Otrupek włochaty – brzmi groźnie, makabrycznie i tajemniczo

Byrrhus_pilula_Linn_1758Nazwa często oddaje charakter zwierzęcia, grzyba czy rośliny. Otrupek kojarzy się z trupem, zwłokami. Jakaś tajemnicza zbrodnia majaczy we mgle. A do tego włochaty. Coś nieprzyjemnego. Ale zarazem intrygującego. Zatem zapraszam do lektury demaskującej tytułowego otrupka.

Trafiłem na niego przypadkiem, gdy zamieściłem zdjęcie chrząszcza przecudnej urody z imponującymi czułkami. Pierwsze moje skojarzenie nasunęło mi na myśl sprężyka. Ale znajomy specjalista od chrząszczy szybko mnie z błędu wyprowadził. „To nie jest sprężyk. Nie ma nic wspólnego z tą rodziną, bo rodzina Callirhipidae należy do Byrrhoidea, czyli jest bliżej spokrewniony z otrupkami i (Byrrhidae) niż ze sprężykami, które są w oddzielnej nadrodzinie Elateroidea.”

Otrupkowate? Czy to jakieś chrząszcze związane z padliną? Można je spotkać na martwych zwierzętach? Owadów, pojawiających się na zwłokach, jest wiele. Są wykorzystywane w kryminalistyce do określania potencjalnego czasu śmierci znalezionych zwłok.

Owszem, otrupkowate mają coś wspólnego z trupami, ale nie to, co myślałem. Same udają „trupka”. Jedno jest pewne, otrupkowate to chrząszcze bardzo tajemnicze bo słabo poznane, zwłaszcza ich tryb życia. Są uważane za grupę ewolucyjnie starą. Przypuszcza się, że otrupkowate odżywiają się mchem, porostami, glonami, niektórzy autorzy piszą, że odżywiają się także obumarłymi korzeniami traw lub innym materiałem roślinnym (w zasadzie detrytusem, martwymi częściami roślin). Czyli coś tam z szeroko rozumianymi „umarlakami” mają wspólnego. Larwy żyją w ziemi odżywiając się korzeniami różnych roślin.

Zasiedlają współcześnie strefę klimatu umiarkowanego. Niektóry specjaliści twierdzą, że są chłodnolubne. Występują w Europie i w Polsce, zarówno w obszarach górskich jak i nizinnych, w miejscach porośniętych mchem, na bagnach czy na wilgotnych skałach. Do otrupkowatych należą chrząszcze stosunkowo małe (do 13 mm), twarde, krępe i wyraźnie wypukłe. Charakterystyczną ich cechą są głębokie bruzdy na spodzie ciała, do których chrząszcze chowają odnóża i czułki – nie widać ani odnóży ani czułków, dlatego przypominają grudkę ziemi lub jakieś nasiono. Tak udając trupa, stają się trudno widoczne i trudne do uchwycenia. Niczym pancernik zwinięty w kulkę. I najpewniej ta cecha była powodem porównania ich do trupa – stąd nazwa otrupkowate. Są to mało ruchliwe chrząszcze, niektóre gatunki nie są zdolne do lotu (zrośnięte pokrywy skrzydłowe).

W Polsce występują 23 gatunki, z których jeden (Carpathobyrrhulus tatricus) umieszczony jest na Czerwonej Liście Zwierząt Ginących i Zagrożonych w Polsce. Polskie nazwy tych chrząszczy są urocze: otrupek, bedryk, ssacz, gabinetowiec, otrupek pigulnik, brunatek, dziewannik.

Otrupek włochaty (Byrrhus pilula) to najczęściej występujący przedstawiciel omawianej rodziny. Jego wymiary wahają się w granicach 7-11 mm. Jest gatunkiem pospolitym, spotkać go można na terenach nizinnych, w mchach lub na miejscach piaszczystych, na leśnych i polnych ścieżkach. W chwili zagrożenia chowa odnóża i czułki w specjalnych bruzdach i udaje martwego.

Morał z tej koleopterologicznej opowiastki jest taki, by nie sądzić o charakterze po samej nazwie. Bowiem nasze skojarzenia wynikają z naszego doświadczenia. Autor nazwy mógł mieć zupełnie inne skojarzenia i nazewniczą inspirację.

Fotografia: Udo Schmidt – Flickr: Byrrhus pilula (Linné, 1758), CC BY-SA 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=21357522

Źródła:

  • Fauna Polski. Charakterystyka i wykaz gatunków. Tom I, Muzeum i Instytut Zoologii PAN, Warszawa, 2004.
  • Kozłowski M. W., Owady Polski – chrząszcze, Multico, Warszawa, 2009.
  • Majewski E., Słownik nazwiks zoologicznych i botanicznych polskich, Warszawa, 1894.
  • Winkler J.R, Severa F., Mały atlas chrząszczy. PWRiL, Warszawa,1977.
  • Zahradnik J., Przewodnik: Owady. Multico, Warszawa, 2000.

Szczotecznica szarawka czyli o włochatym pięknie z lasu

14720519_1791093964464066_2238146974936171502_nZazwyczaj gąsienice uważamy za brzydkie a motyle (stadium imago) za piękne. Ale w przypadku szczotecznicy szarawki jest chyba odwrotnie. Motyle (ćmy) są szarobure i nie zwracają na siebie większej uwagi. Natomiast gąsienice się przepięknie żółte i włochate. I jedno i drugie służy obronie. Szara barwa motyli ułatwia im ukrycie się na pniu drzew. W rejonach uprzemysłowionych, gdzie powietrze jest bardziej zapylone i zadymione (a więc wszystko przykryte kurzem i szarzyzną) wśród szczotecznicy przeważają osobniki szare. W środowisku czystym – forma bardziej jasna. Czyli tak, jak wyglądają pnie drzew. Fruwający dowód na darwinowskie przystosowanie się. Być niewidocznym, aby uniknąć zauważenia przez drapieżnika. Jak na ćmy przystało aktywne są w nocy. I tutaj owłosienie motyli dorosłych ułatwia ukrycie się przez echolokacją nietoperzy. Z kolei gąsienice są bardzo widoczne. Ale jednocześnie pokryte licznymi włoskami. Te gęste włoski „zniesmaczają” posiłek ewentualnym większym drapieżnikom (ptaki). Kolor jaskrawy działa ostrzegawczo – „jestem niesmaczny i trujący, poniechaj mnie„.

Nie ma obrony uniwersalnej – na jednych działa, na innych nie. Przyroda jest niezwykle złożona. Każda potwora znajdzie swojego amatora…

Szczotecznica szarawka (Calliteara pudibunda syn. Dasychira pudibunda) jest motylem nocnym z rodziny brudnicowatych (Lymantriidae), okrytych złą sławą szkodników leśnych. Akurat szczotecznica szkodnikiem dużym nie jest, bo jak się za nadto rozmnoży to masowo choruje na krystalicę (choroba wirusowa – przegęszczenie ułatwia dyspersję patogenów, tak jak u ludzi).

Szczotecznica jest gatunkiem euroazjatyckim, występującym w całej Polsce (poza wyższymi położeniami górskimi). Zasiedla lasy liściaste, parki i ogrody miejskie, czyli miejsca gdzie znajdzie roślinę żywicielską (pokarm dla larw). Rozpiętość skrzydeł motyla waha się w granicach 40-65 mm, czyli jest sporawy. Wielkość uzależniona jest od odżywiania się gąsienicy. Bo owady w stadium imago nie rosną. Więc co się najedzą za młodu, to mają w dorosłości (w tłustych fałdach ciała). Niektóre gatunki nawet „zapominają” o jedzeniu a jedyną czynnością, której się oddają to rozmnażanie. Wspomnę tylko choćby o jętkach.

Wracając do dorosłych szczotecznic – samiec jest mniejszy, bardziej brązowy i ma grzebieniaste czułki (pomagają wychwycić feromony i odszukać samicę). Samica jest bardziej krępa i ma czułki nitkowate. Pierwsze pokolenie motyli pojawia się w maju i czerwcu. Czasami pojawia się drugie pokolenie – w sierpniu i wrześniu. Gąsienica odżywia się i rośnie do zimy. Zimuje w stadium poczwarki.

Samica składa na korze drzew liściastych (dęby, buki, leszczyna) łącznie do około 400 jaj. Wylęgające się gąsienice wędrują w kierunku gałęzi i odżywiają się liśćmi. „Nadgryzione”, uszkodzone liście opadają na ziemię. Po tym leśnicy poznają ich obecność (gdy są w większej liczbie – mowa oczywiście o motylach a nie liściach). W trakcie masowych pojawów (zwanych gradacją) można zaobserwować gąsienice pełznące po ziemi, poszukujące innych drzew. Zaniepokojone, młode gąsienice zasnuwają się przędzą, starsze – zwijają się i spadają na ziemię. Gdy mija zagrożenie szybko powracają do żerowania. Młodsze stadia gąsienic, tak jak u wszystkich bruzdnicowatych, dzięki bogatemu owłosieniu, mogą być przenoszone przez wiatr z jednego drzewa na drugie. Taka dodatkowa forma dyspersji (skrzydeł brak, a nóżki krótkie…).

Gąsienice są wielobarwne, na stronie grzbietowej mają cztery kępki żółtych włosków (nie licząc pojedynczych włosków, rozrzuconych po całym ciele). Z tyłu ciała gąsienicy widoczny jest pędzelek czerwonych włosków. Urody dodają czarne plamy na ciele. Piękne za młodu.

Fotografia autorstwa:  Jutta Bündgen

Zadomka polna

_DSC0285aCo się odwlecze to nie uciecze? Nieprawda, uciecze. Kilka miesięcy temu dostałem zdjęcia i zapytanie „co to jest? Czy są to karaluchy?”. Napisał ktoś, kto ma domek letniskowy i obawiał się, że zagnieździły się jakieś synantropijne karaluchy. Odłożyłem… i zapomniałem. Teraz nie mogę tego listu znaleźć. Zostały tylko zdjęcia i mgliste wspomnienia.

W powszechnej świadomości karaczany kojarzą się z brudem. Spośród karaczanów znamy przede wszystkim te, które spotykamy w domu. A więc prusaki, przybyszkę amerykańska czy karaczana wschodniego. A teraz różne gatunki egzotyczne, trzymane w insektariach jako zwierzątka domowe. Domowe prusaki nocą wychodzą i zjadają resztki organiczne. Ale na zdjęciu uwieczniony jest polski i warmińsko-mazurski karaluch (karaczan) – zadomka polna (Ectobius lapponicus). Nieco wielkością i w pokroju przypomina prusaka (Blattella germanica). A jeszcze bardziej swojego kuzyna – zadomkę leśną.

Zadomka polna jest naszym rodzimym karaczanem (owadem z rzędu karaczanów – Blattodea), żyje w zaroślach na skraju lasów. Jest gatunkiem pospolitym i zazwyczaj licznym, ale nie łatwo ją zobaczyć, bo jest płochliwa. Nie występuje w budynkach, w przeciwieństwie do prusaka (ten w Polsce poza budynkami nie występuje, tak jak przystało na gatunek synantropijny). Zadomka wbrew swej nazwie z domem nic nie ma wspólnego. Co najwyżej mieszka gdzieś za domem. Długość ciała wynosi 9-13 mm (samiec) i 6-11 mm (samica). Odznacza się zmiennym ubarwieniem ciała. Występuje od maja do września, w lasach, zaroślach, sadach i ogrodach. Samce przebywają na niskich roślinach – samice na ziemi (ty pójdziesz górą a ja doliną – chciałoby się zanucić). Gatunek pospolity ale nie tak łatwo go w przyrodzie zobaczyć. Nie występuje w budynkach. Są wszystkożerne.

A skoro żyje w zaroślach a nie w budynkach, to co zadomki robiły w domku letniskowym? Pierwszy etap synantropizacji (ewolucja)? Bardziej prawdopodobne, że przypadkiem się dostały. Nie są groźne. W domu nie przetrwają.

 

Czytaj także: O pluskwach i karaluchach z warmińsko-mazurskich pociągów, lasów i rzek 

O chochliku co z Puszczy Białowieskiej pochodzi

DSCN3427Unikalność przyrodnicza Puszczy Białowieskiej jest od dawna podkreślana. Dużo w niej do odkrycia dla przyrodników. Jest jak swoisty punkt odniesienia, nasze unikalne w skali europejskiej CERN. Powinniśmy dbać, bo to nasze niezwykłe bogactwo narodowe.

W maju wybieram się na XXIII Ogólnopolskie Warsztaty Bentologiczne, które odbędą się w Janowie Lubelskim. Jakiś czas temu opracowywałem chruściki z Lasów Janowskich. Ale teraz jadę do tego miejsca by opowiedzieć o chruścikach Puszczy Białowieskiej.

Tegoroczne warsztaty poświęcone będą rzekom polihumusowym, które są mało znanym i rzadko występującym w Polsce typem cieków. Niezależnie jednak od wspólnego referatu, dotyczącego kilku grup bezkręgowców wodnych tego typu wód (moją działką są chruściki), będę chciał zrelacjonować wyniki badań nad chruścikami cieków Puszczy Białowieskiej. Polihumusowe one nie są ale humusowe to już na pewno.

Co wspólnego mają chochliki do Puszczy Białowieskiej? I jaki maja związek z chruścikami? Ano trochę mają, ale po kolei.

Badania terenowe w Puszczy Białowieskiej wykonaliśmy w 2010 r., na 11 stanowiskach umiejscowionych na ciekach wodnych. Stanowiska dobrano tak, by pokrywały się ze stanowiskami, na których prowadzono wcześniej badania fizyczno-chemiczne, florystyczne, fitosocjologiczne i mikrobiologiczne. Dodatkowo w badaniach uwzględniono zbiorniki okresowe i stawy. Wyniki trochę się w szufladzie odleżały, bo myślałem, że w ramach grantu uda się rozszerzyć badania i dopiero całościowe wyniki opublikuję. Grantu nie udało się zdobyć (na razie) Teraz jest okazja podwójna wyciągnąć wyniki z szuflady, przedstawić je na konferencji a potem napisać publikację. Jeśli nie ja to niech ktoś innych kontynuuje, bo Puszcza skrywa jeszcze wiele naukowych tajemnic, wartych poznania.

Ja badałem larwy, w ich naturalnym siedlisku. Wcześniej były publikowane wyniki odłowu imagines do światła (wiemy jakie gatunki występują w okolicy ale nie wiemy gdzie bytują larwy). To są zupełnie dwa różne obrazy trichopterofauny Puszczy Białowieskiej, inne ale komplementarne. W materiale zebranym w 2010 r. są gatunki nowe dla Białowieskiego Paku Narodowego (nie wykazywane do tej pory): Beaerodes minutus oraz Potamophylax rotundipennis. Te dwa gatunki można uznać za typowe i charakterystyczne dla małych rzek terenów śródleśnych i o dnie piaszczystym. Na terenie Puszczy Białowieskiej, poza granicami Parku, stwierdzono kolejne gatunki, po raz pierwszy odnotowane: Cyrnus crenaticornis, Hydropsyche siltalai oraz Ylodes simulans. Ocena ogólnego charakteru fauny chruścików Puszczy Białowieskiej wskazuje, że jest zdominowana pod względem jakościowym (liczby gatunków) przez element rzeczny, strumieniowy i w nieco mniejszym stopniu drobnozbionikowy. Udział elementów typowych dla wód stojących trwałych jest nieco mniejszy, mimo uwzględnienia stawów znajdujących się poza granicami parku. Pod względem ilościowym (liczebności) najliczniej reprezentowanych jest element drobnozbiornikowy i strumieniowy.

DSCN3458Biorąc pod uwagę strukturę dominacji oraz frekwencji, zauważyć można, że pod względem ilościowym przeważają gatunki drobnozbiornikowe (Limnephilus flavicornis, Trichostegia minor), typowe dla śródleśnych wód okresowych oraz gatunki typowe dla małych rzek śródleśnych (Limnephilus rhombicus), związane z rzekami krajobrazu otwartego (L. lunatus) oraz z rzekami z brzegami zadrzewionymi (Anabolia laevis). Pod względem pospolitości (frekwencja) wyróżniają się gatunki typowe dla śródleśnych drobnych zbiorników okresowych: Anabolia brevipennis, Glyphotaelius pellucidus, Limnephilus flavicornis, gatunki małych rzeczek śródleśnych (Limnephilus rhombicus, L. lunatus) a także gatunek typowy dla śródleśnych małych cieków o charakterze okresowym – Ironoquia dubia. Do tej pory gatunek ten uważałem za semisynantropa, zasiedlającego śródleśne rowy. Jego częste występowanie na terenie Białowieskie Parku Narodowego, wykazane także w latach 60. ubiegłego wieku (Mohhamand i In. 1986), wskazywać może, że okresowo wysychające cieki w Puszczy Białowieskiej są elementem typowym i naturalnym. Dane z Puszczy zmieniają obraz tego, co uważamy za pierwotne i naturalne. To ważne dla monitoringu rzek i prób renaturyzacji, bo mamy lepszy, prawdziwszy punkt odniesienia.

Zarówno wskaźniki różnorodności, indeksy biotyczne (BMWP, BMWP-PL – liczone dla całego makrobentosu) jak i wskaźniki naturalności wskazują na dobrą i bardzo dobrą jakość badanych cieków. Badane cieki wodne Puszczy Białowieskie cechują się stosunkowo wysoką, porównywalną z innym ciekami nizinnymi, wartością wskaźników różnorodności biologicznej i bardzo wysoką wartością współczynnika Pielou. Niższe klasy jakości wód (na niektórych stanowiskach) – przy równocześnie wysokich wskaźnikach różnorodności, wysokich wskaźnikach naturalności oraz obecności gatunków rzadkich takich jak chruściki Oligostomis reticulata, Beraeodes minutus – wynikać mogą z charakteru tych cieków: dużej ilości detrytusu i zabagnienia.

A teraz pora wyjaśnić co z tym chochlikiem. W ramach primaaprilisowego żartu, w 2006 opublikowałem krótki tekst, dowodzący, że chochlik to chruścik. Skoro pachnica dębowa miałaby stać się warmińskim symbolem Międzynarodowego Roku Różnorodności Biologicznej, to uznałem że warto będzie przygotować analogiczną opowieść o pachnicy i warmińskim Kłobuku. W sam raz do szukania w dziupli na noc świętojańską. Zbliża się pierwszy kwietnia, więc może pora przypomnieć ten żart (w innym miejscu, pisany na całkiem „poważnie”).

Jak się okazuje chochlik jest istotą wielce zagadkową. Ostatnie jednak analizy i badania wskazują, że chochlik jest owadem z rzędu chruścików, gatunkiem zagrożonym wymarciem, który przez skolonizowanie siedlisk antropogenicznych, opanował nową niszę i dalej egzystuje. W środowisku naturalnym prawdopodobnie całkowicie już wyginął albo jest na skraju wyginięcia (pisząc te słowa 10 lat temu nie znałem jeszcze wynikmów badań w Puszczy Białowieskiej). Można sądzić, że obecne chochliki są już ewolucyjnie zmienione za sprawą przystosowania się do nowego środowiska. Najprawdopodobniej zmianie uległ także behawior chochlików. To taka mała dygresja do ewolucyjnych procesów synurbizacji i synatropizacji.

Mały słownik języka polskiego PWN (1989) tak objaśnia znaczenie słowa „chochlik”: „w baśniach ludowych: istota nadprzyrodzona duch złośliwy albo psotny; skrzat, latawiec, duszek” oraz „chochlik drukarski – omyłka, błąd w druku, często będący przyczyną zabawnych nieporozumień” Można wnioskować, że istota owa dawnej częściej i liczniej występowała w przyrodzie. Pierwotne środowisko życia jest trudne do ustalenia ze względu na skąpe piśmiennictwo z dawnych czasów. Możemy jedynie wnioskować pośrednio z zachowanych przekazów literacko-gawędziarskich. Obecnie istota owa występuje jedynie (lub głównie) w środowisku antropogenicznym, najczęściej w drukarniach i wydawnictwach. Przed całkowitym wyginięciem uratował się ów chochlik zmianą siedliska życia.

Więcej na temat chochlika znaleźć można w Wikipedii i dotyczy już formy całkowicie synantropijnej: (zobacz też Chochlik jest chruścikiem ).

Skąd przypuszczenie, że chochlik jest owadem? Owad to stworzenie złośliwe, naprzykrzające się, (porównaj: wadzić, zwada, wada, wadliwy). We współczesnym języku występuje jedynie chyba w języku czeskim właśnie jako „owad” – ktoś przykry, złośliwy. Dobrze to oddaje naturę chochlika. I jednoznacznie wskazuje, że chochlik to jakiś gatunek owada. Biorąc pod uwagę dane językowe można przypuszczać, że „owad” to słowo prasłowiańskie. W takim razie z owadami zetknęli się już Prasłowianie. Jeśli przyjąć, że etnos słowiański ukształtował się w środowisku leśnym lub na pograniczu lasu i stepu, to znalibyśmy pierwotne siedlisko chochlika. Najpewniej wraz z wędrówkami ludów około IV-V w n.e przedostał się ze wschodniej Europy (zlewnia Dniepru?) na zupełnie nowe tereny środkowoeuropejskie jak i zachodnioeuropejskie. W oderwaniu od środowiska pierwotnego skolonizował siedliska antropogeniczne. Słowianie byli ludem głównie rolniczym. Przekształcanie pierwotnej puszczy w krajobraz rolniczy sprzyjać musiało rozprzestrzenianiu się chochlików. Potem przenosząc się do siedzib ludzkich i wyewoluował w chochlika drukarskiego.

Dlaczego spośród owadów chochlika zaliczylibyśmy do rzędu Trichoptera? Chochlika drukarskiego tak na prawdę chyba nikt nie widział, chociaż na co dzień widzimy efekty jego działalności, wizualne ślady jego behawioru. Wskazuje to na jego kryptyczny behawior. Samego chochlika jeszcze chyba nikt nie widział, ale skutki jego owszem.

U chruścików właśnie behawior budowlany budzi niegasnącą ciekawość i zainteresowanie badaczy. A o tym behawiorze wnioskujemy głównie z wytworów: domków, sieci, a więc efektów pracy. Na dodatek należy wiązać chochlika z papierem, a więc pierwotnie z drewnem (cieki puszczańskie obfitują w butwiejące drewno). Jedynie wilgotne, butwiejące drewno jest strawialne przez owady (obecność grzybów i bakterii). Wskazuje to na środowisko wodne jako pierwotne dla chochlików. Dodatkowo musiały to być zbiorniki śródleśne, choć nie wiemy czy raczej wody stojące (lenityczne) czy płynące (lotyczne). Ustalenie tego szczegółu wymaga dodatkowych i wnikliwych badań. Spośród owadów wodnych odżywiających się detrytusem oraz o krytycznym behawiorze najbardziej chochlikowate są właśnie chruściki. Larwy wielu gatunków budują domki, które upodabniają owada do podłoża, utrudniając zobaczenie przez drapieżnika. Na dodatek imagines są aktywne głównie w nocy oraz o zmierzchu i świcie. Biorąc pod uwagę powyższe cechy chruścików i chochlików widzimy uderzającą zbieżność. Te podobieństwa nie są przypadkowe.

Pozostaje nam jedynie zidentyfikować konkretny gatunek chruścika, który jest chochlikiem. Nie wszystkie gatunki chruścików występujących w naszym kraju mają polskie nazwy. Chochlika zatem trzeba chyba szukać pośród tych gatunków. Dodatkowym kryterium powinno być rzadkość występowania oraz synantropijny charakter.

Po wstępnych analizach 10 lat temu uznałem, że chochlikiem jest Ironoquia dubia. Jest to gatunek, który może być uznany za synantropijny (a raczej semisynantropijny). Jest związany z wysychającymi rowami melioracyjnymi. Sam rodzaj pochodzi chyba z Syberii (Beringia) – rodzaj Ironoquia występuje także w Ameryce Północnej. Prawdopodobnie stosunkowo niedawno przywędrował do Europy Środkowej i chyba jest związany z krajobrazem rolniczym (rolnictwo ekstensywne). Jego pojawienie się można wiązać z okresem wędrówek ludów indoeuropejskich, lub później z wędrówkami Słowian. Ale liczne występowanie w ciekach Puszczy Białowieskiej wskazuje skąd pochodzi ten gatunek. Siedlisk takich już praktycznie nie ma, więc nic dziwnego że gatunek kolonizuje siedliska zastępcze.

Ironoquia dubia od 2006 roku ma polską nazwę: chochlik psotny. ewolucyjną i ekologiczną chochlików.

 

Wcześniej opublikowane: Stanisław Czachorowski, Trichopteron 19, 2006. oraz Czy chochlik jest chruścikiem?

 

Zagwoździak zawiły

scigaMoja znajoma zmaga się z chorobą nowotworową. Jeździ na chemioterapię. I codziennie rano zajada przygotowane „ziółka”. Smaczne nie są, więc przez jakiś czas mówiła na nie „owsianka”. Potem był obrok, jak dla konia. Któregoś dnia, po przypomnieniu, by zjadła swoją owsiankę, tak napisała:

– Mój obrok się obraził za „owsiankę” – widać wszystko się może przejść, nawet nazwy.

– Dobra, niech będzie obrok, albo dietetyczne ziółka.

– Ale idę mieszać swoje trociny i zaraz wrócę. To dary ziemi

– Skoro trociny… to coś dla chrząszczy

– Mogę być chrząszczem, byle pożytecznym.

I tak zacząłem wyszukiwać nazwy chrząszczy ksylofagicznych i saproksylofagicznych, o ładnych nazwach, by mojej znajomej się spodobały. Może pachnica dębowa albo kruszczyca złotawka? A że kobiety wybredne są, to i znaleźć nie łatwo. Bo czy nazwa ma być ładna czy sam chrząszczyk piękny?

– Znajdź mi proszę jakąś ładnie brzmiącą nazwę chrząszczową. Kruszczyca jak łuszczyca, odpada

– Kruszczyca jest pięknie zielona, pachnica jest brązowa, ale za to cudnie pachnie. Przynajmniej samce (feromony). Ale chrząszczy próchnojadów i drewnojadów jest wiele, jakaś podchodząca nazwa się znajdzie.

– Próchno-jady pasuje mi z racji słusznego wieku

– Ksylofag może być? Zawsze to uczenie brzmi, poważnie, dostojnie.

– Całą grupą nie mogę jednak być to szukaj dalej. Ksylofag bardzo mi pasuje, tylko poczytam kto zacz

– Zjadający drewno, a trociny to drewno. Wonnica piżmówka? Zacnik kropkowany, zacnik zielony, kwietnica okazała, wepa marmurkowawana? Szukać jeszcze? Zagwoździak fioletowy?

– „Zagwoździak pospolity” tak namieszam . Albo jeszcze bardziej pasujące „zagwoździak zawiły”. Zagwoździak będzie najlepszy. już nie szukaj. Przecież mówiłam Wam, że cała jestem z patologii. Więc…

Zagwoździakiem, zagwoździkiem nazywane są chrząszcze z rodzaju Callidium – ściga. Chrząszcze z rodzaju Callidium dawniej nazywane były sciga (poźniej ściga), po chorwacku – lukavac, po czesku – hladkoštitnik. W Polsce występuje kilka gatunków chrząszczy z nazwą ściga: ściga liliowa (ściga lśniaca, zagwoździk złocistozielony – Callidium aeneum), ściga fioletowa (zagwoździk fiołkowy – Callidium violaceum), ściga skórzasta – Callidium coriaceum), ściga purpurowa (Pyrrhidium sanguineum), ściga lśniąca (ś. brunatna, borówka lśniąaca, b. brunatna – Tetropium castaneum), ściga matowa (ś. ćmawa, ś. żółtawa, borówka ćmawa, b. żółta – Tetropium fuscum), ściga bukowa (ś. dębowa, płaskowiak zmiennik, zmiennik bukowiec – Callidium testaceum = Phymatodes testaceus).

Jest więc zagwoździak fioletowy zwany także: zagwozdnikiem fiołkowym i ścigą fioletową. Pewna i stała jest tylko nazwa łacińska (naukowa – Callidium violaceum L.). Zagwoździak, niech będzie, że lokalnie zwany zawiłym, to chrząszcz z rodziny kózkowatych (Cerambycinae). Zagwoździak fioletowy to chrząszcz, który wygryza kręte chodniki głębokości 2-3 mm w warstwie bielu, często pod korą. Atakuje drewno suche. Larwy rozwijają się w różnych drzewach iglastych, głównie jednak na świerku pospolitym i sośnie pospolitej. Czasem spotkać można je na buku, dębie czy olszy a nawet na drzewach owocowych. Leśnicy mówią, że opada (to znaczy samice składają tam jaja i potem rozwijają się larwy) drzewa osłabione, obumierające i martwe. Mogą to być drzewa w lesie powalone przez wiatr lub śnieg, drzewa ścięte oraz grube gałęzie (suche) w koronach drzew żywych. Mogą rozwijać się nawet na nieokorowanych belkach, żerdziach i słupach użytych w różnych konstrukcjach i ogrodzeniach (co stanowi zmartwienie nie tylko dla leśników, dbających o jakość surowca). Czasami mogą „atakować” (czyli rozwijać się) żywe drzewa ale z miejscowymi uszkodzeniami kory, np. ospałowane (spałowanie to sposób ogryzania kory przez np. jelenie) lub uszkodzone mechanicznie. Zasiedla wyłącznie drewno nie okorowane. Leśnicy wiedzą o tym, dlatego po ścince starają się szybko wywieźć z lasu lub przynajmniej okorować.

Zagwoździak fioletowy to niewielki chrząszcz o długości ciała od 8 do 16 mm, o barwie metaliczno-fioletowej. Mowa oczywiście o chrząszczach dorosłych. Larwy jak to larwy są białawe, tłuste i tylko głowa się wyróżnia. I jak na larwy przystało są większe od dorosłych, bo osiągają długość 26 mm. Dorosłe są polifagami lasów liściastych i mieszanych. Larwy są saproksylofagami. Niewątpliwe to zagwoździak zawiły. Kiedyś stworzono termin – ekon – dla odróżnienia różnych ekologicznych nisz larw i postaci dorosłych. Ale ten termin rzadko jest używany. Szkoda.

Wróćmy do zagwoździaka zawile fioletowego. Imagines spotyka się od maja do lipca, rzadziej sierpnia, najliczniej w czerwcu (wtedy je najłatwiej spotkać, gdyby ktoś szukał w przyrodzie). Cykl rozwojowy trwa zwykle dwa lata. W suchym drewnie cykl rozwojowy może się wydłużyć. Bo w przyrodzie są prawa ale i wyjątki, wynikające z kontekstu.

Zagwoździk fioletowy – na życzenie mojej znajomej niech nazwany będzie lokalnie zagwoździkiem zawiłym – to gatunek szeroko rozmieszczony w Europie, w jej części północnej, środkowej i południowej-wschodniej. Występuje także na Syberii, w Mongolii, w Chinach, Korei i Japonii. Odnotowany także w Nowej Funlandii i na wschodzie Ameryki Północnej. W Polsce gatunek występuje w lasach iglastych i mieszanych, preferując drzewostany 20-60 letnie. Najczęściej spotkać można tego chrząszcza na stanowiskach nasłonecznionych, często na składowiskach surowca drzewnego i nawet w zabudowaniach. Niektórzy autorzy piszą, że w ostatnich latach zanotowano synantropizację zagwoździka fioletowego. Znaczy przenosi się z lasu bliżej siedzib ludzkich, „uczłowiecza się” (z greckiego języka syn – razem, anthropos – człowiek).

Zdjęcie: Siga [Public domain], Wikimedia Commons

Woda, las, człowiek czyli wystawa na Olsztyńskie Dni Nauki

11259743_10206685162281073_7688636768566669688_n

Na tegoroczne Olsztyńskie Dni Nauki i Sztuki, wspólnie z prof. Katarzyną Glińską-Lewczuk, przygotowuje wystawę pt. „Woda, las, człowiek – dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze”. Będzie to wystawa zdjęć z krótkimi opisami oraz QR Kodami, linkującymi do obszerniejszych artykułów i filmów (wykorzystanie mobilnego Internetu). Będzie to fotorelacja z wizyt studyjnych i współpracy francusko-polskiej w zakresie dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego regionów Europy. Plansze dotyczą współpracy badawczej, różnorodności biologiczne ekosystemów wodnych i leśnych, konferencji zorganizowanej w ramach Dnia Wody, bioróżnorodności starych odmian roślin uprawnych i raz zwierząt gospodarskich, przyrodzie Parku Brenne, wodzie w krajobrazie i wykorzystywania zasobów wodnych na przestrzeni wieków, produkcji żywności wysokiej jakości, powiązaniu bioróżnorodności i gospodarki w skali regionalnej.

11988345_10206685162681083_6134352374236628250_n

Jak kapitał ludzki ożywia miejsca zapomniane i przywraca do wspólnej pamięci.

O studentach obiegowa opinia mówi, że tylko piją, nic nie robią i z regionu w świat uciekają. W tej retoryce uniwersytety są tylko drogimi fabrykami bezrobotnych. Lepsze więc są zawodówki niż uniwersytety. Kapitał ludzki wydaje się jakąś ulotną mrzonką, bo ani go zważyć, ani zmierzyć ani policzyć. Ale powietrza też nie widać gołym okiem, a bez niego nie da się żyć.

Media w swoim pobieżnym opisie rzeczywistości częściej odnotowują wypadki i pijackie burdy niż pozytywne działania. Dlatego dominuje obraz studenta pijaka i leniucha-nieroba. Studenci jednak swoją aktywnością skłaniają do poszukiwań i wydobywania z otchłani niepamięci miejsca na uboczu, małe, o których już świat zapomniał. Są więc realnym elementem kulturotwórczym i społecznotwórczym regionu. Kapitał ludzki przynosi dobre owoce, ale trzeba trochę wysiłku aby dostrzec te powolne i subtelne procesy rozwoju dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego. Czy będą jakieś pozytywne efekty podnoszenia wykształcenia także w biednych regionach, do jakich niewątpliwie należy województwo warmińsko-mazurskie?

Kilka dni temu studenci trzeciego roku biologii (Wydział Biologii i Biotechnologii UWM w Olsztynie), w ramach projektu realizowanego z przedmiotu „ochrony środowiska”, zaproponowali sadzenie lasu w leśnictwie Dzierzguny koło Nowej Kaletki. Pomyślałem, że to blisko Olsztyna więc wybiorę się na rowerze. Zacząłem szukać lokalizacji na mapie, aby zaplanować trasę. Wpisałem w internetową wyszukiwarkę nazwę „Dzierzguny”… i nic nie znalazłem. W Wikipedii takiej miejscowości także nie było. Wpisałem Nową Kaletke – myśląc, że teraz znajdę. Ale na mapie internetowej nie było widać Dzierzgun, bo nie wiedziałem gdzie szukać.

Nie ma w internecie, więc nie istnieje? To jak tam las będziemy sadzić? I to tysiąc dębów!
No cóż, internet wie wszystko (ponoć), trzeba tylko umieć zapytać. Sięgnąłem do starszych, papierowych opracowań regionalnych, wydawanych swego czasu przez Stowarzyszenie Pojezierze. I też nic. Zaintrygowało mnie to jeszcze bardziej. Zwykłe miejsce okazało się tajemniczym. Będziemy więc sadzić drzewa w miejscu zapomnianym, miejscu bardzo daleko od szosy?
Sięgnąłem do opracowania papierowego Anny Pospiszylowej „Toponimia południowej Warmii”, wydanej w 1987 r. Rzetelne opracowanie naukowe przyniosło mi odpowiedź… i zachęciło do dalszych poszukiwań, już bardziej ukierunkowanych.

Szybko w internecie znalazłem leśnictwo Dzierzguny (Nadleśnictwo Nowe Ramuki). Ale jak łatwo było wywnioskować siedziba leśnictwa mieści się w Nowej Kaletce. Po dawnej osadzie pozostała tylko nazwa i polana śródleśna z oczkiem wodnym, widocznym na zdjęciach satelitarnych.
W 1987 r. A. Pospiszylowa napisała o osadzie Dziergunka vel Dzierzgunka – już wtedy określana była jako opustoszała osada, dawne leśnictwo. Widać leśnictwo zostało (jako jednostka administracyjna Lasów Państwowych), ale leśniczówka już nie. Leśniczy najwyraźniej mieszka w Nowej Kaletca. No i nazwa inna. Dzierzgunka to nie Dzierzguny, dlatego trudno było znaleźć coś w internecie. Znalazłem „Dzierzgunka – (leśnictwo nad Jeziorem Łańskim)” oraz Podleśniczówka Dzierzguny.

Czy Dzierzgunka i Dzierzguny to to samo czy różne osady lub miejsca?

W Monitorze Polskim z 1949 r., w rozporządzeniu o ustaleniu polskiej pisowni miejscowości wyczytać m.in. możemy że była miejscowość Dzierzgunka (dawna nazwa Kiebitzbruch, a więc nazwa chyba od strumienia) i Dzierzguński Młyn (dawna nazwa Kiebitzbruchmühle). Czyli jeszcze w 1949 r. te osady istniały. Potem najpewniej zostały opuszczone, w czym możliwe że przyczyniło się powstanie partyjno-rządowego ośrodka w Łańsku.

W "Geografii polskiej Warmii" ks. Walentego Barczewskiego wymieniane jest Jezioro Dzierzguńskie "Na Warmii przed Kurkami, w kącie pod Ząbiem są Ząbskie Bagna i opodal Ząbia Chudek i Orzechowskie Jezioro, w borach: Dzierzguńskie, Galek, Oczko, Kaletskie i Młyńskie bagna przy Mendrynach”. Sąsiedztwo wymieniania wskazywałoby na jezioro Jełguńskie (niedaleko położone w Lesie Warmińskim). Czyżby więc to błędnie zapisane jezioro Jeguńskie? A może Dzierzgunka była miejscem i nazwa jeziora (obecne oczko wodne?) wzięła się od tego miejsca? Nazwa Dziergunka/Dzierzgunka/Dzierzguny kojarzy mi się z Dzierzgoniem (rzeką i miejscowością), a więc z dawnymi Prusami.

Jakże przyjemne są te poszukiwania historyczno-przyrodnicze, zainspirowane studenckim pomysłem posadzenia lasu z okazji Dnia Ziemi (lub bez okazji).
W opracowaniu Pospiszylowej z 1987 r. możemy znaleźć, że osada Dziergunka znajdowała się nad Jeziorem Łańskim, 3 km na zachód od Nowej Kaletki. W dawnych dokumentach zapisywana była pod nazwami: Dziergunk (1755), Dzierdzunka (1772), Dziergunka (1785), Dziersgunken (1790), Dziergunken (1820), Dzyrzgunken (1868), Dzyrgunka (1875), Dziergunka (1879), Dzierzgunka (1881), Dzierzguny (1964), Dzierzgunka (1968). A więc dopiero w latach 60,. XX w. nazwa zmieniła się na Dzierzguny, jako próba podciągnięcia toponimu pod formę nazw rodowych (odosobowych). Pierwotnie więc była to nazwa utworzona od nazwy miejsca.

Druga osada – Dzierzguński Młyn (a skoro młyn to musiała być jakaś struga, rzeczka – może to ona właśnie nazywała się Dzierzgunka?) w 1987 r. określana była w cytowanym opracowaniu jako dawna osada młyńska koło leśniczówki Dzierzgunka (Dzyrgunka Mühle – wzmiankowana w 1868 r.). Dzierzguński Młyn wymieniany jako istniejąca osada był jeszcze w 1947 r.

Buszując po internecie, już bardziej wyedukowany, znalazłem trochę więcje informacji. Przeglądając różne ogłoszenia i powielające się bardzo skąpe dane, mogłem wyczytać, że obiekt „Dzierzguny 605f” to parking leśny i miejsce postoju pojazdów w Nadleśnictwie Nowe Ramuki (a poprawniej byłoby Nowy Ramuk). Miejsce postoju pojazdów przed miejscowością Kurki jadąc w kierunku Olsztynka.
Dowiedziałem się także, że w leśnictwie Dzierzguny ustanowiono w 1968 r. dwa pomniki przyrody w postaci dwóch dębów szypułkowych. Nie wiem czy jeszcze tam są. Ale studenci zasadza tysiąc nowych dębów.

W leśnictwie Dzierzguny jest leśna ścieżka edukacyjna “Las bliżej nas” (ok. 3 km długości).
Na ścieżce można zapoznać się z bogactwem lasów i sposobami ich ochrony. Tematy stanowisk edukacyjnych to: cykl życiowy drzewostanu (uprawa, młodnik, drzewostan, drzewostan dojrzały), drzewostan porolny, skrzynki lęgowe, pułapki feromonowe, paśnik dla zwierząt. Wyczytałem także, że 21.X.2008r. w Leśnictwie Dzierzguny gościła około 50-osobowa grupa osób z Liceum Ogólnokształcącego w Olsztynku. W miłej i serdecznej atmosferze młodzież spacerowała po trasie leśnej ścieżki dydaktycznej, słuchając leśnych opowieści leśniczego. Na zakończenie pobytu goście posadzili pamiątkowe drzewa, ogrzali dłonie nad płomieniami ogniska i upiekli kiełbaski.
Wyczytałem także, że 5 września, w czasie III Warmińskiego Konkursu Wabienia Jeleni dodatkową atrakcją był pokaz sprawności drwali przy użyciu pilarek. Poprowadził je Kazimierz Morawiak, leśniczy Leśnictwa Dzierzguny. Udało się więc z przepastnego internetu wyszukać nazwisko leśniczego.

„Dzierzguny” w wyszukiwarce Google dało 1750 wyników (ale niezwykle mało informacji), „Dzierzgunka” już 92 400 wyników wyszukiwania. Ale jeszcze mniej informacji, bo widać, że różne automaty wyszukały nazwę z map i pododawały w przeróżne strony, aby zwiększyć ich pozycjonowanie. Wabienie ale bez informacji. „Dziergunka” dała zaledwie 9 wyników, ale za to owocnych. Były to niemieckie strony historyczne i dotyczyły Dzierzguńskiego Młyna (współrzędne geograficzne 53.55°N 20.5°E ). Dziergunkenmühle w 1939 r. przekształcony został w Kiebitzbruchmühle (najpewniej efekt akcji germanizowania nazw). Dawniejsze nazwy w dokumentach to: Mühle Dziergunka (1785, 1817, 1861),  Dziergunkenmühle (1905, 1907).
Natomiast w tym samym procesie germanizowania nazw w latach 30. XX w. Dziergunken zamieniono na Kiebitzbruch.

Już na polskich stronach internetowych (gazety elektroniczne) wyczytałem „Z kolei na niemieckich mapach z początku XX wieku (przed I wojną światową), najczęściej używaną nazwą jest „Alt Ramuck” (nazwa Lalka lub Lallka pojawia się rzadziej) – mówi Jolanta Weihs z Urzędu Gminy w Purdzie. – Wszystkie Ramuki, czyli Nowy Ramuk i Stary Ramuk to były miejscowości leśników, więc Lalka musiała być osadą leśną, tak samo jak pobliska Dzierzgunka, Dzierzguński Młyn czy Dziuchy. Obecnie żadna z tych miejscowości administracyjnie już nie istnieje." (źródło)

Sadzić, ochronić, imprezować (początek hasła studenckiej akcji). Mogłoby się wydawać, że to zawołanie wiecznego melanżu. Pozory mogą mylić. Bo to tworzenie dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego. Swoją aktywnością na powrót wprowadzają do obiegu nazwy miejsc dawno zapomnianych. Teraz Dzierzguny będą się „googlać” znacznie lepiej. Może nawet hasło w Wikipedii powstanie?

Z drugiej strony ta studencka majówkowa aktywność to konkretne działanie na rzecz dziedzictwa przyrodniczego. Dlaczego zasadzone mają być dęby? To wspieranie przebudowy drzewostanu w naszych lasach na bardziej pierwotny, naturalny. To powolna przebudowa, dla której dały podstawy wieloletnie badania ekologii lasu. To już oczywiście temat na zupełnie inna opowieść.