Polska ma sens. I Koziołek Matołek także.

Czasami zaskakująca jest mądrość ludzi prostych i dzieci. Bez zbędnych ozdobników, bez patetycznego nadpęcia. Jedynie istota sprawy. Bo czy Koziołek Matołek może być bohaterem i wzorem? Jakaś postać z bajki i dziecięcych kreskówek? Wydaje się głupkowaty. Ale świat widzimy przez pryzmat swojego wnętrza, swoich wartości. Niektórzy potrafią dostrzec wartość tam, gdzie inni wzruszają jedynie ramionami.

Sam pomysł portalu „Polska ma sens” ogromnie mi się podoba. A list Kasi mocno mnie poruszył. I zaimponował. „Polska Ma Sens” – to portal społeczno-publicystyczny, który pragnie skupić wokół siebie mądry entuzjazm ludzi twórczo zmieniających świat na lepsze. Redakcja nie boi się opisu zjawisk negatywnych, ale pielęgnuje myślenie pozytywne i walczy z czarnym postrzeganiem świata i Polski.

Każdy chyba ma coś wartościowego do powiedzenia. Coś sensownego. Warto próbować. Patriotyzm nienawistny jest toksyczny, niszczy i „patriotę” nienawidzącego i jego otoczenie. Jest toksyczny. Wolę patriotyzm dnia codziennego i zwykłych działań. Wolę Koziołka Matołka. A w zasadzie dostrzeżenie w nim uniwersalnych wartości.

koziolekmatolekrys

Najbardziej w życiu cenię sobie Koziołka Matołka.

Jest on moim bohaterem, od którego wiele się można nauczyć. Koziołek jest inteligentny i mądry, ale wcale nie wywyższa się z tym wobec obcych i przyjaciół. Jest skromny i uczynny, chętnie każdemu pomoże w potrzebie. Zawsze w trudnej sytuacji potrafi znaleźć dobrą radę i podać pomocną dłoń. On zawsze znajdzie dla Ciebie czas i chętnie Cię wysłucha. Dzięki takim jak on życie w naszej Ojczyźnie ma dla mnie sens.

Czasami zdarzają mu się głupie pomyłki, ale nikt przecież nie jest doskonały. Nasza Pani w klasie też – chociaż jest bardzo mądra – robi czasami błędy. Dlatego chciałabym, żeby go umieścić w galerii Portalu Polska ma Sens jako tego, który wzbudza w nas chęć do życia, energię do działania i nadzieję na lepsze jutro.

Wiem, że osoba Koziołka Matołka może u Państwa wzbudzić pewne wątpliwości, czy rzeczywiście zasługuje on na tak zaszczytne wyróżnienie, ale zanim postanowicie odrzucić jego kandydaturę, proszę pomyśleć, ile dobrego uczynił Koziołek tym wszystkim, którzy porzuceni przez innych znaleźli w nim oparcie. Dzięki niemu ja sama odnalazłam sens życia i uczciwą drogę, która zaprowadziła mnie do szczęścia.

Trochę czasu mi zajęło narysowanie Koziołka Matołka po swojemu, pomagała mi w tym moja mama. Pozdrawiam,

Kasia Szewczyk

Źródło: http://polskamasens.pl/taka-polska-ma-sens-koziolek-matolek/

Niedopowiedzenia. Między nudą a gniewem.

gruzy_w_parku

„Polska historia składa się z cyklicznych faz traumy, co powoduje uzależnienie. Jeśli zabraknie autorytarnej władzy lub wojny, to wytwarzamy je sami, bo nie możemy bez nich wytrzymać.”

Karolina Wigura (socjolog)

Tygodnik Powszechny, nr 45 (2015)

 

Niedopowiedzenia zostawiają miejsce na własną kreatywność. Miejsce na własne doświadczenie i wizję świata. Obraz i słowa komponują się w nowe skojarzenia, bardzo indywidualne.

Beczka, ławeczka i filozofowanie

golebie

Diogenes mieszkał w beczce. Ale znany jest jako filozof a nie kloszard. Klimat filozofowania na ławeczce oddany został w serialu „Ranczo”. Pod sklepem, na ławeczce siadali wiejscy pijaczkowie i rozważali różne zawiłości życia. Chłopska filozofia ale ciekawa. No cóż, wydawać by się mogło, że to jedynie fikcja filmowa. Ale z wywiadu z Jerzym Niemczukiem (zamieszczony w Gazecie Olsztyńskiej, 24-25.01.2015), dowiedziałem się, że pomysł na „ławeczkę filozofów” zrodził się w Wimlandii (Warmia i Mazury, od skrótu „wim”):

„Ławeczkę przywiozłem do „Rancza” z Mazur. Kiedyś spotkałem takich pijaczków, którzy prowadzili swobodne rozważania na temat kosmosu.(…) Uświadomiłem sobie także, ze menele sa grupą społeczną, która ma czas na refleksje.”

No tak, czy my w zagonionym i dorobkiewiczowskim życiu mamy czas na refleksje? Wielu pustelników porzucało troski i zabiegi doczesne, decydując się na ubogie życie. Ubogie materialnie. By mieć czas na rozmyślania i rozmowy. Ubodzy materialnie, bogaci duchem. Coś czego zaczyna nam brakować. I chyba nie trzeba zostawać drobnym pijaczkiem, by mieć czas i sposobność do rozważań o sprawach ważnych, w tym o kosmosie.

Drobni pijaczkowie mają czas na rozmowy. „A czy księżniczka, która podjechała tak piękną karocą, ma nam coś do zaoferowania? (…) A czy księżniczka w tej sytuacji nie wsparłaby patologii pięcioma złotymi?” Jerzy Niemczuk tak to kwituje: „Ci ludzie siedzą i kombinują, a człowiek płaci im za tekst, jak poecie.” Czyżby beczka i ławeczka miały stać się znakiem firmowym poetów i filozofów?

Nie na mawiam do alkoholu. I bez butelki można zwolnić, siąść na trawie, na ławeczce, albo na kanapie w domu. I porozmyślać, najlepiej w dialogu z drugim człowiek. Kolejne gadżety, laptopy, zmywarki, super telewizory i wypasione auta nie dadzą nam tyle radości życia, co zwykłe, chłopskie filozofowanie i niespieszna rozmowa z człowiekiem. Nie tylko stopa życiowa ale i jakość życia do szczęścia jest potrzebna.

Niestety ławek w przestrzeni publicznej ewidentnie brakuje. Nie można wyjść przed blok i usiąść, by porozmawiać z sąsiadami. Skwerów i parków także jak na lekarstwo. Trzeba jeździć daleko….Za to „biedronek” i innych supermarketów zatrzęsienie. Anonimowe, bezduszne, z tanią tandetą. Znikają sklepy osiedlowe, ze znajomą sprzedawczynią, z którą można przy zakupach porozmawiać. Lub wymienić się ogólnymi refleksjami na temat życia. Lub kosmosu.

Czy minimaliści zagrażają gospodarce ?

Minimalizm to z jednej strony filozofia a z drugiej styl życia, który się coraz bardziej upowszechnia. Czego chcą minimaliści? Mniej konsumować. Zasadne jest więc pytanie czy minimaliści zagrażają gospodarce, poprzez zmniejszanie konsumpcji? Tak, ale tylko gospodarce, opartej na liniowym wzroście i rosnącej konsumpcji. Taka gospodarka jest zagrożeniem dla biosfery, dla ludzkości i dla…. ekonomii. Kryzys środowiskowy ostatnio mocno łączy się z kryzysem ekonomicznym.

Minimalizm jest elitarny. Na razie. Po co bezproduktywnie marnować energię i życie na niepotrzebną konsumpcję? Przecież te surowce i energię oraz ludzki wysiłek skierowany mógłby być na sensowniejsze cele, np. kolonizację kosmosu (chociażby budowa stacji na Marsie itd.)
Nowy trend: alterglobalizm, minimalizm, ruch zielonych… wcale nie jest taki nowy. Wystarczy przypomnieć sobie ruch franciszkański i w. Franciszka z Asyżu. To poszukiwanie nowego i… odnajdowanie starych wzorców.

Skutkiem upowszechniania się minimalizmu może być więcej demokracji i decentralizacja, więcej relacji a nie tranzakcji, więcej człowieka niż niewolniczego narzędzia produkcyjno-konsumpcyjnego. Przesyt rzeczy w świecie konsumpcji. Minimaliści chcą więcej dawać, mniej mieć.
Świat potrzebuje zmiany. Albo powrotu do korzeni. Wolniejsze życie to także przywrócenie głębszego życia społecznego i odbudowywanie relacji społecznych. Jednym słowem w pewnych aspektach powrót do przeszłości…

„Bądź zmianą którą pragniesz ujrzeć w świecie"

 M. Gandhi

A ja dodam: zmienianie świata rozpoczynaj od siebie. Szkoda czasu na pośpiech

Umieć dostrzegać piękno i sens

Piękno jest w nas. Świat postrzegamy w dużym stopniu przez pryzmat własnego wnętrza. Dla jednych to są jakieś stare, zardzewiałe kołki i druty, jakaś kiczowata prowizorka. Ktoś inny, w tym starym, zaniedbanych, kiczowatym fragmencie dostrzeże sens i piękno. Jeden będzie wyszydzał niby brzydotę, kicz i ludzką bezmyślność, inny dostrzeże, przemijanie czasu, piękno i celowość. Te same rzeczy dla jednych są powodem by kpić i wyszydzać innych, dla drugich są powodem by dostrzegać wartość, starania, przemijanie, ludzkie historie. To my decydujemy kim chcemy być dla siebie i dla innych i jakie emocje wzbudzać w innych ludziach….

Szukanie sensu i piękna nie jest łatwe. Nie wystarczy patrzeć, trzeba jeszcze dostrzegać a nawet odkrywać. Ten sam świat dla jednych jest jak szklanka do połowy pusta, dla innych jest szklanką w połowie zapełnioną. To czego nie rozumiemy, nazywamy głupim….

Artyści, dziennikarze i naukowcy szukają tego samego… dla siebie i dla innych.

Jako konsumenci czcimy rzeczy nietrwałe i bezużyteczne

Współczesny człowiek czci rzeczy, choć nigdy jeszcze nie były one tak nietrwałym elementem rzeczywistości i nigdy tak prędko nie stawały się bezużyteczne (zasypują nas śmieci). Co widać po szybkiej konsumpcji towarów jednorazowego użytku. Niegdyś trwałe teraz stają się jednorazowe, nawet pralki, lodówki, komputery. Dziesiątki przedmiotów, bez których kilka lat temu nie wyobrażaliśmy sobie życia, nagle zamieniły się w rupiecie, bo ich funkcje przejęły inne. Bardziej nowoczesne i nowinkowe. Kilka czy kilkanaście lat temu ciężko zarobione pieniądze wydawaliśmy na takie wyznaczniki-ozdobniki prestiżu, jak: faksy, pagery, odtwarzacze CD, magnetowidy, magnetofony, gramofony, projektory filmów czy kalkulatory. Kto to dziś pamięta?
Chyba tylko muzealnicy. Czy warto o nie tak bardzo zabiegać i zapracowywać się, tracąc czas na kontakty z przyjaciółmi? Konsumujemy jednorazowe i ulotne nowinki kosztem obecności wśród bliskich, biorąc nadgodziny i kredyty. Pracujemy by mieć. Bo uwierzyliśmy, że bez tych rzeczy jesteśmy nikim (brak nam prestiżu, ważności). Czujemy się ludźmi o tyle, o ile jesteśmy konsumentami. Czy rzeczy są dla nas (jako pomocne narzędzia) czy my jesteśmy dla rzeczy?

(cytowane z pamięci, na podstawie tekstu Benjamina Barbera)

Rozszerzona rzeczywistość i papier ekologiczny

Rzeczywistość rozszerzona to coś co pojawia się za sprawą małego sprzętu elektronicznego i mobilnego internetu (wystarczy smartfon a nie okulary googla). Prawie jak dodatkowy, ukryty wymiar. Taki hipertekst z linkami głębiej, dalej, obok.

Formy mieszane coraz bardziej przenikają do prasy codziennej i na uliczne plakaty. Nie trzeba wszystkiego pisać (w jednym miejscu). Mamy w kieszeni odpowiednie czytniki do rzeczywistości rozszerzonej: smartfony i tablety. Czasem wystarczy najechać kamerką z telefonu komórkowego na budynek, który widzimy…. By za chwilę przeczytać co to jest, poznać historię itd. Tak, jak kliknąć na publikowane słowo w tekście (hiperlink).

Gazety także się zmieniają. Papier, który jest jednocześnie…. filmem I to bez chodzenia do kila, włączania telewizora czy komputera? A dla czego nie. Coraz czescie widzmy tajemnicze kwadraciki (QR Code), dzięki którymi łatwo możemy przenieść się w rozszerzoną rzeczywistość: przeczytać więcej, zobaczyć zdjęcia, filmiki itd.

Gazeta Olsztyńska też zamieszcza (kiedyś częściej) specjalnie oznakowane zdjęcie (z niebieska literką A). Jeśli na nie najechać smartfonem – zdjęcie ożywa i zmienia się w filmik. Oczywiście tylko na naszym czytniku. Od dawna kusiło mnie aby to wypróbować. Niestety kupiłem sobie tablet, a jak się okazało program Aurasma (wykorzystywany w Gazecie) na tabletach źle działa (podobno dobrze na smartfoach).

Ale kilka dni temu wyszedł nowy (w zmienionej szacie i formie) numer Tygodnika Powszechnego. Zainstalowałem wykorzystywany przez Tygodnik program Actable… i zadziałało. Wow! Papier przemówił. I ja wreszcie zobaczyłem rzeczywistość rozszerzoną.

Ale to nie tylko ciekawość i frajda z gadżetu. Teraz wiem jak będzie wyglądał plakat uliczny i plakat naukowy z rozszerzoną rzeczywistością. Chcę nie tylko oglądać ale i wykorzystywać. I zdobytą wiedzę szybko przekazać studentom. Niech będą liderami a nie cywilizacyjnymi maruderami.

A Tygodnik Powszechny zaskoczył mnie nie tylko rzeczywistością rozszerzoną. Pozytywnie zaskoczył mnie także papierem, na którym jest drukowany. Bo to papier przyjazny środowisku. Opiniotwórczy tygodnik kształtuje także postawy konsumenckie.

„Decyzję by nowy format drukować na papierze gazetowym podjęliśmy świadomie, także z myślą o środowisku naturalnym. Drukujemy Tygodnik Powszechny (wnętrze) na papierze gazetowym, o gramaturze 45. Jest to papier ekologiczny [w sensie przyjazny dla środowisk s.Cz.]. Tylko papiery gazetowe o gramaturze 40-65 gram podlegają w całości recyklingowi. Jest to papier niepowlekany lakierem ani komponentem zapachowym, w całości podlegający oczyszczeniu. Papiernie skupują go, czyszczą z farby uzyskując pulpę, mieszają ją z wodą i związkami chemicznymi, które powodują odłączenie się farby drukarskiej od włókien celulozy. Po kolejnym oczyszczeniu, przez napowietrzanie, pulpa uzupełniana jest nową mieszaniną włókien celulozy oraz substancjami wzmacniającymi. By papier mógł spełniać kryteria ekologiczne wzbogacenie nie może przekroczyć progu 30% dodania nowej celulozy do masy oczyszczonej, pozyskanej ze starego papieru, pulpy. Drukując na papierze gazetowym chronimy lasy, to oczywiste. Ponadto zmycie farby z papieru gazetowego jest niepomiernie tańsze niż z papierów powlekanych i zapachowych; kosztuje mniej energii i wymaga mniej chemikaliów."

Europejskie regulacje dotyczące papieru gazetowego (makulaturowego):
http://eur-lex.europa.eu/LexUriServ/LexUriServ.do?uri=OJ:L:2012:202:0026:0037:PL:PDF

Kiedyś gazety czytaliśmy z ołówkiem lub palcem, przesuwanym po tekście, by wątku nie zgubić, ewentualnie z lupą – by widzieć litery. Teraz coraz częściej czytamy z tabletem i smartfonem. Dwa w jednym. Może taka rzeczywistość rozszerzona będzie lepsza w odbiorze niż czytania wszystkiego  na ekranie laptopa? Świat się zmienia. A może on po prostu ewoluuje. Bo przecież ewolucja nie dotyczy tylko materii biologicznej ale i kulturowej?

Dlaczego pisać bloga lub dziennik w kajecie?

Dlaczego warto pisać? Bo jest to rozmowa za sobą (prywatny dziennik pisany w zeszycie) lub rozmowa z innymi (publiczny blog). Warto zapisywać ulotne pomysły. I tak nie zdążę spisać wszystkich pomysłów. Część zostaje tylko na blogu, część jest rozbudowana i wykorzystana.

Ileż razy w czasie spaceru (dlatego lubię chodzić pieszo) przyszedł do głowy jakiś fajny pomysł i potem zagubił się w natłoku myśli i nadmiaru zadań. Życie w pośpiechu nie sprzyja dojrzewaniu pomysłów. Zapisane na blogu nie przepadnie. Może ktoś inny jeszcze skorzysta?

Oczywiście, nie wszystkie pomysły czy myśli warto wpisywać na blog. Bo to przecież miejsce publiczne. W piżamie nie wychodzimy "na miasto".  Ale dużą część myśli warto zapisywać. Wtedy blog staje się notatnikiem. To nic, że zbytnio nie uporządkowanym. Można retrospektywnie sięgnąć i poczytać, zmodyfikować czy w końcu wykorzystać stary pomysł.

Dlatego zapisuję myśli na blogu. Przydałby się jeszcze dyktafon. Doskonale myśli się w czasie spacerów. Potem już nie chce się spisywać tego, co przemyślane w drodze. Leży w głębi umysłu. A ja później już nie pamiętam czy spisałem czy tylko mi się wydawało, że zapisałem i uładziłem myśli.

Dzięki prowadzeniu dziennika (np. papierowego sztambucha), mamy szansę stworzyć sobie miejsce na pomysły. Zeszyt jest bardziej intymny, na więcej można sobie pozwolić. Ale trzeba być w tym samym miejscu co ów zeszyt. Z blogiem jest inaczej. Dostęp jest wszędzie, gdzie jest internet. Można zapisywać "w chmurze".

Pomysły mają to do siebie, że nagle się pojawiają i równie nagle wylatują z głowy (zwłaszcza w zaganianym świecie nadmiaru bodźców i zaśmiecenia nadmiarem informacji). Zapisane nie zginą. Chyba, że nie będziemy mieli czasu na ich realizację. Ja tam mam. Moja kreatywność przerasta wykonalność. A sił coraz mniej…

Pisanie jest zamykaniem czasu w zeszycie… lub na wirtualnym dysku. Papier jest trwalszy – da się odczytać po 50, 100 a nawet 150 latach. Z komputerami to nigdy nie wiadomo. Ciągle zmieniają się programy. Ale zapisane "w chmurze" jest bezpieczniejsze – ktoś ciągle dba, żeby było odczytywalne na coraz to nowszym sprzęcie i coraz nowszym oprogramowaniu.

Pisanie bloga czy pamiętnika pozwala po 10, 20, 30 latach spojrzeć na siebie. Powspominać, głębiej zrozumieć. Niedługo mój blog będzie miał 10 lat. Można będzie więc zacząć czytać dawne wpisy :).

Część  naszych przemyśleń warto uwolnić i "oddać" innym. Przecież z myśli i dorobku innych także korzystamy. Dzielmy się więc wiedzą.
I pamięcią o miejscach czy ludziach.

Korporacyjna kula u nogi uniwersytetu

Korporacyjna gospodarka nie rozwiąże najważniejszych problemów ludzkości (np. ocieplenie klimatu, rozwarstwieni ekonomiczne).
Ludzie są coraz bardziej intelektualnie niezależni. Dlatego potrzebują inspiracji a nie korporacyjnej rywalizacji.

Kultura korporacyjna jest hamulcem dla wielu firm. Ale dla uniwersytetów także. Tak więc uniwersytet powinien kształcić absolwentów ku przedsięwciom o wymiarze społecznym. Przestać traktować pracowników jako podwładnych ale jako współprzedsiębiorców – współodpowiedzialnych i współdecydujących. Tego wyraźnie na uniwersytecie, przynajmniej moim, brakuje. A nie jest on wyjątkiem. To choroba powszechna i daleko pozauniwersytecka. Uniwersytet jest tylko częścią społeczeństwa. Ale to właśnie z uniwersytetów mogłoby przyjść uzdrowienie. I z prowincji, gloryfikującej powolne życie.

Ludzi sami najlepiej potrafią o siebie zadbać, więc jeśli chcesz komuś pomóc, nie uszczęśliwiaj go po swojemu.
Są wolni i niezależni intelektualnie. Nie rozkazuj lecz inspiruj.

Do inspirowania potrzebna jest przestrzeń, zarówno ta publiczna jak i intelektualna, gdzie ludzie mogą się spotykać. Bezpiecznie spotykać. I z szacunkiem dla siebie samych.

Korporacjonizm to w konsekwencji wezwanie do konsumpcji i bogacenia się (rywalizowanie statusem materialnym), co zaskutkowało rozwarstwieniem społecznym, widocznym na każdym już kontynencie i degradacją środowiska przyrodniczego, a w konsekwencji świat stał się mniej szczęśliwy.
Aksamitne rewolucja, majdany, czy krwawe zamieszki są już elementem każdego miejsca na Ziemi. Coraz więcej ludzi nie szuje się szczęśliwymi. I wcale nie o bogactwo materiale tu chodzi.

W uniwersytetach mógłby teoretycznie wylęgnąć się pomysł na lepszą przyszłość. Ale do tego potrzeba wolności i intelektualnego fermentu oraz niezależności w myśleniu. Potrzeba swobody. Ale być może jesteśmy już zbyt skorporacjonizowani, zapędzeni i nie mamy czasu… naostrzyć narzędzi. Nie mamy czasu by zatrzymać się i naostrzyć swoje duchowe i intelektualne narzędzia. Wiec w korporacyjnym wyścigu szczurów męczymy się tępymi narzędziami w nieefektywnej pracy….

Pisanie bloga? Dlaczego warto? Dlaczego to robię?

Dlaczego piszę, tu na blogu? Bo jest to sposób na wyrażanie myśli, co po głowie się kłębią, kiełkują niczym wiosenne kwiaty. Tak jak wiele innych osób mam problem z wyrażaniem myśli. Z precyzyjnym formułowaniem, trafnym dobieraniem argumentów.

Coraz mniej okazji do publicznych dyskusji na uniwersytecie – pozostają tylko te oficjalne, uroczyste a przez to rzadkie. Coraz bardziej brakuje codziennej, spokojne dyskusji. Bo być może brakuje odpowiedniej przestrzeni publicznej oraz zbyt bardzo stajemy się korporacją z wyścigiem szczurów. Dyskutować? A po co, czy będą z tego jakieś punkty?

Punkty żadne ale jest przecież zaspakajanie własnej ciekawości i społeczne obcowanie z innymi…
Wiele osób w trakcie dyskusji wie, co chciałoby powiedzieć… tylko jak to ubrać w słowa? Myśl nie znajduje słownej konkretyzacji. Ponadto dochodzi strach, że może niechcący popełni się jakiś błąd językowy i inni będą głośno lub w duchu się śmiać? Przecież tak bardzo lubimy zaocznie obgadywać i wyszydzać innych. Więc milczymy z obawy. Ja także. Wielokrotnie.

Prowadzenie bloga (a w dawnych czasach dziennika-pamiętnika) to praktyka, która czyni mistrza. Ćwiczyć trzeba często a nie tylko na olimpiadzie raz na cztery lata. Takie pisanie wydaje się jałowe – przecież punktów z tego nie ma, żadnych imact factor, żadnego akademickiego uznania i nagród. Być może wzrastają tylko (aż!) umiejętności w formułowaniu myśli, argumentowaniu.

Blogowanie-pisanie zmusza do czytania, poszukiwania, dokształcania się. Efekty w postaci umiejętności formułowania swoich wypowiedzi przydadzą się każdemu. Mnie na pewno.
Jakże często dziwię się, gdy ludzie z tytułami, wykształceni mają ogromne trudności z napisaniem krótkiego tekstu, prostej informacji. Lub mają kłopoty ze składną i jasną wypowiedzią ustną, publiczną. Przecież nie dlatego, że mają pustkę w głowie, że nie mają wiedzy i ciekawych przemyśleń. Chyba dlatego, że nie ćwiczą. Piszą tylko w hermetycznym stylu publikacje naukowe. One są niewątpliwie potrzebne. Ale zamykają świat naukowy w specyficznym getcie.

Umiejętność wypowiedzi i składnego formułowania myśli przydaje się każdemu, nawet najbardziej utytułowanemu naukowcowi (a może przede wszystkim właśnie im!), czy to w życiu zawodowym czy też w porozumiewaniu się w rodziną. Bez prawidłowego (jasnego, precyzyjnego, interesującego) wyrażania myśli trudno o dobrą komunikację, zarówno w świecie naukowym czy w komunikacji ze studentami. Bez tej umiejętności rośnie ilość konfliktów, nieporozumień i w konsekwencji stresu.

Dlatego piszę sobie, tu na blogu, choć wydaje się to bezcelowe i bezproduktywne (zabiera czas, który można byłoby przeznaczyć na robienie zawodowej kariery). Piszę by ćwiczyć się. Piszę, bo uważam, że świat nie jest jedną wielką korporacją.

Pisanie niezawodowe, nie przekładające się na wymierny efekt finansowy czy karierę tym bardziej dostarcza satysfakcji. Piszę dla siebie i dla ludzi, nie oczekując gratyfikacji czy poklasku. Piszę by tworzyć i utrzymywać wieź.