęcym, gdzie powinna być według nas nieustanna walka na kły i pazury, gdzie powinien być tylko egoizm? I nad tym od lat zastanawiają się biolodzy. W sumie turysta także może. Wędrować, podziwiać przenajróżniejsze uroki przyrody i rozważać życie w każdym jego wymiarze.

Ot chociażby nad czymś takim, że w dojrzałych ekosystemach mniej jest związków antagonistycznych a więcej protekcjonistycznych. Zło (pasożytnicze) organizm czasem zwycięża dobrem. Bilans jest ciekawy. I okazja do refleksji nad światem. Zwłaszcza w dniu 13 grudnia, rocznicy stanu wojennego.

Coś nas gryzie bo jest głodne i nas podjada lub się tylko broni. Albo przypadkiem. Jeśliś ciekawy to przyjdź na spotkanie lub poczytaj, np. artykuliki podlinkowane niżej.

Entomologiczne andrzejki

wonnica_pimwkaMożna wróżyć z wosku, cyny, fusów, wnętrzności zwierząt, odgaszanych węgli, lotu ptaka, świńskiej lub krowiej łopatki czy nawet czerpiąc wodę przetakiem. A można i wróżyć sobie owadami. Tak przynajmniej było jakieś sto lat temu na Warmii, o czym można wyczytać w „Dorocznych zwyczajach i obrzędach Warmii” Jana Chłosty.

Otóż dziewczęta na wsi kopały dołek w ziemi i szukały chrząszczy. Jeśli znalazły błyszczącego – to oznaczało, że wybranek będzie wojskowym. Jeśli znalazły czarnego chrząszcza – to przyszły mąż miał być kominiarzem. A jeśli jasny (biały) to znaczyło że będzie młynarzem. Domyślam się, że błyszczący czy czarny to może być owad dorosły (imago). Zapewne jakieś chrząszcze epigeiczne, szukające schronienia. Może jakieś biegaczowate (Carabidae), może trzyszcze a może tylko żuki gnojarze. Białe to już najpewniej są larwy, żyjące w glebie.

Wróćmy jednak jeszcze do tych dawnych, wiejskich wróżb na Warmii. Jeśli „robak” (wszystko zależy jaką wiedzę zoologiczną miały warmińskie dziewczyny i czy potrafiły odróżnić owady od innych bezkręgowców) miał szorstką powierzchnię to znaczyło, że mąż będzie bogaty. A jeśli gładką – ubogim.

Pośród innych andrzejkowych wróżb z dawnej Warmii warto wspomnieć (za Janem Chłostą) o umieszczaniu w łóżku nasion lnu lub owsa. Dodatkowo dziewczęta wypowiadały przy tej czynności sentencje, aby we śnie pojawił się wybrany chłopak. Bo wróżbom trzeba dyskretnie pomóc (podpowiedzieć). Koło Biskupca natomiast w andrzejkowy czas dziewczęta kładły pod poduszkę męskie spodnie lub nieumytą łyżkę.

Andrzejkowe wróżby są dobrym pretekstem by się spotkać w sympatycznym gronie. Wróżby i zabawy towarzystwie nie muszą się sprawdzać. Wszak sami jesteśmy kowalami własnego losu.

A na zamieszczonym zdjęciu chrząszcz z rodziny kózkowatych, wonnica piżmówka, sfotografowana w czasie badań w Delcie Wisły, kilka lat temu.

Czytaj także: O chrząszczach, motylach i wróżbach andrzejkowych

Krok w kierunku rozwiązania zagadki ryżych Zygmuntów

kowal_bezskrzydly

Kiedyś, gdy pisałem o kowalu bezskrzydłym (Ryże Zygmunty, środki odmładzające, synantropizacja i długi seks pod lipą) wspomniałem, że jedną z lokalnych nazw tego pluskwiaka jest określenie „ryże Zygmunty”: „na Podlasiu mówią na te owady ryże zygmunty. Ryże – to pewnie od koloru, ale dlaczego Zygmunty? Może od imienia Zygmunt? Może od jakiegoś rudego Zygmunta nazwę wzięły? Ciekawa to byłaby historia.”

Pierwsze skojarzenie było oczywiście z imieniem Zygmunt. Ale w książce, którą właśnie czytam (Joanna Wawrzeniuk, Magia ochronna Słowian we wczesnym średniowieczu na ziemiach polskich), znalazłem inne wyjaśnienie. Niezwykle ciekawe. Bo dotyczy bardzo starych praktyk magicznych i kultu ognia w domostwie. „Ogień niekiedy nazywano ludzkim imieniem Zygmunt (okolice Ropczyc).” Szacunek dla ognia wynikał z dawnych czasów. Ogień był wykorzystywany jako zabieg ochronny, apotropeion (w magii ochronnej). „Traktowano ogień jak kogoś bliskiego, co przejawiało się w formułach witania i żegnania ognia, np. witaj ogieńku święty/gościu/Jezusieńku/skarbiczku boży/Zygmuncie.”

Być może kolor czerwony kojarzył się z ogniem. A ryże było powtórzeniem tylko ognistego koloru. Ryże Zygmunty miały więc jakiś związek z ogniem. Czy tylko kolor czy też może dawniej kryło się coś więcej i te owady wykorzystywane były w jakich zabiegach magii ochronnej? To na razie tylko luźna hipoteza. Być może kiedyś znajdę kolejny ślad etnograficzny, pozwalający rozwikłać te tajemnicę.

Czym się żywi zgniotek cynobrowy? (Z dygresjami o kontekście wiedzy i źródłach błędów)

800pxCucujus_cinnaberinus_partKilka dni temu zapytała mnie żona, „czym się żywi zgniotek cynobrowy” (zastanawiasz się czytelniku, co to ten zgniotek cynobrowy? Widać do szkoły nie chodzisz albo nie masz dzieci w wieku szkolnym). A wszystko za sprawą pojawienia się tego gatunku w podręcznikach szkolnych. Dlatego pytają nauczyciele, pytają uczniowie, pomagają sobie na portalach społecznościowych i forach dyskusyjnych. Przy okazji odkryłem dużą skalę kształcenia „horyzontalnego” (wymiana informacji między uczniami, w odróżnieniu od przepływu informacji pionowej, od nauczyciela do ucznia). Internet chcąc nie chcąc wypełnia ważną funkcję ułatwiania kształcenia poziomego, nieformalnego.

Skoro jest w podręczniku i na dodatek zasugerowana praca domowa… to informacji poszukują zarówno nauczyciele (muszą wiedzieć, czy odpowiedzi uczniów są poprawne) jak i uczniowie. Ci ostatni chyba sprawniej sobie radzą z wykorzystywaniem internetu do konsultacji. Wszyscy się uczymy.

Czym się żywi zgniotek cynobrowy? Proszę odpowiedzcie to na jutro a jak nie będzie zadania to 1 😦 liczę na odpowiedź.” A na pytanie „Jak zbudowany jest zgniotek cynobrowy?” ktoś szybko udziela odpowiedzi: „Należy do grupy owadów. Jest małej wielkości. Składa się z niewielkiej głowy, średniej wielkości tułowia, sześciu nóżek i cieniutkich czółek. Jego charakterystyczną cechą jest płaski tułów. Występuje w różnych zbiorowiskach roślinnych, także w lasach gospodarczych. Mam nadzieję że będzie dobrze też mam to zadanie :)”

Zacznijmy od pytania pierwszego (czym się żywi). W wyszukiwarce Google najwyższa pozycja to link do Encyklopedii Onet Wiem: „Zgniotek cynobrowy, Cucujus haematodes, chrząszcz z rodziny zgniotkowatych (Cucujidae). Ma 11-15 mm długości. Występuje pod korą drzew liściastych. Zarówno postacie dorosłe jak i larwy mają silnie spłaszczone ciało. Zgniotek odżywia się larwami korników i innych owadów szkodników.” Jak zaraz udowodnię, odpowiedź nie jest precyzyjna, nawet trochę błędna. I można nawet ustalić skąd się ta nieprecyzyjna informacja wzięła. Po drugie pomylone są nazwy gatunkowe. Zgniotek cynobrowy to Cucujus cinnaberinus, natomiast Cucujus haematodes to naukowa nazwa zgniotka szkarłatnego, mniejszego gatunku (więc może to ten bardziej żywi się larwami korników?).

Można się domyślać, że zgniotek cynobrowy jest drapieżnym owadem. Ale czy odżywia się larwami korników (czy jest w stanie do nich dotrzeć, przecisnąć się) i czy tylko owadami szkodnikami? Nie weryfikuje swoich ofiar pod kątem szkodliwy dla człowieka czy nie. Zje to, co upoluje.

W Encyklopedii Leśnej interesujący nas owad opisany jest nieco dokładniej: „Cucujus cinnaberinus (Scopoli, 1763) – chrząszcz z rodz. zgniotkowate (Cucujidae). Zasiedla suche lub obumierające drzewa, głównie liściaste, rzadziej iglaste. Zarówno postacie dojrzałe, jak i larwy żyją pod lekko odstającą korą drzew stojących lub leżących. Są one bardzo drapieżne i odżywiają się larwami i poczwarkami owadów podkorowych. Gatunek naturowy [znajduje się w załączniku do Natury 2000 – s.cz.] i chroniony.” Odpowiedź jest o tyle poprawniejsza, że wskazuje na miejsce życia ofiar- żyją pod korą. Zapewne więc trafią się i larwy korników, larwy innych owadów, uznawanych przez leśników za szkodniki jak i wszystkich innych. Ale i ta odpowiedź nie jest jeszcze pełna. Duża drapieżność larw wnioskowana jest chyba po ich dużej ruchliwości.

Skoro mamy najprostsze odpowiedzi (zaspokoją najmniej cierpliwych) to może poznajmy lepiej biologię tego rzadkiego gatunku. Zdecydowana większość uczniów, nauczycieli i rodziców zobaczy tego chrząszcza jedynie na ilustracji w książce lub na zdjęciu w internecie. A jeśli spotka to może pomylić z innym, podobnym (ale jeszcze rzadszym) gatunkiem – zgniotkiem szkarłatnym (Cucujus haematodes).

800pxCucujus_cinnaberinus_side

Cucujus cinnaberinus (Scopoli, 1763), zgniotek cynobrowy, gatunek saproksylobiontyczny, wybitnie leśny chrząszcz o skrytym trybie życia, uważany za relikt lasów pierwotnych. Dlatego uważany jest za gatunek wskaźnikowy. Dawniej rodzaj Cucujus nazywany był kleszczor (zapewne od charakterystycznych przydatków na ostatnim segmencie odwłoka u larw), zgnietek, zgniotek.

Zgniotek cynobrowego to chrząszcz o długości ciała 11–15 mm. Owady dorosłe (stadium imago) pojawiają się na przełomie lata i jesieni (inni autorzy wskazują, że obserwowane są w maju i czerwcu – ale to chodzi o owady, które przezimowały) i zwykle nie opuszczają miejsc swojego rozwoju, pozostając tam aż do wiosny (obserwowano jednak imagines w listopadzie, przy ciepłej pogodzie). Dlatego w tym czasie raczej ich nie widujemy (chyba, ze ktoś odłupie korę drzewa). Owady dorosłe obserwuje się zwykle dopiero w maju i w czerwcu. W późniejszym okresie pojawiają się bardzo sporadycznie, aż do całkowitego zaniku obserwacji.

Ciało tak larw jak i postaci doskonałych jest silnie spłaszczone. Stąd nazwa – zgniotek. Taka płaska budowa ciała jest przystosowaniem do życia pod korą i przeciskania się w wąskich szczelinach między korą a drewnem. Głowa jest duża z silnymi żuwaczkami. Oczy niewielkie, kuliste. Od góry głowa, przedtułów i pokrywy maja barwę cynobrowo-czerwonej. Spód ciała, żuwaczki i odnóża są czarne. Tak więc zgniotek jest cynobrowy (dla facetów po prostu – czerwony) widziany od góry, od dołu jest czarny. Na głowie, przedpleczu i pokrywach widoczna jest charakterystyczna mikrorzeźba. Błoniaste skrzydła drugiej pary są dobrze rozwinięte i dzięki temu chrząszcze dobrze latają. Tak przynajmniej wnioskujemy, bowiem rzadko obserwowane są chrząszcze latające.

Chrząszcze odbywają rójkę (lot godowy, w celach znalezienia partnera i kopulacji) w maju, wyszukując martwe drzewa, których łyko znajduje się już w stadium rozkładu, a drewno jest dopiero w początkowej fazie tego procesu. Muszą to być na dodatek grube (duże drzewa). Przypuszcza się, że samice składają jaja późną wiosną lub wczesnym latem. Aktywne chrząszcze widywana są w czerwcu.

Stadium larwalne trwa co najmniej dwa lata. Larwy mają ciało silnie zesklerotyzowane, bursztynowej barwy. Na końcu odwłoka występują charakterystyczne struktury sklerytowe (ważna cecha diagnostyczna). Największe osiągają 26 mm długości. U owadów stadia larwalne są zazwyczaj większe niż postacie dorosłe. Larwy żerują pod korą przez dwa lata. W niektórych opracowaniach podaje się, że larwy prowadzą drapieżny tryb życia, odżywiając się głównie larwami i poczwarkami innych owadów. W innych uważa się, że są grzybożerne ze skłonnościami do drapieżnictwa (zwłaszcza w stadium larwalnym). Starsze źródła podają, że zgniotkowate (Cucujidae) są drapieżcami korników i innych owadów, żyjących w środowisku pod korą ale może (pierwotnie) dotyczyć to innych gatunków niż zgniotek cynobrowy, bowiem informacja odnosi się do rodziny z kilkudziesięcioma gatunkami – współcześnie do rodziny zgniotkowatych zalicza się jedynie 4 gatunki z dwóch rodzajów. Być może ta starsza informacja, odnosząca się do całej, szerokiej w gatunki rodziny, jest źródłem informacji, że zgniotek cynobrowy żywi się larwami korników. Upraszczanie informacji (synteza) bez uwzględniania kontekstu może prowadzić na manowce. Ta sama nazwa rodziny… ale współcześnie zaliczane są 4 gatunki (w Polsce) a 30-40 lat wcześniej nawet kilkadziesiąt gatunków (obecnie wliczone do innych rodzin).

Podsumowując: czym się żywią larwy zgniotka cybobrowegosą saprofagami i drapieżnikami (czyli zjadają inne owady, grzyby i rozkładające się łyko).

Według nowszych, entomologicznych opracowań zarówno larwy, jak i owady doskonałe odżywiają się rozłożonym łykiem, poprzerastanym grzybnią (m.in. Aspergillus sp., Trichoderma sp., Ceratocystis sp.). Mogą też zjadać larwy i poczwarki owadów żyjących pod korą np. kózkowatych oraz wylinki larwalne i inne resztki pochodzenia zwierzęcego, znajdujące się pod korą. Larwy często spotykane są gromadnie. Zaniepokojone, reagują gwałtownymi ruchami na boki (głowy i tułowia). Wyrośnięte larwy budują pod korą jajowate komory poczwarkowe i przepoczwarczają się, co zajmuje, według różnych autorów, 6–7 lub 10-12 dni. Przepoczwarczenie następuje późnym latem w łyku, w miejscu rozwoju larwy.

Owady dorosłe i larwy żyją pod korą starych (grubych) drzew i ściętych pni (powalonym przez wiatr lub ściętych przez człowieka), przede wszystkim jodeł, buków, dębów, grabów i topoli. W Polsce zgniotek cynobrowy występuje głównie w górach (w Karpatach związany z niższymi położeniami górskimi, znany wyłącznie z kilku stanowisk w Beskidzie Niskim i Bieszczadach, jest przedmiotem ochrony w dwóch karpackich obszarach Natura 2000: „Ostoi Magurskiej” i „Ostoi Jaśliskiej”) i w Puszczy Białowieskiej, a więc tam, gdzie lasy zachowały się w najbardziej pierwotnym stanie (z dużą liczba dużych i martwych drzew). Martwe drzewa są atrakcyjne dla zgniotka po 2-3 latach od chwili obumarcia i atrakcyjność ta utrzymuje się przez okres około 8-10 lat. Czasem dłużej – uwarunkowane jest to czynnikami mikroklimatycznymi.

Siedliskiem występowania zgniotka są lasy, które zachowały choćby częściowo swój naturalny charakter. Spotykany jest także w lasach gospodarczych, jednak warunkiem jego utrzymywania się w środowisku leśnym jest obfite i stałe (ciągłe)występowanie obumierających i obumarłych drzew o większych pierśnicach, powyżej 30-40 cm, będących już w ostatnim stadium rozkładu (gatunek rozwija się pod korą martwych drzew, w których łyko znajduje się w mniej lub bardziej zaawansowanych stadium rozkładu, a drewno jest w początkowych fazach rozkładu).

Drzewami, pod korą których spotykana zgniotka, są głównie: topole osiki, dęby, klony, jesiony, wiązy. W Karpatach spotykany był również pod korą starych, martwych jodeł, sosen i świerków. Gatunek ten był obserwowany w borach sosnowych i jodłowych, grądach, buczynach, lasach łęgowych i wielu innych. Zasiedla drzewa martwe i obumierające, zarówno stojące, jak i powalone czy złamane, a stopień ich oświetlenia ma niewielkie znaczenie. Larwy zasiedlają drzewa należące do różnych gatunków iglastych oraz liściastych. Podstawowym warunkiem jest ciągła podaż martwych i obumierających drzew.

Jest to gatunek leśny, relikt lasów pierwotnych. Związany z zamierającymi lub martwymi starymi drzewami, o dużej średnicy i grubej korze, która nieco odstaje, a wilgotne łyko zasiedlone jest przez grzyby. Znajdowany pod korą drzew liściastych, rzadziej iglastych, zarówno stojących jak i leżących. Najczęściej osik, dębów, klonów, buka, wierzby iwy, jesionu, wiązu i trześni oraz jodły, świerka i sosny.

zgniotek_mapkaGatunek chroniony w Polsce. Zagrożeniem dla gatunku jest usuwanie z lasu martwych drzew, co drastycznie zmniejsza jego bazę pokarmową (i siedlisko), coraz bardziej izolując pozostałe jeszcze stanowiska. Gatunek ma największe szanse przetrwania na terenach leśnych rezerwatów ścisłych i w parkach narodowych. W użytkowanych gospodarczo drzewostanach należy pozostawiać pewien procent drzew martwych aż do ich całkowitego rozkładu, aby zapewnić siedlisko rozrodu i życia dla zgniotka cynobrowego. Do niedawna uważano, że zgniotek cynobrowy należy do reliktów lasów pierwotnych, i że jego rozsiedlenie w naszym kraju ogranicza się do północnego wchodu (Puszcza Białowieska) i gór (Sudety, Góry Świętokrzyskie, Karpaty). Jednak badania prowadzone od 2000 roku przyczyniły się do odnalezienia nowych stanowisk tego chrząszcza w wielu różnych rejonach, w tym także nad Wisłą w okolicy Nowego Dworu Mazowieckiego. Występowanie tego gatunku na innych stanowiskach w dolinie Wisły wydaje się więc prawdopodobne. Stwierdzenia te mogą mieć charakter reliktowy lub być efektem współczesnej dyspersji i rekolonizacji terenów leśnych (w miarę poprawy warunków siedliskowych).

Zgniotek cynobrowy wymieniony jest w załącznikach II i IV dyrektywy siedliskowej (Natura 2000). W polskiej „Czerwonej liście zwierząt ginących i zagrożonych” umieszczony z kategorią LC (najmniejszej troski), natomiast w Czerwonej liście IUCN – z kategorią NT.

Zgniotek cynobrowy występuje w Europie Środkowej i Północnej, zasięg występowania sięga Europy Południowo-Wschodniej oraz zachodniej Syberii

Na koniec kilka informacji o rodzinie zgniotkowatych (Cucujidae) – to mieszkańcy lasów (w większości). Chrząszcze żyjące pod korą drzew, gdzie polują in inne owady. Silnie spłaszczone ciało jest przystosowaniem do życia podkorowego. Większość gatunków żyje w krajach o ciepłym klimacie (gatunki tropikalne osiągają wielkość do 3 cm), w Europie Środkowej występuje około 50 gatunków, w Polsce – od czterech do kilkudziesięciu, w zależności od źródła – w wyniku rewizji część gatunków poprzenoszono do innych rodzin, zatem w starszych opracowaniach rodzina zgniotkowatych jest liczniejsza w gatunki). Zgniotkowate są zazwyczaj barwy brązowej, rzadziej niebieskiej czy czerwonej. Niektóre gatunki przystosowały się do siedlisk ludzkich, żyją w przechowalniach gdzie uważane są za szkodniki magazynowe. Przykładem może być Ahasverus advena oraz spichrzel surynamski (Oryzaephilus surinamensis). Ten ostatni to szkodnik magazynów żywności, przede wszystkim ryżu i mąki czy produktów mącznych, z którymi został zawleczony w różne części świata. Niektórzy autorzy zaliczają spichrzela do rodziny Sylvanidae.

Ilustracje – autor: Siga (Own work) [GFDL (http://www.gnu.org/copyleft/fdl.html) or CC BY-SA 3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)%5D, via Wikimedia Commons

Mapka http://www.gios.gov.pl/siedliska/pdf/przewodnik_metodyczny_cucujus_cinnaberinus.pdf

Źródła informacji

Osa saksońska co garnków nie lepi i obrywa za innych

osa_saksonskaOwadów jest dużo, zarówno gatunków jak i osobników. Często je spotykamy lecz nie zawsze dostrzegamy. A jak już zobaczymy, to chcielibyśmy wiedzieć co widzimy. Wiedza to taka rzeczywistość rozszerzona – dzięki niej dostrzegamy więcej niż widzą nasze oczy. Bo umieszczamy w kontekście i w relacjach z innymi zjawiskami i obiektami. Dzięki własnej wiedzy widzimy więcej. A gdy sami nie wiemy zawsze można zapytać. Współczesna technika poszerza nam krąg osób, które możemy zapytać. Jeszcze nigdy w historii ludzkości tak nie było. Mobilny internet poszerzył nasze możliwości poznawcze i przyspieszył zadawania pytań oraz uzyskiwanie odpowiedzi.

Kilka dni temu dostałem taki list (oczywiście elektroniczny, papierowe już rzadko przychodzą):

„Panie profesorze, czy mógłby Pan zidentyfikować gniazdo, które jest na budynku w Garncarskiej Wiosce. Czy to gniazdo kopułki wysmukłej czy gliniarza naściennego? Krzysztof Margo Nidzicka Fundacja Rozwoju NIDA

Otoczenie gniazda os umożliwia oszacowanie jego wielkości. To nie jest oczywiście ani gniazdo kopułki ani gliniarza naściennego. Dwa wymienione gatunki są osami samotnymi, budują z gliny dzbanuszkowate baryłeczki, w których gromadzą pokarm i składają jajo. Rozumiem, że zarówno kopułka jak i gliniarz, przez charakter swojego gniazda (gliniana konstrukcja), znakomicie komponowałyby się z charakterem Garncarskiej Wioski. Ot takie małe garnki, wykonane przez owady (ale nie wypalane w piecu),

Gliniarz naścienny (i jemu podobne) to „osy” samotnice, lepią z gliny baryłeczki – komórki dla jednej larwy. A w środku zapas jedzenia. Gliniarz akurat poluje na pająki (czytaj więcej o gliniarzu: Trąba wodna i gliniarz naścienny czyli rozważania o wyciąganiu wniosków z jednostkowych obserwacji,  O gliniarzu, co nielegalnie wdziera się do naszych domów,  O gliniarzu naściennym co zasłon się czepia i do laptopów zagląda) Gliniarz jest gatunkiem obcym u nas. Podobne baryłeczki gliniane buduje nasza rodzima wolnica czarniawa (Auplopus carbonarius), także z rodziny nastecznikowatych (z tej samej rodziny jest gliniarz naścienny). Gliniane komórki lęgowe buduje ponadto inna osa – oska maczugoroga (Celonites abbreviatus). I oczywiście rodzime kopułki (chyba 7 gatunków w Polsce), w tym kopułka wysmukła. Jej gliniana baryłeczka ma wielkość około 1 cm. Na zdjęciu widać gniazdo osy społecznej, najpewniej osy saksońskiej. Gniazdo jest wykonane z „papieru”, fragmentów zeskrobanego drewna. Bardziej szczękodzieło niż rękodzieło.

Osa saksońska jest gatunkiem pospolitym w Europie Środkowej i często dość licznym, jest jak na osy stosunkowo łagodna. Ale to ona najczęściej „obrywa” za inne, bardziej uciążliwe i agresywne osy. Niemniej to osa saksońska kiedyś mnie użądliła. Akurat w grupie kilku osób (ze studentami) byliśmy na badaniach terenowych w planowanym Obszarze Natura 2000 – Swajnie. Gdzieś w okolicy rzeki Kirsny szliśmy przez zarastające drzewami podmokłe łąki. Zobaczyliśmy stojącą ambonę myśliwską. Znakomite miejsce by wspiąć się i z góry rzucić  okiem na całą okolicę. Wszedłem pierwszy. Kilka osób wchodzących po lekko spróchniałej, drewnianej drabince, wprawiło w kołysanie całą ambonę. Gdy znalazłem się na górze usłyszałem charakterystyczne brzęczenie, spojrzałem do góry i pod daszkiem zobaczyłem gniazdo os. Osy już rozdrażnione i fruwające w zaniepokojeniu. Schodziliśmy bardzo szybko. I teraz byłem na końcu (pierwsi będą ostatnimi). Bałem się jedynie, aby w panice ktoś nie skakał z ambony czy z drabiny. Obyło się bez strat, ot każdy średnio dostał po jednym użądleniu. Nie było zbyt bolesne. Atak sprowokowaliśmy nieumyślnym rozkołysaniem konstrukcji.

Osa saksońska (Dolihovespula saxonica, podrodzina Vespinae – osy właściwe) spotykana jest dość często, także w osiedlach ludzkich. Preferuje tereny w miarę otwarte. Buduje gniazda w bardziej dostępnych miejscach niż inne osy (z rodzaju Paravespula) i nigdy pod ziemią. Zazwyczaj gniazda zakłada na strychach lub pod okapami dachów (tak jak na załączonym zdjęciu z Wioski Garncarskiej), rzadziej na gałęziach na drzewie. Osy saksońskie nie przylatują do słodyczy (sok, bułki z lukrem itd.) więc nie są dla ludzi uciążliwe. Ale ich gniazda są najbardziej widoczne. Zatem w czasie „plagi os” to najczęściej „obrywa” osa saksońska i jej dobrze widoczne gniazda. Prawdziwi winowajcy (np. osa dachowa czy osa pospolita (O osie dachowej, co za moim oknem mieszka) mają bardziej ukryte gniazda i unikają ludzkich interwencji. Na dodatek osa saksońska jest mniej agresywna od innych os społecznych, nawet w pobliżu gniazda. Najmniej winna a najbardziej obrywa. Jej życie nie jest łatwe – można często spotkać zaczęte, małe gniazda, nie ukończone. Świadczy to o licznych, nieskutecznych próbach założenia gniazda. Albo gnie „królowa” albo się „rozmyśla” i wybiera inne miejsce.

Podobne gniazda buduje osa średnia (Dolichovespula media) – ale umiejscawia je w terenie zakrzewionym, w miejscach półcienistych, ukrytych i blisko wody, rzadziej w osiedlach ludzkich. Osa średnia jest bardziej czarna w ubarwieniu (ale na załączonym zdjęciu widzimy tylko gniazdo).

Osa saksońska – jest osą społeczną – spotkać ją można od maja do września, buduje gniazda kuliste, lekko gruszkowate, z otworem na spodzie. W trakcie rozbudowy przyjmuje kształt bardziej wydłużony. Jest raczej niewielkie 10-15 cm średnicy, rzadko większe niż 20-30 cm średnicy. Wewnątrz znajduje się 3-5 plastrów z komórkami dla larw. Tak jak wszystkie u wszystkich os larwy karmione są owadami, np. gąsienicami motyli lub owadami dorosłymi (likwiduje owady szkodliwe, powinniśmy więc osy saksońskie otaczać opieką). Podobnie do innych os, osa saksońska odcina ofierze głowę, potem odwłok, a z tułowia przeżuwa mięśnie ofiary i taką mięsną papką karmią swoje larwy. Beznogie larwy wiszą głową w dół. Przytrzymują się ścianek specjalnymi zadziorkami, potem gdy nieco urosną, naciskiem tylnej części ciała.

Robotnice mają wielkość 11-14 mm, „królowa” – 15-18 mm, samce 13-15 mm. Samce pojawiają się jesienią. W tym czasie pojawiają się także młode samice. Zimują zapłodnione samice – przyszłe królowe (matki założycielki nowych gniazd z osią społecznością).

Do osy saksońskiej bardzo podobna jest osa leśna (Dolichovespula syvestris), ale żyje głównie w lasach i gniazda sytuuje w innych miejscach. Podobna jest także osa norweska (Dolichovespula norvegica). Do osy saksońskiej podobna jest także osa żółtoplama (Pseudovespula adulterina), którą czasem można spotkać w gniazdach osy saksońskiej. Bo pasożytuje na osach z rodzaju Dolichovespula, w tym naszej saksońskiej. Osa żółtoplama (płodna samica) wnika do gniazda osy saksońskiej i zabija „królową” (samicę składającą jaja), czasem królowobójstwo wykonują robotnice osy żółtoplamej. Nowa królowa składa jaja w gnieździe osy saksońskiej, a osierocone robotnice osy saksońskiej karmią i „wychowują” obce potomstwo.

Ps. Osy społeczne mają w nazwach dużo elementów germańskich, nasza osa saksońska, osa norweska i osa niemiecka zwana także dachową (Paravespula germanica). Ciekawe dlaczego? Przecież występują w dużych obszarach Europy. Może za sprawą opisujących je naukowców o korzeniach niemieckich?

Źródła informacji o osie saksońskiej:

  • Bellmann H., Owady. Wyd. Multico, Warszawa 2007.
  • Bellmann H., Błonkówki, Wyd. Multico, Warszawa 2011.
  • Kozłowski M. Owady Polski. Wyd. Multico, Warszawa 2008.
  • Zahradnik J., Przewodnik – owady. Wyd. Multico, Warszawa 1996.

dav

Zadomka polna

_DSC0285aCo się odwlecze to nie uciecze? Nieprawda, uciecze. Kilka miesięcy temu dostałem zdjęcia i zapytanie „co to jest? Czy są to karaluchy?”. Napisał ktoś, kto ma domek letniskowy i obawiał się, że zagnieździły się jakieś synantropijne karaluchy. Odłożyłem… i zapomniałem. Teraz nie mogę tego listu znaleźć. Zostały tylko zdjęcia i mgliste wspomnienia.

W powszechnej świadomości karaczany kojarzą się z brudem. Spośród karaczanów znamy przede wszystkim te, które spotykamy w domu. A więc prusaki, przybyszkę amerykańska czy karaczana wschodniego. A teraz różne gatunki egzotyczne, trzymane w insektariach jako zwierzątka domowe. Domowe prusaki nocą wychodzą i zjadają resztki organiczne. Ale na zdjęciu uwieczniony jest polski i warmińsko-mazurski karaluch (karaczan) – zadomka polna (Ectobius lapponicus). Nieco wielkością i w pokroju przypomina prusaka (Blattella germanica). A jeszcze bardziej swojego kuzyna – zadomkę leśną.

Zadomka polna jest naszym rodzimym karaczanem (owadem z rzędu karaczanów – Blattodea), żyje w zaroślach na skraju lasów. Jest gatunkiem pospolitym i zazwyczaj licznym, ale nie łatwo ją zobaczyć, bo jest płochliwa. Nie występuje w budynkach, w przeciwieństwie do prusaka (ten w Polsce poza budynkami nie występuje, tak jak przystało na gatunek synantropijny). Zadomka wbrew swej nazwie z domem nic nie ma wspólnego. Co najwyżej mieszka gdzieś za domem. Długość ciała wynosi 9-13 mm (samiec) i 6-11 mm (samica). Odznacza się zmiennym ubarwieniem ciała. Występuje od maja do września, w lasach, zaroślach, sadach i ogrodach. Samce przebywają na niskich roślinach – samice na ziemi (ty pójdziesz górą a ja doliną – chciałoby się zanucić). Gatunek pospolity ale nie tak łatwo go w przyrodzie zobaczyć. Nie występuje w budynkach. Są wszystkożerne.

A skoro żyje w zaroślach a nie w budynkach, to co zadomki robiły w domku letniskowym? Pierwszy etap synantropizacji (ewolucja)? Bardziej prawdopodobne, że przypadkiem się dostały. Nie są groźne. W domu nie przetrwają.

Czytaj także: O pluskwach i karaluchach z warmińsko-mazurskich pociągów, lasów i rzek

Czy to problem z jętkami ?

Jtki_Ciesielski_1Czasem owady sprawiają problem, ba nawet wzbudzają panikę. To co widać na zdjęciu obok to nie dym z komina ani mgła, to lecące owady. Jak w horrorze. Nic dziwnego więc, że od czasu do czasu dostaję różne ilustrowane zapytania: co to jest i jak sobie z tym radzić.

„Witam Panie Profesorze, mamy problem z jętkami. W maju i czerwcu pojawiają się ogromnymi chmarami wokół naszej nieruchomości położonej nad Zalewem Szczecińskim (…). Trudno wtedy oddychać. Zanieczyszczają elewację pałacyku, wdzierają się do wnętrz budynków. Czy są jakieś sposoby na pozbycie się tych owadów, a przynajmniej na zredukowanie ich liczby?”

Dlaczego akurat jętki? Być może takie skojarzenie pojawiło się po doniesieniach medialnych, gdy masowy wylot jętek nad jedną z rzek Polski, utrudnił przejazdy samochodów. Na filmiku było widać jak ludzie usuwają z mostu owe owady szuflami. Nad Zalewem Szczecińskim akurat masowo pojawiły się muchówki z rodziny ochotkowatych (Chironomidae), co dobrze widać na dolnym zdjęciu.

Wcześniej dostałem także zapytanie co robić z takimi ochotkami nad Wisłą, gdzieś w okolicach Zalewu Włocławskiego. Innej osobie swą liczebnością utrudniały życie. Owady dla człowieka są bezpieczne. Mimo iż powierzchownie podobne są do komarów, to nie są krwiopijne. Larwy żyją w wodzie. Wędkarze i akwaryści używają ich jako przynętę (ci pierwsi) lub jako pokarm dla rybek (ci drudzy).

Nawet i chruściki (Trichoptera) kiedyś w Kanadzie wystąpiły z podobnej roli – masowy wylot Hydropsyche spowodował problemy na EXPO. Jak sobie radzić i przeciwdziałać? Najlepiej przeczekać. Tyle owadów to pokarm dla innych zwierząt. A w przypadku Chironomidae to swoiste oczyszczanie zbiorników wodnych, czy to Zalew Szczeciński czy Włocławski. Wynoszą ze sobą fosfor i azot (odpowiedzialne za eutrofizację wód) . Masowy wylot to forma obrony przed drapieżnictwem. Zsynchronizowany wylot to nagłe pojawienie się zasobów pokarmowych nie-do-przejedzenia.  Część zostanie zjedzona ale duża część przystąpi do rozrodu zupełnie bezpiecznie. Potem pokarm znika. I dla drapieżników po nagłej obfitości przychodzą dni postne. Podobne zjawiska ale w mniejszej skali obserwować możemy w miastach, gdy następuje rójka mrówek (wylot postaci dorosłych, uskrzydlonych).

Wracając do początkowego pytania jak sobie z nimi radzić, tymi ochotkami. Po pierwsze stworzyć warunki dla zwierząt owadożernych, od ptaków i nietoperzy poczynając a na pająkach kończąc. Ale rzeczywisty problem jest w wodzie, gdzie rozwijają się larwy. Być może potrzeba więcej ryb i małych, drapieżnych bezkręgowców? Najlepiej byłoby ograniczać liczebność w stadium larwalny, bo gdy wylecą po przeobrażeniu to jest już za późno.

Przykład z ochotkami pokazuje, że źródła naszych problemów czasami leżą gdzieś daleko. Potrzebne są całościowe rozwiązania a nie miejscowe i doraźne. Podobnie jest ze skutkami zmian klimatu. Trzeba więc po pierwsze rozumieć mechanizmy funkcjonowania ekosystemów oraz zależności troficzno-regulacyjnych. Zarządzanie ekosystemami to niełatwe zadanie i trudna sztuka. Tym bardziej, że wszystkiego jeszcze nie wiemy a przyroda to niezwykle złożony i wieloelementowy „mechanizm”.

fot. nadesłane przez czytelnika

Jtki_Ciesielski_2