Ośmiornica w lesie. Czy obcy przybłęda może być u nas gatunkiem chronionym?

okratek

Na stronach Ministerstwa Środowiska znalazłem informację o okratku (taki grzyb, na fotografii wyżej, autor Zdeněk Kubeš, Wikimedia Commons), i że jest chroniony. Zdziwiło mnie. Ale może dlatego napisali tak, że wyjątkowy?

„w lesie, w parku lub na łące można czasami spotkać dziwnego grzyba, okratka australijskiego, który przypomina malutką czerwoną ośmiornicę. Pamiętaj, okratek jest pod ochroną!” (zobacz całość)

Sprawdziłem w wiarygodnych i specjalistycznych źródłach – nie jest chroniony. Może taka ogólna uwaga, aby nie niszczyć grzybów z tej grupy? Ale po co dzieci wprowadzać w błąd (bo akurat strona przeznaczona była dla najmłodszych). Chronione z rodziny sromotnikowatych (Phallaceae) to są dwa inne gatunki: mądziak psi (Mutinus caninus) i sromotnik fiołkowy (Phallus hadriani). To również osobliwe grzyby, w wyglądzie i zapachu.

Okratek australijski (Clathrus archeri) jak sama nazwa wskazuje pochodzi z Australii. Czasami nazywany jest kwiatowcem australijski – ze względu na niecodzienny wygląd i barwę. Jednym kojarzy się z kwiatem, innym przypomina małą ośmiornicę. U nas jest gatunkiem obcym. Ale zdarza się, że i gatunki obce są u nas chronione, tak jak na przykład salwinia pływająca (taka mała paproć wodna).

Na razie jednak okratek nie jest u nas gatunkiem chronionym. I jak inne grzyby z rodziny sromotnikowatych brzydko pachnie. To znaczy nam brzydko pachnie, bo muchom najwyraźniej ten zapach się podoba. I kojarzy z czymś przyjemnych i smacznym.

okratek_austr_24_sierpnia_2010Okratek australijski, którego ojczyzną jest Australia i Tasmania, do Europy przywędrował w czasie pierwszej wojny światowej . W 1914 r. znalazł się w rejonie Wogezów, gdzie niechcący zawleczony został przez żołnierzy australijskich. Zarodniki przypadkiem przyniesione pozwoliły temu gatunkowi zadomowić się w nowym miejscu. Teraz można go spotkać w wielu miejscach Europy, w tym także w Polsce. Znaleziono go także na wybrzeżu Bałtyku. W regionie Warmii i Mazur nie był chyba jeszcze widziany. Ale jest tak niezwykły i charakterystyczny, że jak się pojawi, na pewno ktoś go zauważy.

Owocnik tego niezwykłego w kształcie i zapachu grzyba, wyrasta z podłoża. W młodej fazie, tak jak i inne sromotnikowate, ma kształt kulisty, niczym jajo zagrzebane w ziemi. Nasze sromotnikowate, np. sromotnik bezwstydny, nazywane są w tej fazie czarcim jajem. Pod błoniastą skórką czarciego, a raczej okratkowego, jaja znajduje się żelatynowata warstwa śluzu, otaczająca czerwono-amarantowe zwinięte ramiona właściwego owocnika. W miarę dojrzewania jajo pęka i uwalnia się 4-8 ramion, niczym ośmiornica wychodząca z kryjówki (w zwolnionym tempie). Początkowo ramiona są zrośnięte, ale później rozdzielają się, przypominając maleńka ośmiornicę. Albo kwiat. Jak kto woli. Owocnik okratka australijskiego dorasta do wielkości 5-10.

Zarodniki są roznoszone przez owady, wabione niezbyt przyjemnym aromatem tego grzyba. Słodkawy zapach przypomina padlinę lub specyficzne ekskrementy. Nic dziwnego, że jest to zapach miły muchom. Zarodniki przyklejają się do owadów, a te roznoszą je w różne miejsca. Tam zarodniki kiełkują. I pojawiają się nowe owocniki. Muchy i żołnierze roznoszą takie zarodniki na duże odległości.

Okratka w Europie spotkać można pojedynczo lub grupach w okresie od lipca do października w lasach liściastych i iglastych. Wyrasta na butwiejącym drewnie. Podobno spotkać można go także na łąkach i pastwiskach. Okratek nie jest jadalnym grzybem. Zresztą, kto chciałby zjadać tak osobliwie pachnące grzyby. Chyba, że jakieś ślimaki lub muchy.

Dzisiaj mamy dzień dzikiej przyrody w trakcie trwającej dekady bioróżnorodności. Ta dzika przyroda i różnorodność biologiczna nie jedno mają imię. I zapach.

O pluskwach i karaluchach z warmińsko-mazurskich pociągów, lasów i rzek

Ecotobius.lapponicus.safero

Za sprawą happeningów sejmowych w wykonaniu posłów, na 2-3 dni wzrosło zainteresowanie entomologią. Podczas debaty sejmowej nad wotum nieufności dla ministra transportu, budownictwa i gospodarki morskiej poseł Patryk Jaki wręczył ministrowi słoik z owadem podróżującym ponoć pociągiem relacji Olsztyn-Wrocław, informując, że jest to pluskwa (owad krwiopijny, atakujący człowieka). Obecny na sali profesor S. Niesiołowski, zoolog i entomolog zarazem, szybko wyprowadził z błędu, mówiąc, że jest to karaczan wschodni (Blatta orientalis). Dobrze, że i profesorowie nauk przyrodniczych są posłami. Ale w mediach później pojawiała się nawet nazwa karaczan brazylijski (to gatunek cieplarniany). Wzrosło więc zainteresowanie owadami i poszukiwaniem specjalistów, którzy rozpoznają co to za „robal”.

Dobierając gadżety do ilustracji w retorycznej dyskusji – jeśli się nie ma wiedzy własnej – warto konsultować się ze specjalistami. Nie byłoby wpadek i ujawniania swojej niewiedzy i luk w wykształceniu. Przy okazji okazuje się, że wiedza i wykształcenie jednak się w życiu przydają. Biologia i entomologia przydatne są również, tak jak wiedza i wykształcenie w szerokim sensie. Samą błyskotliwością i happenerstwem wiele osiągną nie można (poza ulotnym pierwszym wrażeniem).

Czy  pluskwy i karaluchy to owady świadczące tylko o brudzie i zaniedbaniu? Warto poznać naszą różnorodność biologiczną trochę głębiej. Łatwiej byłoby dobrać zwierzęta do publicznej prezentacji z trybun sejnowych i salonów medialnych. Bo Warmia i Mazury pełna jest karaluchów i pluskiew. I możemy być z tego dumni. Tyle, że to trochę inne karaczany i trochę inne pluskwy. Korzystając z zainteresowania entomologią, za sprawą debaty o pociągach, chcę o tych gatunkach choć trochę opowiedzieć.

Na zdjęciu wyżej nasz rodzimy, polski i warmińsko-mazurski karaluch (karaczan) – zadomka polna (Ectobius lapponicus) (zdjęcie autorstwa safero, Wikimedia Commons).

Zadomka polna w pokroju troszkę przypomina prusaka (Blattella germanica), gatunek synantropijny, pojawiający się w naszych mieszkaniach. Gdyby więc następnym razem ktoś chciał przerazić „robalem”, to proponowałbym wykorzystać zadomkę leśną w roli prusaka – przynajmniej będzie jako-tako podobna a mistyfikacja trudniejsza do ujawnienia.

Zadomka polna jest naszym rodzimym karaczanem (owadem z rzędu karaczanów – Blattodea), żyje w zaroślach na skraju lasów. Jest gatunkiem pospolitym i zazwyczaj licznym, ale nie łatwo ją zobaczyć, bo jest płochliwa. Nie występuje w budynkach, w przeciwieństwie do prusaka (ten w Polsce poza budynkami nie występuje, tak jak przystało na gatunek synantropijny, może pojawiać się tylko okresowo w trakcie dyspersji i szukania nowego domu – byłby więc w stanie podróżować na gapę pociągiem, ale tylko latem).

Bardziej krępa w kształcie jest zadomka leśna (Ectobius sylvestris), zasiedlająca krzewy i wysokie rośliny zielne. Też nie występuje w budynkach.

W Polsce występuje kilkanaście gatunków karaczanów (większość to synantropy cieplarniane), w Europie zanotowano około 150 spośród ponad 3500 gatunków znanych z całego świata. W dzikiej przyrodzie występuje w naszym kraju zaledwie sześć gatunków, wliczając karaczana wschodniego i prusaka, które są na tyle dostosowane do naszego klimatu, że w okresach cieplejszych mogą przemieszczać się samodzielnie i przebywać okresowo poza domami.

Poza gatunkami synatropijnymi (prusak, karaczan wschodni zwany też karaluchem, przybyszka azjatycka itd.), zamieszkującymi nasze budynki jako nieproszeni goście, w Polsce jest już sporo gatunków egzotycznych – ale są one hodowane w insektariach jako gatunki ozdobne lub jako pokarm dla innych zwierząt. Można je nazwać gatunkami cieplarnianymi. Przykładem jest poniższe zdjęcie: pokarm dla pająków ptaszników, zdjęcie z pokazu na szkolnym festiwalu nauki w Purdzie, jaki przygotowałem swego czasu ze studentami biologii.

Warto wrócić do pluskwy domowej. Osobiście miałem kontakt z tymi krwiopijnymi owadami w latach 80. XX w. w akademiku. Nocne spotkania z pluskwami nie należały do sympatycznych. Ale to owady niezwykłe w swej historii. Przeniosły się na człowieka z gołębi i to w starożytnym Rzymie, gdzie bliskie sąsiedztwo tych ptaków i ludzi zaowocowało ewolucyjnym transferem. Gatunek ten ma niezwykłe zwyczaje seksualne, ale to już opowieść na inną okazję.

Do pluskwy domowej w pokroju ciała i wyglądzie podobny jest inny rodzimy i warmińko-mazurski pluskwiak (rząd Hemiptera, dawniej także pod nazwą Heteroptera, około 2400 gatunków w Polsce) – Aphelocheirus aestivalis (polskiej nazwy chyba nie ma, choć spotkałem się kiedyś z nazwą – zgłębień czy wgłębień czy dennik – pamięć zawodzi…) Ciało ma silnie spłaszczone, skrzydła skrócone, nieco większy i bardziej okrągły w kształcie od pluskwy domowej. Też ma długą kłujkę jak krwiopijna pluskwa domowa, ale żyje…. w czystych wodach. Jest drapieżny (zjada a w zasadzie wysysa owady wodne i małe małże – gałeczki), występuje w rzekach bogatych w tlen z kamienistym lub piaszczystym dnem. Licznie występuje w rzece Pasłęce, ale i w Łynie można go spotkać. Kiedyś złowiłem ten gatunek w Łynie na olsztyńskiej Starówce. Z takiej „pluskwy” możemy być dumni, bo świadczy o dobrym stanie naszych rzek.

Może warto – korzystając z medialnego zainteresowania – zrobić na naszych dworcach kolejowych wystawę (np. fotograficzną) z naszymi, rodzimymi karaczanami i „pluskwami”, chwaląc się naszą bioróżnorodnością. Niech turyści przyjeżdżają do nas pociągami zobaczyć nasze pluskwiaki i karaczany co wcale nie są synonimem brudu i zaniedbania :).

Polowiec szachownica, czyli o ociepleniu klimatu

polowiec_szachownica

W upalne letnie dni często będziemy wspominali wycięte drzewa w mieście (teraz dawałyby błogi cień) oraz dyskutowali o zmianach klimatu. Pogoda ze swej natury jest zmienna. O zmianach klimatu wnioskować można jedynie na podstawie długoletnich obserwacji i analizy wielu danych. Ludzka pamięć jest zawodna. Starsi ludzie, wracając wspomnieniami do swego dzieciństwa i młodości, subiektywnie idealizują przeszłość.

Wieloletnie obserwacje stanu pogody prowadzone są od lat przez meteorologów. Na podstawie analizy tych pomiarów można wnioskować o ocieplaniu się klimatu. Ale analizy są trudne, złożone i skomplikowane. Dobrym wskaźnikiem zmian w klimacie są organizmy żywe, które możemy potraktować jako swoiste bioindykatory. Wychodzimy z założenia, że gatunki przystosowane są do środowiska. Wraz ze zmianami w tym środowisku spodziewać się możemy zmian w składzie gatunkowym: jedne będą zanikały (lokalnie lub globalnie wymierały), inne będą się pojawiały w wyniku zmian zasięgu występowania. Obecność tych gatunków jest dobrym wskaźnikiem zmian klimatu i obrazuje uśrednione warunki klimatyczne, niezależne od krótkich wahnięć pogodowych.

Przykładem kompleksowych i dobrze przeprowadzonych analiz jest „Atlas rozmieszczenia ważek (Odonata) w Polsce”, autorstwa czterech odonatologów: Rafała Bernarda, Pawła Buczyńskiego, Grzegorza Tończyka i Jacka Wendzonki, wydany w 2009 roku. Z bogatych danych wynika m.in., że mniej więcej od ostatniej dekady XX w. część gatunków zmienia zasięgi występowania: jedne gatunki („południowe”) swoimi zasięgami przesuwają się na północ, inne („północne”) wycofują się na północ. Z danych tych wynika, że klimat w Polsce się ostatnio nieco ocieplił z widocznymi skutkami w przyrodzie.

Analiza zmian zasięgów nie jest łatwa. Bo trzeba odróżnić zmiany klimatu od innych zmian antropopresji. Na dodatek przyroda działa z pewnym opóźnieniem a gatunki… stale się przystosowują do środowiska. To nieco inne spojrzenie na darwinizm: gatunki wcale nie są przystosowane do środowiska a jedynie ciągle się przystosowują. W zasadzie to subtelna i akademicka różnica…

Na zdjęciu piękny motyl polowiec szachownica Melanargia galathea z rodziny Satyridae (oczennicowate). Tego lata licznie widziałem polowca szachownicę w okolicach Łężan, czego ilustracją jest zamieszczone zdjęcie. A jeszcze niedawno nie występował w naszym regionie. Kiedy zaczynałem studia na początku lat 80. dwudziestego wieku kojarzony był raczej z Wielkopolską i południem Polski. Na Warmii i Mazurach wtedy nie widywałem (ja nie widywałem, ale to wcale nie znaczy, że nie było – żeby być bardziej precyzyjnym w kwestii jednostkowych obserwacji). Jeszcze w niektórych opracowaniach znaleźć można taką wzmiankę: „gatunek w Polsce występuje na niżu i przedgórzu. Brak jest tylko tego motyla w górach i Polsce Północno-Wschodniej – najdalej na północny-wschód motyl ten jest notowany na Pojezierzu Iławskim”. Nowsze książki zaznaczają tylko, że nie występuje jedynie w regionie północno-wschodniej Polski (gdzieś w okolicach Suwalszczyzny). Ale nie wiem czy i to jest jeszcze aktualne. Ja polowca szachownicę po raz pierwszy na żywo widywałem wiele lat temu na Mazowszu, w okolicach Płocka i uroczej rzeki Skrwy. Teraz nawet i na Warmii i Mazurach stał się relatywnie pospolity.

Przyroda się nieustannie zmienia. Świat jaki widzieli nasi przodkowie jest już inny. Nie całkiem, ale w części. Słuchamy nieco innych odgłosów przyrody, patrzymy na nie całkiem takie same gatunki. Oczywiście nie tylko za sprawą zmian klimatu ale i innych procesów.

Wróćmy jednak do polowca szachownicy. Jest to gatunek pochodzący ze strefy lasostepów. Komfortowe warunki znajduje na suchych łąkach. W Łężanach w takim miejscu, na suchych łąkach położonych na morenowym wzniesieniu, na „nieużytkach”, widziałem go licznie na początku lipca. Motyl ten nie unika siedzib ludzkich, można go spotkać nawet na śmietniskach… o ile nie został wyniszczony pestycydami. Obecność tego (jak i innych gatunków) jest dobrym sygnałem, dotyczącym „ekologicznego zdrowia” naszego regionu. Przynajmniej fragmentów.

Ciekawy jest sposób składania jaj. Zazwyczaj samica składa jaja na liściach roślin, ale jaja często spadają na ziemię. Czasami są składane w locie. Gąsienice polowca szachownicy żerują w nocy, już od września. Żerują na różnych trawach (tymotka, stokłosa, perz). Po przezimowaniu larwy (czyli gąsienice) wracają do aktywności pokarmowej. Przepoczwarczenie następuje w czerwcu. Samice pojawiają się później od samców.

Wakacyjne obserwowanie przyrody może wiele o świecie nam powiedzieć. Trzeba tylko ciekawości i dociekliwości. Przydatny jest także aparat fotograficzny (i notatnik). Po powrocie z wakacji lub wycieczki, w domu i z dostępem do internetu, sprawdzić można co takiego widzieliśmy. I mam na myśli nie tylko obiekty ale i procesy przyrodnicze. Te ostatnie trudniej zobaczyć, bo poza obserwacjami potrzeba jest wnikliwa analiza i wyciąganie wniosków. Tak jak z wnioskami o ocieplaniu się klimatu i roli gazów cieplarnianych, jak i skutków zbytniego wycinania drzew w mieście. Drzewo wycina się szybko… a rośnie długo. Antropogeniczne ocieplenie klimatu trwa długo. Ale odwrócenie skutków także będzie wymagała wielu lat uciążliwej działalności. Taniej byłoby zapobiegać, ale to wymaga wyobraźni, zaufania do nauki i odwagi w podejmowaniu trudnych decyzji. Wyobraźnia i dobre teorie naukowe zaoszczędzić mogłyby wielu strat i kłopotów. Finansowanie nauki nie jest filantropią… Szkoda, że tak rzadko się o tym pamięta.

Seks na miedzy

grafosoma

Seks wzbudza zainteresowanie medialne a i miedza niejednokrotnie wywołuje sąsiedzkie kłótnie. Miedza to rodzaj „nieużytku”. Ale w sensie przyrodniczym te siedliska okrajkowe, nieużytkowe rolniczo i gospodarczo, są szczególnie cenne. Bowiem rośnie tam wiele roślin, czasem chwastów, oraz chroni się wiele gatunków drobnych bezkręgowców. Kiedy wkoło na polu monokultura lub już wszystko skoszone, to na miedzy są ciągle kwitnące rośliny. Dają pożywienie i schronienie. A dla panien surowiec na wianki z kwiatów.

We współczesnym krajobrazie rolniczym miedze są coraz rzadsze. A to za sprawą dużych powierzchniowo pól. Kiedyś krajobraz podzielony by szachownicą małych pól z licznymi miedzami. Między uprawami chroniło się wiele takich siedlisk okrajkowych z małymi rezerwuarami bioróżnorodności. Obecnie siedliska takie liczne są na porzuconych i wyłączonych z uprawy użytkach rolniczych (gleby gorszej klasy). Pojawiają się rośliny wczesnosukcesyjne i mnóstwo owadów.

Tak, miedze są rajem dla entomologów, botaników i przyrodników wszelkiej maści. Ale nie z powodu seksu, lecz z powodu bioróżnorodności. Na zdjęciu para pluskwiaków strojnicy balbaszkówki (zwanej też strojnica austriacka lub naukowo Graphosoma lineata), kopulująca na roślinie z rodziny baldaszkowatych. Gatunek ten spotkać można na łąkach i murawach kserotermicznych. Żywi się sokami roślin z rodziny baldaszkowatych (teraz nazywanych rodziną selerowatych).

Strojnica baldaszkówka wywodzi się z krajów śródziemnomorskich. Od kilkudziesięciu lat obserwuje się jej ekspansję na północ. Na początku lat 80. XX wieku (dokładnie 30 lat temu), po raz pierwszy strojnicę zobaczyłem w czasie studenckiego obozu naukowego w Łyńskim Młynie (przy źródłach rzeki Łyny). Wtedy była jeszcze stosunkowo rzadka. Potem widywałem ją już wszędzie w naszym regionie. Południowy przybysz na trwałe się u nas zadomowił. Niebawem zapomnimy o nim, jako o gatunku obcym. Tak jak zapominamy o znikających miedzach z krajobrazu wiejskiego.

A jak znikną miedzie, to o co kłócił będzie się Pawlak z Kargulem lub Kwiczoł z Pyzdrą? I gdzie będą seks uprawiały strojnice austriackie?

grafosomalezany