Czy pozwalać studentom i uczniom korzystać z telefonów i tabletów na wykładach (lekcjach)?

Telefon_na_wykadzie

Zamieszczone obok zdjęcie zrobione zostało w czasie wykładu dla uczniów w Iławie. Przyjechałem specjalnie kilkadziesiąt kilometrów, sala pełna, ponad 150 osób. Tyle wysiłku a oni co? Gapią się w te swoje telefony? Chciałbym się powiedzieć, ech ta dzisiejsza młodzież. I byłoby to… całkowicie nietrafione stwierdzenie. To, że patrzą w ekrany telefonów to znaczy, że słuchają wykładu! Po prostu zbyt stereotypowo oceniamy sytuację na zdjęciu. Kontekst zmieni wiele, dlatego zachęcam do dalszej lektury niniejszego tekstu by poznać ów kontekst sytuacji.

Sam tego niepokoju doświadczałem wielokrotnie. Na wykład się przygotowałem, napracowałem. Mówię coś, wydaje mi się, że ważnego, a część studentów mniej lub bardziej dyskretnie smyrga w telefonach. Znaczy lekceważą, nie słuchają bo zajmują się czymś innym? A gdyby notowali w zeszytach? Wtedy wykładowca czułby się dobrze, jest cisza i notują. Zaraz zaraz, a skąd wiadomo, że zapisują treści z wykładu a nie piszą listy miłosne, bazgrzą z nudów esy-floresy lub odrabiają zadania z innych zajęć (tych „ważniejszych”)? Język ciała i obserwowane sygnały zwrotne mogą wprowadzać w błąd. Może po prostu nie rozumiemy wykorzystania smartfonu… Najlepsza byłaby samoobserwacja: co ja robię na konferencjach, zebraniach, cudzych wykładach, gdy korzystam (lub nie korzystam) z telefonu?

Jakaś rada wydziału, ktoś czyta ważne dokumenty. Przy stołach siedzi kadra naukowa i to utytułowana (w większości). Na sali gwar, część rozmawia szeptem (ale na tyle głośnym, że słychać wszędzie), część „grzebie” w telefonach. Ci pierwsi są uciążliwsi bo wydawanymi dźwiękami nie tylko szum czynią ale ewidentnie przeszkadzają czytającemu – zapewne czuje się lekceważony, niesłuchany, marne uczucie (na wykładach to nigdy tak głośnego szeptanego hałasu nie słychać). Ważne ale nudne dokumenty i trudno się skupić? Może ma znaczenie brak poczucia sprawstwa? Bo wynik głosowania jest raczej znany. Dyskusji raczej nie będzie, a jeśli już to zdawkowa, formalna. Zatem można pogadać z sąsiadem na bardziej interesujące tematy lub skomentować fragment z czytanego dokumentu? Jeśli zrozumiemy siebie to może zrozumiemy studentów (uczniów). Potrzebna samoobserwacja. Oczekujemy od studentów, że nie będą korzystali z telefonów a sami to nagminnie czynimy? Ja korzystam. Czasem sprawdzam pocztę, czasem zajrzę na portal społecznościowy lub do serwisu informacyjnego sprawdzić co na świecie, czasem wyślę esemesa, że oddzwonię, bo teraz jestem na zebraniu i nie mogę odebrać telefonu, czasem szybko w słowniku lub jakiejś encyklopedii wyszukam trudne słowo, które się pojawiło „na obradach” a nie bardzo rozumiem co znaczy. Czasem zrobię zdjęcia jako formę notatki – by coś ważnego mi z konferencji nie umknęło. Zatem korzystam, gdy się nudzę lub mózg ma jeszcze wolne moce przerobowe by się czymś dodatkowo zająć. Może studenci (uczniowie) czynią podobnie? W podobnych stanach nudowo-mózgowych notuję coś, piszę konspekty lub po prostu rozmyślam o czymś innym niż to, co dzieje się na sali (konferencja/zebranie). Rozmyślania nie widać i nie przeszkadza? Korzystanie z mobilnego internetu także nie przeszkadza (przynajmniej mniej niż szeptanie). I przecież to nie jest cały czas a tylko w pewnych momentach.

Skąd więc niepokój, gdy studenci korzystają ze smartfonów? Odbieramy to jako sygnał języka ciała, że „teraz przynudzamy” lub „te treści ich nie interesują, nie absorbują”. Jeśli tak, to jest to ważny sygnał ewaluacyjny. Lepiej szybko otrzymywać sygnały o komunikacji niż dbać o złudzenia i pozory. Dla naszego języka ciała korzystanie z telefonów z mobilnym internetem jest czymś ewolucyjnie i kulturowo nowym (a przez to jeszcze obcym). W rozmowie oczekujemy, że słuchacz na nas patrzy. Wtedy odczuwany potwierdzenie, że jesteśmy słuchani. Ale i my musimy na słuchacza patrzeć, a nie na przykład mówić do ekranu czy komputerowego monitora… Czy jest chwila refleksji? Ważności i sensu siłą nie narzucimy. Co najwyżej uzyskamy pozory…

Sam robię czasem zdjęcia wyświetlanym na ekranie treściom. Bo nie zawsze można zdążyć z zanotowaniem treści, zanim prelegent zmieni obraz. Szybciej jest cyknąć zdjęcie. I mam notatkę, do której mogę wrócić. Najczęściej nie wracam, ale ruchowo i emocjonalnie angażuję się w notowanie. Tak samo ważne dla zapamiętywania jak ręczne notowanie. Jest jakąś formą aktywizującego słuchania. Czy wracacie do swoich konferencyjnych notatek? Po co więc je robić? By lepiej zapamiętywać i wspomagać myślenie, porządkowanie informacji w mózgu. Zawsze to trochę ruchu przy kilkugodzinnym siedzeniu na konferencji….

A gdy studenci robią zdjęcia na moim wykładzie? Zawsze pojawia się niepokój: może jakiś błąd na slajdzie, może krawat się przekrzywił lub mam plamę na spodniach albo rozpięty rozporek? Zrobią zdjęcie, gdzieś wrzucą i będą się wyśmiewać? Może jakieś błędy językowe robię a oni nagrywają, w podobnym celu? Na te niepokoje jest rada: samemu z telefonu korzystać (i zdecydowana większość to robi) oraz obserwować siebie samego. Może nie ma nic w tym złego? Co więcej, może wspomaga to proces edukacji i przekazywania wiedzy. Trzeba tylko ten świat odkryć i wykorzystać do celów komunikacji międzyludzkiej. Dwulicowość nie jest dobry rozwiązaniem (sami korzystamy, innym zabraniamy, przypisując niecne motywacje).

Od kilku lat próbuję wykorzystać możliwości internetu i mobilnej aktywności ludzi w sieci. Jednym z wcześniejszych pomysłów było wykorzystanie portali społecznościowych do komunikacji: przesyłania notatek z wykładów (slajdy z wykładu w formie pdf), dyskusji między wykładami, podsyłania materiałów dodatkowych. Czasem próbuję umieszczać linki do treści dodatkowych, np. w formie QR Kodu (bo łatwiej jest słuchaczowi zeskanować kod z ekranu niż wpisać długi i skomplikowany link). Czuję jednak duży niedosyt. Tego dialogu jest niewiele (mniej niz bym chciał), studenci nie są zbyt chętni do dyskusji. Próbuję dociec przyczyny: czy nie chcą w ogóle dyskutować w internecie, czy z tylko wykładowcami – bo to obce światy. Nie potrafią dyskutować czy tylko nie potrafią dyskutować w internecie? A może oferowane przeze mnie narzędzia komputerowo-internetowe nie są odpowiednie? Z tego powodu nieustannie się dokształcam i eksperymentuję.

Na wykładach, mniej więcej do 50-70% studentów potrafi skorzystać z mobilnego internetu. Być może powodem jest brak… dostępności bezpłatnego internetu na salach wykładowych. Jeśli nie mają swojego (a to kosztuje), to nie zawsze mogą skorzystać z wi-fi. Czy uczelnia jako instytucja i pracownicy także, myślą o tym, że niezbędnym warunkiem do dobrego kształcenia jest bezpłatne wi-fi na salach ćwiczeniowych i wykładowych? Pozostawiam to pytanie otwarte. Może sprawdzić w szkołach i na uczelniach.

Moje grupy wykładowe są małe, wnioski z ubiegłego roku nie muszą być więc w pełni wiarygodne. Dlatego, gdy zdarzyła się okazja, wykorzystałem wykład dla uczniów w Iławie.  Na sali było około 150 osób (w tylko kilkoro dorosłych). Pierwsza aktywność opierała się na wejściu na stronę i odpowiedzi na proste pytanie – rezultaty były widoczne od razu na ekranie (rycina powyżej). Prosty adres, prosta czynność. Zadanie to zrobiło 80-82 osoby (dwa różne zadania), zatem efektywność ponad 50%. Teraz znasz już Czytelniku kontekst górnego zdjęcia – słuchają bo posługują się telefonem by wykonać zadanie w czasie wykładu. Tak, pozory mogą mylić. Nie oceniajmy zbyt pochopnie nie znając sytuacji i kontekstu.

W podobnym czasie analogiczne zadanie na zajęciach wykonało 12 studentów spośród 14 obecnych na sali. Ale studenci to osoby dorosłe i nasycenie technologią i dostępem do internetu jest większe, więc nie powinno dziwić.Pozostaje jednak pytanie co zaoferować tym, którzy nie skorzystali? Tym dwóm osobom? Nie mają dostępu do nowych technologii (ograniczenie finansowe)?

Z drugim zadaniem uczniowie z iławskich szkół podstawowych dużo słabiej sobie poradzili. Trzeba było zeskanować kod QR i wejść do grupy na Facebooku a następnie „zostawić swój ślad”. Spośród 150 uczniów tylko 22 „dotarło” do Facebooka a tylko dwie napisało przynajmniej jedno zdanie (pozostali tylko lajkowali). Podkreślić trzeba, że zadanie najpełniej wykonali uczniowie starsi, z klasy VII a więc praktycznie gimnazjum. Młodsi sobie ewidentnie słabiej radzili (na informacji-plakacie była informacja, że na wykład warto przyjść z telefonem z mobilnym internetem). Niektórzy uczniowie sygnalizowali, że QR Kod nie działa (pomyślałem, że może jakiś błąd w generowaniu, ale potem sprawdziłem, wszystko było w porządku). Najwyraźniej nie do końca rozumieją działanie mobilnego internetu… że trzeba wcześniej włączyć wi-fi lub usługę internetowa we własnym telefonie. A skoro jeszcze nie rozumieją, to warto ich tego jak najszybciej nauczyć.

Jeszcze jedna uwaga. Kilkoro uczniów zamiast wpisywać słowa, kojarzące się z biologią, wpisało jakieś niecenzuralne, hejtujące lub wulgarne (ot takie uczniowskie wygłupy). Margines ale jest. Cóż to znaczy? Że poczuli swoje sprawstwo, że mogą coś zrobić i.. zrobili to co potrafią. Najwyraźniej z takimi zadaniami na lekcji w szkole (z wykorzystaniem telefonu) do tej pory się nie spotkali. To było ich „pierwszy raz”. Te uczniowskie wygłupy świadczą moim zdaniem o jeszcze niskich kompetencjach. Mają telefony, mają dostęp do internetu, ale uczą się tylko od siebie (bo ani rodzice nie uczą, ani szkoła). Więc najczęściej będą to wygłupy i hejt. Prawo wieku. Brakuje im sytuacji by mogli poznawać inne możliwości.

Nauczycielom i wykładowcom akademickim pozostaje nie tylko nauczać o świecie ale uczyć się z tym światem. Mitem jest chyba to, że młodzi ludzie sami się nauczą korzystania z nowych technologii i że są w tym lepsi od nas (poświęcają co prawda więcej czasu ale mają mniejszą wyobraźnię do czego wykorzystać – co najwyżej będą rozwijali we własnej, młodzieżowej subkulturze „podwórkowej”). Średnia przeciętna kompetencji jest taka sama, u młodych i u starych. Bo i starzy i młodzi uczą się teraz, gdy te technologie systematycznie się pojawiają. Jedni szybciej i odważniej, inni w ogóle lub bardzo wolno. A skoro tak, to naszym, nauczycielskim obowiązkiem jest samemu sprawdzić, rozpoznać, doświadczyć, przeanalizować i jako ci doświadczeni pokazywać studentom i uczniom nowe możliwości.

Jest tylko jeden problem, Zarówno nauczyciele w szkołach jak i naukowcy na uniwersytetach muszą to robić…. za własne pieniądze. Oczywiście to państwo powinno wyposażyć swojego pracownika (nauczyciel, naukowe i wykładowca akademicki) w niezbędny sprzęt i oprogramowanie. Powinniśmy się tego domagać. Za długo przyzwyczajaliśmy się do akceptowania nienormalności. Póki to jednak nie nastąpi, trzeba sobie radzić tak, jak każdy umie i na własnym sprzęcie (ja na przykład muszę zmienić telefon, bo mam niewystarczający do potrzeb, jakieś 600-800 zł) i za własne pieniądze (do tego abonament za telefon i internet).

Na koniec (ilustracja na dole) wyniki krótkiego testu ze studentami. Korzystają z mobilnego internetu i telefonów. Ale wspólnie można nauczyć się więcej. Potrafią nawet dyskutować w grupie facebookowej, ale nie na wszystkie tematy. Muszą ich w jakiś sposób dotyczyć, być ważne i istotne. W trwającym semestrze już się czegoś nauczyłem, coś więcej zrozumiałem. Ale to ciągle za mało. Będę uczył się dalej. Uważam, że obowiązkiem akademickiego naukowca jest sprawdzać na sobie samym i dzielić się doświadczeniem ze studentami. A najlepiej wspólnie odkrywać i dyskutować. Po eksperymencie z uczniami (nie pierwszym zresztą) wnioskuję, że braki kompetencyjne w TIK moich studentów są efektem zaniedbań ze szkoły średniej (i gimnazjum). I nie ma co szukać winnych tylko uczyć się wspólnie. Bo nie ważne ile razy ptak zamachał skrzydłami – ważne jest jak wysoko się wzbił.

Czytaj także:

Laboratorium całkiem inaczej, czyli jak powstaje takie Nowe coś…

 „Ucz się razem ze światem a nie tylko o świecie” takie mądre zdanie usłyszałem dzisiaj na konferencji, transmitowanej internetowo. ie było mnie tam, a byłem i wysłuchałem ciekawego wykładu o szkole.

No więc uczę się , uczę. A od kilku dni powstaje w konektywnej dyskusji i spotkaniach w realu takie nowe coś, czyli laboratorium w chmurach.

Zobacz też: https://czachorowski.home.blog/2017/10/23/nowe-cos-czyli-otwieramy-sie-na-edukacje-tydzien-otwartej-nauki/

c.d.n.

Specjalnie dla uczniów z Iławy

Ilawa__co_by_byo_gdybyZgodnie z obietnicą, złożoną na wykładzie w Iławie, zamieszczam link do wydarzenia na Facebooku.

Jeden z uczniów zgłosił błąd, że qr kod nie zadziałał. Tuż po wykładzie sprawdziłem swoim telefonem – działało poprawnie. Ale skoro obiecałem, to zamieszczam. Być może w telefonie ucznia nie był włączony dostęp do internetu. Mogła też być inna przyczyna. Sądząc po aktywności na Facebooku przynajmniej kilkoro innych uczniów sprawnie weszło na wspomniane wydarzenie i zostawiło swój ślad. Jeszcze 7 dni czekamy na wykonanie zadania a potem ogłosimy wyniki i nagrody będą do odebrania w Miejskiej Bibliotece.

Korzystając z okazji zamieszczam także graficzne wyniki pierwszej aktywności „telefonicznej”. Na sali było około 150 (uczniowie z gimnazjum i ze szkół podstawowych z Iławy). Skutecznie telefonem z internetem posłużyło się 80 osób (84 przy kolejnym zadaniu, minutę później). Bardzo dobry wskaźnik kompetencji cyfrowych.

Wielkość słowa na obrazku (niżej) uzależniona jest od liczby wpisanych słów. Najczęściej uczniowie wpisywali zwierzęta, potem: natura, człowiek, nauka, rośliny, życia. Analiza pozostałych słów też pozwala wyciągnąć wnioski co do sposobu myślenia i skojarzeń obecnych na sali uczniów. Niektórych skusiło by wpisać jakieś „głupie” słowo (aktywność w pełni anonimowa). Potrzeba sprawstwa jest ogromna, a każdy czyni to, co potrafi. W pierwszym impulsie (swoiste testowanie technologii i możliwości). Najwyraźniej jeszcze brakuje w szkole czy innych miejscach publicznych możliwości wykazania się tego typu aktywnością (korzystania z mobilnego interentu i własnego telefonu oraz interaktywnych programów komputerowo-internetowych). Stąd te uczniowskie wygłupy. Ale to margines. Z tej krótkie aktywności i wypisanych słów można wyciągnąć kilka interesujących wniosków. To temat na kolejny wpis.

1zczymcisiekojarzybiologia

Znacznie trudniejszym zadaniem było za pomocą qr kody dołączyć do wydarzenia na Facebooku i zostawienia „śladu”. W trakcie wykładu dołączyło kilku uczniów a dwoje zamieściło wpis. Inne osoby wchodziły na blog ale także nie zostawiły „śladu”. Szybkiej reakcji i zabrania głosu. Tak, to znacznie trudniej. Ale można się nauczyć.

Uczniowie (i nauczyciele) mają 7 dni na wykonanie zadania. Nagrody czekają. A przede wszystkim satysfakcja z posiadanych kompetencji. Teraz trzeba aktywności bardziej wymagającej, z refleksją, pisaniem, obrabianiem plików. Oraz umiejętności pracy w zespole.

c.d.n.

Ilawa__co_by_byo_gdyby_2

Nowe coś czyli otwieramy się na edukację – Tydzień Otwartej Nauki

uwolnijnauke_logo

W ubiegłym tygodniu, na olsztyńskim spotkaniu Superbelfrów RP przy herbacie, urodził się pomysł zorganizowania otwartych lekcji-spotkań, transmitowanych z naukowych laboratoriów. Udział w tym spontanicznym eksperymencie wykorzystania mobilnych technologii internetowych na początek zadeklarowali pracownicy Wydziału Biologii i Biotechnologii UWM w Olsztynie.

Jakkolwiek przygotowania koncepcyjne, rekonesans wśród pracowników oraz testowanie możliwości (i umiejętności) technicznych nie zostały jeszcze zakończone, to rozpoczynający się dzisiaj Tydzień Otwartej Nauki jest dobrą okazją by zainaugurować rodzący się projekt pt. „Nowe coś czyli laboratorium w chmurach” (chodzi o chmurę w sensie dostępu internetowego).

Międzynarodowy Tydzień Otwartej Nauki w tym roku odbywa od 23. do 29. października. Tematem tygodnia jest: „Otwórz, aby…”. My chcemy zdanie to rozwinąć następująco: „Otwieramy się by wesprzeć edukację szkolną w woj. warmińsko-mazurskim” (ale przecież i każdej innej szkoły, która ma dostęp do internetu).

Nowe coś czyli laboratorium w chmurach to pomysł by on-line transmitować krótkie wykłady, eksperymenty, relacje i transmisje z tego, co dzieje się w laboratoriach UWM (głównie, a przynajmniej na początek, Wydziału Biologii i Biotechnologii) oraz to, co naukowcy robią w terenie. Bo dla przyrodników laboratorium jest także las, jezioro, łąka, urbicenoza itd.

Pierwsza, inauguracyjna transmisja live (oraz nagrany krótki filmik), odbędzie się o godz. 9.30 we wtorek 24. października 2017 r., na Facebooku w grupie Uniwersytetu Młodego Odkrywcy: https://www.facebook.com/groups/409709186039142/. Szczegółowe informacje o kolejnych transmisjach oraz linkach do zarchiwizowanych nagrań znajdą się na stronie: http://uniwersytetmo.blogspot.com/p/nowe-cos.html . Do każdej transmisji chcemy dołączać zadanie do wykonania (wezwanie do działania, poznawczego działania lub prostej, praktycznej aktywności).

Projekt adresowany jest do uczniów i nauczycieli. Liczymy na aktywną współpracę. Zajęcia zróżnicowane zostaną i tematycznie dostosowane (jak i poziomem trudności) do klas ze szkół podstawowych, gimnazjów oraz szkół ponadgimnazjalnych.

W Tygodniu Otwartej Nauki otwieramy nasze laboratoria nie tylko wirtualnie. Bowiem spotkania „w chmurze” uzupełniane będą wykładami i zajęciami w realu (po prostu rozwijać będzie to, co już trwa od kilku lat). W naszych zamierzeniach będzie to kolejny krok, tym razem z wykorzystaniem technologii komputerowych, dostępnych każdemu. Coś nowego, co się dopiero krystalizuje. Po prostu Nowe Coś. Laboratorium w Chmurze. I współpraca ze szkołami, wspomaganie w dostępie do naukowych laboratorium i kształcenia przyrodniczego.

Wszelkie sugestie mile widziane. Dołączajcie i wspomagajcie (ps. Polska Akademia Nauk nas wesprze, dotrzemy także do ich laboratoriów).

A niżej zdjęcie z herbatkowego spotkania Superbelfrów, na którym pomysł się narodził. Teraz powoli dojrzewa.

Superbelfrzy

Superbelfrzy

Arteterapia, edukacja i konektywizm, czyli wernisaż grupy ART

12967438_10208087560500152_2429253360683386516_o

Na wernisażu Grupy A*R*T  wspomniałem o edukacji, arteterapii, bibliotece i konektywizmie. Pozwolę sobie rozwinąć to niecodzienne zestawienie pojęć (słów).

ART to Artystyczna Rezerwa Twórcza. Ale ten skrót kojarzy się – i to bardzo słusznie – z arteterapią (terapią przez sztukę). Artyści nieprofesjonalni, związani z Uniwersytetem Warmińsko-Mazurskim, są w różnym wieku. Malują, rysują, szydełkują, dekupażują, rzeźbią, fotografują, wiercą w jajku… bo jest to forma relaksu, odpoczynku intelektualnego. Ale także odkrywanie swoich zapomnianych czy jeszcze nie odkrytych pasji. Forma terapii. W procesie tworzenia odczuwa się nie tylko poczucie sprawstwa, ale dostrzega się siebie w procesie tworzenia. Istotny jest proces a nie produkt. Ważne są spotkania z ludźmi. Bo człowiek ma sens jedynie wśród ludzi. Relacje, powiązania, komunikacja, wspólne tworzenie to już wyraźna aluzja do konektywizmu.

Konektywizm to wiedza rozproszona, powstająca i krążąca w sieci nie tylko elektronicznej. Trafnie ujął to dawno temu Ludwik Fleck: w trakcie dialogu pojawiają się treści zupełnie nowe, które nie były w głowie ani jednego ani drugiego dyskutanta. Całość to więcej niż suma części. Ale by było to coś więcej, muszą być relacje i komunikacja, musi być dialog.

Wernisaż odbył się między Światowym Dniem Nauczyciela (5 października), a naszym krajowym Dniem Nauczyciela (14 października), w piątek trzynastego (nie jesteśmy przesądni choć interesujemy się etnografią). Jest więc symbolicznie osadzony w edukacji. I to nie dlatego, że malującymi są byli lub obecni nauczyciele akademiccy czy doktoranci. Uczymy się różnych technik malarskich czy zdobniczych. Czasem pierwszy raz w życiu, na emeryturze. Uczymy się sami, wspierając się radami, przez działanie i eksperymenty. Niektórzy dopiero w „złotej jesieni życia” rozpoczęli naukę na Wydziale Sztuki. Nic nie muszą, po prostu chcą.

Uczymy się całe życie, ustawicznie i w różnych formach. A uniwersytet jest dobrym miejscem, i na uczenie się, i na relacje z ludźmi. Na konektywizm: dialog między żywymi ludźmi, dialog za pośrednictwem książek oraz jako interdyscyplinarny dialog science z art.

Od czasu do czasu spotykamy się w Bibliotece Uniwersyteckiej, w przyjaznym miejscu, prezentując swoje prace. Biblioteka jako miejsce przyjazne do edukacji, dialogu i rozmyślań, odkrywana jest na nowo. Spotykamy się także na wyjazdowych plenerach. Na wspomnianej wystawie prezentuję butelki, które powstały w trakcie takich spotkań, na plenerze w Reszlu i w czasie Olsztyńskiej Wystawy Dalii. Ale jest jeszcze dachówka, pomalowana w czasie Tygodnia Bibliotek.

Na plenerowe malowanie na dachu Biblioteki Uniwersyteckiej dachówka przyjechała aż z Umbrii. Z Włoch, gdzie narodziła się idea wolnego życia i miasteczka cittaslow. W naszym województwie jest najwięcej – zaraz po Italii. 12 maja 2017 r. spotkaliśmy się by malować mole książkowe na starych dachówkach. Tak powstał pierwszy Warmińsko-Mazurski Molariusz.

Spotkaliśmy się na dachu biblioteki, by w otoczeniu wiedzy niespiesznie rozmawiać, malować i popijać herbatę. Było też ciasto. Dyskutowaliśmy o literaturze, różnorodności biologicznej i … o ekologii moli książkowych. Albo milczeliśmy. Bo w trakcie takich edukacyjno-arterapeutycznych spotkań ciszy nie trzeba zabijać słowem.

W czasie Tygodnia Bibliotek pomalowaliśmy stare dachówki, tutejsze, ze starego, mazurskiego, siedliska (a w zasadzie dwóch). Jak już wspomniałem, jedna dachówka przybyła z Włoch. Z gminy Vafabbrica (Umbra). Przywieziona została przez panią prof. Małgorzatę Chomicz. Została znaleziona w miejscu starego klasztoru. Klasztoru już nie ma, zostało po nim trochę dachówek i figura na skale.

Stare i już zdawało by się nikomu niepotrzebne dachówki mają wiele lat, dużo widziały, dużo pamiętają. Mogłyby opowiedzieć nie jedną historię. Ale w maju 2017 r. namalowaliśmy mole książkowe, tak jak sobie wyobrażaliśmy. I powstał Molariusz (niczym intelektualny bestiariusz), który eksponowany jest na specjalnym stelażu przed Biblioteką .

Unikatowy katalog moli z głębokim podtekstem entomologicznym czyli Molariusz Wamińsko-Mazurski powstał w maju 2017 r. w czasie XIV Ogólnopolskiego Tygodnia Bibliotek. Różnorodne wyobrażenia moli zostały farbami naniesione na starą, wypaloną glinę, zaś ich autorzy dzielili się między sobą opowieściami, fraszkami i piosenkami, które się z konkretnym wyobrażeniem mola kojarzyły. I tak wśród galerii moli książkowych znalazły się m.in.: Napójka Łąkowa (mól książkowy z Wójtowa, preferuje wolne lektury), Bagiennik z Jeziora Czarnego (mól książkowy preferujący literaturę hydrobiologiczną, czyta na ławkach w parku), Kortowski Mól (uniwersytecki robaczek szybujący po wiedzę), Smerfomól (złapany w sieć uzależnień od czytania literatury naukowej), Mól Pedagogiczny (śliczny i liryczny) i wiele innych. Także Zmierzchnica Trupa Główka (w dwóch różnych odsłonach).

Nie skończyło się tylko na wspólnym, bibliotecznym plenerze i dachówkowej wystawie. Nieco później powstała gra edukacyjna, terenowa, której debiut miał miejsce w czasie Europejskiej Nocy Naukowców. Gra narodziła sie z interdyscyplinarnego dialogu i współpracy. Taka konektywistyczna całość, która jest większa od sumy części.

A teraz, dachówka ze zmierzchnicą trupią główka, niezwykłym motylem, zalatującym do nas z południowej Europy (z Włoch i Umbrii także), stoi na wystawie Grupy ART, razem z poplenerowymi butelkami i innymi pracami artystów nieprofesjonalnych. I próbuje coś opowiedzieć. Lecz czy można usłyszeć pisk ćmy? Czasem tak, zwłaszcza gdy jest to tajemnicza zmierzchnica trupia główka i wystawa w Bibliotece Uniwersyteckiej.

ps. na wspomnianej wystawia są w sumie trzy różne dachówki, jedna z Reszla, z zamkowego dachu, kolejna, karpiówka, gdzieś z popegerowskiego budynku na Warmii.

Życzenia dla nauczycieli

Dalie

Nauczycielem się bywa. Każdy bywa nauczycielem, krócej lub dłużej. Nie tylko w szkole. Uczymy przez przykład, uczymy bliskich, uczymy się ustawicznie przez całe życie. Jesteśmy nauczniami, czasem uczymy, czasem to nas uczą. Uczymy się wspólnie i nawzajem..

Niewdzięczna jest praca nauczyciela. Po pierwsze dlatego, że nie widać od razu elektów pracy. Nauczyciel jest niczym leśnik, jego pracę dostrzegą przyszłe pokolenia (choć imienia mogą nie znać).  Na dodatek nie wiadomo czy efekty edukacyjne wynikają z jego pracy czy innych osób, zbiegów okoliczności, środowiska edukacyjnego itd. Sukces ma wielu ojców, porażka jest sierotą. Opss, jest nauczycielem. Bo na nauczycieli najczęściej narzekamy i pamiętamy wszystkie przykre chwile. Taki kozioł ofiarny. Dzisiaj będzie inaczej?

W dniu święta nauczycieli przyjmijcie drodzy pedagodzy, permanentni lub okazjonalni, podziękowania i wsparcie w trudnych chwilach zwątpienia, rezygnacji. To co robicie, jest bardzo ważne. Jest jak sadzenie nasion drzewa – efekty będą widoczne dopiero za jakiś czas.

W Dniu Nauczyciela kieruję do Was ciepłe słowa wsparcia i kwiaty. Są ulotne jak wdzięczność dla edukatorów – nie podlewane szybko więdną i przemijają. Ale Wy trwajcie.

Przesyłam Wam życzenia, by uczniowie, a jeszcze bardziej rodzice uczniów, nie zapominali przekazywać Wam uśmiechy i proste, niematerialne dowody wdzięczności przez cały rok. Nie tylko szkolny.

Wytrwałości i wielu uśmiechów wokół Was!

Edu Moc Online czyli konektywizm, kuragan i Superbelfrzy RP

kuraganTytuł jest mocno zaszyfrowany, ale krok po kroku wyjaśnię wszystkie tajemnice. EduMocOnline 2017 to nazwa konferencji zorganizowanej przez Superbelfrów w dniu 7. października 2017 roku. Druga taka (pierwsza była w ubiegłym roku). I z pewnością nie ostatnia. Konferencja, jak sama nazwa wskazuje, odbyła się on-line czyli była to e-konferencja. Edu – to znaczy edukacyjna czyli poświęcona edukacji w polskiej szkole. Moc to moc sensu stricte. Zatem konferencja była na temat edukacyjnej mocy (mocy edukacji) i mocy nauczycieli, skupionych w nieformalnym stowarzyszeniu pod nazwą Superbelfrzy Rzeczypospolitej PolskiejNauczyciele mają moc zmiany świata na lepsze jak i zmieniania polskiej edukacji. Istny huragan. Ops, kuragan. Kuragan?

No dobra, ale co to jest ten kuragan (to wcale nie jest błąd literowy), który ujawnił się w trakcie konferencji? I jak to się stało (i za czyją to przyczyną), że huragan zmienił się w kuragan? Tak, tak. Współsprawcą była kura. Taka niby zwyczajna. Tajemniczy, cichy bohater opisywanej konferencji.

Zacznijmy od konektywizmu. Bo wspomniana konferencja jest dobrym i namacalnym przykładem konektywizmu – zbiorowej, rozproszonej i kumulatywnej wiedzy (mądrości). W konektywiźmie nie chodzi tylko o relacje nawiązywane za pomocą internetu. Nowoczesne technologie pozwalają tylko pełniej się ujawnić konektywnej wiedzy, powstającej w relacjach i dyskusji. Za prekursora idei konektywizmu uznałbym Ludwicka Flecka (czytaj także Genialni czyli o korzeniach dobrych zespołów naukowych), który kiedyś pisał o kolektywach naukowych i dodatkowej wiedzy, powstającej w dyskusji. W tej relacji powstaje wiedza, która nie należała do żadnego z dyskutujących i powstała dopiero w dialogu. Jako swoista wartość dodana. Konektywna wiedza to całość, która jest większa niż suma części.

Superbelfrzy sami się zorganizowali, wzajemnie (i życzliwie) się wspierają, wymieniają doświadczeniami (także na konferencjach tradycyjnych), pozostają w ciągłe rozwijanych relacjach. I zorganizowali dużą konferencję on line i non profit. Eksperyment, w którym i ja uczestniczyłem. I wiele się nauczyłem. A przede wszystkim doświadczyłem zupełnie nowych form komunikacji i konferowania. Superbelfrzy wymykają się tradycyjnym klasyfikacjom, są niejednokrotnie z (i dla) małych, wiejskich szkółek, z prowincji, którzy dzięki internetowi tworzą sieć współpracujących ze sobą pedagogów i edukatorów. Realna sieć i wiedza rozproszona, samoistnie powstająca. W pełnym znaczeniu przykład konektywizmu.

Jedna z współorganizatorek wspominanej konferencji – Marta Florkiewicz-Borkowska z Gimnazjum nr 3 w Pielgrzymowicach, 10 października uzyskała tytuł Nauczyciela Roku 2017. Pielgrzymowice? Gdzie to jest? Okazuje się, że to niewielka wieś w powiecie cieszyńskim. Głęboka prowincja.

Huragan pojawił się za sprawą wykładu otwierającego, przedstawionego przez Jacka Ścibora. Opowiadał o huraganie Pinokio, większym od Polski. Szukał oka cyklonu, założył okulary, nos Pinokia i coś tam jeszcze. Zakończył puentą, że konferencja jest po to, by nauczyciele sobie mogli poradzić w polskiej, codziennej rzeczywistości. Tej w Warszawie i tej głęboko na prowincji (tam gdzie kury zawracają a diabeł mówi dobranoc). W takich na przykład Pielgrzymowicach.

I w pewnym momencie na łączach pojawił się… Paweł Traczyk, zajmująco opowiadając o sztuce opowieści. Gdzieś w jego prezentacji, niby przypadkiem, pojawiła się kura. Niby nic w jego opowieści nie znaczyła. Ot taki przykład paradoksalnego bohatera, który przechodzi przez jezdnię po pasach. Lecz owa kura, niczym wirus, zagnieździła się w umysłach uczestników. I jak huragan zaczęła się pojawiać w najmniej oczekiwanych momentach. Swoją kurowatością (a może bohaterskością) gdakała w coraz to kolejnych wystąpieniach. A w zasadzie na czacie… Liczne ślady zostały w myślograficznych notatkach (zobacz niżej). Szczególnie intensywnie uaktywniała się na czacie. Czat to horyzontalny transfer wiedzy, jeden z ciekawszych i wartościowszych elementów internetowej konferencji. Przestrzeń aktywnego słuchania i komentowania.

Konferencja złożona była z szeregu równocześnie odbywających się webinarów – (wideokonferencji), spotkań, warsztatów i wykładów! Czasem równolegle, co nowicjuszom sprawiało dużą trudność. Bo jak tu przejść z pokoju do pokoju, zwłaszcza że są to wirtualne pokoje na platformie ClickMeeting?

Nauczyciele dla nauczycieli z udziałem specjalistów z dziedzin, związanych z edukacją, pracowników naukowych uniwersytetów oraz gości specjalnych. W wydarzeniu mogło nieodpłatnie wziąć udział około tysiąca uczestników z całego kraju i zagranicy. Między godziną 9.00 a 21.30 (a więc przez ponad 12 godzin!) można było uczestniczyć w bezpłatnej konferencji, zarządzanej m.in. z jakichś tam Pielgrzymowic (nawet na mapie toto trudno znaleźć), i dedykowanej Światowemu Dniu Nauczyciela (World Teacher`s Day). Dzień ten obchodzony jest 5 października pod patronatem UNESCO. Ale wróćmy do konferencji EduMocOnline 2017.

W kuraganowej konferencji, pełnej edukacyjnej mocy, wystąpiło 32 prelegentów (w tym goście zagraniczni) oraz osoby z przeróżnych stref czasowych i miejsc (m.in. Paryż i Dubaj). Była też kura. Z huraganem. Wyszedł z tego niechcący kuragan. I dyskusje uczestników w kilku różnych przestrzeniach dodatkowych, na Facebooku, Twitterze, YouTube (transmisja na żywo) i gdzieś tam jeszcze. Chyba tylko kura wie o wszystkich. Prelegenci i uczestniczący nauczyciele (uaktywniający się na czacie, upubliczniający swoje myślografie itd.), zaangażowani byli wokół wspólnej idei dzielenia się wiedzą i umiejętnościami. Taka ekonomia dzielenia się, charakterystyczna dla trzeciej rewolucji technologicznej. Odległość dla nowoczesnej nauki i edukacji nie jest przeszkodą. Dla samokształcenia także. Ani pieniądze, bo można było uczestniczyć za darmo. Kura coś wspominała, że uczestniczyło coś około 500 osób. Ale trzeba to dokładnie sprawdzić.

Napięcie rosło by pod koniec całodniowej konferencji być już jak huragan. Ops, przepraszam, kuragan, który zyskał nazwę i swoje oblicze graficzne. Kura-bohater (chyba niezamierzony i nieoczekiwany, konektywna wartość dodana) żyła swoim życiem, wprawiając w zdziwienie, czasem zakłopotanie, kolejnych prelegentów, gdy uczestnicy mimochodem dopytywali się o kurę lub powoływali się na kurę i kuragan.

Kuragan ujawniał się zwłaszcza w mniej zajmujących fragmentach konferencji. Bo wtedy mogli uczestnicy bardziej poczatować (dyskutować na czacie).

Kuragan edukacyjnej mocy nie skończył się wieczorem 7. października. Jeszcze długo będzie wyrzucał na światło dzienne (lub w postaci tekstów na blogach, filmików, myślografii itd.) przeróżne refleksje i pomysły edukacyjne. Co więcej, owi mniej lub bardziej tajemniczy Superbelfry (a wiedzieć trzeba, że są otwarci i działają zespołowo), nagrali całą konferencję i można obejrzeć wszystkie przedstawione prelekcje, wykłady i debaty. Przez to jeszcze przez długie miesiące Edumoconline 2017 będzie wpływało na nauczycieli i miało moc sprawczą. Tak, słowo moc jest jak najbardziej na miejscu. Ten kuragan nabiera siły.

ps. niżej kilka namacalnych dowodów na istnienie kury i kuraganu (wyżej zresztą też). Autorzy grafik: Andrea Hojdysz, Mateusz Łysek, Klaudia Ratajczak.

kura_bohater

Metodyka nauczania na każdym etapie edukacji (biologia, przyroda)

czachorowski_metodyka_nauczania_Warszawa_2017Najpierw eksperymentuję na sobie, potem o tym opowiadam, np. moim studentom sensu lato (bo w edukacji pozaformalnej i ustawicznej każdy może być studentem, np. czytelnik niniejszego bloga). Tak jest i teraz. Ten wpis jest przestrzenią pomocniczą do wykładu i panelu pt. Metodyka nauczania na każdym etapie edukacji, w czasie  I Ogólnopolskiego Kongresu Nauczycieli Biologii i Przyrody, w Warszawie (więcej o kongresie: http://www.kongresbiologiczny.pl/) już w przyszłym tygodniu. O innym eksperymentowaniu edukacyjnym piszę tu: Moja pierwsza błyskawiczna prezentacja.

Bardziej szczegółowe wyjaśnienie, po co ten wpis na blogu i co należy zrobić, przedstawię w trakcie wykładu we wtorek 3. października 2017 r. Mam nadzieję, że osoby postronne i mniej wtajemniczone także z tego krótkiego tekstu skorzystają.

Link do wydarzenia na Facebooku.

Główne zagadnienia wykładu:

Szkoła w czasach trzeciej rewolucji technologicznej – gdy nauczyciel też musi się uczyć funkcjonowania w nowej rzeczywistości: program nauczania czy środowisko edukacyjne? Uczeń XXI w. – jak wykorzystać w nauczaniu biologii smartfony, aplikacje, Wikipedię, lekcje multimedialne?

Nowoczesne podejście do nauki biologii i innych przedmiotów przyrodniczych – metodyka nauczania na każdym etapie edukacji (w największym stopniu dotyczy biologii i biotechnologii).

W klasie i w terenie – jak wykorzystać zajęcia laboratoryjne i terenowe, aby pomóc uczniom zrozumieć procesy i interakcje w świecie biologii i podnieść poziom nauczania.

Każdy może zostać odkrywcą – metoda naukowa i współpraca z podmiotami pozaszkolnymi (organizacje naukowe i przyrodnicze), współpraca z ośrodkami naukowymi w ciągu roku szkolnego.

Niżej dwa wybrane slajdy z wykładu, odnoszące się do pytania, czy postęp odbywa się za sprawą udoskonalania jednostki (superczłowiek, nadczłowiek, Homo sapientissimus itd.) czy relacji i organizacji grupy, społeczności.

homo_sapientissimus

konektywizm

Czytaj także:

Inspirująca animacja z parku i ulicy czyli patrzące drzewa i mówiące kamienie

Oczy_drzewaSpacerując ulicami Starego Miasta (Olsztyn) któregoś dnia zauważyłem białe kamienie z napisami. Leżały w różnych miejscach. Zaintrygowały mnie. Pomyślałem, że to jakiś sympatyczny street art anonimowego artysty. Leżały sobie dyskretnie gdzieś na parapecie, w klombie czy pod ścianą na chodniku. Słowa wypisane na kamieniach, pobudzały do refleksji. Dopiero przypadkiem, w parku, pod drzewem z oczami, od pań z MOK-u dowiedziałem się, że te kamienie to rezultat jednej z animacji i warsztatów, przeprowadzonych w Starym Spichlerzu. Była to „Skrzynia dobrych słów” czy „Skrzynia życzeń”, nazwa uleciała mi z pamięci.

Ale inspiracja nie uleciała. Do tej pory malowałem na kamieniach (i dachówkach) owady, rośliny i inne przyrodnicze motywy. Kamienie i dachówki zostawały w przestrzeni publicznej (np. jedna z dachówkowych wystaw prezentowana będzie na wrześniowych Olsztyńskich Dniach Nauki i Sztuki przed budynkiem Biblioteki Uniwersyteckiej). Ale żeby umieścić pojedyncze słowa lub frazy i przemawiać nie tylko obrazem? Czemu nie, trzeba spróbować.

I spróbowałem. Najpierw na małym plenerze w Zastawnie (Ekofarma Vitalis), potem na plenerze w Morągu przy okazji regionalnego jarmarku. Oraz w Olsztynie (uzupełniając malowaniem napisów na fragmentach dachówek i starej glazury). I pomysł znalazł wielu naśladowców-kontynuatorów. Kamienie ze słowami włączyły się do społecznie zaangażowanych działań. Dyskretnie mówią o swoich życzeniach. Niczym biologiczny wektor przeniosłem kamienne „memy” do Elbląga, Morąga, Olsztyna (bo znajomym olsztyniakom bardzo spodobał się pomysł rozwijający się w Morągu).

A całkiem niedawno, na plenerze i wykładzie w lidzbarskiej Oranżerii Kultury, do kilku dachówek dodałem pojedyncze napisy. Liczę, że zostaną te dachówki umieszczone w publicznych ogrodach i staną się elementem gry terenowej. Tak jak Molariusz Warmińsko-Mazurski w czasie Europejskiej Nocy Naukowców.

A co z tymi drzewami, które patrzą? Gdzieś w internecie znalazłem zapowiedź małej akcji w olsztyńskim Parku Centralnym. Było coś o drzewach, nadawaniu imion i oczach. Wraz z rodziną i znajomymi wybraliśmy się zobaczyć co to takiego. I co widzą drzewa. Okazało się, że to również animacja rodem z Miejskiego Domu Kultury. Bardzo inspirująca i sympatyczna zabawa w parku, z elementami sztuki i dyskretnej edukacji środowiskowej (ekologicznej). Pomagając przyczepić oczy, po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat wspiąłem się na drzewo. Niczym na podwórku za szczenięcych lat. Czy park może być miejscem wszechstronnej edukacji? A i owszem, może. Wiele osób przechodziło i z zainteresowaniem przyglądało się wywieszonym na drzewach tabliczkom.

Drzewa otrzymały imiona. A my, spontanicznie domalowaliśmy im oczy. Żeby mogły patrzeć i opowiadać o tym, co widzą. Ciekawe co słychać u Natalii Wierzby i innych, nazwanych imionami, drzew. Z imionami nie są już tak anonimowe, nieznane, nieważne. Zostały społecznie adoptowane.

Kamienie ze słowami zainspirowały mnie skutecznie. A drzewa? Ziarno inspiracji zapadło w moim umyśle i niczym zarodnik-propagula spoczywa w „glebowym banku nasion”. Czeka na impuls, sygnał środowiskowy i odpowiednie warunki. Wtedy wykiełkują. I być może znowu wydadzą zwielokrotniony plon.

A co to takiego ten glebowy bank nasion? Termin biologiczny i ekologiczny, poszukaj, bo to ciekawy problem i wiele Ci rozjaśni o funkcjonowaniu ekosystemów.

Więcej zdjęć z animacji w parku: https://www.facebook.com/stanislaw.czachorowski/media_set?set=a.10212073414144002.1073742137.1634050064&type=3

Superbelfrzy i konektywizm czyli Edukacyjna Moc On-Line

21192330_1690839237653508_2404539666702252848_n

Co to jest konektywizm? Kim są Superbelfrzy i co to jest EduMoc?

Superbelfrzy RP (Rzeczypospolitej Polskiej) to grupa aktywnych i innowacyjnych nauczycieli. Sami się zorganizowali, działają sprawnie choć nieformalnie. Uczą się w działaniu i zespołowo. Działają w sieci ale i spotykają się na rzeczywistych spotkaniach, przy okazji różnorodnych konferencje edukacyjnych jak i na szkoleniach czy konferencjach samodzielnie organizowanych. Jest to ruch całkowicie oddolny, samodzielny i społeczny. Występują w roli nauczających jak i jednocześnie uczących się (nauczeństwo jak się patrzy). Poznają nowe środowisko edukacyjne, wykorzystują technologie IT, myślografię i wiele innych prostych ale nowatorskich metod i narzędzi (także analogowych, zrobionych z recyklingu). Są nauczycielami a zarazem doradcami metodycznymi i konsultantami. I eksperymentują. Przede wszystkim na sobie. Są więc poznawczo odważni. I zafascynowani szkołą XXI wieku. I na koniec coś w odniesieniu do konektywizmu: są zbiorową, współpracująca w sieci, mądrością (wiedzą) rozproszoną.

I oto Superbelfrzy RP po raz drugi organizują własną konferencję. Otwartą dla wszystkich choć liczba miejsc jest ograniczona. Udział jest bezpłatny i on-line – zatem dostępny dla każdego, nawet z odległej prowincji. Też w tej konferencji o niezwykłej Mocy Edukacyjnej wezmę udział. W tym roku to będzie moje trzecie aktywne uczestnictwo w internetowej konferencji. Zupełnie nowa rzeczywistość, której trzeba się nauczyć. Ale będę się szkolił w doborowym towarzystwie: odważnych i pozytywnie myślących nauczycieli.

Nieco zabawne jest to, że naukowiec uczy się nowych form komunikacji od nauczycieli. Teoretycznie powinno być odwrotnie. Ale mamy zupełnie nową rzeczywistość trzeciej rewolucji technologicznej. Lubię się uczyć. Zwłaszcza od autentycznych, zafascynowanych i pozytywnie zakręconych edukatorów.

21231568_1690839120986853_5267969837025454525_n

Konferencja EduMocOnline to impreza organizowana przez Superbelfrów RP, złożona z szeregu równocześnie odbywających się webinariów (wideokonferencji), spotkań, warsztatów i wykładów. Przez 12 godzin webinaria będą prowadzić nauczyciele z udziałem specjalistów z dziedzin związanych z edukacją, pracowników naukowych uniwersytetów oraz gości specjalnych, Martina Ebnera z Austrii i Hansa de Four z Belgii.

Wśród tematów konferencji znajdą się:

  • Edukacja Mobilna
  • Nowoczesne technologie na rożnych przedmiotach
  • Ocenianie
  • Promocja szkoły
  • Otwarte zasoby edukacyjne
  • Relacje w edukacji
  • Edukacja w oparciu o projekty Interdyscyplinarne projekty społecznie zaangażowane
  • Programowanie i kodowanie
  • Dyskusja panelowa „Co z tą szkołą?”

Więcej na stroni: http://www.superbelfrzy.edu.pl/edu-moc-online-2017/

oraz w facebookowym wydarzeniu: https://www.facebook.com/events/1580126902007630/