Wernisaż z molami czyli co jest tak fascynującego w malowaniu kamieni?

mooe_wernisazPani z gazety zapytała mnie, co jest tak fascynującego w malowaniu kamieni? I kto mnie do tego zainspirował? Trudne pytanie, bo im bardziej się zastanawiam, bym trudniejsza staje się odpowiedź.

Co jest tak fascynującego w malowaniu kamieni? To, że są i że można malować je z ludźmi w przestrzeni publicznej, na przykład w parku. Po prostu zrobić coś razem, by tak jak kiedyś, być razem na podwórku. Rodzinnie, po sąsiedzku. A malować może każdy. Bo nie chodzi o to, by tworzyć arcydzieła ale by robić coś razem. Można przy tym pomilczeć. Lub rozmawiać, tak ogólnie o życiu o przyrodzie.

Kto mnie zainspirował do malowania kamieni? Trudno to ustalić, bo kultura jest wspólnym wytworem i wspólną wartością ludzi. Tworzy się i nawarstwia przez pokolenia, przez liczne spotkania, rozmowy, przenikania. W największym stopni do malowania kamieni zainspirowała mnie Anna Wojszel (ta od malowania przystanków). W czasie pleneru w Tumianach, malowałem butelki. A gdy mi zabrakło surowca do malowania a pani Ani płótna (blejtramy), pomalowała kamienie. Farb na szczęście nie zabrakło. I tak narodziły się malowane, warmińskie kamienie, opowiadające o przyrodzie, o bioróżnorodności i spędzaniu czasu na łonie natury.

Ta nasza biedna warmińska ziemia rodzi kamienie na polach. Niby zawadzają, niby są niepotrzebne, ale można z nich coś zbudować. Nadać im nowy sens poprzez umieszczenie w nowym kontekście. Kontekst wiele zmienia. Można je na przykład pomalować w kwiaty i owady by ozdabiały wspólną przestrzeń [publiczna i zachęcały do wspólnego spędzania czasu na podwórku, w parku, na wiejskim placu. Malowanie kamieni (tak jak dachówek czy starych, niepotrzebnych butelek i słoików) często towarzyszy mi w czasie różnych pikników naukowych i spotkań w przestrzeni publicznej. Sztuka daje poczucie sprawstwa i nie wymaga specjalnego przygotowania. Ułatwia kontakt i rozmowę.

Mówić (komunikować) można na różne sposoby. Poprzez wzniosłe słowa lub przez zwykłe, wspólne prace, w których mówi się milczeniem. Piszę publikacje, na konferencjach naukowych wygłaszam referaty, wystawiam postery naukowe, prowadzę dyskusje kuluarowe oraz internetowe. Ale czasem maluję…. pod słońcem prowincji, w cieniu lipy, dębu lub kasztanowca (jęlsi ich jeszcze nie wycieli), na miejskim trawniku. Maluję butelki, wyrzucone, nikomu już nie potrzebne. Przywracam im sens i znaczenie. Bez wykwintnie uczonych słów. Jeszcze łatwiej malować kamienie, bo farby tańsze, szybciej schną. Kamienie na tej ziemi już długo leżą. Są napływowe, tak jak my wszyscy. Przybyły z lodowcem ze Skandynawii. Albo przyjechały ciężarówką na budowę z górskich kamieniołomów. Są i leżą.

Przy okazji zapraszam na wernisaż do Biblioteki Uniwersyteckiej (plakat wyżej). Zaprezentowane będą prace powstałe w czasie takiego otwartego malowania molo książkowych na dachu Biblioteki Uniwersyteckiej.Tego samego dni zapraszam także na Cuda, wianki i motyle – piknik twórczy a dzien później do parku i. Kusocińskeig na piknik i wspólne malowanie kamieni.

Czytaj także:

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s