Wielkanoc a ochrona środowiska

Są myśli trafne i piękne, które warto przeczytać, rozważyć i zapamiętać. Pisanie, jako forma notowania (wybiórczego wynotowywania), jest sposobem zapamiętywania i przetwarzania, aby wbudować wybrane memy w swój własny system wiedzy. Pisanie pozwala lepiej pamiętać. Na dodatek pisanie ułatwia…. czytanie. Uważne czytanie ze zrozumieniem. Wyczytywane myśli wywołują rezonans myślowy w maszym mózgu, w naszym dotychczasowym systemie wiedzy i sądach o świecie.

Okazją do rozważań jest także uczestnictwo (lepiej być i uczestniczyć niż tylko o tym czytać czy oglądać w telewizji). Przedświąteczne zatrzymanie, spowolnienie i w jakimś sensie wyrwanie się z zapracowanej rutyny codzienności, ułatwia spokojną lekturę. Czytając Tygodnik Powszechny (numer z 31 marca 2013) natknąłem się na ciekawy wywiad z s. Małgorzatą Chmielewską.

„Ubóstwo ma kilka powiązanych zwykle aspektów: może być materialne, duchowe, edukacyjne czy kulturowe (…). W sensie ewangelicznym ubóstwo jest wolnością w stosunku do dóbr tego świata, czyli umiejętnością korzystania z nich bez ich przywłaszczania, ze świadomością, że są wypożyczone.”

„Ubóstwo ewangeliczne przejawia się też w rozsądnym i umiarkowanym korzystaniu z własnych możliwości, tak żeby resztę móc poświęcić dla innych.”

Święta narażone są szczególnie na medialny festiwal konsumpcji, kupowania, konsumowania, przetwarzania i wytwarzania odpadów. Nawet na kredyt, nawet poprzez ciągłe zapożyczanie się. Przecież "jesteśmy tego warci" :), jak krzyczą reklamy. Nawet Wielkanoc nakręcana bywa szałem kupowania. Jak nie św. Mikołaj to wielkanocny zając. Ubóstwa duchowego nie da się jednak skutecznie zakryć bogactwem ilościowym konsumpcji. Cokolwiek czynisz, czyń roztropnie i patrz końca… W trumnie nie ma szufladki na pieniądze, kosztowności i terminal do konta w banku.

„Myślenie, że jutro będzie piękne, jest o tyle absurdem, o ile nie będziemy się starać o to piękno dziś. (…) Nie liczmy, że inni to za nas załatwią – to my mamy załatwić tu i teraz. Nie przebuduję struktur globalnych, ale mogę zmienić ten kawałek świata, który jest wokół mnie.”

Taka opcja ułatwia oderwanie się od jałowego narzekania i marnowania sił na szukanie winnych (np. poźnej i zimnej wiośnie). Lepiej wszak zapalić małą świeczkę niż przeklinać ciemność.

W życiu każdą chwilą nie chodzi o beztroskę. Chodzi o świadomość, że każda chwila jest niezwykle ważna (nie ma chwil mało ważnych) i że od tej chwili zależy chwila następna. Taka postawa jest wbrew naszej cywilizacji, która pożera czas, usiłuje go przeskoczyć – chce np. byśmy robili kilka rzeczy naraz. Ma być szybko, tanio i przyjemnie. Tymczasem chwila obecna ma wieczną wartość – w tej chwili właśnie Bóg jest tutaj z nami i to, co robimy, rzutuje na przyszłość.”

Czy czas wielkanocny można wykorzystać do rozważań nad ochroną środwiska? Każdą chwilę można do tego wykorzystać. Nie chronimy środowiska przeciw człowiekowi ale dla niego, dla nas samych. A stan środowiska i stan przyrody mocno zależy od stanu naszej duchowości. Przyroda jest w nas i my jesteśmy w przyrodzie.

No to wracam do lektury, pomocy w przedświątecznych, kuchennych przygotowaniach i uczestnictwa w triduum.

Szczęśliwych i pogodnych Świąt Wielkiej Nocy.

Zapisywacz myśli a sprawa klikalności bloga

Jestem zapisywaczem myśli swoich, przetworzonych, zasłyszanych (bo pisanie pomaga myśleć). Ocalam od zapomnienia (przede wszyskim dla siebie), przekazuję dalej, tak jak przekazywanie życia, z pokolenia na pokolenie (to próba poszukiwania analogii z biologią). Trwanie w nieustannej nieciągłości, jak w sztafecie. Wybieram to, co uznaję za ważne, ciekawe, warte podtrzymania – jak piłkę w locie.

Subiektywny wybór nie zawsze jest trafny. Czasem coś ważnego nie zostanie zapisane, bo akurat nie mam czasu. Innym razem mam czas i zapisuję…. to co akurat jest a nie dlatego, że najważniejsze.

Ty też jesteś zapisywaczem lub opowiadaczem myśli. Można by powiedzieć, memów. Ale na razie mem jest podstawową jednostką zapamiętywania cokolwiek mityczną, niedookreśloną. Bardziej postulatywną. Tak jak kiedyś atom. Bardziej jako inspirujące zadanie badawcze niż już wykryty i opisany byt (ale neurobiolodzy próbują poprzez konsyliencję połączyć poziom biologiczny z humanistycznym). Ale i tak się pojęciem memu posłujemy, mimo, że nie jest konkretne.

Czasem statystyki bloga pokazują nagły i znaczący wrost odwiedzin (krótkotrwały) . To znak, że któryś z wpisów został zacytowany, przedrukowany (z załączonym linkiem do bloga) na popularnym portalu, np. gazeta.pl, wykop.pl itd. Nawiązując do wyżej wyrażonych myśli, można powiedzieć, że to chwilowe zreprodukowanie memu, wyższe od średniej przeciętnej i codziennej.

Wzrost poplarności (większa klikalność) może być szkodliwy dla swobody pisania. Kusi aby "sukces" powtórzyć. A przecież nie wszystko co popularne jest wartościowe. W tę ślepą uliczkę zabrnęły media. Dlatego dużo w nich krwi, skandali, seksu, pieniędzy, emocji, szokujących sformułowań, nadużyc porównawczych itd. To swoiste zniewolenie przymusem popularności. Dla blogera może też być pułapką, zwłaszcza gdy zechce zarabiać na reklamach.

Analizując statystyki wejść na niniejszego bloga łatwo zauważam, że większość wejść pochodzi z wyszukiwarki Google. Czyli za sprawą poszukiwanych słów kluczowych. Obecna duża liczba dziennych "wejść" wynika z bogatego archiwum i efektu kumulacji treści. Zatem do wpisów może ktoś dotrzeć nawet po kilku latach od ich opublikowania.

Duża liczba wejść na stronę wcale nie znaczy, że ktoś czytał. Tylko zajrzał, czegoś szukał, ale nie wiadomo czy znalazł. Tak jak na ulicznym chodniku ruch i gwar, wielu ludzi. A przecież w zasadzie brak jakichkolwiek relacji międzyludzkich – nie ma zatrzymania się, rozmów, dyskusji. Ilość nie jest oznaką jakości. Może wprowadzać w błąd.

Drugim elementem swoistej ewaluacji bloga jest liczba kliknięć fejsbukowych "lubię". To jakiś znak, że ktoś przeczytał (może tylko tytuł i kilka pierwszych zdań?) i wyraził swoje emocje. Więcej jest wejść, jeśli konkretnty post (wpis) podlinkować na Facebooku – ułatwia dotarcie, ale tylko chwilowe.

Ważniejszym chyba wyrazem poczytności są komentarze. Bo oznacza to aktywność czytelnika. Przeczytał, poruszyło, chce wyrazić swoje zdanie, polemizować, popierać itp. Ale i ten wskaźnik może być mylący. Nie wszyscy czytelnicy są aktywni. Tak jak na sali wykładowej – jedni chętnie zabierają głos, inni są nieśmiali i siedzą cicho (póki nie zostaną "wywołani do tablicy"). Ponadto są osoby które wypowiadają się bez związku z zamieszczonym wpisem. Tak jak piszący po ścianach i murach. Trolowania nie należy mylić z rzeczywistą dyskusją.

Odganiam chwilowe pokusy, aby pisać "poczytnie" (aby dużo było kliknięć, przedruków, komentarzy). Na szczęscie szybko udaje sie przegonić takie myśli. Nie chce być niewolnikiem "oglądalności". Nie wszystko co masowe jest dobre. Ponadto są tematy "niszowe".

Piszę bo chcę a nie dlatego, że muszę (np. zarabiać na życie). Bloguję bo w jakieś formie jest to próba komunikacji ze studentami i próba realizacji idei uniwersytetu otwartego czy kształcenia ustawicznego. A także uporządkowana próba dyskusji z samym sobą…