Deklaracja prowincjonalnego encyklopedysty

Deklaracja prowincjonalnego encyklopedysty czyli o tworzeniu wolnej wiedzy i nowej ekonomii dzielenia się (nie tylko wiedzą). Prawo autorskie nie nadąża za zmianami społecznymi. Edukacja (czyli to, czego uczymy w szkołach) nie nadąża za technologią oraz zmianami społecznymi. Niech prawo autorskie tworzą ludzie a nie koncerny (nie dajmy się wyprzedzić). Nie dajmy sobie zawłaszczyć wiedzy i przesadnie skomercjalizować ogólnoludzkich wartości. Niech prawo autorskie tworzą ludzie dla ludzi.

Wikipedia jest jednym ze sposobów dzielenia się wiedzą (zobacz deklarację Czachorka ze stycznia 2007 roku)
ale nie jest jedynym. Każdy dla siebie coś znajdzie, jakąś przestrzeń i pole do aktywności. Ale tu chodzi także o wolną licencję i dzielenie się wiedzą. Bez zawłaszczania, ponad niezbędne minimum.

Chodzi o dzielenie się światem, chodzi o używanie przyrody i surowców a nie zużywanie zasobów przyrody czy zasobów kapitału ludzkiego. Jedna literka… a tak wiele zmienia w znaczeniu. Używać a nie zużywać.

Prowincja – to brzmi dumnie, to slow city (cittaslow) i wysoka jakość życia. Prowincjonalność traktuję jako komplement. Prowincję traktuję jako otwarcie na człowieka i jego potrzeby, w opozycji do korporacyjnego i „wielkoświatowego” wyścigu szczurów i eliminacyjnego kopania się po kostkach (do sukcesu po trupach). Wiem, że to nie jedyny sposób rozumienia prowincji. Inni z prowincją utożsamiają zacofanie, koterie, marazm, zaściankowość intelektualną – ale tak rozumiana prowincja to stan umysłu a nie miejsce zamieszkania.

Dla mnie prowincja jest pogłębionym i spokojnym życiem z zakorzenieniem w regionalnym dziedzictwie przyrodniczym i kulturowym.
Dla tych co chcą pisać encyklopedie trzy sentencje.

motto 1.: Kilka zdań, nawet wątpliwej wartości literackiej, które spowodowały, że wciągnąłeś się do pisania szeroko rozumianej encyklopedii i zapaliłeś do dalszej pracy, mają większą wartość niż jedno pięknie wycyzelowane zdanie, po którym jesteś zupełnie wyczerpany.

motto 2.: W Wikipedii i każdej innej encyklopedii pociąga mnie romantyzm anonimowości średniowiecznego kronikarza i szlachetny zapał oświeceniowego encyklopedysty. Bo liczy się treść a nie sława autora. Encyklopedie z definicji i praktyki są wieloautorskie.
Potrzeba nam pracy zespołowej.

motto 3.: Dużą radość i satysfakcję daje mi możliwość współuczestniczenia w niezwykłym projekcie edukacji na odległość (e-learning), w upowszechnianiu wiedzy autentycznie trafiającej "pod strzechy" w międzynarodowej globalnej wiosce społeczeństwa informatycznego XXI wieku.

Wikipedia (i podobne otwarte projekty) jest ważna i wartościowa przede wszystkim dla tych, którzy w niej piszą, poprawiają, uzupełniają, w różnym zakresie współtworzą, a w mniejszym stopniu dla tych, którzy czytają. A tworzyć może każdy. To jest twórczość i wiedza trafiająca pod strzechy społeczeństwa informatycznego w globalnej wiosce XXI wieku. Ludzie "zwykli" (bo tak naprawdę wszyscy są niezwykli bez względu na posiadane doktoraty, fakultety czy dyplomy) mają możliwość pisać o tym, na czym się znają: o serialach, ulubionych postaciach literackich (Kubuś Puchatek, Wiedźmin, Kmicic itd.), lokalnym życiu parafialnym, samolotach, genach, galaktykach, kapliczkach przydrożnych, motyla, ziołach.

Co jest encyklopedyczne? Nie tylko to, co dla naukowców jest ważne (czy dla innych zarozumialców , którzy niczym pliszki każda swój ogonek chwali a jednocześnie odmawia innym „encyklopedyzmu" i wartości), ale i to co dla dzieciaków, dziadków, gospodyń domowych, wędkarzy i grających w szachy. To też jest prawdziwe, to też jest wiedza o ludzkim świecie. Wiedza przez jednych poszukiwana i odkrywana, przydatna będzie także i innym.
Ty też jesteś ważny i możesz współtworzyć. I Twoje obserwacje, notatki, pamięć i poszukiwania są ważne. Bez względu ile masz lat i jakie masz zainteresowania.

Twórzmy więc encyklopedię naszego regionu. Zarówno tę przyrodniczą jak i kulturową.

Encyklopedyczne i ważne są:

  • Moja wieś i jej okolice: jeziorka, rzeczki, kapliczki przydrożne – a więc unikalne piękno niedostrzegalne dla zagubionego mieszczucha ze „stolicy”.
  • Moja ulica w dużym mieście, jej historia, budynki, ludzie, którzy tu mieszkali, sklepy, kawiarnie, instytucje, zabytki.
  • Moja genealogia – historia lokalna i prowincjonalna, dziejąca się w tle wydarzeń wielkiego świata.
  • Moje pasje: wędkarstwo, gry planszowe i komputerowe, literatura, owady, samoloty, saga postaci z powieści Musierowicz, galaktyki, fizyka kwantowa.
  • To, co widziałem, co poznałem, odkryłem dla siebie samego, a przez to dla całego świata.
  • Przyroda całej planety, jak i mojego "podwórka". A przecież o moim podwórku najmniej wiadomo.

"Ważność" wynika z ciekawego sposobu opowiedzenia o tym, przekonania innych o unikalności, niezwykłości tegoż miejsca, historii, o wpływie, jaki wywarła postać, miejsce czy zdarzenie, ze zilustrowania grafikami i zdjęciami, ze źródeł pisanych wskazujących, że było "ważne" i dla innych. To po prostu ciekawa i dobrze napisana "opowieść" w konwencji hasła encyklopedycznego. Ale konwencje mogą być różne.

I ty możesz zostać kronikarzem i naukowcem na swoją miarę. Jeśli nie możesz odkrywać kodu genetycznego lub śledzić galaktyk, to możesz poznawać świat wokół siebie. Także dla Ciebie jest romantyzm anonimowego, średniowiecznego skryby oraz bezinteresowny zapał oświeceniowego encyklopedysty Judyma i encyklopedystki Siłaczki.
Nie chcę unaukowiać przesadnie ani Wikipedii ani Encyklopedii Przyrody na portalu PTTTK, ani Encyklopedii Przyrody Warmii i Mazur Gazety Olsztyńskiej. To jest wolna encyklopedia, a nie ekskluzywny salon wtajemniczonych wybrańców.

Czy piszą w Wikipedii i innych tego typu projektach naukowcy? Tak, ale jest ich mało. Głównie piszą ludzie z pobudek dobrego serca, ciekawości świata i radości opowiadania o nim. Niech więc „uczone” głowy nie zabraniają dostępu tym „maluczkim prostaczkom” (bo przecież nikt nie jest maluczki w swej, jakże różnorodnej, wiedzy).
I Ty możesz zostać naukowcem: poznawać, odkrywać, analizować, porównywać i opisywać swoje wyniki, dyskutować je na otwartej arenie międzynarodowej, publikować w formie artykułów, pojedynczych zdań, grafiki itd. To jest ten sam proces naukowego poznawania rzeczywistości i ten sam proces ćwiczenia rozumu.
Jestem naukowcem. Ale nie przeszkadzają mi pokemony, studenckie gazetki, przydrożne kapliczki, opisy Pacanowa obok modeli sukcesji, definicji ekosystemu, charakterystyk owadów z rzędu Trichoptera. To nie tylko, że nie umniejsza naukowości, ale ją ubogaca. To jest pełna wiedza o człowieku.

Wolna i nieskrępowana wiedza. Wolna od zabobonów "naukowości" zarozumiałych prymusów, zawłaszczających prawo do wypowiadania się.
A zatem… Weź notes, aparat fotograficzny i swoją ciekawość świata. Wybierz się na wycieczkę po swojej ulicy czy okolicy bliższej lub dalszej. Zobacz, co tam jest, zapisz w notesie, wypytaj "miejscowych", zrób dokumentację fotograficzną. Po powrocie zajrzyj na Wikipedię czy portal natura.wm.plportale PTTK, i sprawdź, co o danej ulicy, wsi, przydrożnej kapliczce, jeziorze, rzeczce, zabytkowym budynku już jest, a czego jeszcze brakuje. Zilustruj istniejące hasła swoimi zdjęciami, uzupełnij bieżącymi danymi. Wybierz się do biblioteki, antykwariatu i poszukaj "przeszłości" tego miejsca. Uzupełnij, nie zapominając o źródłach. Sumując nawet drobny, ale rzetelny wkład, powstaje bogato ilustrowana encyklopedia, taki lokalny, wirtualny bank wiedzy. Z czasem rzeczy zwykłe nabierają niepowtarzalnej wartości. Nie ma rzeczy mniej ważnych. Są tylko nieciekawe o nich opowieści.

Że czasem napotykamy na trudy i niezbyt przyjemne sytuacje? No cóż, taki jest świat wokół nas. Nawet w pięknym lesie leżą śmieci, szpecące widok. Ale czy to powód by zrezygnować z wycieczek do lasu, by rezygnować z przyjemności delektowania się pięknem przyrody i pięknem uczestnictwa w czymś wartościowym?

Gdzie pisać?
Pisanie wiąże się z samotnością, ale tylko czasową. Wiąże się z komunikacją i relacjami społecznymi. Pisanie wymaga skupienia się – w tym sensie jest samotnością wyizolowania się z otoczenia. Czytając czynimy podobnie.
Pisać można w przestrzeni publicznej, w kawiarni ale najlepiej w bibliotece, szkole, domu kultury. Przy okazji odzyskiwana jest przestrzeń publiczna. Hot spoty z bezpłatnym wi-fi (wsparcie osób prywatnych ale i samorządów), półki bookcosiingowe to miejsca dodatkowe.

Z wielu naszych wsi i miasteczek zniknęły takie miejsca publiczne jak szkoły, świetlice, biblioteki. Pozamykano bo ponoć za mało ekonomiczne. Pora je przywrócić życiu i przestrzeni publicznej.
Żeby pisać, trzeba czytać. Po to są zasoby biblioteczne i biblioteczki regionalne. Kiedyś działało w naszym regionie Towarzystwo Czytelni Ludowych. Wtedy społeczeństwo było znacznie biedniejsze. A mimo to małych szkół i takich czytelni było dużo więcej na prowincji. A teraz? Szkoły na wsiach polikwidowane. Bo niby za mało dzieciaków. Szkoda pieniędzy na edukację? Dzieciaki zamiast bawić się na podwórku spędzają czas na siedzeniach gimbusów lub na tylnych siedzeniach samochodów.

Gdzie publikować?

Autorką zamieszczonej wyżej fotografii jest Urszula Witkowska.

Każda wieś zasługuje na swoje hasło w encyklopedii

   

Każda wieś zasługuje na swoje hasło w encyklopedii. Bo
prowincja też jest ważna. Tu  też dzieją się rzeczy niezwykłe, istotne, ciekawe. Tylko
kronikarzy brakuje.

A opisywać prowincjonalną rzeczywistość można na wiele sposobów, nie tylko w formie hasła na Wikipedii…