Namaluję sobie muchę … na kamieniu

gorzekkamienieDo efektywnej pracy trzeba zatrudnić obie półkule mózgowe. Lewa półkula, zwana akademicką, gdy sama pracuje, to druga, prawa – zwana artystyczną się nudzi. I przeszkadza. Nauka łączy się ze sztuką. Wzajemnie uzupełnia. Potrzebna jest analiza i synteza, naukowa skrupulatność i artystyczna innowacyjność. Sztuka dla naukowca nie jest tylko hobbystycznym odpoczynkiem ale i psychiczną higieną. Intelektualna rozgrzewką.

Tym razem szalony pomysł zrodził się w Lublinie, żeby w czasie tegorocznych warsztatów bentologicznych (bentos, to małe bezkręgowce żyjące na dnie zbiorników wodnych) malować wodne bezkręgowce na kamieniach. Szybko podchwyciłem ten artystyczny pomysł na spotkanie integracyjne ale i nieco inne spojrzenie na życie biologiczne potoków górskich. W tym roku XXII Ogólnopolskie Warsztaty Bentologiczne odbędą się w dniach 21-23.05.2015 r. w Przesiece k. Karpacza, w Karkonoszach. Celem warsztatów jest przybliżenie zagadnień związanych z monitoringiem wód oraz zachęcenie do badań makrofauny rzek Sudetów. Zjedzie się kilkudziesięciu naukowców z Polski i krajów ościennych. Libuse Opatrilova oraz Stanislav Vojtasek przedstawią metodykę pobierania próbek makrozoobentosu i oceny stanu ekologicznego rzek, przyjętą w Czechach. Natomiast dr Grzegorz Tończyk przybliży nam problematykę oznaczania rzędu Diptera. Warsztaty zakończy wycieczka po Karkonoszach.

Będą więc referaty, postery, warsztaty oznacznia i spotkania kuluarowe. Jadę by nie tylko zdać relacje z badań nad chruścikami Kotliny Kłodzkiej i wykorzystaniem ich w monitoringu wód. Nie tylko by pouczyć się oznaczania jakże trudnej grupy jakimi są larwy muchówek. Ale także po to, by w rozmowach kuluarowych podyskutować ze specjalistami z całej Polski, bo wymienić się pomysłami, zaplanować dalsze wspólne badania, publikacje. I by się lepiej kuluarowo rozmawiało będziemy malowali kamienie, zebrane z Karkowskich potoków. Malowanie to nie tylko odwzorowywanie tego, co się widzi. To wyobrażanie sobie obiektu. Im lepsza wiedza entomologiczna (znajomość anatomii owadów), tym wierniejsze (prawdziwsze) powstają malowane odwzorowania. Rysunki i ilustracje barwne zawsze zawierają więcej treści niż zdjęcie fotograficzne. Bo dodawany jest element teorii. Uwieczniane jest więcej niż widać w danej chwili. Dodawany jest skumulowany efekt zdobytej wiedzy.

Jadę w Karkonosze, by przy okazji konferencji naukowej… namalować sobie „robala” na kamieniu. Pierwotnie planowałem malowanie na butelkach… ale farby akrylowe szybciej schną i dają większe możliwości. Potem pozostanie tylko polakierowanie i… niech sobie kamienie leża w trawie lub nad potokiem. Nie będę jedynym, który będzie malował. Liczę, że do zabawy dołączy więcej osób.

A na ilustracji wyżej prace dr Małgorzaty Gorzel z Lublina, specjalistki od Chironomidae.

Dzień wody

dzien_wody

Żyjąc w krainie tysiąca jezior, gdzie wody mamy teoretycznie pod dostatkiem, trudno sobie wyobrazić, że dobrej wody pitnej i tej dla rolnictwa zaczyna brakować. Niedawno byłem na konferencji w Welskim Parku Krajobrazowym. Ten globalny problem dotarł już do nas. Obniża się poziom wód gruntowych a więc trzeba kopać coraz głębsze studnie głębinowe. To są koszty. Zaczynają się pierwsze „kłótnie” o wodę. Do środowiska naukowego docierają prośby o zbadanie sytuacji, rozpoznanie rzeczywistych przyczyn oraz wymyślenie działań zaradczych.

Po raz pierwszy namacalnie z problemami deficytu wody zetknąłem się 5 lat temu w Hiszpanii, w czasie wyjazdu studyjnego, organizowanego przez Warmińsko-Mazurską Agencję Rozwoju Regionalnego. Później, będąc we Francji widziałem deszczownie nawadniające pola… we wrześniu. By zasiane ziarno mogło w ogóle wzejść. Powoli te problemy docierają i do nas. A globalne zmiany klimatu przyczynią się w wielu miejscach naszej planety do coraz poważniejszych problemów z dostępem do czystej  wody pitnej.

Pojezierze Mazurskie z młodym krajobrazem polodowcowym to kraina obfitująca w wodę: setki jezior, liczne rzeki, tysiące małych zbiorników wodnych, liczne bagna i torfowiska. Krajobraz i zbiorniki wodne intensywniej przekształcane były przez aktywność człowieka głównie w ostatnich wiekach (XVIII – XX w.). Zasoby wodne zmieniały się w wyniku wylesiania dużych obszarów, osuszania torfowisk i jezior, odwadniających melioracji. W ostatnich dziesięcioleciach dotknęło nas nie tylko zanikanie siedlisk wodnych ale i pogarszanie się jakości: zanieczyszczanie wód, eutrofizacja jezior.

Do tej pory tymi procesami martwili się tylko przyrodnicy i ekolodzy bo wymierały liczne gatunki związane ze środowiskiem wodnym, w tym owady wodne, a pośród nich chruściki (Trichoptera). Teraz problemy z wodą dostrzega także biznes i szerokie kręgi społeczeństwa: coraz dotkliwiej odczuwalne są problemy braku wody dla rolnictwa, turystyki (zanieczyszczanie jezior), obniżanie się poziomu wód gruntowych co powoduje konieczność budowania coraz głębszych studni głębinowych. Problemy z zasobami wody dla gospodarki widoczne są w skali lokalnej, a na to nakładają się problemy globalne (ocieplenie klimatu, retencja wody jako przeciwdziałania np. podnoszeniu się poziomów wód w oceanach i zalewaniu terenów niżej położonych).

W związku z powyższym potrzebne są badania naukowe, które nie tylko rozpoznają stan obecny (opis stanu zasobów wodnych i różnorodności biologicznej organizmów wodnych), ale zdiagnozują przyczyny i pomogą znaleźć praktyczne rozwiązanie. (przeciwdziałanie negatywnym skutkom zarówno dla gospodarki jak i ochrony przyrody).

Tegoroczny Dzień Wody będę obchodził we Francji (27 marca), na konferencji naukowej oraz wizycie studyjnej. Będzie to dyskusyjne poszerzenie kontaktów oraz zastanowienie się czy można coś razem zrobić. Rysujący się problem badawczy to pytanie jak to się zmieniają się lokalne zasoby wodne, w tym w jeziorach, rzekach, stawach rybnych itd. oraz jak zmienia się przyroda (różnorodność biologiczna organizmów wodnych). Interesujące jest także czy i jak zbiorniki antropogeniczne (np. stawy rybne, oczka ogrodowe, wyrobiska żwiru, zbiorniki pokopalniane) mogą przyczyniać się do ochrony bioróżnorodności oraz poprawy bilansu wodnego.

Potrzebne są badania interdyscyplinarne (biologia, geografia, nauki społeczne itd.) w skali europejskiej, np. z wybranymi obiektami we Francji (np. Park Bren – zbiorniki antropogeniczne), Polsce (Pojezierze Mazurskie – jeziora naturalne) i ewentualnie porównawczo i inne tereny (Łotwa, Litwa, Niemcy itd.). W obiekcie zainteresowań może znaleźć się także mała retencja na terenach leśnych jak i rolniczych, oraz kultura i styl życia, wpływające na konsumpcję i sposób użytkowania zasobów wodnych i związanej z nim różnorodności biologicznej. Bo o zasobach wodnych decydujemy nie tylko w formie wielkich inwestycji ale i w codziennych czynnościach, np. retencjonując wodę w mieście lub pijąc wodę z kranu.

Relację z konferencji oraz kolejnej wizyty studyjnej zamieszczę po powrocie.

Laska z płaskim brzuchem z krainy świtezianek

Młodość zazwyczaj skupia się na urodzie. Płaski brzuch, a jak nie to depresja. Skojarzyło mi się z to bohaterem dzisiejszego wpisu. A może raczej bohaterką. Ważką płaskobrzuchą. A skoro płaski brzuch to laska. I owa „młodzieżowa laska” zaobserwowana została nad mocno zmeliorowaną Lepacką Strugą, w towarzystwie świtezianki dziewicy (Calopteryx virgo). A co z ta depresją? Ważka płaskobrzucha po łacinie zwie się Libellula depressa… Tytuł jest już więc chyba wyjaśniony.

Meliorować czy nie meliorować, oto jest pytanie. Z takim pytaniem do odpowiednich instytucji zwracają się inne instytucje a w odpowiedzi partycypują ekolodzy (czyli na przykład ja). Mają zbadać jaki jest stan, jakie zachodzą procesy i co się stanie po bagrowaniu uregulowanej rzeczki (bardziej rowu melioracyjnego), a co stanie gdy nie będzie bagrowania. Zarówno w kontekście bliskich zmian siedliskowych jak i dalszych efektów ekosystemowych.

Za sprawą szekspirowskich pytań meliorantów powróciłem w okolice Łomży. Powróciłem, bo już wcześniej kilkakrotnie tam bywałem. Już jako student przyjeżdżałem na badania i na obozy naukowe do Drozdowa, potem na obozy naukowe ale już ze studentami jako opiekun, także we współpracy z Uniwersytetem w Rostocku. Spenetrowałem teren od Piątnicy aż o Wiznę, koncertując się na pięknej dolinie Narwi i Łomżyńskim Parku Krajobrazowym Doliny Narwi. Wtedy szukałem przede wszystkim chruścików oraz innych owadów wodnych.

Tym razem w okolice Łomży przyjechałem w zupełnie innym celu, aby poszukiwać gatunku „naturowego” – skójki gruboskorupowej (Unio crassus). Rzeczonej skójki w Lepackiej Strudze nie spotkałem, ale spotkałem inne gatunki. Na przykład ważkę płaskobrzuchę.

Ważka płaskobrzucha, (Libellula depressa) należy rodziny ważkowatych (Libellulidae, podrząd ważek różnoskrzydłych). Samce ubarwione są na niebiesko (zdjęcia niżej), natomiast samice są złoto–żółte, z wiekiem brązowiejące (zdjęcie u góry). Ciało opisywane ważki mają krępe i spłaszczone. Długość ciała dochodzi do 4,8 cm, a rozpiętość skrzydeł do 8 cm. Larwy znoszą krótkotrwałe susze, zakopując się w wilgotnych warstwach dna. Larwy nie są łatwe do zaobserwowania bowiem zwykle kryją się, zagrzebując się w mule. Mogą przeżyć nawet w małych kałużach lub koleinach na drodze, przeczekując okres wyschnięcia zbiornika wodnego. Rozwój larwalny trwa dwa lata. Imagines (owady doskonałe) zobaczyć można fruwające od maja do połowy lipca.

Ważka płaskobrzucha zasiedla małe, słabo zarośnięte przez roślinność wodną zbiorniki, np. glinianki, piaskownie, żwirownie. Zasiedla szerokie spektrum wód stojących i płynących, preferując siedliska znajdujące się we wczesnych stadiach sukcesji. Najliczniej w wodach płytkich, nasłonecznionych, unika wód kwaśnych. Gatunek pospolity w całej Polsce, szeroko rozprzestrzeniony, rzadszy w głębi kompleksów leśnych. Zatem meliorowana i bagrowana rzeczka, wolno płynąca pośród łąk, jest dobrym dla niej siedliskiem.

Bezkręgowce są bardzo dobrym obiektem do badań monitoringowych i badań oddziaływania inwestycji na środowisko. Związane są z małymi siedliskami, łatwo identyfikowanymi w terenie. Co innego duże ssaki czy ptaki – te mają strefy życia znacznie większe, często obejmujące cały krajobraz (miejsce gniazdowania, żerowania, przeloty). Ale bezkręgowce, w tym owady są relatywnie bardzo słano poznane i mało jest specjalistów, potrafiących je obserwować i rozpoznawać. Dlatego bada się zazwyczaj ptaki czy nietoperze, choć z takich analiz wiele nie wynika.

Bezkręgowce wymagają badań, aby poznać biologię i ekologię wielu tysięcy gatunków (a więcej wiemy tylko o części z nich) oraz aby poznać ich relacje w aspekcie ekosystemowym. Wtedy zarządzanie zasobami środowiska będzie miało bardziej sensowne podstawy.
Póki co trzeba czekać na młodych, którzy zainteresują się nie tylko ważkami z płaskim brzuchem ale i wieloma innymi bezkręgowcami. Do odkrywania, opisywania i interpretowania zostało bardzo dużo. Dla wielu osób na wiele lat starczy pracy….

O tym, jak spałem pod mostem

Ostatnie badania terenowe przywiodły mnie do miejsc, które odwiedzałem w czasie studiów. Coraz więcej jest takich sentymentalnych odwiedzin. Widać, że jestem tutejszy i zakorzeniony. Nawet spałem pod mostem…

A było to tak. Jeszcze jako student włączyłem się do badań hydrobiologicznych Katedry Ekologii i Ochrony Środwiska na rzece Pasłęce. Potem powstała  z tego moja praca magisterska o chruścikach rzeki Pasłęki. Jeździłem więc jako student i uczestniczyłem w badaniach terenowych. Któregoś razu, na stanowisku koło Ornety, pod mostem na rzece Pasłęce (koło Stolna), spotkaliśmy jakieś norki na gliniastej skarpie. Ktoś powiedział, że to pszczoła porobnica murarka (pszczoła z grupy samotnych). Jako ciekawy student, postanowiłem później sprawdzić i rozpoznać to stanowisko. Sama pszczoła jako gatunek była ciekawa i stanowisko chyba mocno na północ wysunięte. Nie ma co gdybać, trzeba to dokładniej sprawdzić. Spakowałem plecak … i pojechałem. To był początek lat 80. XX wieku.

Dotarłem autobusem lub pociągiem (?) do Ornety. Tam nawet znalazłem jakiś hotelik zakładowy czy inny, zapytałem się o nocleg. I dalej chyba powędrowałem pieszo. Kilka kilometrów. Może podjechałem na stopa, nie pamiętam. W każdym razie dotarłem nad rzekę Pasłękę i przepiękny most (kolejowy zniszczony i częściowo rozebrany). Szukałem w różnych miejscach i znalazłem gniazda domniemanej porobnicy murarki. Jedno rozkopałem… i zastałem dziwne schronienia, zbudowane z liści. Kilka  larw zakonserwowałem. Dzisiaj wiem, że to była pszczoła miesierka, ale wtedy nie miałem pojęcia co to jest, byłem przekonany, że to właśnie porobnica murarka. Publikacji się nie udało napisać (ani zrelacjonować na konferencji), bo nie oznaczyłem zebranego materiału. Teraz byłoby znacznie łatwiej z konsultacjami, wtedy nie było internetu a informacji było tyle, co na lekarstwo.  Została przygoda wyprawy badawczej…

Wrócić przed zmierzchem nie było jak. Autobusów już nie było. Na szczęście przezornie wziąłem ze sobą śpiwór (doświadczony wyprawami turystycznymi oraz udziałem w letnich obozach koła naukowego). Postanowiłem przespać się pod mostem. Chronił od deszczu (brać namiot byłoby zbyt ciężko). Noc na odludziu, z głosami przyrody. Trochę strasznie, ale cóż robić. Nauka wymaga wyrzeczeń… i przygody. A młodość lubi przygody.

Na drugi dzień, skoro świt, po turystycznym, terenowym śniadaniu rozpocząłem podróż powrotną. Chyba udało mi się zabrać autobusem. Po trzydziestu latach niewiele w pamięci zostaje. Tylko najważniejsze fragmenty.

W czerwcu br. odwiedziłem Pasłękę i ten most ponownie. Trochę przez przypadek, bo w do innego, wcześniej wytypowanego miejsca nie udało się dotrzeć polnymi drogami. Tym razem pobyt był krótki, z transportem i bez przygód. Czego innego szukałem, ani chruścików ani pszczół. Ale na brzegu zauważyłem fragment po gnieździe miesierki (chyba, bo nie było czasu na dokładne oględziny). Widać albo deszcz wypłukał, albo jakiś zwierz rozkopał. Bo przecież chyba nie kolejny, młody człowiek, badający tajniki przyrody?

W każdym razie, w młodzieńczych latach zaliczyłem spanie pod mostem. Wiązało się ono nie z bezdomnością a z naukowymi wyprawami. Z przygodą odkrywania niezbadanego. W prawdziwej nauce zawsze odkrywa się coś nowego, nieznanego, niezbadanego. Pozostaje przygoda, bez konieczności spania pod mostem.

Przypomniałem sobie te chwile, bo odwiedziłem to samo miejsce, tym razem w ramach badań, związanych z biomonitoringiem. a pszczoła miesierka przypomniała mi się a propos niedawno rozpoczętymi działaniami na rzecz przywracania siedlisk pszczół samotnych (hotele dla pszczół).

Morał z tej opowieści taki, że warto na studiach kierować się pasją poznawczą, brać udział w różnych projektach, działaniach czy autentycznych badaniach, a nie tylko chodzić na zajęcia i odrabiać lekcje. A dla mnie, jako pracownika morał taki, żeby więcej zadań realizować metodą projektu i nauczania problemowego. Bardziej przybliża to do realnego życia i rynku pracy. Uczy rozwiązywania konkretnych problemów… i jest przygodą!

O liczeniu bocianów, warmińskiej i mazurskiej wsi oraz dziedzictwie kulturowym i przyrodniczym

Bociany kojarzą się z naszym regionem, nawet pojawiły się jako propozycja maskotki regionalnej. Oczywiście mam na myśli bociana białego. Tych ptaków w naszym regionie jest rzeczywiście stosunkowo dużo. Ale nie zawsze tak było i nie zawsze tak musi być.

Bocian biały jest związany z krajobrazem otwartym i rolnictwem ekstensywnym. Nie zawsze nasz krajobraz tak wyglądał. Czasami piszemy o odwiecznej puszczy. Ale i lasy nie zawsze u nas były. Po ustąpieniu lodowca w ostatnim zlodowaceniu (jakieś 11 tys. lat temu) mieliśmy typowy krajobraz tundrowy, z reniferami a być może nawet jeszcze z mamutami. Bo jak pokazały najnowsze badania mamuty żyły jeszcze jakieś 2 tysiące lat przed naszą erą (ale już nie w naszym regionie). Dopiero wraz z ocieplaniem się klimatu pojawił się las. Nasze najstarsze puszcze miałyby więc zaledwie kilka tysięcy lat. Z perspektywy życia człowieka to i tak dużo. W krajobrazie tundry żyli nasi przodkowie – łowcy reniferów. Pojedyncze ślady i po nich w ziemi pozostały.
Przyjmijmy pierwotną puszczę za punkt odniesienia (kilka tysięcy lat do tyłu) W dzikiej puszczy żyły bociany, to fakt. Ale były to inny gatunek – bocian czarny. Wraz z rozwojem osadnictwa, wylesianiem i powstawianiem pół, gatunki puszczańskie stopniowo ustępowały (bo ich siedlisko się kurczyło). Ale napływały gatunki typowe dla krajobrazu otwartego i przekształconego antropogenicznie. Wraz z innymi gatunkami swoją liczebność zwiększyły bociany białe, niejako kosztem bociana czarnego.

Z dzieciństwa pamiętam wieś moich dziadków, Silginy, z charakterystycznym gniazdem bociana na oborze. We wsi było ich więcej, na szkole, na pałacu, na innych domach i budynkach gospodarczych. Bocian był widokiem codziennym. Wystarczyło siąść na schodach przed domem i obserwować. A w sąsiedztwie była istna wioska bocianów – Lwowiec. Tam było po kilka gniazd w jednym gospodarstwie.
Wraz ze zmianami w rolnictwie i sposobem użytkowania ziemi siedliska dogodne do zerowani bocianów, liczba tych ptaków zaczęła w różnych miejscach spadać. Na ich liczebność mają także warunki w miejscu zimowania, w Afryce i straty w czasie przelotów.

Bocian biały (Ciconia ciconia) to jeden z najbardziej charakterystycznych ptaków naszego regionu. Charakterystycznie nie dlatego, że jest endemitem.  Jego obecność głęboko zakorzeniła się w naszej kulturze. A więc jest to ptak dobrze wspisujący się w dziedzictwo przyrodnicze i kulturowe regionu. Wraz z osuszaniem łąk i zabagnień oraz zanikaniem ekstensywnego rolnictwa na rzecz intensywnych i wielkohekarowych upraw, ten typowy mieszkaniec wsi i krajobrazu rolniczego jest zagrożony.

Bocian preferuje tereny wilgotne i zabagnione oraz łąki w dolinach rzek nizinnych, jak również tereny sąsiadujące z jeziorami, stawami oraz łęgami.
Bocian biały to stosunkowo duży ptak, ubarwiony z przewagą koloru białego i czarnymi pasami z tyłu ciała. Dziób i nogi ma czerwone (za wyjątkiem osobników młodocianych – mających czarne a w zasadzie czerwono-brązowe nogi i dziób). W locie bociany mają wyciągniętą głowę, co je odróżnia od podobnych wielkościowo czapli. Cecha ta ułatwia odróżnienie bocianów, szybujących wysoko nad naszymi głowami. Pisklęta bocianów pokryte są gęstym, białawym puchem. Dorosłe bociany wydają charakterystyczny klekot, odchylając głowę do tyłu.
Okres lęgowy bocianów przypada na kwiecień-czerwiec. Gniazda buduje z patyków i gałęzi, zazwyczaj na szczytach dachów, drzewach, kominach, słupach energetycznych lub na specjalnie przygotowanych platformach.

W dużych bocianich gniazdach często znajdują schronienie wróble, budując swoje gniazda w niższych partiach bocianiej konstrukcji. Bociany składają zazwyczaj 3-4 jaja. Liczebność jak i młodych uwarunkowana jest zasobnością pokarmową siedliska. Bociany odżywiają się dużymi owadami, drobnymi ssakami, żabami, rybami. Przylatują do nas w okresie od lutego do kwietnia a odlatują w okresie sierpień-wrzesień.

Bocian biały wpisał się w nasza kulturę (nie tylko Warmii i Mazur). Jest jednocześnie jednym z indykatorów stanu środowiska. Bo jego liczebność – tak jak wszystkich innych gatunków – uzależniona jest przecież od stanu środowiska. Od tego czy ma czym się żywić i gdzie gniazdować. Na dodatek jest ptakiem dużym i bardzo charakterystycznym. Łatwo więc go rozpoznać. Dlatego został wybrany do różnych akcji liczenia tych ptaków. Jeśli robić to w dużej skali i według jednolitej metodologii, to można wyciągać wnioski, dotyczące stanu środowiska i tendencji zmian.

Bocian jest przykładem, że zwykli ludzie, tak zwani wolontariusze, mogą uczestniczyć w ciekawych i ważnych badaniach naukowych i monitoringowych. Sami naukowcy tego nie zrobią, bo trzeba wielu par oczy i w wielu miejscach. A przy okazji jest pretekst by wybrać się na spacer.

Podlasie, bioróżnorodność i chruściki

Do tej pory przez Podlasie jedynie przejeżdżałem lub odwiedzałem je turystycznie. Podlasie jest piękne i urokliwe, zarównie w zakresie dziedzictwa kulturowego jak i przyrodniczego. Tym razem wróciłem nad Wigry w celach naukowych. Okazją było XXII Sympozjum Zintegrowanego Monitoringu Środowiska Przyrodniczego, 20-lecie Stacji Bazowej Wigry oraz temat sympozjum „Zintegrowany Monitoring Środowiska Przyrodniczego – aspekty metodyczne, stan aktualny, perspektywy” (Gawrych Ruda, 27-29 maja 2013 r.).

Jak zwykle dla mnie spotkanie się z ludźmi, uprawiającymi naukę było inspirujące i ożywcze. W dyskusjach można odzyskać energię do działań i inspirację do kolejnych poszukiwań. Do tego okazja do "wymuszonych" przemyśleć w podróży, przemyśleć na które zazwyczaj brakuje czasu w "zabieganym" życiu codziennym.

Zostałem zaproszony, aby wygłosić referat o chruścikach i biomonitoringu: "Możliwości wykorzystania chruścików (Trichoptera) w monitoringu stanu wód oraz ekosystemów". Przygotowanie wystąpienia pozwoliło uporządkować dotychczasowe moje badania w tym zakresie ale i dokonać zupełnie nowych przemyśleń. Taka swoista praca domowa. W czasie sympozjum mogłem posłuchać wielu ciekawych referatów, podyskutować… i w sumie mocno zainspirować się do kolejnych badań w zakresie biomonitoringu i wykorzystania chruścików w monitorowaniu różnorodnych procesów przyrodniczych. Konferencje naukowe są jak drogowskazy, pozwalaj zatrzymać się, pomyśleć i wybrać kierunek dalszej wędrówki, w tym przypadku intelektualnej i badawczej.

Monitoring środowiska przyrodniczego nie jest sztuką dla sztuki, jest procesem rozpoznawania zarówno stanu obecnego jak i kierunku zmian. I nie tylko dla samej wiedzy, ale żeby podejmować działania. I jedno i drugie jest trudne, bowiem wymaga dobrej i adekwatnej wiedzy, zarówno ogólnoteoretycznej jak i szczegółowej i stosowanej. Jest w moim odczuciu ekologią stosowaną a raczej nowym programem badawczym ekologii.

Monitoring środowiska przyrodniczego (którego częścią jest biomonitoring) wyodrębnia się jako samodzielna dyscyplina naukowa w systemie nauk o środowisku. Ma więc indywidualny przedmiot badań, ma określony zakres i metody badań, dopracowuje się standaryzacji metod badawczych oraz propozycji modeli funkcjonowania i kierunku zmian środowiska przyrodniczego.

Można zauważyć, że coraz bardziej Zintegrowany Monitoring Środowiska Przyrodniczego (państwowy) dostosowuje program monitoringu do osiągnięć wiedzy w zakresie teorii odnoszących się do środowiska przyrodniczego. Jest okazja zweryfikować modele ekologiczne i szukać kolejnego impulsu do intensyfikacji interdyscyplinarnych badań ekologicznych. Osobiście chciałbym rozwinąć moje wcześniejsze pomysły ze wskaźnikami naturalności oraz modele wysp ekologicznych w heterogennym krajobrazie.

Monitoring przyrodniczy uwzględnia elementy klimatyczne, hydrologiczne, geograficzne jak i biologiczne. Integracja tych komponentów w jeden spójny teoretycznie system jest dużym wyzwaniem. Monitoring zmierza do określenia aktualnego stanu, różnych form zagrożenia środowiska przyrodniczego i form ochrony, ale i określania charakteru szybkości i kierunku przemian środowiska przyrodniczego Polski (przecież nie tylko o globalne zmiany klimatu chodzi).
Najważniejszym zadaniem do realizacji w ramach Zintegrowanego Monitoringu Środowiska Przyrodniczego jest analiza i weryfikacja programu podstawowego w powiązaniu z rozwojem modeli teoretycznych, dotyczących środowiska jak i w powiązaniu z potrzebami praktycznymi środowisk lokalnych. W jakimś sensie jest ekologią stosowaną.
I chciałbym się w ten program badawczy włączyć jeszcze bardziej niż dotychczas.

Podróże turystyczne dają energię do codziennej pracy (są formą regeneracji i odpoczynku). Dla naukowca podróże na sympozja dają ożywczą inspirację i motywację do pracy.

Nieszczebla czy skąpowłos? Słów kilka o monitoringu i zarządzaniu zasobami przyrody

Duża liczba osób przyrodniczo wykształconych oraz powszechna dostępność do technologii IT umożliwia zupełnie nową jakość w monitoringu stanu środowiska a w konsekwencji sensowne zarządzanie zasobami przyrody. To jest oczywiście potencjał, ale czy potrafimy go wykorzystać?

Przeglądałem prace Dziędzielewicza z końca XIX w. i początków XX, pisane jako "sprawozdania zoologiczne z wycieczek". Fascynująca lektura z zamieszczonymi licznymi informacjami o spotykanych gatunkach, m.in. chruścików. Były to proste wykazy z ciekawą opowieścią. Wtedy osób, które mogły czynić takie notatki, było niewiele. Wdrażanie się do aktualnej wiedzy entomologicznej było żmudne i czasochłonne. Teraz jest dużo łatwiejsze z wielu względów.

Wyżej zamieszczone jest zdjęcie otrzymane od p. Roberta Gawrońskiego, wykonane pod koniec maja 2011 w Lasach Taborskich, nad dystroficznym jeziorkiem koło Rusi. Przedstawia parę chruścików Oligotricha striaria. Dostępność i łatwość wykonania cyfrowych zdjęć, a potem możliwość wysłania via internet do specjalisty celem identyfikacji, czy tylko wykorzystanie zasobów internetowych do identyfikacji, umożliwia znacznie dokładniejsze i powszechniejsze "inwentaryzowanie" gatunków roślin i zwierząt. Już nie tylko zbiory typowo entomologiczne ale zwykłe zdjęcia w czasie spacerów i wycieczek, dokumentowanie miejsca i daty stanowią drobne kroczki do obserwowania przyrody i jej stanu. Każdy może być naukowcem i w mniejszym czy większym stopniu uczestniczyć w sensowynch badaniach i inwentaryzacjach (nie tylko ornitologicznych).

Specjalistów, zawodowo zajmujących się np. chruścikami, jest niewielu. Nie są w stanie dotrzeć do wielu miejsc w kraju. Dobrym uzupełnieniem mogą być obserwacje przyrodniczo wykształconych osób. Bo dają informacje może niekompletne i wyrywkowe, ale za to z bardzo wielu miejsc i sytuacji. Jeśli te luźne informacje zebrać w dużą bazę danych, to umożliwi się wyznaczanie sensownych zasięgów występwania, dokumentowania zmian zasięgu np. wraz z przekształceniami antropogenicznymi czy klimatycznymi. Nasza wiedza o środowisku może być większa. Potrzebna jest tylko praca zespołowa… wspomagana technologią.

Oligotricha striata to chruścik związany z wodami dystroficznymi, w szczególności lekko kwaśnymi, torfowiskowymi i śródleśnymi zbiornikami wodnymi. Ustalenie polskiej nazwy dla tego gatunku jest nieco kłopotliwe, bowiem zmieniały się obowiązujace nazwy rodzajowe. Dla dawnej nazwy Neuronia obecnie jest kilka różnych nazw i osobnych gatunków. Wymyślaniem polskich nazw zajmowali się entomolodzy pod koniec XIX w., uzupełniając już istniejące, tradycyjne nazewnictwo ludowe o gatunki "odkrywane" dla obiegu informacji. Na skutek słabszych i wolniejszych możliwości wymiany informacji między entomologami z Europy i świata, w tamtym czasie często zmieniały się obowiązujace nazwy naukowe (łacińskie), w wyniku dokonywanych rewizji i porzadkowania systematyki. W przypadku chruścika ze zdjęcia możemy albo dociekać czy Dziedzielewicz i inni entomolodzy nadali mu już polską nazwą, albo wymyślić ją teraz. Nazwy wiesczyca i wieszczka są już zarezerwowane dla innych gatunków z tej rodziny (czytaj więcej). W opracowaniu Erazma Majewskiego dla nazwy Oligoneuria możemy odnaleźć takie oto słowa (za Dziędzielewiczem i Nowickim): małożyłka, nieszczebla, nieszczeblica, pojawka. Szkałem w publikacjach Dziedzielewicza tych nazw, aby sprawdzić czy czasem nie dotyczą interesującego nas chruścika. Nie znalazłem, ale nie mam wszystkich jego prac.

Myślę, że Oligotricha striata może nosić polską nazwę skąpowłos dystroficzny. Będzie ona oddawała obecnie obowiązującą nazwę łacińską jak i siedlisko życia larw.

Dlaczego zabiegi o polską nazwę? Bo polskie nazwy są bardziej akceptowane przez przyrodników-wolontariuszy. Jeśli więc miałaby rozwijać się sensowna współpraca w inwentaryzowaniu chruścików Polski, to warto pomyśleć nie tylko o technologii informatycznej, GPS, GIS i innych technikaliach, ale i przyjaznych dla ludzi nazwach, dobrze skorelowanych z obowiązującymi nazwami naukowymi. Bo wymiana informacji w skali międzynarodowej odbywać się może tylko z wykorzystaniem nazw naukowych (łacińskich). Polskie nazwy zrozumiałe są tylko dla Polaków :). Ale niech i inne nacje znają, że Polacy nie gęsie ale własne nazwy gatunkowe mają (co oznaczać będzie ich wykorzystywanie a więc i aktywne zainteresowania entomologiczne).

Do racjonalnego i sensownego zarządzania zasobami przyrody potrzebna jest drobiazgowa i kompletna wiedza o środowisku w każdym miejscu, przynajmnije w miejsu, gdzie realizowane sa róznorodne inwestycje. Tej wiedzy stanowczo nam brakuje. Konieczne jest tworzenie wygodnych baz danych (to zapewnia technologia informatyczna) oraz zbieranie ogromnych ilości danych cząstkowych z różnych miejsc. Temu drugiemu zadaniu sami naukowcy akademiccy nie sprostają. Znaczący wkład mogą wnieść wolontariusze – wykształceni przyrodniczo obywatele. Potrzebujemy siebie nawzajem, aby ekspertyzy oddziaływania na środowisko trzymały się "ziemi" i aby gospodarowanie zasobami przyrody było sensowne a nie tylko formalno-biurokratyczne.

Żagniczka wiosenna i bioróżnorodność Żuław

Powoli zbliżam się do końca zbierania materiału i podsumowania, dotyczącego siedliskowego zróżnicowania rozmieszczenia chruścików w wodach Polski. Z dużego materiału i bardzo różnorodnego chciałbym opracować referencyjne  zgrupowania chruścików dla wód płynących Polski (jako wzorcowy punkt odniesienia, ułatwiający biomonitoring i ocenę stanu ekosystemu). To najpilniejszy element ważny dla monitoringu wód, w którym uwzględnianie są chruściki. Potem przyjdzie czas na jeziora, drobne zbiorniki i źródła. I pora będzie wszystko podsumować w zbiorczej monografii (razem z kluczem do oznaczania i pełniejszą charakterystyką gatunków).

Tymczasem jednak w terenie odwiedzam nowe miejsca i poznaję nowe, środowiskowe sytuacje (aby obraz chruścikowej mapy Polski był pełen). W maju poszukiwania zaprowadziły mnie na Żuławy. Rozmyślając o Wikingach i Prusach z Truso, o Krzyżakach, o Holendrach i wielowiekowych naturalnych i antropogenicznych przekształceniach Żuław, własnoocznie poznawałem specyfikę przyrody Żuław. Spodziewałem się monotonnych rowów i kanałów… a tymczasem…

Majowy wyjazd zaskoczył mnie kilkoma przyrodniczymi ciekawostkami. Jedną z nich był masowy wylot żagniczki wiosennej (Brachytron pratense). Aparat cyfrowy i łącze internetowe w prosty sposób ułatwają identyfikację gatunkową. Jeśli jest się kogo zapytać, wtedy praca z atlasem czy kluczem do oznaczania idzie znacznie łatwiej. Ja konsultowałem się ze specjalistą-odonatologiem z Lublina (dr Paweł Buczyński). Nowoczesne technologie ułatwiają poznawanie świata. Byleby tylko nie zabrało ciekawskich do podglądania przyrody w każdym zakątku. I oczywiście kluczem jest praca zespołowa.

Pośród wielu rowów (zdjęcie niżej) w krajobrazie rolniczym na Żuławach jest i dużo większych rzek, z miejscami bardzo naturalnymi. Wyżej na zdjęciu Wisła Królewiecka, z bogatą fauną nie tylko chruścików, ale i ważek, muchówek, motyli na przybrzeznych łąkach i… mnóstwa płazów i ptaków.

Żuławy wodą stoją. W tym krajobrazie rolniczym, ciagle się zmieniającym, w gruncie rzeczy wód różnego rodzaju jest dużo (dużo więcej niż mogłoby się wydawać). Na dokładne zbadanie potrzeba byłoby znacznie więcej czasu i bardzo dużego zespołu hydrobiologicznego. Na razie uczestniczę ze swoim, małym fragmentem  w badaniach, koordynowanych przez naukowców z Gdańska i organizacje pozarządowe z Żuław. Do tej pory znałem chruściki i ekosystemu wodne jedynie z sąsiedztwa: z Wysoczyzny Elbląskiej (wzniesienia Elbląskie), Pojezierza Mazurskiego oraz – z drugiej strony Żuław – z jezior i rzek Pojezierza Pomorskiego. Ekosystemy wodne Żuław zdecydowanie są inne… również skład gatunkowy i typowe zgrupowania wydają się być inne.

We współpracy z Fundacją Rozwoju Uniwersytetu Gdańskiego prowadzę pilotażowe badania na Żuławach (rozległy obszar i dla mnie nieznany). Naukowcy z Gdańska chcieliby stworzyć docelowo duży i zintegrowany program badań delty Wisły. Na razie łączą ze sobą różne nitki i drogi finansowania:

http://www.frug.ug.edu.pl/?roznorodnosc-przyrodnicza-zulaw-gdanskich-i-wielkich,79

http://www.frug.ug.edu.pl/?roznorodnosc-przyrodnicza-w-wodach-srodladowych-zulaw-elblaskich,81

http://www.frug.ug.edu.pl/?walory-krajobrazowe-i-kulturowe-wodnych-ukladow-zulaw-elblaskich,82

Po wstępnym rozpoznaniu może pojawi się szerszy program, łączący nie tylko różne dziedziny nauk podstawowych, ale i łączący elementy przyrodnicze z społecznymi i kulturowymi oraz łączący nauki podstawowe z praktycznym działaniem nie tylko ochroniarskim. Egzotyka turystyczna Żuław wydaję się kusząca… na przykład z perspektywy pływania kajakiem czy wycieczek konnych lub rowerowych.