Czy wiatraki szpecą krajobraz?

linieenergetyczne

W wigilię pierwszego dnia astronomicznej wiosny podróżowałem pociągiem do Ełku. W podróży lubię patrzeć przez okno i podziwiać krajobrazy. Po drodze miniąłem dwie „farmy” wiatrakowe. Pogoda była ciut zimowa, prószył śnieg przez co widoczność nie była najlepsza. Ale wiatraki widziałem. Przypomniały mi się dyskusje o wiatrakach, które ponoć szpecą krajobraz.

Zapewne wiatraki, tak jak wszystkie wytwory człowieka, zmieniają krajobraz, także w aspekcie estetycznym. Ale nie szpecą bardziej niż słupy linii energetycznych czy inne budynki infrastruktury. Do słupów już się chyba przyzwyczailiśmy. A przecież szpecą jeszcze bardziej. I jest ich znacznie więcej. Lokalna produkcja energii wymaga mniej linii przesyłowych. Wiatraki, które widziałem z okien pociągu nie szpeciły mi krajobrazu. Nie było ich wiele i nie dominowały w krajobrazie.

wiatraki

Podwórkowy traktat o malowaniu kamieni – rzecz o slow science

kamienietumianyMówić (komunikować) można na różne sposoby. Poprzez wzniosłe słowa lub przez zwykłe, wspólne prace, w których mówi się milczeniem. Piszę publikacje, na konferencjach naukowych wygłaszam referaty, wystawiam postery naukowe, prowadzę dyskusje kuluarowe oraz internetowe. Ale czasem maluję…. pod słońcem prowincji, w cieniu lipy, dębu lub kasztanowca, na trawniku. Maluję butelki, wyrzucone, nikomu już nie potrzebne. Przywracam im sens i znaczenie. Bez wykwintnie uczonych słów. Teraz przyszła pora na kamienie, bo one na tej ziemi już długo leżą. Są napływowe, tak jak my wszyscy. Przybyły z lodowcem ze Skandynawii. Albo przyjechały ciężarówką na budowę z górskich kamieniołomów. Są i leżą.

Ta biedna ziemia rodzi kamienie na polach. Niby zawadzają, niby są niepotrzebna, ale można z nich coś zbudować. Nadać im nowy sens poprzez umieszczenie w nowym kontekście. Kontekst wiele zmienia.

Dlaczego ten traktat jest podwórkowy? Bo mam dystans do siebie i szacunek do prowincji, rozsiadłej między jeziorami, rzeczkami, laskami i piaszczystymi, ubogimi pagórkami. Bo teraz zbyt często siedzimy przed monitorami i klawiaturą zamiast na podwórkowym trzepaku. Bo kamienie najłatwiej znaleźć na podwórku. Małymi można pograć w klasy, na dużym można usiąść. A jedne i drugie można pomalować. Też na podwórku, ważne żeby z innymi ludźmi, bo to jest kontekst, który wiele zmienia.

Każdy człowiek potrzebuje choć odrobiny filozofii i odrobiny sztuki. Bo potrzebuje sensu i piękna. Każdy człowiek jest twórcą, nawet lepiąc pierogi czy sprzątając mieszkanie. W tym drugim niczego nie wytwarza, utrzymuje jedynie stan. Stan estetyki, porządku i piękna. Przywraca to, czego potrzebujemy. Sensem tej pracy nie jest więc wzrost, produkcja, PKB ani nawet konsumpcja.

Nie jestem zawodowym filozofem ani zawodowym artystą. Jestem naukowcem (biologiem), który czasem opowiada o chruścikach, ważkach, ryżych zygmuntach, dzikich żółtych tulipanach, pokrzywie, gęsich piórach oraz maści do latania w kontekście biogospodarki i ochrony przyrody. Nie mam poletka z fasolą – nie powstanie więc traktach o łuskaniu fasoli. Ale mam farby. Kamienie leżą wokół. Nie trzeba ich kupować.

Za kilka dni jadę na konferencję bentologiczną (bentos to organizmy żyjące na dnie zbiorników wodnych, a więc i chruściki), przy okazji eksperymentalnie będę uczestniczył w malowaniu kamieni, jako formie prowokującej a zarazem uatrakcyjniającej rozmowy kuluarowe. Z kolei jesienią wybieram się na festiwal filozofii. I też chcę malować kamienie i zaprosić do tej czynności innych. Tym razem filozofów. Nie będziemy łuskać fasoli. Będziemy wspólnie malować kamienie. Mówić można ale nie trzeba. Ciszy nie trzeba zabijać słowem. Można milczeć. Słów jest zbyt dużo. Mało kto ich słucha, a niektóre są takie mądre, że nawet mówiący ich nie rozumie.

Spotkamy się, by w prostej czynności przywracać sens i znaczenie rzeczom pozornie bezwartościowym. I ludziom. To nie będzie ani wykład ani komunikat ani referat. Nie będzie splendoru i oklasków. Ale będzie komunikacja międzyludzka, tak jak kiedyś przy prostej pracy na polu, czy w chałupie, gdy darto pierze, międlono len, szatkowano kapustę. W cyfrowym świecie brakuje nam doświadczenia wspólnotowości.

Malować kamienie i milczeć. Bo nie tylko słowem przekazujemy treści. To, co chcę zrobić w trakcie warsztatów bentologicznych i festiwalu filozofii, to wyjście poza schematy i utarte, akademickie rytuały. Poszukać nowego albo odszukać utracone. Nie potrzebuję auli (wystarczy trawnik, tak jak bezdomnemu), prądu, komputerów czy rzutnika multimedialnego. Nie potrzebuję punktów za rozdział w monografii pokonferencyjnej. To będzie slow science na prowincji. Powstaną popaćkane kamienie. I te kamienie kultury (bo jak pomalowane, to już troszkę kultury nabiorą) rzucimy na szaniec. Bo potrzebna nam swoista rewolucja w myśleniu o świecie, o konsumpcji i sensie.

Butelki, dachówki czy kamienie, przetworzone malowaniem lub ozdobione techniką decoupage, porozrzucane po parku czy trawniku będą jak wyspy na Archipelagu Kultury. Takowy powstał i się rozwija jako powiązanie kooperacyjne różnych instytucji województwa warmińsko-mazurskiego. Nie będąc ani dyplomowanym filozofem ani artystą chcę malować kamienie, bo jest to aktywne uczestnictwo w kulturze lokalnej i regionalnej. Każdy może. Marzy mi się uczestnictwo w kulturze możliwie szerokich kręgów społeczeństwa, w szczególności z prowincji, tych mieszkających daleko od szosy. Aktywne uczestnictwo jest bardziej efektywne w edukacji kulturalnej niż tylko bierne oglądanie, słuchanie, czytanie. Do tworzenia nie trzeba wielkich pieniędzy – potrzeba wyobraźni. Nie wiem o co jest trudniej we współczesnym świecie…

Takie malowanie na wsi mogłoby się wydawać imprezą ludyczną, popkulturową. Ale w milczącym malowaniu, z rzadka przerywanym krótka opowieścią, kryje się coś więcej. Kryje się przeciwdziałanie wykluczeniu w kulturze i sprzeciw wobec wykluczenia cyfrowego. Nie o cyfrowe kamienie chodzi, ale o pokazanie ich w internecie. Internet umożliwia dostęp do kultury nawet tym, którzy daleko mieszkają od filharmonii, teatru, BWA, galerii (ale nie tych handlowych), biblioteki i miejsc koncertowych. Ale muszą umieć wykorzystywać technologie cyfrowe by zobaczyć i by pokazać pracę swoich rąk i swoich myśli. By uczestniczyć w kulturze nie trzeba kończyć studiów, zdobywać przeróżnych fakultetów i renomowanych dyplomów. Wystarczy odwaga.

Może trudno to od razu dostrzec, ale dla mnie malowanie kamieni z ludźmi na podwórku lub na wsi to budowanie tożsamości kulturowej regionu, w oparciu o aktywność społeczną w środowiskach lokalnych oraz w nawiązaniu do globalnych zjawisk kultury, takich jak rozwój slow life czy citaslow – lokalnej kultury czasu wolnego. Dużo czasu mają młodzi ludzie, jeszcze więcej emeryci i bezrobotni. Tych dwóch grup jest u nas coraz więcej. Chodzi o sensowne wykorzystanie czasy wolnego by budować, tworzyć kulturę lokalną jako wsparcie dla przemysłu turystycznego w szerokim sensie. Wykreujmy, najpierw odważną myślą, potem realnymi działaniami Warmińsko-Mazurskie jako region ludzi niebanalnych, miejsce, gdzie dobrze się żyje na stałe lub tylko w czasie wakacyjnego wyjazdu, miejsce gdzie dobrze się tworzy. Miejsce autentycznej twórczości. Czy to artystycznej czy to filozoficznej czy to naukowej. Albo tej codziennej.

Malowanie kamieni narodziło się w ubiegłe wakacje na plenerze w Tumianach, gdy zabrakło blejtram. A w zasadzie zaczęło się znacznie wcześniej, gdy prof. Eugeniusz Geno Małkowski zainicjował akcje wspólnego malowania dużych obrazów.

A w niedalekiej przyszłości marzy mi się … Zlot czarownic czyli baby kręcą światem (a nie tylko miotłami). Takie wiejsko-prowincjonalne spotkanie Kół Gospodyń Wiejskich (i innych grup nieformalnych, na które patrzymy z odrobiną wyższości i wielkomiejskiej pogardy), najlepiej w Garbnie bo to Wzgórze Czarownicy (z języka staropruskiego laume + garbis). I w nawiązaniu do Elisabet Behm (światowej prekursorki wiejskich stowarzyszeń kobiet wiejskich), w nawiązaniu do dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego regonu (od roku jest nawet taki kierunek studiów na UWM). Przy okazji odbyłaby się światowa prapremiera nowej maści do latania jako potencjalnego produktu regionalnego. Nad taką maścią pracuję jak najbardziej poważnie (taka tam mała innowacja dla przemysłu spożywczego). Na wspomnianym zlocie byłaby część etnograficzna i historyczna, jakaś kulturalna oraz część biologiczna z odniesieniem do leczniczych właściwości roślin, jako surowca dla biogospodarki. Z energią odnawialną w tle (bo do kulturalnych odlotów trzeba energii, miejscowej a nie importowanej). Tytuł może trochę ludyczny, ale chodzi o coś znacznie głębszego z animacją społeczną w tle.

A tymczasem kupiłem farby, by pomalować kamienie.

Eko-innowacje oraz e-dyskusja czyli kobyłka u płota

ekoinnowacje2015A było to tak. 12. lutego, w ramach jednodniowej konferencji pt. „Eko-Innowacje – kreowanie rozwiązań przyjaznych środowisku” (zorganizowanej przez Samorząd Województwa Wamińsko-Mazurskiego), zaplanowana była dyskusja panelowa, którą miałem moderować. W panelu dyskusyjnym pt. „Eko-innowacje – nieopłacalne inwestycje czy realne oszczędności?” uczestniczyli: Ryszard Kozyra (wójt Gminy Barciany), Wiesław Krawczyk (przedsiębiorca i wynalazca), Adam Krynicki (prezes Zarządy Krynicki Recykling S.A.), Mariusz Rychcik (dyrektor Regionalnego Centrum Projektów Środowiskowych WFOŚiGW, dr Ewelina Olba-Zięty (Centrum Badań Energii Odnawialnej UWM w Olsztynie).

Z przyczyn niezależnych od panelistów zabrakło czasu na spokojną i wyczerpującą temat dyskusję, zadawanie pytań i odpowiedzi (konferencja się przedłużyła a obiad czekał, z czego zrezygnować – z dyskusji czy posiłku, który da nam energię do codziennego życia?). Wobec niekomfortowej sytuacja, w której wszyscy się znaleźliśmy (łącznie z uczestnikami konferencji), zaproponowałem ad hoc „innowacyjne rozwiązanie”: kontynuacje dyskusji w formie elektronicznej. Tak jak obiecałem, umieszczam więc wpis temu poświęcony, aby umożliwić zadawanie pytań, komentarze i dyskusję. Nie ma takiej sytuacji (nawet wydającej się na beznadziejną), z której nie można jakoś sensownie wybrnąć. Podobnie jest z sytuacją energetyczną – zamiast skupiać się na jałowym narzekaniu i szukaniu winnych (z tego szukania i obwiniania niewiele wynika) lepiej skupić się na szukaniu rozwiązań. Z konieczności będą innowacyjne. Bo gdyby wszystko było dobrze, to po co się męczyć i wymyślać coś nowego, innowacyjnego?

Brak czasu w jakimś sensie jest symboliczny. W odniesieniu do energii odnawialnej jak i innowacyjności może być podobnie: zmarnujemy czas na jałowe dyskusje, zbyt opieszałe podejmowanie decyzji i znajdziemy się w sytuacji mocno cywilizacyjnie niekomfortowej. Po prostu zamiast być liderem znowu zostaniemy zapóźnionym zaściankiem i szanse uciekną nam sprzed nosa.

W czasie konferencji kilka osób mniej lub bardziej wyraźnie wskazywało, że nasz region jest niejako predysponowany do innowacji energetycznych. Odnawialne źródła energii są dla nas szansą. Niemalże cała gospodarka regionu opiera się o dobry stan środowiska: turystyka, przemysł meblarski, przemysł spożywczy i dopiero rozwijająca się nowoczesna biogospodarka. Jednocześnie stara infrastruktura energetyczna ulega dekapitalizacji. Niebawem po prostu może nam zabraknąć energii. A ta, która dysponujemy jest droższa niż w innych częściach Polski.

W tym kontekście OZE (odnawialne źródła energii) są szansą na rozwój gospodarczy bo mogą nam dać w ogóle energię i po drugie tańszą niż ta, importowana spoza regionu. Prelegenci zwracali uwagę na wiele problemów jak i na rodzące się możliwości finansowe. Ale czy potrafimy współpracować międzysektorowo: środowiska naukowe, biznes, samorządy, parlamentarzyści, instytucje państwowe? Od tej współpracy uzależniony jest nasz sukces… albo porażka. Czy warmińsko-mazurskie będzie liderem czy też „prowincją zabitą dechami” w zakresie innowacji? Co trzeba zrobić żeby się udało wykorzystać szanse? Skoro na sali zabrakło czasu na spokojna i głębszą dyskusję, to należy ją kontynuować w różnych innych miejscach. Na przykład tu (i wielu innych miejscach, gremiach, sposobnościach). Zaproponowałem kontynuację w formie e-dyskusji. I oto kobyłka stoi u płota. Zapraszam, do zamieszczania głosów w dyskusji, pytań, komentarzy (jeśli zajdzie potrzeba, to po zredagowaniu upowszechnię także w innych miejscach, by dyskusja dotarła do szerszego grona odbiorców).

Region predysponowany do innowacyjności i gospodarki czerpiącej ze środowiska przyrodniczego. Więc o to środowisko trzeba dbać jako o podstawę naszej ekonomii. Czysty region to także miejsce atrakcyjne do życia… dla osób kreatywnych. Jeśli się tu osiedlą (innowacyjny kapitał ludzki), to być może będziemy wśród liderów gospodarczych. Bo przecież nie mamy ani ropy naftowej, ani węgla, ani hut żelaza, ani fabryk samochodów. Mamy przyrodę, która jest zasobem środowiskowym dla biogospodarki. Ale czy tego czasu nie zmarnujemy? Nie przegadamy? Czy potrafimy międzysektorowo współpracować? Jakie są bariery takiej współpracy?

W jednym z głosów w czasie panelu padło sformułowanie, że trudna jest współpraca biznesu z Uniwersytetem. Po części to zapewne prawda, po części już nieaktualna sytuacja (reminiscencje z przeszłości). Uniwersytet w ostatnim czasie wyraźnie się zmienia i otwiera na współpracę. Być może znakiem czasu jest powstawanie i rozwój ogólnouczelnianych czy międzywydziałowych centrów badawczych, takich jak Centrum Badań Energii Odnawialnej czy Centrum Innowacji i Transferu Technologii czy nawet niedawno powstałe Centrum Badań nad Dziedzictwem Kulturowym i przyrodniczym. Jeśli stara, wydziałowa struktura była niewydolna wobec zupełnie nowych potrzeb i wyzwań, to być może nowe organizacyjne i strukturalne rozwiązania okażą się efektywne.

Sytuacja w opóźnieniem na konferencji jest niejako symboliczna. Na końcowy efekt złożyło się wiele niezależnych czynników i zdarzeń cząstkowych. Ktoś przedłużył swoje wystawienie, ktoś nie zdyscyplinował niektórych prelegentów, wobec dużej liczby uczestników i przerwy kawowej sami uczestnicy nie pojawili się na wyznaczony czas. W przypadku konferencji przedłużenie czasu nie było wielkim problemem (czasem nie warto stawiać wyżej zaplanowanego porządku niż trwającej dyskusji czy interesującego wykładu). Wykorzystuję tę sytuacje tylko jako porównanie, jako analogię do problemu z eko-inwestycjami. W obu przypadkach istotna jest współodpowiedzialność. Wiele czynników, wiele osób podejmujących różnorodne decyzje i stąd rozmyta odpowiedzialność, niech ktoś, gdzieś, kiedyś zadziała…. żeby było dobrze. Niech przewodniczący-prowadzący konferencję zainterweniuje wobec gaduły, niech prelegenci nie przedłużają lub skrócą swoje referaty, niech uczestnicy w czasie przerwy kawowej nie piją kawy zbyt długo itd. „Ja nie oddam nic ze swego, nie narażę się z interwencją, nie zrezygnuje ze swojego czasu” itp. W rezultacie sytuacja rozwija się przypadkowo i „wygrywa z silniejszymi łokciami albo ten w przypadkowo uprzywilejowanej sytuacji”.

W przypadku eko-innowacji i energii odnawialnej potrzebna jest dużo większa współodpowiedzialność i współpraca wielu środowisk. Potrzebne są wynalazki, potrzebne są inwestycje, potrzebne są decyzje i rozporządzenia legislacyjne. Opóźnienia i zaniechania w którymkolwiek elemencie powoduje opóźnienia w całości procesu. I symbolicznie możemy nie zdążyć zjeść obiadu (ujmując rzecz anegdotycznie).

Program konferencji

  • Uroczyste otwarcie – słowo wstępne Sylwia Jaskulska, członek Zarządu Województwa Warmińsko-Mazurskiego,
  • „Zarządzanie eko-innowacjami”, dr Edward Hościłowicz, rektor Wyższej Szkoły Finansów i Zarządzania w Białymstoku, członek Krajowej Rady Przedsiębiorczości Ministra Gospodarki,
  • „Bariery we wdrażaniu i komercjalizacji eko-innowacji w Polsce”, Andrzej Koniecko, Prezes Warmińsko-Mazurskiej Agencji Energetycznej Sp. z o.o., Członek Rady Naukowej Centrum Badań Energii Odnawialnej UWM,
  • „Finansowanie innowacji ekologicznych (możliwości finansowe w regionie)”, Mariusz Rychcik, dyrektor Regionalnego Centrum Projektów Środowiskowych Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Olsztynie,
  • „Innowacyjne ekorozwiązania do wdrożenia w MŚP”, Rafał Tyszka, ZETO SOFTWARE Sp. z o.o.,
  • „Prezentacja własnych wynalazków”, Wiesław Krawczyk, Przedsiębiorstwo Budowlane Eksportowo-Importowe „Krawczyk”,
  • „Prezentacja dobrych praktyk w zakresie komercjalizacji eko-innowacji”, dr Ewelina Olba-Zięty, Centrum Badań Energii Odnawialnej Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie ,
  • „Prezentacja dobrych praktyk w zakresie współpracy nauki i biznesu w temacie eko-innowacji”, Adam Krynicki, Prezes Zarządu Krynicki Recykling S.A. ,
  • „Prezentacja dobrych praktyk w zakresie organizacji zielonych wydarzeń” Wojciech Ogłuszka, Przewodniczący Zarządu Mazurskiego Związku Międzygminnego – Gospodarka Odpadami,
  • Panel dyskusyjny pt. Eko-innowacje – nieopłacalne inwestycje czy realne oszczędności.

Dyskusja panelowa rozpoczęła się 5 minut po czasie, w którym miała się zakończyć, a następnym punktem programu był obiad. Sytuacja trudna i niekomfortowa. Dlatego szukając wyjścia z tej trudnej sytuacji zaproponowałem kontynuację w formie e-dyskusji. I oto jest. Wprowadzenie do dyskusji upubliczniłem wcześniej (czytaj), a głównym pytaniem jakie padło w czasie panelu było” czy potrafimy współpracować międzysektorowo, jakie są bariery i jak je przełamywać?”.

Eko-innowacje – nieopłacalne inwestycje czy realne oszczędności ?

ekoinnowacjecbeo

Oprócz tego, że dzisiaj jest tłusty czwartek i Dzień Darwina to w Olszynie, na skraju miasta (Centrum Wdrażania i Promocji Innowacji w Olsztynie, Warmińsko-Mazurska Agencja Rozwoju Regionalnego S.A. w Olsztynie, ul. Jagiellońska 91a ) odbywać się będzie w godzinach 11.00-14.15 interesująca konferencja, dotycząca eko-innowacji.Wybieram się tam, nie tylko posłuchać ale i wziąć aktywny udział w panelu dyskusyjnym „Eko-innowacje – nieopłacalne inwestycje czy realne oszczędności”

Zachwyceni niedawną obniżką cen ropy naftowej zapominamy, że utrzymywanie obecnego poziomu wydobycia odbywa się przy wyraźnym wzroście liczby działających szybów wydobywczych. Lepiej już było. Mimo inwestycji w najbliższych latach spodziewać się można zarówno wzrost cen surowców ze źródeł nieodnawialnych jak i spadku wydobycia. Czy zdążymy odpowiednio wcześnie zainwestować w badania, technologii i inwestycje pozyskiwania energii ze źródeł odnawialnych? Przy spadku wydobycia i wzroście cen opłacalność energii odnawialnej będzie systematycznie wzrastać. I pytanie zasadnicze o nasz region – jakie jest miejsce Warmii i Mazur w dokonującej się trzeciej rewolucji technologicznej.

Pytanie o zyski z eko-innowacji jest pytaniem o wizję przyszłości – czy wiemy co nas czeka? Każda inwestycja kosztuje i wymaga na początku wydatków. W jakiej perspektywie liczony jest zysk z eko-innowacji? Czy mamy realną wizję przyszłości by przewidywać zyski długo-terminowe? Czy wiemy jakie będą ceny energii konwencjonalnej (jakie są zasoby i na ile lat starczą, jak będzie rosła cena energii przy wyczerpywaniu się zasobów konwencjonalnych)? Jakie są koszty zmian klimatycznych dla wszystkich podmiotów gospodarczych i społeczeństwa? Jakie będą preferencje konsumentów w przyszłości: zorientowane na ilość i stopę ży-ciową czy na jakość i komfort życia? Ile kosztuje bioróżnorodność i środowisko przyrodnicze?

Kiedyś pustynne piaski krajów arabskich wydawały się bezwartościowe. Bieda z nędzą. Do czasu, gdy rozwój technologii nie zaczął wykorzystywać ropy naftowej jako surowca dla gospodarki. Wtedy piaski ożyły inwestycjami. Po wieku fizyki nastał wiek biologii, powoli rozwija się biogospodarka. Czy Warmia i Mazury będą w centrum tych przemian czy też pozostaną na marginesie trzeciej rewolucji technologicznej?

Czego oczekują klienci i gospodarka dziś a czego poszukiwać będę w bliższej i dalszej perspektywie? Innowacje w ochronę środowiska to podnoszenie jakości życia. Czekać na gotowe technologie i kupować licencje czy samemu poszukiwać i rozwijać współpracę między przemysłem, nauką a społecznościami lokalnymi (samorządami)?

Czy w regionie potrafimy współpracować i wykorzystywać potencjał kapitału ludzkiego i zasoby środowiska? Jaka jest a jaka powinna być rola państwa w pobudzaniu innowacyjności w zakresie ochrony środowiska, biogospodarki i energii odnawialnej? Czekać na odgórne dyspozycje i regulacje czy aktywnie lobbować za pożądanymi rozwiązaniami legislacyjnymi? Więcej pytań niż odpowiedzi ale bez interdyscyplinarnego dialogu nauki, biznesu i samorządu pozostaniemy na marginesie zachodzących zjawisk.

Na wyżej postawione pytania poszukiwał będę odpowiedzi wraz z przedstawicielami samorządu terytorialnego, biznesu, instytucji państwowych i instytucji naukowych. Wszystko w zakresie nauk stosowanych i wdrażania innowacji w gospodarce.

A po południu już bardziej naukowo-teoretyczne spotkanie z okazji Dnia Darwina i równie ciekawa dyskusja akademicka o ewolucji z filozofami i organizacjami społecznymi. W tak zwanym międzyczasie znajdzie się czas na konsumpcję pączka, oczywiście z preferencja dla wyrobów tradycyjnych, lokalnych a nie taśmowo-wielkoprzemysłowych (i przy okazji mało zdrowych).

pczki1

Bioróżnorodność, energia odnawialna i Olsztyńskie Dni Nauki

Olsztyńskie Dni Nauki oraz Europejska Noc Naukowców są okazją by w popularny sposób przybliżyć badania naukowe. Na tegoroczną edycję przygotowałem dwie propozycje, wiążące się z tematem moich badań. Będzie to wystawa fotograficzna oraz warsztaty malowania na szkle.

Co zmienią w krajobrazie Warmii i Mazur i różnorodności biologicznej plantacje wierzby energetycznej? Jak wpływają na przyrodę alternatywne źródła „zielonej” energii? Zdjęcia z badań terenowych oraz z plantacji wierzby energetycznej w Łężanach: krajobrazy, przyroda, rośliny, bezkręgowce, grzyby. Zwierzęta i rośliny charakterystyczne dla krajobrazu wiejskiego.

Wykorzystanie biomasy w mieście i terenach zurbanizowanych jest elementem biogospodarki. Jednym z alternatywnych źródeł energii jest biomasa. Ujemnym jednak skutkiem zamiany pól uprawnych w uprawy roślin energetycznych może być wzrost cen żywności. Biomasa roślin wieloletnich (drzewa i krzewy) z terenów miejskich i przydrożnych może być wykorzystana dla celów energetycznych. Dla sensownego wykorzystania produkcji biomasy w ekosystemach miejskich pomocna może być ekologia. Dodatkowo w miastach chronić można unikalne siedliska martwego drewna, typowego dla terenów pierwotnej puszczy.

więcej o wystawie fotograficznej:

A o malowaniu butelek i słoików więcej jest tu

Konferencyjne logo z kwiatów

Wrzesień dla akademickiej kadry jest bardzo pracowity. To nie tylko przygotowywanie się do roku akademickiego ale i częste wyjazdy konferencyjne. Można by było powiedzieć, że wszystko już było. Ale to nie jest prawda. Ciągle coś nowego można zobaczyć w zakresie konferencyjnych akcesoriów. Urocze jest na przykład logo konferencji, ułożone z kwiatów. Nie tylko kształtem ale i surowcem nawiązuje do głównego przesłania, a mianowicie biogospodarki. Biogospodarka to znacznie więcej niż tylko energia odnawialna z biomasy…

Bioróżnorodność, konektywizm i energia odnawialna z biomasy

Uganiając się za bioróżnorodnością w Samławkach i Łężanach w uprawach wierzby energetycznej (biomasa jako energia odnawialna) rozmyślam o ekologii wysp siedliskowych i … konektywiźmie. Ekologiczny paradygmat nauczył mnie myśleć w kategorii relacji między elementami. A od dawna pociąga mnie poszukiwanie analogii między układami biologicznymi a układami kulturowymi. Poszukuję uogólnień, bo świat wydaje mi się jeden. Dostrzegam także ciągłość procesów między ewolucją biologiczną a ewolucją kulturową. Dlatego podobieństwa między ekologią wysp a konektywizmem są dla mnie tak kuszące i jednocześnie inspirujące.
Takie myśli nachodzą o wschodzie słońca w Samławkach, gdy słychać żurawie i inne różnorodne ptaki.
Gdy rosa ozdabia rośliny i bezkręgowce. 

We współczesnej nauce i cyfrowym świecie coraz bardziej kluczową staje się umiejętność wyszukiwania, gromadzenia, a potem przetwarzania, wykorzystania i zastosowania informacji w celu rozwiązania problemu. W Samławkach biedzę się nad wpływem upraw wierzby na bioróżnorodność regionu i najbliższej okolicy. Te umiejętności, wcześniej wymienione, z jednej strony są potrzebą każdej pracy badawczej, z drugiej – jak podkreślają konektywiści -są najważniejszą ludzką kompetencja epoki cyfrowej.

Skuteczne wyszukiwanie i przetwarzanie informacji jest ważniejsze od ich gromadzenia. W tym procesie konieczne jest także krytyczne myślenie, by nie akceptować i przyjmować wszystkiego, na co natrafimy. To co w nauce jest owocne i jest (a przynajmniej powinno być) chlebem powszednim, powoli staje się konieczności w szkolnej edukacji.

Uczenie się jest procesem łączenia różnych źródeł informacji. Kiedyś była to tylko własna obserwacja oraz informacja ustna od innych osób. W tamtych dawnych czasach przeciętny człowiek w ciągu całego swojego życia miał okazję spotkać osobiście 100-200 osób. Po wynalezieniu pisma krąg osób, od których czerpiemy informacje, znacznie się rozszerzył. A dostępna wiedza zaczęła przekraczać znacznie możliwości zapamiętania i jej pełnego przyswojenia. Teraz mamy internet a więc dostęp do opinii innych jest jeszcze szybszy i jeszcze większy. Technologia (najpierw druk i pismo, teraz internet) umożliwiła przekroczenie fizycznych barier kontaktu. Swoją wiedzę tworzymy w znacznie obszerniejszym środowisku kulturowym. Rodzi to bardzo konkretne konsekwencje edukacyjne.

Wiedza wynika z konfrontacji różnych opinii i jest procesem a nie stanem statycznym. Wiedza jest procesem łączenia, syntetyzowania, wartościowania, oceniania i w końcu tworzenia własnego, spójnego systemu wzajemnie dopasowanych elementów. Ciągłe dodawanie nowych opinii (pozyskiwanie nowych informacji) konfrontowane jest z już posiadanym systemem wiedzy. Jeśli nowe informacje nie są zgodne z tym dotychczasowym systemem wiedzy (indywidualnym jak i wspólnym, ogólnoludzkim) to są one reinterpretowane (świat postrzegamy poprzez to co już wiemy) lub rekonstrukcji ulega cały system wiedzy. Wciskając nowe meble do mieszkania – jeśli nie pasują – to je przypiłowujemy, albo zmieniamy ustawienie całego mieszkania (łącznie z wyrzucaniem starych mebli).

Wiedza jest jak istoty żywe – wzrost nie polega tylko na zwiększaniu liczby elementów ale na przebudowie, rearanżacji. I w każdym momencie system musi być sprawny i działający. Bo zawsze to musi być spójny i całościowy system, sprawnie działający a nie zbiór klocków w worku.

Jeśli wiedza jest procesem to samo myślenie i umiejętność uczenia się jest ważniejsze niż obecny, indywidualny stan wiedzy. W procesie edukacji uczymy myśleć i uczyć się samodzielnie, a nie przekazujemy jedynie wiedzę. Uczenie się jest procesem nie tylko pozyskiwania informacji ale i budowania spójnego systemu wiedzy indywidualnej.
Tak jak narodziny nowego organizmu z zapłodnionej zygoty.

Skoro mamy wiedzę ogólnoludzką znacznie większą niż kiedyś (bo współtworzoną przez nieporównywalnie więcej mózgów), to nie da się jej zmieścić w jednej głowie. Próba znalezienia wspólnego i uniwersalnego kanonu wiedzy „do przekazania” w szkole czy na uniwersytecie, jest już niemożliwością. Jest mrzonką, szkodliwą, gdy próbuje się ja zrealizować. Za mały dysk do tych informacji. Na dodatek, ze względu na nieporównywanie większą liczbę komunikujących się osób, nie sposób stosować metody, dostosowanej do zupełnie innego świata.

Dla wiedzy i procesu uczenia się, ważna jest umiejętność dostrzegania powiązań między różnymi obszarami (faktami, informacjami), ideami i koncepcjami. Jest to kluczowa umiejętność porównywania nie tylko różnych informacji ale i różnych modeli, teorii, paradygmantów, systemów wiedzy. Krytyczne myślenie i proces podejmowania decyzji są nierozerwalnie związane z procesem uczenia się i nauczania, niezależnie od poziomu: przedszkola, szkoły podstawowej, gimnazjum, liceum, studiów wyższych.

Wobec szybkiej zmiany wiedzy (bo więcej osób ze sobą wymienia informacje i uczestniczy w obserwowaniu świata w najrozmaitszych jego aspektach), ciągłego dezaktualizowania się faktów, teorii, uogólnień, najważniejszą cechą wiedzy jest jej aktualność. Nie można nauczyć się raz na zawsze. Bo to co dzisiaj zapamiętamy, jutro będzie nieaktualne. Tak więc dawne modele kształcenia są we współczesnym, cyfrowym świecie po prostu nieefektywne. A więc proces nieustannego odświeżania wiedzy jest niezbędny.

Nie chodzi o to, by szybko i dużo zapamiętać, ale by umieć aktualizować swoją wiedzę.
Tak jak z organizmami żywymi – żeby był las to ciągle muszą kiełkować nowe drzewa. Co innego martwy budynek. Wystarczy do zbudować a potem ewentualnie tylko naprawiać (remontować).
Wiedza więc istnieje raczej w świecie (w chmurze – tak byśmy określili obecnie) niż w indywidualnej głowie osoby. Tak jak pula genowa istnieje w populacji a nie osobniku.

Wiedza jest cechą kolektywną. Poziom wiedzy w danej kulturze czy cywilizacji bardziej zależy od kolektywnego współtworzenia i przechowywania tej wiedzy niż od geniuszu jednostek. Przynajmniej obecnie tak jest.
Zbyt dużo i zbyt szybko się zmienia, aby można było odwzorować w pełni ją w głowie jednego człowieka. Uczeń, student, dorosły i czynny zawodowo człowiek powinien umieć szukać wiedzy, umieć ją tworzyć (współtworzyć) we współpracy z innymi. I to tworzyć nie tylko na "własnym dysku" (w głowie, w neuronach), ale w chmurze, w świecie zewnętrznym. A więc musi umieć nie tylko uczyć się ale i komunikować się z innymi osobami w realu (tak jak przed wiekami face-to-face, w kulturze oralnej) jak i w konfrontacji z zasobami pisanymi (uwspólniona wiedza wielu pokoleń), a teraz także z zasobami cyfrowymi, dostępnymi przez internet.

Na początku historii Homo sapiens najważniejszym repozytorium wiedzy plemiennej była pamięć starców. Stąd potrzeba ciągłego opowiadania i powstanie różnorodnych technik zapamiętywania, z muzyką, malowidłami i poezją włącznie. Później obszerniejszymi repozytoriami wiedzy stały się biblioteki, gromadzące rękopisy a potem książki drukowane. Żeby skorzystać z biblioteki trzeba się było nauczyć czytać i korzystać z bibliotek. Umieć korzystać i mieć dostęp. Druk umożliwił szerszy dostęp do wiedzy uwspółnionej większej liczbie chętnych. To w konsekwencji przyspieszyło rozwój cywilizacji i… szybsze tempo dezaktualiowania się wiedzy. Teraz mamy internet i ciągle rosnące zasoby cyfrowe. Musimy umieć korzystać z tego repozytorium i mieć do niego dostęp. Mieć realny dostęp to coś więcej niż fizyczne podłączenie do internetu. Tak jak konserwa w puszce – niby masz w ręku, ale bez otwieracza nie masz dostępu do środka aby się najeść.

Celem więc kształcenia (nauczania) jest nie tylko nauczyć myśleć ale i nauczyć dostępu do ogólnoludzkiego repozytorium. Szkoła, niezależnie od poziomu, ma teraz ważniejsze zadanie niż tylko przekazanie wiedzy. Musi wdrożyć do procesu zdobywania wiedzy. Szkoła teraz daje wędkę a nie samą rybę. Jak sprawdzić, czy szkoła spełnia swoja funkcję? Nie da się zważyć się ilości ryb, trzeba sprawdzić czy uczeń ma wędkę i umie się nią posługiwać. To znacznie trudniejsze.

Uczenie to wywoływanie rezonansu w drugiej osobie. Nie można wiedzy przekazać wprost, lecz trzeba zabiegami wywołać swoisty rezonans na odległość.

Konektywizm to nowa teoria nauczania, sformułowaną niedawno (2005) przez kanadyjskich badaczy , Georga Siemensa i Stephena Downesa , lepiej opisująca edukacyjna rzeczywistość niż jej poprzedniczki: behawioryzm, kognitywizm czy konstruktywizm.