Prowadzenie przyrodniczych obserwacji w terenie – materiały dla nauczycieli

2czegochcesienauczycteraz

25 listopada 2017 r, na zaproszenie Fundacji Uniwersytet Dzieci, uczestniczyłem w konferencji metodycznej dla nauczycieli pt. „Jak realizować ciekawe lekcje przyrodnicze w szkole i w terenie? Konferencja dla nauczycieli szkół podstawowych.” Wygłosiłem wykład pt. „Jaka jest rola bezpośredniego kontaktu z przyrodą w kształtowaniu postaw ekologicznych? Prowadzenie przyrodniczych obserwacji w terenie” (niżej slajdy z wykładu w formie prezentacji, a tu zapowiedź). Niniejszy tekst jest spełnieniem obietnicy, danej nauczycielom – przedstawiam materiały uzupełniające do wykładu.

Nie wszystko da się zanotować, nawet wykorzystując telefon komórkowy jako aparat fotograficzny. Zdjęcie jako notatka? Też tak robię. Ale można jeszcze więcej. Można więc wykorzystywać technologie informatyczne do uzupełnienia. Na wykładzie przede wszystkim słuchać a potem i tak pełne notatki się otrzyma. Nie ma więc niepokoju, że coś umknie. Teraz można przypomnieć sobie i… w komentarzach zamieścić swoje refleksje, uwagi i pytania. Dyskusja może toczyć się  daleko od sali wykładowej, daleko czasowo i przestrzennie. Nowe technologie mają swoje dobre strony.

U góry grafika przedstawiająca oczekiwania nauczycieli na początku konferencji. Czy udało się te oczekiwania spełnić? Może jakaś ewaluacja, np. w formie komentarzy do mnie dotrze, Fundacja rozdała anonimowe ankiety, ale wyników tej ewaluacji nie znam. Jeszcze.

Oglądanie samych slajdów, gdy nie było się na wykładzie, jest jak oglądanie filmu bez dźwięku. Fragmentaryczny odbiór informacji. Staram się zamieszczać w prezentacjach jak najmniej tekstu. Bo prezentacja jest tylko pomocą do opowieści. Ale osoby, które były, przypomną sobie treść. Jeśli ktoś nie zanotował jakichś fragmentów, to teraz na spokojnie zapisze, sprawdzi, doszuka. Uzupełniająco dodałem kilka slajdów z tekstem (nie było ich na wykładzie). Przy okazji sam przypomniałem sobie o programie, umożliwiającym umieszczenie prezentacji, by można było ją umieścić na stornie (czy blogu). Zatem i ja korzystam. Uczę się ze światem a nie tylko uczę o tym świecie (to sparafrazowane nawiązanie do niektórych slajdów z wykładu).

Obiecałem dodatkowe linki. Oto one:

Najważniejsze przesłanie z wykładu:

  1. Zaciekawienie (najpierw nauczyciela, potem ucznia)
  2. Metoda naukowa (jako sposób poznawania świata i weryfikowania informacji)
  3. Wsparcie (metodyczne dla nauczycieli)

Nad tym ostatnim na uniwersytecie pracujemy, by poszerzać możliwości. Już teraz zapraszam na Noc Biologów 2018, 12 stycznia. Program szczegółowy niebawem. Zapraszam także do zajrzenia na stronę wydziału z oferta wykładów wyjazdowych  i zajęć laboratoryjnych na uczelni: 

 
 

Dlaczego biolog przychodzi do pedagogów by opowiadać bajki edukacyjne w formie dziecięcego teatrzyku?

Kamishibai_u_pedagogow_cytrynek_2017Kamishibai to opowieść w formie teatrzyku ilustracji, wywodząca się z tradycji japońskiej. Dlaczego biolog przychodzi do pedagogów by opowiadać o takiej starodawnej formie prezentowania treści? I to w epoce cyfrowej? Czy jest to remedium na zapóźnienia dydaktyki akademickiej i propozycja dla unowocześnienia form edukacji w szkole? Na zaproszenie Wydziału Nauk Społecznych spotkam się ze studentami i pracownikami by podzielić się swoimi doświadczeniami w wykorzystaniu mobilnego internetu i materiałów umieszczonych w chmurze jako uzupełnienia tradycyjnego wykładu.

Na ulicę Żołnierską idę z dużą nadzieją. Dawniej mieścił się tam Instytut Biologii i Ochrony Środowiska WSP w Olsztynie. Spędziłem tam wiele lat, jako student i jako pracownik. W tych murach odbylo się wiele ważnych dyskusji o edukacji. Teraz idę szukać wsparcia i inspiracji. Idę z nadzieją, że pedagodzy staną się katalizatorem dla olsztyńskiej, akademickiej dyskusji o edukacji, w tym edukacji w murach uniwersyteckich. Idę wszak do specjalistów od edukacji. Liczę, że w długoterminowej współpracy i otwartej dyskusji czegoś nowego się dowiem, że będę uczestnikiem dyskusji o meandrach i wyzwaniach współczesnej edukacji.

Warunki będą nietypowe, bo to wykład dla dużej grupy, a więc standardowa forma kamishibai  nie nadaje się (trzeba eksperymentować z formami hybrydowymi). Trzeba dostosować opowieść w konwencji kamishibai, zarówno do dużej sali jak i do epoki cyfrowej. Poza rozważaniami ogólnymi, dotyczącymi globalizacji, cyfryzacji i robotyzacji przedstawię także bajkę edukacyjną o cytrynku latolistku oraz pokażę pomysł na wykład akademicki w formie opowieści kamishibai z elementami myślenia wizualnego (myślografia, rysnotka).

Będą to także rozważania na temat unowocześniania dydaktyki nie tylko akademickiej oraz o zagrożeniach związanych z globalizacją, cyfryzacją i robotyzacją,  uzupełni je pytanie czy ludzi zastąpią komputery i roboty także w edukacji.

Na ogół (?) zakazujemy studentom korzystania z telefonów komórkowych i nagrywania wykładów. Tym razem zachęcam, aby na wykład przyjść z smartfonem, tabletem lub innym urządzeniem mobilnym, z dostępem do internetu i zainstalowanym, bezpłatnym programem do odczytywania kodów QR. Warto przynieść także notatniki, kolorowe długopisy, mazaki lub kredki. Można będzie robić zdjęcia i nagrywać filmiki (jako forma indywidualnych notatek). Albo notować w dawnym, analogowym stylu.

Kamishibai – analogowa komunikacja i edukacja w epoce cyfrowej? Czy jest to sensowna propozycja? O tym będę chciał z pedagogami porozmawiać. Mają większą wiedzę ode mnie i większe doświadczanie. Idę się uczyć. Aktywnie. Jednym słowem nauczeństwo w czasach trzeciej rewolucji technologicznej.

Niezwykłości przyrody regionu – torfowiska, bagna, moczary

13691130_10208855876747578_4333880212345896905_o10 minut wykładu o przyrodzie, w kościele, tuż przed koncertem muzyki kameralnej. Okoliczności i forma daleko odbiegające od codzienności akademickiej. Znakomita okazja by się uczyć, zdobyć doświadczenie a potem przygotować do krótkich wystąpień swoich studentów. W takich warunkach wszystkie błędy codzienności dydaktyki akademickiej ujawniają się bardzo jaskrawo. Zamieszczenie na slajdach napisów, zwłaszcza zawierających dużą ilość tekstu i mała czcionką… to recepta na porażkę. Na dodatek nie zawsze jest możliwość wyświetlenia prezentacji na rzutniku multimedialnym. Trzeba się dostosować do sytuacji, warunków i odbiorców. 

Torfowiska, bagna moczary to miejsca niezbyt często odwiedzane przez turystów, spacerowiczów czy poszukiwaczy runa leśnego. Można się w błocie utytłać, dna nie widać, strach chodzić, gdy się pod nogami „ziemia” ugina. Można nawet utonąć (nie polecam niedoświadczonym osobom wybieranie się w pojedynkę na torfowisko). Na dodatek owady krwiopijne uprzykrzają życie. Miejsce dla koneserów przyrody i niszowych turystów. Podobnie jest z klasyczną muzyką kameralną. Nie jest dostępna na co dzień. A grana w zabytkowych wnętrzach zyskuje na wartości. Coś wyjątkowego.

Torfowiska zachowały dawną przyrodę. Jak w kapsule czasu. Spotkać tu można wiele reliktowych gatunków roślin i zwierząt. Bagna, moczary, torfowiska kiedyś były liczniejsze. Ale człowiek osuszał je i przekształcał. W rezultacie ten tym siedliska stał się coraz bardziej zagrożony. Dla koneserów kameralnego kontaktu z przyrodą torfowiska i najprzeróżniejsze moczary to okazja do zobaczenia rzadkich i zagrożonych gatunków. Ale te obszary wodnobłotne mają także znaczenie globalne. W czasach globalnego ocieplenia jednym z zagrożeń jest podnoszenie się poziomu mórz i oceanów (spowoduje zalanie najbardziej ludnych terenów na kilku kontynentach). Zatrzymywanie wody na lądach to jednocześnie zmniejszanie wielkości podnoszenia się poziomu wód oceanicznych. Torfowiska mogą „magazynować” wodę, zarówno w skali globalnej jak i lokalnej (mała retencja wody). Mają też jeszcze jedną ważna cechę – gromadzą węgiel (nie powraca do atmosfery) a więc korzystnie oddziałują na eliminację dwutlenku węgla (gaz cieplarniany). 

Przyroda inspiruje nie tylko artystów plastyków, pisarzy ale i muzyków. Szkoda, że tak mało mamy okazji do kameralnego, bezpośredniego kontaktu z przyrodą. I klasyczną muzyką kameralną w wykonaniu profesjonalistów. 

We Wrzesinie opowiadałem także o gatunkach roślin i zwierząt, charakterystycznych dla torfowisk. Dyskusja, już po spotkaniu, trochę mnie zaskoczyła. Nie przypuszczałem, że rosiczka może być tak nieznaną i niezwykłą roślina dla przeciętnego zjadacza chleba. Wydawała mi się tak oczywista i powszechnie znana, łącznie z jej owadożernością. Warto poznawać słuchaczy. Wtedy edukacja pozaformalna będzie bardziej skuteczna.

 

Więcej o koncertach letnich, w ramach których odbył się wykład we Wrzesinie oraz zdjęcia z koncertu.

 

O gliniarzu naściennym, misji uniwersytetu i edukacji przyrodniczej

gliniarz_nacienny_Krk_3Uczestnictwo w poznawaniu świata dla każdego jest dostępne. To nie jest wiedza tajemna ani ekskluzywna jedynie dla wybrańców (fakt – wymaga wysiłku uczenia się i czytania, dialogu – ale przecież na to nie trzeba pozwolenia czy dyplomów). Piszę to w kontekście zarówno edukacji szkolnej jak i pozaformalnej. Ważne jest jednak merytoryczne wsparcie i otwarcie środowiska naukowego. Trzeba coś zrobić dla innych a niekoniecznie tylko „dla punktów” czyli w perspektywie krótkoterminowej dla własnej kariery. Być może stałe patrzenie pod nogi zapobiega potknięciom czy wdepnięciu w kałużę, ale grozi zgubieniem celu wędrówki. Trzeba przynajmniej od czasu do czasu patrzeć na horyzont, daleko przed siebie.

Od dawna funkcjonuje wiele różnorodnych projektów badań naukowych z udziałem wolontariuszy „amatorów”. Realizowane są głównie przez organizacje pozarządowe i stowarzyszenia. Najwyższa pora by do takich działań systemowo włączyły się uniwersytety (środowiska akademickie). Bez dobrego wsparcia merytorycznego, wskazującego sensowne obszary poznawcze i łatwe metodologicznie, miłośnicy wiedzy nie bardzo sobie poradzą (mogą zawędrować na manowce pseudonauki). Nowe narzędzia internetowe stwarzają nam doskonałe możliwości. W sumie to tylko pełniejsza realizacja misji uniwersytetu. Wspominałem o tym w czasie konferencji „Inspiracje 2016”  – niebawem szerzej o tym napiszę, także w kontekście zmian w edukacji.

Jestem przekonany, że polskie uniwersytetu coraz pełniej włączać będą się w ten nurt edukacji pozaformalnej. A przynajmniej powinny. Z drugiej strony obserwacje tak zwanych „amatorów” mogą być bardzo przydatne i potrzebne zawodowym naukowcom i w szeroko zakrojonych badaniach naukowych. Umożliwiają przecież zebranie wielu danych z bardzo wielu punktów. Istotne jest to w badaniach przyrodniczych, na przykład przy obserwacji zmian zasięgu gatunków obcych i inwazyjnych czy skutków zmian klimatu.

Cztery lata temu napisałem o osie z rodziny grzebaczowatych – gliniarzu naściennym (Trąba wodna i gliniarz naścienny czyli rozważania o wyciąganiu wniosków z jednostkowych obserwacji). Zupełnie niespodziewanie odezwało się wiele osób, przysyłając nowe zdjęcia i podając miejsca obserwacji. Efektem tych korespondencji był kolejny tekst z kolejnymi danymi: O gliniarzu, co nielegalnie wdziera się do naszych domów oraz jeszcze jeden z ubiegłego roku: O gliniarzu naściennym co zasłon się czepia i do laptopów zagląda.  Skoro te wpisy są jakimś „punktem kontaktowym” dla osób poszukujących informacji o tym nowym dla Polski gatunku owada, to zamieszczam następną informację. List dostałem kilka dni temu:

Szanowny Panie Profesorze,

Piszę w nawiązaniu do wpisu na Pańskim blogu o gliniarzu naściennym. Nie wiem, czy temat jeszcze Pana interesuje, jednak chciałam poinformować o wystąpieniu tego gatunku w Krakowie (osiedle Ruczaj). Dzisiaj odkryłam gniazdo w rogu balkonu (południowa wystawa), musiało powstać w przeciągu 1, maksymalnie 2 dni. Myślę, że jest to gliniarz, wyglądem odpowiadał zdjęciom z internetu, dodatkowo w glinianych w kokonach już były zgromadzone pająki. W załączniku przesyłam zdjęcia, niestety nie są najlepszej jakości, ale mam nadzieję, że pomogą w identyfikacji.

Z wyrazami szacunku

Ewelina Żurawicz

Temat mnie interesuje z kilku powodów. Dorzucę kilka innych obserwacji, zamieszczonych w komentarzach:

  • Gość pół miesiąca temu: Zaobserwowano w Zakopanem i pod Rabką Zdrój.
  • Gość: [Grzegorz] 11 dni temu: Witam, dzisiaj zlikwidowałem 4 kokony na szafie. Zostawiam na dzień uchylone okno w mieszkaniu i nie wiem co dzieje się przez ten czas. Rzeszów, mieszkanie na 6 piętrze
  • Gość: [Snoffy] 10 dni temu : Grzegorz, u mnie w Rzeszowie też próbują się wedrzeć. W którym rejonie miasta mieszkasz?
  • Gość: [Gość1] 8 dni temu: Dziś gliniarz latał po moim balkonie (mieszkanie w bloku) z pająkiem „w zębach” 🙂 jeden kokon zrobił na balkonie przy oknie, a drugi dopiero zaczął lepić. Rzeszów, Drabinianka
  • Gość: [Przemo] *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 4 dni temu: Witam właśnie zlikwidowałem gniazdo gliniarza. Podkarpacie
  • Gość *.dynamic.chello.pl godzinę temu: Ja dzisiaj zlikwidowałam gniazdo w Krakowie na Ruczaju. Powstało w 1 dzień w rogu balkonu obok okna, w środku już były gromadzone pająki…

Ludzie są ciekawi świat. Najefektywniejsza edukacja to edukacja aktywna. Wystarczy czasem tylko ciekawość, telefon komórkowy z aparatem fotograficznym i dostęp do Internetu. Rolą uniwersytetów jest wykorzystać tę ciekawość i przygotować bardziej profesjonalne wsparcie, wraz z dobrymi ilustracjami, kluczami i atlasami oraz ciekawymi informacjami o tychże gatunkach.

Zamieszczone zdjęcie autorstwa Eweliny Żurawicz

O owadach zapylających w mieście i o wydłużonej edukacji pozaformalnej

DSCN3010Ten wpis jest komplementarnym dopełnieniem krótkiego programu telewizyjnego (wtorek 17 maja 2016, TVP3 Olsztyn, pasmo poranne, ok. godz. 7.40, powtórka o 17:45 i 19:30 – „Pora na przyrodę”.). Tematem telewizyjnego materiału są owady zapylające w mieście i tak zwane hotele dla pszczół. Ale chodzi mi o coś więcej niż krótkotrwałe zadziwienie jakimś zjawiskiem, problemem, faktem (naukową „sensacją”). Chciałbym zachęcić do długotrwałego poznawania przyrody. Eksperymentuję, rozpoznaję nowoczesne narzędzia komunikacji i próbuję nowych możliwości w zakresie edukacji pozaformalnej (przede wszystkim poprzez współpracę – tak jak w ekosystemie o sukcesie decyduje wspólnotowość). Jest to jednorazowa próba, ale może z tego urodzi się coś więcej i na dłużej.

Dorośli też są ciekawi świata, jak dzieci. W telewizji był krótki materiał (7-8 minut) wraz z rozmową. Trochę mało? Dlatego proponuję doczytanie, na przykład na niniejszym blogu (potem może powstanie systemowe rozwiązanie). Zaciekawić, zadziwić i zachęcić do kontynuacji (w dalszej części będzie więcej na ten temat),

Ale najpierw o owadach wmieście. Nie tylko pszczoła miodna zapyla kwiaty. Bez owadów zapylających wiele gatunków roślin po prostu by wyginęło bo znacznie utrudnione byłoby zapylenie a w konsekwencji wydawanie nasion i rozmnażanie. Miliony lat koewolucji owadów i roślin doprowadziło do tej zależności ekologicznej. Blisko 70-80 procent roślin jadalnych (uprawianych przez człowieka) to gatunki owadopylne. Bez owadów świat były dużo uboższy i… bardzo dla nas ludzi nieprzyjemny.

Nie za bardzo sobie uświadamiamy fakt, że żyjąc w mieście żyjemy w przyrodzie, w niezwykle ciekawym ekosystemie (urbicenoza). Nie trzeba więc jechać daleko by być w sercu dzikiej przyrody (dzikiej w czasach nowoczesności).

Owady zapylające to na przykład pszczoły samotnice, motyle, muchówki i wiele innych. Czy zwracamy na nie uwagę? Potrzebne im miejsce do gniazdowania (siedlisko życia), a w mieście siedlisko bardzo przekształciliśmy (i to niekorzystnie dla przyrody i nas samych). Brak strzech, nieimpregnowanego drewna, szczelin, drzew dziuplastych. Wszystko sterylne, plastikowe, szklane, wybetonowane. Budowanie tak zwanych „hoteli” to zwiększanie miejsc dogodnych do bytowania, zakładania gniazd, schronienia dla wielu gatunków stawonogów. Poza tymi „domkami dla biedronek” potrzebne jest odpowiednie gospodarowanie terenem w mieście. Po trzecie potrzebny do życia owadom jest pokarm a więc kwitnące rośliny. To problem np. nadmiernie i nieumiejętnie wykoszonych miejskich trawników. Nie wystarczą hotele dla pszczół, potrzebne są kwitnące trawniki, balkony i miejsca zielone.

Niektóre pszczoły samotne budują swoje gniazda w łodygach trzciny (np. murarka ogrodowa), inne drążą w glinie (brak odsłoniętych skarp i glinianych lepianek), inne na odkrytej glebie piaszczystej lub gliniastej (przeczytaj o pszczolince). Jeszcze inne wykorzystują wosk i włoski roślin – zatem potrzebne są odpowiednie rośliny. W końcu inne budują w … pustych muszlach ślimaków. Różnorodność przyrody jest ogromna i niezwykle ciekawa.

Aby owady zapylające przetrwały w mieście powinniśmy tworzyć im odpowiednie siedliska. W tak zwane usługi ekosystemowe warto inwestować, tak samo jak w nowe technologie. Chcesz wiedzieć więcej? Przeczytaj i to:

DSCN1108Przejdźmy teraz do edukacji poza murami szkoły, także dorosłych (edukacja pozaformalna i ustawiczna). Jednym z atrakcyjnych tematów jest ekologia w mieście. Nie tylko poznać ciekawostki i wybrane fakty ale i przede wszystkim zrozumieć procesy zachodzące obok nas. Także i po to, by mądrzej i efektywniej gospodarować oraz organizować przestrzeń przyjazną dla człowieka (mieszkańca miasta) – aby Polak był mądry przed szkoda a nie po szkodzie..

W tak rozumianej edukacji ważne jest tworzenie okazji do samodzielnego odkrywania świata wokół nas, w tym przypadku przyrody. Poznawanie faktów ale i rozumienie zjawisk. Zadziwić, zainteresować a co dalej? Od nas coś zależy, możemy być aktywni. Po pierwsze kontynuować rozmyślania nad wybranym zjawiskiem, doczytać – bo cóż można się dowiedzieć w ciągu 7 minut programu telewizyjnego? Tymczasowo umieszczam niniejszy wpis na blogu, z linkami – obserwuj owady wokół swojego domu, poznawaj, działaj.

Doczytaj, dowiedz się więcej. Nie chodzi o krótkotrwałe „wybuchy i fajerwerki” na jednorazowym festiwalu naukowym (lepiej zostań twórcą a nie tylko biernym konsumentem). Chodzi o zwrócenie uwagi, zaciekawienie i inspirację do dalszych, samodzielnych poszukiwań (edukacja pozaformalna we współpracy z telewizją, w tym konkretnym przypadku). Obserwuj przyrodę w najbliższym otoczeniu. To najlepsza edukacja. Dostrzeż problem i dalej go poznawaj. Nie tylko wyszukując kolejne informacje ale i przez samodzielne i aktywne poznawanie (we współpracy np. z uniwersytetem czy innymi instytucjami, przygotowującymi materiału do inspiracji i do samodzielnych obserwacji). Obserwuj. Owady zapylające to wdzięczny obiekt badawczy. Oraz kwitnące rośliny w mieście. Siądź w oknie lub na ławeczce lub po prostu na trawniku, i obserwuj. Notuj, dyskutuj oraz publikuj (np. tu http://natura.wm.pl/)

Eksperymentuj. Zbuduj lub kup „hotelik”, umieść na ścianie budynku i obserwuj. Co i kiedy przylatuje. Może uda się rozpoznać gatunek? Dokumentuj obserwacje np. fotograficznie czy w swoim notatniku. I dziel się obserwacjami z innymi. Żywe laboratorium w mieście, na trawniku, balkonie, na miejskim czy wiejskim skwerze. W skrzynce balkonowej nie muszą być tylko kwiaty ogrodowe, mogą być zioła, „chwasty” i donica z glebą, w której pszczoły samotne zbudują norkę i złożą jaja. Albo mrówki. Przykłady obserwacji miejskich znaleźć można na niniejszym blogu, w tym z wykorzystaniem zdjęć i obserwacji moich czytelników. Eksperymentuj, jesteś w szkole. Takiej poza murami klasy.

A ja o rezultatach swoich edukacyjnych eksperymentów i obserwacji opowiem m.in. na trzech zbliżających się konferencjach dla nauczycieli (Uczę się, poszukuję, dyskutuję i próbuję realizować) :

Ps. Informacje z linkami jak zbudować dobry „hotel” dla pszczół umieszczę za kilka dni.

Malowane dachówki wyczarowane z gliny

12091163_1078349638843560_3701878115688649012_oW przyrodzie wszystko jest ze sobą powiązane. W kulturze chyba także. W majowy weekend malować będziemy dachówki i kamienie w Skansenie w ramach pikniku pt. „Jarmark sztuki nie tylko ludowej. Wyczarowane z gliny.” Będzie przyrodniczo i kulturowo i w powiązaniu z dziedzictwem. To będzie sztuka nie tylko ludowa. Dlaczego kamienie, dlaczego dachówki? I dlaczego bioróżnorodność?

1 maja 2016 r. w olsztyneckim Skansenie można będzie zobaczyć dawne zawody związane z gliną, ulepić garnek, a z nami pomalować dachówkę. 30 zabytkowych dachówek i trochę kamieni przygotował Skansen. Ale może dowieziemy dodatkowo jeszcze inne. Będzie co zjeść. Będą ludzie, z którymi można porozmawiać. My przy malowaniu opowiadać będziemy Wam o lokalnej przyrodzie: grzybach, roślinach, zwierzętach, trochę o dawnych zwyczajach. O zupie z pokrzywy i maści czarownic do latania i o Wimlandii. Jednym słowem o dziedzictwem przyrodniczym i kulturowym regionu. A Ania Broda zagra na wileńskich cymbałach i zaśpiewa.

Dachówki są z gliny. Ale najpierw były kamienie. Gdzieś w głębi ziemi gorąca lawa, która się wydostała, ostygła, skaliste góry tworzyła. Te smagane przez wiatr, wodę i mróz, kruszą się na coraz drobniejsze fragmenty: głazy, kamienie, kamyki. Płynąca woda frakcjonowała efekty wietrzenia, oddzielając żwir od piasku i od iłu. Ten ostatni osadzał się w wolno płynących odcinkach rzek, wraz z resztkami organicznymi. Tak powstały zwały gliny. A glinę wykopano i z niej zrobiono dachówki, cegły, garnki, kafle.

W każdej dachówce jest więc zaklęty kamień… z długą historią bycia w przyrodzie. Pamięta ruchy górotwórcze, wulkany oraz lodowiec (lądolód). I pamięta rzekę z żyjącymi tam chruścikami. A może jeszcze coś więcej?

Taka dachówka, leżąca przez lata na warmińskiej czy mazurskiej chałupie, oborze, stodole, kościele czy przydrożnej kapliczce, nie jedno widziała, nie jedno słyszała. Nie jedną rozmowę, nie jedno granie i śpiewanie. Ma swoją historię. A my jej nie wyrzucamy. Malujemy i dodajemy nową treść i nową historię. Podobnie z kamieniami, szarymi, niepotrzebnymi.

Pomalowaną przez siebie dachówkę lub kamień można będzie zabrać ze sobą. Albo zostawić na wystawę. Kto będzie malował? Stanisław Czachorowski, Ania Wojszel, Agnieszka Pacyńska-Czarnecka, Ania Broda… i może jeszcze inne osoby dołączą. Wy też możecie do nas dołączyć, zapraszamy do Olsztynka 1 maja br. w godzinach 10.00-16.00. Do skansenu – Muzeum Budownictwa Ludowego – Park Etnograficzny w Olsztynku.

A 25 maja zapraszam na Wydział Biologii i Biotechnologii, gdzie w ramach światowego Dnia Fascynujących Roślin i majówki z etnobotaniką malować będziemy łąkę na dachówkach. Rośliny i owady zapylające. I co tam tylko jeszcze z kwitnącą łąką lub śródleśną polaną się wiąże.

Co jeszcze będzie pierwszego maja w Olsztynku? Przede wszystkim zawody związane z gliną. Garncarstwo – jako jedno z najstarszych rzemiosł – polega na rękodzielniczym wyrobie glinianych naczyń i przedmiotów codziennego użytku. Formy gliniane toczone na kole garncarskim uznaje się za naczynia dopiero po ich wypale w piecu garncarskim. Wśród najbardziej typowych efektów pracy garncarza należy wymienić przede wszystkim: miski, kubki, garnki, dzbanki, butle, dwojaki, donice a także kafle piecowe. W cegielniach z gliny wypala się cegły i dachówki. Czy obecnie istnieje jeszcze tradycyjne garncarstwo? Czy któreś jego cechy pozostały do dzisiaj? Jak to rzemiosło wygląda współcześnie? Odpowiedzi na te pytania będzie można odnaleźć podczas „Jarmarku sztuki nie tylko ludowej. Wyczarowane z gliny”, który odbędzie się 1 maja w godz. 10:00-16:00. Towarzyszyć będzie kiermasz rzemiosła, sztuki i regionalnych kulinariów, na którym nie zabraknie wyrobów z dziedziny garncarstwa, ceramiki, wikliniarstwa oraz malarstwa. Odbędą się pokazy: wyrobów ceramicznych, toczenia naczyń na tradycyjnym kole garncarskim i ich wypału w piecu. Będzie można uczestniczyć w warsztatach lepienia z gliny, malowania kafli piecowych, malowania dachówek oraz hartowanych garnków dawnej garncarki. Dla dzieci teatrzyk zagra „Zawody naszych dziadków”. Odbędzie się również prelekcja o kaflarstwie ludowym oraz wystawa etnograficzna pt. „Powstało z gliny. Rzemiosło czy sztuka.” Na scenie wystąpi Węgojska Strużka oraz zespół Babsztyl.

 

Zdjęcia – Ania Wojszel

Więcej na ten temat:

http://muzeumolsztynek.com.pl/pl/aktualnosci/news/majowka-wyczarowana-z-gliny.html

http://dziedzictwo-kip.blogspot.com/2016/04/majowka-wyczarowana-z-gliny-tez-tam.html

1617805_1015828518429006_351196615412888833_o1

 

1617805_1015828521762339_6633053677153573678_o

Mały projekt badawczy z Gimnazjum nr 13

WP_20160310_08_43_50_Pro

Z samego rana jestem już drugi raz w Gimnazjum nr 13 w Olsztynie. Wspólnie z młodzieżą oraz Bankiem Żywności w Olsztynie, realizujemy mały projekt badawczy. Uczniowie z dwóch klas najpierw odwiedzili okoliczne sklepy w bardzo określonym celu. Chyba po raz pierwszy mogli wykorzystać swoje telefony komórkowe jako przyrządy badawcze. Od dzisiaj zajmiemy się analizą koszta do śmieci. Zadania niby proste, ale uczą metody badawczej ze wszystkimi jej elementami. Będą na koniec raporty i referaty. 

Jestem bardzo ciekaw rezultatów.

c.d.n.