Dlaczego ten blog nazywa się profesorskie gadanie

dachowki_kogutNa tytułowe pytanie trudno mi precyzyjnie odpowiedzieć. Już nie pamiętam. Zakładałem go ponad 10 lat temu. W rzeczywistości cyfrowej i dokonanego postępu to niemalże wieczność. Niniejszy blog był moim pierwszym eksperymentem dydaktycznym. Miał przede wszystkim służyć do kontaktu ze studentami, z którymi miałem zajęcia, z magistrantami i doktorantami (piszę do w opisie, pod tytułem). Z perspektywy dekady moje pierwsze kroki wydają się nieporadne. Dokładnie nie pamiętam dlaczego nadałem taką nazwę. Miała wskazywać chyba na dydaktyczną funkcję. Wcześniej umieszczałem informacje na własnej stronie www, ale było to uciążliwe i niepraktyczne. Chciałem odkryć dla siebie nową rzeczywistość. I sukcesywnie odkrywam. Mimo udzielania się na innych blogach, już bardziej koncepcyjnie i technicznie dopracowanych, ten pozostał, jako swoisty notatnik. Z sentymentu nie porzucam i nie przemeblowuję. Mimo różnorodnych niedoskonałości.

Założyłem konto z loginem sczachor. Od skrótu imienia i nazwiska. Wtedy wydawało mi się, że na blogu potrzebna anonimowość (że tak się robi). Z czasem, w miarę nabierania doświadczenia i pod wpływem własnych przemyśleń, zmieniłem zdanie. „Sczachor’ jest nieczytelne i pod każdym wpisem należałoby podpisywać się imieniem i nazwiskiem by nie było anonimowości. Dlatego pod tytułem bloga umieściłem po jakimś czasie dopisek z własnym imieniem i nazwiskiem. W sformułowaniu „prowincjonalnego profesora” (teraz zmieniłem na naukowca, żeby przy złej woli nie odczytywać niewłaściwie) zaznaczyłem dystans do siebie jak i ciepły stosunek do prowincji (lokalności). Żeby nie było wątpliwości o jakiego „profesora” chodzi, przy nazwisku dodałem pełen i jednoznacznie brzmiące określenie: dr hab. Stanisław Czachorowski, prof. UWM. Przy takiej jednoznaczności nie przypisuję sobie przecież tytułu naukowego. Wszystko jasne, ale jak ktoś chce psa uderzyć, to kij zawsze sobie znajdzie, albo wymyśli. 

Poprzez pisanie ułatwiam sobie proces myślenia (dojrzewania myśli). Tematyka na tym blogu jest różna, nie zawsze dotyczy tylko biologii, hydrobiologi, entomologii, ekologii czy problemów nauki i życia akademickiego. Naukowiec nie  żyje w próżni. Kontekst społeczny wiele zmienia (i  wpływa na nasza pracę). Pojawiają się więc wątki czasem różnorodne. Bo to jest pełnia życia a nie tylko wybrany, wyselekcjonowany i uładzony aspekt. 

Z „profesorskiego gadania” nie zrezygnuję. A po poprawkach i uzupełnieniach z analogowego zeszyty będę chciał wydać w całości. Fragment historii i odczytać można klimat epoki. Epoki, która niebawem będzie już tylko historią. 

 

ps. Fotografia z Mrągowa (projekt z gadającymi dachówkami), chyba autorstwa Zofii Wojciechowskiej, ale nie mam pewności. Zdjęcie wygrzebane gdzieś z folderu, a wcześniej było na Facebooku.

 

Epigenetyka i aktywny wpis na Światowy Tydzień Mózgu

Pisanie ułatwia zapamiętywanie i myślenie jako takie. Pisanie porządkuje a przede wszystkim wymusza aktywność. Swoimi badaniami neurobiolodzy potwierdzają to, co od dawna obserwowali pedagodzy: do uczenia się potrzebny jest wysiłek i aktywność. Jeśli zbyt łatwo i powierzchownie, to nie zostawia śladu. Samo czytanie i słuchanie nie wystarcza, aby posiąść pełnię wiedzy i zrozumienia. Potrzebna aktywność. Taką aktywnością jest na przykład pisanie.

Warto więc robić notatki z wykładu a jeszcze lepiej opowiedzieć o zasłyszanych czy przeczytanych treściach innym. Opowiedzieć słowem lub w formie pisemnej.
Dlatego piszę tego bloga. Aby porządkować swoje notatki (przybywa niespisanych rzeczy, oj przybywa).

Dla naukowca formą aktywnego uczenia się jest pisanie publikacji. Bo żeby coś napisać, najpierw trzeba aktywnie i ze zrozumieniem poczytać. A w przypadku nauk biologicznych także wykonać badania terenowe lub eksperymenty laboratoryjne. Może dlatego awans nauczyciela akademickiego tak mocno powiązany jest z pracą badawczą? Jeśli umie pisać, to ma o czym opowiedzieć i pewnie coś wie.

Ale wróćmy do aktywności w uczeniu się. Jeśli nie ma się zabawek gotowych…. to aktywnie trzeba je sobie zrobić, wystrugać z patyczka, narysować, ulepić. A przede wszystkim wymyśleć (myślenie twórcze jest uaktywnianiem komórek nerwowych). Gotowe jest zbyt łatwe i nie rozwija kreatywności. A na studiach samo słuchanie nie wystarczy – trzeba nie tylko notować ale aktywnie dyskutować, pisać, publikować. Ciężko? Tak, ale skutecznie uczy zarówno wiedzy jak i umiejętności czy kompetencji społecznych.

Światowy Tydzień Mózgu to święto mające na celu popularyzację wiedzy o mózgu i jego działaniu. Wymyślone zostało w USA i obchodzone jest rokrocznie w dniach 12-16 marca, począwszy od 1996 r. W Polsce corocznie aktywnie i popularnonaukowo celebrowane jest w Warszawie i Krakowie, głównie przez Instytut Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego PAN. Ostatnio naukowcy z tego instytutu odkryli nieznany dotychczas mechanizm powstawania śladów pamięciowych – w niektórych wypadkach neurony mogą zapamiętywać dzięki zmianom w ułożeniu DNA. To kolejne doniesienie naukowe, pokazujące jak myślenie zmienia nasz mózg. Przypuszcza się, że w znacznym stopniu umiejętność pisania i czytania wpłynęła na zmiany w ludzkim mózgu, jego aktywność. Ostatnio wykazano, że korzystanie z multimediów mobilnych wykształca umiejętność wielozadaniowości i podzielności uwagi. Oprócz pozytywów tego procesu wspomina się także o tym, że wielozadaniowość wpływa na powierzchowność a więc i nietrwałość uczenia się.

Ale wróćmy do epigenetyki i odkrycia warszawskich naukowców. Udowodnili oni, że podczas pobudzania neuronów dochodzi do trwałych zmian w rozmieszczeniu genów w przestrzeni jądra komórkowego (przekłada się potem na możliwości ekspresji konkretnych genów). Odkrycie ma istotne znaczenie dla lepszego rozumienia natury procesów umysłowych i schorzeń układu nerwowego, zwłaszcza mózgu. O badaniach, opublikowanych w prestiżowym czasopiśmie „Journal of Neuroscience”, poinformowali przedstawiciele Instytutu Nenckiego w komunikacie przesłanym PAP (tak i ja się dowiedziałem).

"Podczas badań na szczurach po atakach epilepsji zaobserwowaliśmy, że jeden z genów może się trwale przesunąć w głąb jąder komórkowych neuronów. Ponieważ modyfikacja geometrycznej budowy jądra prowadzi do zmiany w ekspresji genów, neuron w ten sposób pamięta, co się wydarzyło" – wyjaśniał dr hab. Grzegorz Wilczyński z Pracowni Neuromorfologii Instytutu Nenckiego.

W przypadku neuronów procesy epigenetyczne – a więc takie, w których o ekspresji genu decyduje otoczenie (środowisko w szerokim sensie) – wiązano do tej pory tylko z reakcjami chemicznymi w chromatynie. "Badania w Instytucie Nenckiego pokazują jednak, że w neuronach mamy do czynienia z kolejnym rodzajem efektów epigenetycznych: zmianami w przestrzennej budowie jądra komórkowego, prowadzącymi do powstawania trwałych śladów pamięciowych. Jest to możliwe z dwóch powodów. Pierwszy wynika z obecności otoczki jądrowej: geny mogą się do niej przyczepiać lub od niej odczepiać, co wpływa na ich ekspresję. Drugi powód jest związany ze specyficzną budową jądra komórkowego" – tak wyjaśniają naukowcy z Nenckiego (za PAP).

Neurobiolodzy krok po kroku wyjaśniają biologiczne podłoże zapamiętywania i uczenia się. Mocniej i dogłębniej potwierdzają opisowe obserwacje pedagogów. Cóż z tego dla nas praktycznie wynika? Ano to, że z większym przekonaniem można modyfikować sposoby nauczania na uniwersytetach. Przede wszystkim uczyć studentów pisania i to nie tylko kolokwiów na zaliczenie ale pisania „na prawdę” i publikowania zarówno w czasopismach jak i w przestrzeni internetowej. Może korzystniej byłoby zamienić część pisemnych prac zaliczeniowych (wędrują do szuflady) na studenckie blogi o nauce i dyscyplinie, którą studiują? Ponadto więcej zajęć praktycznych i eksperymentów – bo te na pewno wymagają aktywności. Więcej autentycznych dyskusji, bo dyskusja wymaga aktywnego słuchania i porządkowania swojej wiedzy, mówienie wymaga zaś aktywności. W końcu warto zwiększać współpracę z otoczeniem uniwersytetów (upublicznienia przemyśleń i efektów pracy w formie blogowego opowiadania o świecie też jest współpracą! bo jest upowszechnieniem wiedzy i kształceniem ustawicznym).

Jak pisał prof. Z. Bauman – pisanie dla niego jest formą myślenia. Dla mnie także, tak jak wykłady i zajęcia ze studentami. Pisanie jak i wykłady są inspirujące, wymagają aktywności a przez to sami wykładowcy jeszcze bardziej i dogłębniej się uczą. To pełniej wyjaśnia powiedzenie, że uniwersytet jest wspólnotą uczących i nauczanych, że jest przestrzenią wspólnego odkrywania i uczenia się.

Internet i udostępnianie wykładów (notatek) czy filmików z wykładów w internecie (przeczytaj co robią i jak w uniwersytecie Harwarda) nie spowoduje opustoszenia sal wykładowych (a jeśli pustoszeją to z zupełnie innych powodów). Bo nic nie zastąpi autentycznego spotkania ludzi i dyskusji w realu. Udostępniane materiały w internecie (na różne sposoby)
mogą tylko zachęcić do przychodzenia na wykłady, do kontaktu z naukowcami. Tak jak pisanie recenzji książek czy spektakli teatralnych nie powoduje, że przestajemy czytać czy bywać w teatrze, kinie na koncercie.

Internet ułatwił kontakt z ludźmi, co sprzyja i nauce i kulturze

Internet ułatwił kontakt z innymi ludźmi. Przyspieszona została wymiana informacji naukowej nie tylko między naukowcami ale i w formie upowszechniania wiedzy. Internet ułatwił także dostęp do kultury. W tym sensie internet jest tylko logicznym elementem rozwoju, poprzez drukowaną książkę i telewizję czy radio.

"Kiedy pojawiła się telewizja, ludzie, którzy nigdy nie mogliby sobie pozwolić na to, żeby pójść do opery czy do teatru, bo nie było ich stać, mieli pilniejsze wydatki, a do operowej wyprawy nie mieliby nawet odpowiedniego ubrania, nagle mogli obejrzeć wspaniałe przedstawienia. I nikt jakoś wtedy nie mówił, że trzeba za to płacić, poza rzecz jasna wprowadzeniem abonamentu telewizyjnego, który był nieporównywalnie niższy od teatralnego. Ale jak się odkryje dobra, których ludzie pragną bez tego, by pieniądz przeszedł z ręki do ręki, zaraz mędrcy od marketingu powiadają: oto ziemia dziewicza, niczyja, niezagospodarowana, czeka na uprawę, czyli na niej zarabianie. Skomercjalizowany świat próżni komercjalnej nie znosi. Niczemu nie odpuści."


prof. Zygmunt Bauman

Na szczęście kreatywność ludzka jest olbrzymia a możliwości technologiczne coraz większe. Sprzyja to upowszechnianiu wiedzy na skalę do tej pory nie obserwowaną. Biomasa wspołpracujacych ze soba mózgów jest niewyobrażalnie wielka! I wciąż rośnie.

Kontakty internetowe nie wystarczą człowiekowi. Jesteśmy istotami społecznymi i chcemy być wśród ludzi. Przyjazna przestrzeń publiczna i przyjazne miasto zwabiać mogą ludzi kreatywnych, co przekłada się na wzrost gospodarczy. Globalny kontak z kulturą i wiedzą nie zabija potrzeby kontaktu bliskiego, lokalnego, niemalże podwórkowego.

Crowdsourcing – cyfrowe prace społecznościowe i wikiespedycja 2012

Nie pracujemy tylko dla pieniędzy. Pracujemy (ściślej – jesteśmy aktywni) bo chcemy coś tworzyć. Człowiek w głębi swojej duszy jest twórcą. Wielu znas robi wiele, ale przed sobą i innymi usprawiedliwiając się, że to dla pieniędzy. Ja również tak się często przed sobą samym tłumaczę. To nieświadomy nawyk. Bo w naszej cywilizacyjnej mentalności tylko to, co przynosi dochód (pieniądze) ma sens… Powoli się to jednak zmienia, czego dowodem jest wzrastające zainteresowanie wolontariatem w szerokim rozumieniu. Zatrudnienie i PKB nie mogą być dla nas hamulcem i sprawcą destrukcyjnej bierności.

Nabieramy odwagi do wolontariatu. Nie tylko ekomomia rządzi światem!
Nastąpiła zbyt znaczna zamiana relacji miedzyludzkich na transakcje. Wyłomem z tego jest wolontariat, ba nawet barter.
Tworzenie jest okazją do bycia wśród ludzi i odbudowywania zatracanych relacji międzyludzkich. Sporo się zmienia w naszej mentalności, w tym popularność zyskują takie postawy jak wolne (wolniejsze) życie (słow food, slow cuty itd.), minimalizm (zmniejszanie liczby posiadanych rzeczy) itp. 

Pewnym nowym zjawiskiem, bezpośrednio związanym z nowoczesnymi technologiami jest crowdsourcing. Obce słowo, ale jest to zupełnie nowe zjawisko i nie ma polskiego odpowiednika. Do desygnatu trzeba albo wymyśleć słowo (na to trzeba czasu), albo dokonać zapożyczenia z angielskiego, bo w tym języki zjawisko to zostało po raz pierwszy nazwane*. Crowdsourcing trudno przetłumaczyć na polski. Obrazowo crowdsourcing jest opisywany jako działanie w modelu roju lub w formie "cyfrowego" pospolitego ruszenia. Można byłoby też nazwać internetowym wolontariatem. Dobrym przykładem jest powszechnie znana Wikipedia, czy rozpoczynająca się niebawem na Warmii i Mazurach wikespedycja.

Pod pojęciem crowdsourcingu kryją się prace społecznościowe związane z wykorzystanie internetu.
Crowdsourcing jest jednym z nowych modeli współpracy, które umożliwił internet, poprzez włączenie wolontariatu do… biznesu a nie tylko aktywności społecznej. Internet zmniesza koszty komunikacji i koordynowanie pracy. Łatwiejsza jest komunikacja z rozproszonymi czasowo i przestrzennie wolontariuszami. Termin ten powstał przez analogię do outsourcingu, dla opisania działań, w których rozproszoną pracę zleca się dużej grupie internautów.
Nasza cywilizacja, dzięki internetowi i energii ze źródeł odnawialnych, staje się coraz bardziej "rozproszona". W coraz mniejszym stopniu trzeba skupiać ludzi w jednym miejscu. Kiedyś warunkowały to źródla energii – fabryka musiała być blisko surowców lub blisko kopalni wegla, bowiem koszty dowozu surowców i energii byłyby zbyt duże. Teraz wracamy do przeszłości, z rozproszonymi źródłami energii i rozproszonymi „pracownikami”.

Jak działa crowdsourcing?
Pojawia się zdefiniowany problem lub zadanie, które można łatwo podzielić na wiele mniejszych części (modułów częściowo niezależnych). Wikipespedycja jest dobrym przykładem. Jest konkretny cel, na który składa się zrobienie zdjęć wielu obiektów. Zdjęcia mogą wykonać różne osoby w niekoniecznie tym samym czasie i w dowolnej kolejności. Do tego dochodzi współpraca poprzez internet w obróbce zdjęć, umieszczeniu ich w ogólnodostępnym repozytorium. I w końcu wykorzystanie ich do zilustrowania różnych haseł encyklopedycznych, nie tylko znajdujących się w zasobach Wikipedii. Innym aktualnym przykładem jest projekt otwarte zabytki czy Leksykon Kultury Warmii i Mazur.

Kolejną cechą zadań crowdsourcingu jest to, że praca nie jest zlecona konkretnym osobom, lecz publicznie ogłoszona w internecie. Pracowników wynagradzanych finansowo można zatrudnić. Wolontariusze muszą zgłosić się sami. Zadania w crowdsourcingu, nawet te o charakterze eksperckim, mogą być wykonane przez nieprofesjonalistów, umożliwiając zaangażowanie szerokiej rzeszy osób. W zasadzie jest to typowy wolontariat. Dodatkowo warto podreślić, że ekspetrem można być nie poprzez dyplom i "papier" ale przez zdobyte doświdcznie (przydałaby się tylko walidacja wiedzy czy umiejętności). Amatorzy – to często osoby profesjonalne, ale nie zarabiające. Amator nie jest więc dyletantem.

Motywacją do wspołudziału w aktywności nie są pieniądze (wynagrodzenie), lecz satysfakcja uczestnictwa w czymś ważnym i wartościowym. Motywacją jest także indywidualne poczycie bycia potrzebnym i wartościowym w wyrażaniu opinii (ktoś chce posłuchac mojego zddania na jakiś temat). Motywowanie jest więc typowe dla wolontariatu. W crowdsourcingu wykorzystywana jest wiedza lokalna, posiadana przez amatorów będących w miejscach, w które nie dotrą eksperci (podział na amatorów i ekspertów często wynika jedynie z umowy opracę a nie ze względu wiedzę i kompetencje). Nawet współczesne badania naukowe w podobny sposób się odbywają. Umożliwia to zbieranie danych z wielu miejsc jednocześnie. Oczywiście, wymagane jest dobre przygotowanie projektu. A im bardziej specjalistyczny projekt, tym większe wsparcie merytoryczne musi być przygotowane przed i w trakcie realizacji.

Znajomość własnej okolicy, przeszukiwanie internetu i bibliotek w celu wyszukania informacji o zabytkach i ich lokalizacji, nie są zbyt wyszukanymi, unikalnymi i specjalistycznymi umiejetnościami. Podobnie jest z robieniem zdjęć cyfrowych. Udział więc w takich projektach jak wikiespedycja 2012 jest więc stosunkowo łatwy. A doświadczenie w ten spośób zdobyte przydać się może w przysłości do realizacji crowdsourcingowych projektów badawczych juz bardziej zaawansowanych i "niszowych". Znakomicie nadaje się do tego entomologia i monitorowanie gatunków obcych i inwazyjnych, opracowywanie atlasów rozmieszczenia czy obserwowanie zjawisk meteorologicznych i monitorowanie zmian klimatu.

A wracając jeszcze do wikiespedycji w naszym regionie – będzie motywacja i pretekst do ukierunkowanego obserwowania otoczenia i poznawania lokalnej historii. A wtedy zobaczy się i dostrzeże znacznie więcej niż "normalnie". Podobnie jest z aktywnością naukową i przyrodnicznym obserwowaniem otoczenia. Koncetrujemy się na szczegółach, konkretnych gatunkach. Po powrocie doczytujemy, więcej rozpoznajemy i głębiej dostrzegamy przyrodnicze otoczenie. W konsekwencji więcej rozumiemy. Jest to jakaś forma kształcenia ustawicznego.

* Crowdsourcing – neologizm użyty przez Jeffa Howe’a w czerwcu 2006 w artykule do magazynu Wired. Określa przypisywanie tradycyjnych obowiązków pracowników najemnych grupie (crowd – tłum; sourcing – czerpanie źródeł) ludzi czy społeczności. Oznacza czerpanie wiedzy, pomysłów i inspiracji „z tłumu”, a więc zwykłych ludzi.

źródła: 1, 2,