Laska z płaskim brzuchem z krainy świtezianek

Młodość zazwyczaj skupia się na urodzie. Płaski brzuch, a jak nie to depresja. Skojarzyło mi się z to bohaterem dzisiejszego wpisu. A może raczej bohaterką. Ważką płaskobrzuchą. A skoro płaski brzuch to laska. I owa „młodzieżowa laska” zaobserwowana została nad mocno zmeliorowaną Lepacką Strugą, w towarzystwie świtezianki dziewicy (Calopteryx virgo). A co z ta depresją? Ważka płaskobrzucha po łacinie zwie się Libellula depressa… Tytuł jest już więc chyba wyjaśniony.

Meliorować czy nie meliorować, oto jest pytanie. Z takim pytaniem do odpowiednich instytucji zwracają się inne instytucje a w odpowiedzi partycypują ekolodzy (czyli na przykład ja). Mają zbadać jaki jest stan, jakie zachodzą procesy i co się stanie po bagrowaniu uregulowanej rzeczki (bardziej rowu melioracyjnego), a co stanie gdy nie będzie bagrowania. Zarówno w kontekście bliskich zmian siedliskowych jak i dalszych efektów ekosystemowych.

Za sprawą szekspirowskich pytań meliorantów powróciłem w okolice Łomży. Powróciłem, bo już wcześniej kilkakrotnie tam bywałem. Już jako student przyjeżdżałem na badania i na obozy naukowe do Drozdowa, potem na obozy naukowe ale już ze studentami jako opiekun, także we współpracy z Uniwersytetem w Rostocku. Spenetrowałem teren od Piątnicy aż o Wiznę, koncertując się na pięknej dolinie Narwi i Łomżyńskim Parku Krajobrazowym Doliny Narwi. Wtedy szukałem przede wszystkim chruścików oraz innych owadów wodnych.

Tym razem w okolice Łomży przyjechałem w zupełnie innym celu, aby poszukiwać gatunku „naturowego” – skójki gruboskorupowej (Unio crassus). Rzeczonej skójki w Lepackiej Strudze nie spotkałem, ale spotkałem inne gatunki. Na przykład ważkę płaskobrzuchę.

Ważka płaskobrzucha, (Libellula depressa) należy rodziny ważkowatych (Libellulidae, podrząd ważek różnoskrzydłych). Samce ubarwione są na niebiesko (zdjęcia niżej), natomiast samice są złoto–żółte, z wiekiem brązowiejące (zdjęcie u góry). Ciało opisywane ważki mają krępe i spłaszczone. Długość ciała dochodzi do 4,8 cm, a rozpiętość skrzydeł do 8 cm. Larwy znoszą krótkotrwałe susze, zakopując się w wilgotnych warstwach dna. Larwy nie są łatwe do zaobserwowania bowiem zwykle kryją się, zagrzebując się w mule. Mogą przeżyć nawet w małych kałużach lub koleinach na drodze, przeczekując okres wyschnięcia zbiornika wodnego. Rozwój larwalny trwa dwa lata. Imagines (owady doskonałe) zobaczyć można fruwające od maja do połowy lipca.

Ważka płaskobrzucha zasiedla małe, słabo zarośnięte przez roślinność wodną zbiorniki, np. glinianki, piaskownie, żwirownie. Zasiedla szerokie spektrum wód stojących i płynących, preferując siedliska znajdujące się we wczesnych stadiach sukcesji. Najliczniej w wodach płytkich, nasłonecznionych, unika wód kwaśnych. Gatunek pospolity w całej Polsce, szeroko rozprzestrzeniony, rzadszy w głębi kompleksów leśnych. Zatem meliorowana i bagrowana rzeczka, wolno płynąca pośród łąk, jest dobrym dla niej siedliskiem.

Bezkręgowce są bardzo dobrym obiektem do badań monitoringowych i badań oddziaływania inwestycji na środowisko. Związane są z małymi siedliskami, łatwo identyfikowanymi w terenie. Co innego duże ssaki czy ptaki – te mają strefy życia znacznie większe, często obejmujące cały krajobraz (miejsce gniazdowania, żerowania, przeloty). Ale bezkręgowce, w tym owady są relatywnie bardzo słano poznane i mało jest specjalistów, potrafiących je obserwować i rozpoznawać. Dlatego bada się zazwyczaj ptaki czy nietoperze, choć z takich analiz wiele nie wynika.

Bezkręgowce wymagają badań, aby poznać biologię i ekologię wielu tysięcy gatunków (a więcej wiemy tylko o części z nich) oraz aby poznać ich relacje w aspekcie ekosystemowym. Wtedy zarządzanie zasobami środowiska będzie miało bardziej sensowne podstawy.
Póki co trzeba czekać na młodych, którzy zainteresują się nie tylko ważkami z płaskim brzuchem ale i wieloma innymi bezkręgowcami. Do odkrywania, opisywania i interpretowania zostało bardzo dużo. Dla wielu osób na wiele lat starczy pracy….

Putin, zapomnij o Odessie

W tytule zawarłem słowa z Odessy, z wczorajszych ulicznych zamieszek i krwawych starć ("To oczywiste, że strona prorosyjska była bardzo dobrze uzbrojona i świetnie zorganizowana, a ta akcja została wcześniej zaplanowana – powiedział o piątkowych starciach w Odessie lokalny deputowany Dmytro Spiwak. – Putinowi mam do powiedzenia tylko jedno: zapomnij o Odessie" ).

Słowa te mogą wydawać się dziwne, ale są wielce znaczące. Oznaczają to, że nawet jeśli ktoś jest rosyjskojęzyczny, to nie czuje się Rosjaninem oraz to, że nawet jak czuje się Rosjaninem to nie ma ochoty mieszkać w putinowskiej Rosji i nie popiera bandyckich metod zakompleksionego mocarstwa. Ale przeciwnicy putinowskiej wizji świata są także w Moskwie, Petersburgu czy nawet Kaliningradzie (tam na znak protestu przeciw aneksji Krymu wywieszono niemieckie flagi – dając do zrozumienia, że Królewiec był wcześniej niemieckim a nie rosyjski, i pokazując absurd putinowskiej propagandy przesuwania granic).

Odessę odwiedziłem w 2007 roku, w drodze na międzynarodowe warsztaty odonatologiczne w Rumunii. To była pouczająca wycieczka, przez kawałek Mołdawii. Rumunia przywitała nas flagami UE, bo to był czas, gdy oni dołączyli do Unii. Z Ukrainy a zwłaszcza Mołdawii pamiętam ogromną korupcję. I tego chyba mieli dość Ukraińcy, wychodząc na Majdan. Na dodatek widzieli jak zmienia się świat w sąsiednich krajach, które stały się członkami Unii Europejskiej.

Z Odessy pamiętam rozmowy z "tamtejszymi". Widoczny był problem tożsamości. Ukraiński język to był dla nich jakiś nowy i obcy. W szkole uczyli się rosyjskiego. Należeli do dużego państwa. Sentyment za ZSRR to sentyment za stabilnością i jasnym poczuciem przynależności, tożsamości. Nie za komunizmem i tamtym ustrojem. Kim się czuli? Ukraina była dla nich jakaś obca, nie czuli się Ukraińcami. Kim więc byli? Ludność w tamtej części Europy, na skutek historii mocno jest etnicznie i kulturowo wymieszana. Daje to niezwykłą atmosferę wielokulturowości.

Moja odeska znajoma ma krewnych i przodków – jak policzyła – z 16 narodowości. Po dziadkach w linii żeńskiej męskiej może czuć się Żydówką, Polką Ukrainką, Rosjanką, Mołdawianką, Ormianką itd. Nie dziwią problemy z tożsamością. Już wtedy, w 2007 roku, dawało się wyczuć na południu Ukrainy poczucie osamotnienia, porzucenia, swoistego etnicznego zagubienia. A Ukraina jako państwo nie było dla nich atrakcyjne czy "swoje".

W 2014 r. Ukraina jest państwem  rozchwianym w poczuciu tożsamości i słabym w sensie administracyjnym (zniszczonym przez nepotyzm i korupcję). Nie trudno Rosji destabilizować ten kraj. Ukraina i Ukraińcy potrzebują pomocy w budowaniu sprawnego państwa (i wydolnego). Lata korupcji i jeszcze więcej lat komunizmu w ramach ZSRR mocno ludzi zdemoralizowały. Zadziwiające jest to, że rodzi się tam obywatelskość i chęć zbudowania normalnego państwa. A będzie im ciężko, ze względu na stan społecznego rozkładu, niewydolności administracyjnej i przede wszystkim ze względu na agresywnego sąsiada o terrorystycznych zapędach. Być może Putin najbardziej obawia się udanych reform na Ukrainie, bo wtedy i obywatele Federacji Rosyjskiej zechcą tego samego, a on będzie uciekał jak Janukowycz.

Jeśli więc w dużym stopniu rosyjskiej Odessie nie chcą Putina, to oznacza to przede wszystkim, że nie chcą korupcji i bandyckiego państwa. Wątpię, aby odcinali się od rosyjskości jako takiej.

Na wschodzie Ukrainy przez wiele tygodni bezkarnie buszują "separatyści" (najemnicy z Rosji, dobrze przeszkoleni i uzbrojeni), przy nieudolności służb mundurowych i bierności większości społeczeństwa. Ale w Odessie coś w ludziach pękło. Zamiast kolejny raz cicho siedzieć w domu lub uciekać przez pałkami zamaskowanych putinowskich bojówek, chwycili za kamienie i zaczęli się bronić. Krwawy piątek jest wyraźnym sygnałem mieszkańców Odessy "Putin, my ciebie tu nie chcemy".

Przed Ukrainą ogromne wyzwanie zbudowania tożsamości narodowej i państwowej (znamienne, że teraz milicja jakoś nie jest sprawna, nie czując chyba sensu w działań dla swojego państwa, bardzie są statystami niż funkcjonariuszami). Bez dominacji ukraińskiego i z pełną akceptacją rosyjskojęzycznej ludności oraz wielu innych etnosów. Wielu rosyjskojęzycznych czuję się Ukraińcami (co to znaczy być Ukraińcem w XXI wieku? – Na to pytanie musza sobie odpowiedzieć). Ale czy wielu Szkotów czy Irlandczyków nie mówi tylko po angielsku, słabo znając swój język "ojczysty"? Rosyjskojęzyczni Ukraińcy nie są więc żadnym europejskim ewenementem.

Dla wieloetnicznej i kulturowo dojrzewającej Ukrainy pomysł jakim jest Unia Europejska wydaje się bardzo atrakcyjny. Można się różnić etnicznie, religijnie, kulturowo i mieszkać obok siebie. Bez wojen. Bez narzucania i przymuszania w kwestiach narodowościowych czy językowych. Rosyjski pomysł na "unię" nie jest atrakcyjny. Nawet gaz i ropa nie są magnesem. Bo nie samym chlebem człowiek żyje. Żyjąc w spokojnej UE zapominamy, że pokój nie jest wartością daną raz na zawsze.

Zasmucają ofiary na Ukrainie, bez względu czy dotyczy to kijowskiego Majdanu, Słowiańska czy Odessy. Trzymam kciuki za wieloetnicznych Ukraińców – niech uchronią się od wojny domowej. Potrzebują mądrej pomocy a nie destabilizacji. Tam rodzi się nowe państwo, nowy naród.

Na zdjęciu odeskie podwórko z popiersiem twórcy esperanto. Już wcześniej próbowano przecież wymyśleć sposób na niekonfliktowe sposoby bycia obok siebie. I nasze pokolenie może w tej kwestii coś konkretnego zrobić. Jako Europejczycy (wieloetniczni, wielokulturowi) nie możemy stać bezczynnie zapatrzeni tylko w swój trzos z pieniędzmi.

Sytuacja na Ukrainie nieco przypomina mi naszą Konstytucję 3 Maja. Nasza próba reformowania kraju spotkała się z zewnętrzną agresją i destabilizacją. Nam się wtedy nie udało naprawić państwa, przyszli zaborcy. NIe zdążyliśmy. Czego innego życzę Ukrainie – by miała szansę na reformy, dogłębne, antykorupcyjne reformy. A Ukraińcy (obywatele Ukrainy) by mieli szansę i możliwość na spokojne dojrzewanie swojej wieloetnicznej tożsamości.

Jak mówić o nauce? Czyli piękno i złożoność świata.

"Jeśli [naukowcu] nie potrafisz swojej ciotce powiedzieć, co robisz [w swoich badaniach], to znaczy, że nie wiesz, co robisz"

Richard Feynman (noblista, fizyk)

"Używamy [w opowiadaniu o badaniach naukowych] pompatycznych albo żargonowych wyrażeń po to, by wydać się mądrzejszymi. Jeszcze częściej stosowane są słowa obce, czasem obce także dla mówiącego."

Wiktor Niedzicki (fizyk i dziennikarz, popularyzator nauki)

Próbując się dostosować do tych zaleceń, na zdjęciu zamieszczam malowaną na butelce ważkę. A nawet dwie (ta z tyłu to Sympetrum pedemontanum…). Zresztą nie ważne jak się nazywają, ważne że piękne. W kuchennym świetle, przedświątecznych porządków…

A czym ja się zajmuję? Opisywaniem różnorodności biologicznej, bogactwem owadów i jak ono się zmienia we współczesnym świecie, w miastach i na polach. A to wszystko, aby zrozumieć wielką złożoność i różnorodność świata. Próbuję odgadnąć sens tej złożoności i tego niewątpliwego piękna. A jeśli dalej nie rozumiem sensu, to przynajmniej zachwycam się pięknem…

Przy świąteczny stole spróbuję prostym językiem opowiedzieć współbiesiadnikom, czym się zajmuję. Po minach poznam, czy już potrafię mówić prostym i zrozumiałym językiem… a więc czy sam rozumiem to, co badam :). I po co.

Zatem pogodnych i głębokich intelektualnie świąt Bożego Narodzenia i zrozumiałego Nowego Roku! Niech nam będzie dane przybliżyć się choć trochę do zrozumienia sensu (tych świąt także).

Ważki, monitorng i ślledzenie zmian klimatu

Odonata 2010

Na początku lipca 2010 odbyło się w Górach Świętokrzystkich VII Ogólnopolskie Sympozjum Odonatologiczne Polskiego Towarzystwa Entomologicznego pod wiodącym tematem "Ważki polskich gór i pogórzy Polski".

Sekcja Odonatologiczna PTE to przykład dobrej współpracy środowisk akademickich z "amatorami". Amator – bo wolontariusz, ale nie dlatego, że nie znających się na wazkach :). Amatorzy są też profesjonalistami.

Spotkanie było dobrym połączeniem sympozjum naukowego z terenowanymi warsztatami. W badaniu ważek możliwe są obserwacje przyżyciowe, dlatego są atrakcyjne także dla monitoringu zmian środowiska, włączając w to śledzenie skutków przyrodniczych ewentualnych zmian klimatu.