Czym jest nauka… od kuchni czyli o poszukiwaniu nowego środowiska edukacyjnego na uniwersytecie

Część lepiej można zrozumieć w kontekście całości. Jest okazja by wyjaśnić w jakim celu powstał cykl blogowych puzzli pod nazwą „czym jest nauka”.

A było to tak, od jakiegoś czasu prowadzę seminaria dyplomowe. Pojawia się konieczność opowiadania nie tylko o standardach pracy dyplomowej (struktura, kolejność rozdziałów, typy prac dyplomowych, zasady cytowania piśmiennictwa itd.) ale i o tym czym jest nauka. I czym się różni literatura naukowa od literatury w ogóle. Staram się objaśnić istotę wskazując jednocześnie na rytuał. By potrafili odróżnić to co jest ważne od tego co ulotne i przemijające.

Pojawiła się więc konieczność opowiedzenia o nauce i pracach dyplomowych różnym grupom studentów biologii, biotechnologii, dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego, studentom studiów licencjackich, inżynierskich, magisterskich. A teraz także uczniom, którzy zaczną naukę na Uniwersytecie Młodego Odkrywcy. Ta dogodna sytuacja sprawiła, że mogłem na nowo poukładać w głowie i przemyśleć zagadnienia dotyczące nauki i pracy naukowej. Nauczający też korzysta bo ma okazję po raz kolejny przemyśleć i uporządkować swoją wiedzę.

naukaodkuchniPo drugie samodzielnie studiuję (czyli uczę się, poznaję w grupie innych osób, kontaktując się internetowo) myślenie wizualne. Najlepiej uczyć się aktywnie, dlatego ćwiczę się w ryśleniu, myślografii itd. i rozmyślam jak tę wiedzę zastosować w praktyce. Czyli jak zaimplementować ryślenie w dydaktyce akademickiej.

Po skończonym semestrze i nowych doświadczenia w dyskusji ze studentami, zasiadłem do przemyśleń, jak uporządkować wiedzę w kolejnym semestrze. Myślałem wizualnie i powstawały rysnotki (sposób na zapisywanie myśli). Ale rysowałem od razu na Bamboo Spark, by mieć wersję cyfrową i po pokolorowaniu w odpowiednim programie, wykorzystać jako ilustracja, zarówno w prezentacji w czasie zajęć oraz na blogu.

Same rysnotki (notatki rysunkowe, notatki wizualne) mogą być dla mnie przydatne jako mapy myśli i uporządkowana treść. Żeby ktoś inny mógł z nich skorzystać, trzeba je objaśnić i myśli ubrać w pełne zdania. Na zajęciach mogę to zrobić słownie, gdy w tle będą te rysunki. Ale zapewne na zajęciach skorzystam z innych, bardziej dostosowanych i czytelnych slajdów (o zbliżonej treści). Postanowiłem je opisać na blogu. Tak powstał cykl wpisów na blogu (zobacz część 1, część 2, część 3, część 4, część 5, część 6).

Konieczność ubrania myśli w zdania spowodowała dalsze przemyślenia i porządkowanie wiedzy. Rysowanie, pisanie i mówienie to aktywne metody uczenia się i doprecyzowywania swoich myśli (sprawdzania systemu w działaniu – wtedy widać liczne błędy, niedoskonałości i można je uzupełnić, poprawić). Sam na tym skorzystałem. Całość (wszystkie częsci w jednym kawałku) umieściłem w innym miejscu: czym jest nauka.

Jak widać na zamieszczonym rysunku (tym razem wykonanym ręcznie, mazakami w szkicowniku – tak też można, elektronika nie jest potrzebna, chyba że do cyfrowej fotografii, by umieścić na blogu), wpisy na blogu to tylko fragment większej całości. A tą większą całością jest eksperyment (na sobie samym i na studentach) w odkrywaniu nowej przestrzeni edukacyjnej. Odkryć ją i spróbować dostosować formy dydaktyczne do świata, który już jest a nie tego, który kiedyś był.

Dotychczasowe formy dydaktyczne (np. wykłady i ćwiczenia – wszystkie w sali, w spotkaniu w realu) wydają się być nieefektywne (a przynajmniej niewystarczająco efektywne). Narzekamy na studentów, bo sądzimy, że to ich wina. A może współczesna przestrzeń (środowisko) edukacyjna jest trochę inna, od tej co kiedyś była? Jeśli tak, to warto po pierwsze rozpoznać współczesne środowisko edukacyjne i dostosować do niego dydaktykę akademicką. To tak jak z ubraniem. Zimą wkładamy sweter i ciepłą kurtkę, czapkę i szalik. I jest dobrze. Ale za jakiś czas jest nam za gorąco, pocimy się, źle się czujemy. Ubranie się zepsuło? Jest gorsze niż dawniej? A może warto rozejrzeć się wokół? Wtedy być może dostrzeżemy i wiosnę i lato. To nie ubranie samo w sobie jest złe tylko nieadekwatne jest dobrane do aktualnej pogody.

Współcześnie nie tylko studenci ale i pracownicy używają zasobów internetowych (nawet z szukaniem literatury i czytaniem), częściej siedzą z laptopem, tabletem czy telefonem komórkowym w ręku niż z książka i zeszytem. Częściej notują fotografując slajdy z ekranu niż zapisując treść w notatniku papierowym. Tradycyjny wykład nie wystarcza. Skoro więc w uczeniu się i poznawaniu świata w coraz większym stopniu wykorzystujemy zasoby internetowe, to dlaczego nie wykorzystać tego w dydaktyce? Trzeba jednak przygotować zupełnie inne pomoce. Już nie skrypt przepisywany ręcznie dla studentów (po wojnie były takie!). Więc co i jak przygotować? Jeszcze nie wiem, domyślam się tylko, a prototypy chcę sprawdzić przez eksperyment (jakże typowy dla nauk przyrodniczych).

Nie rezygnuję z tradycyjnych form komunikacji twarzą w twarz (bo działa także język ciała i przekaz niewerbalny). Jak i nie rezygnuję z pobudzania do dyskusji w czasie seminarium. Ale chcę dodać coś jeszcze – komunikację w internecie i tworzenie zasobów w chmurze. Inną próbą jest przygotowywany wykład inauguracyjny dla gimnazjalistów na Uniwersytecie Dzieci.

Jestem w trakcie przygotowywania. Jak mówi stare, żydowskie przysłowie: głupiemu nie pokazuj roboty w połowie, bo nie zrozumie. Ale nie piszę dla głupców więc mogę pokazywać rzecz niedokończoną, jeszcze „powiązaną sznurkami” i dopiero rodząca się. Powstały rysnotki, powstały wpisy na blogu. Co jeszcze planuję w ramach opisywanego eksperymentu? Krótkie filmiki z treścią podobną do tej na blogu. Kolejne puzzle. Jedni wolą czytać, inni słychać i oglądać. A miejscem dodatkowej dyskusji, kontaktów i komunikacji będzie np. grupa na Facebooku. Spotkania w chmurze jako nowy element środowiska edukacyjnego. Nie zamiast ale jako uzupełnienie. Zamieszczę tam swoje materiały jak i zachęcę studentów do zamieszczania ich notatek, materiałów źródłowych, dyskusji itd. Zachęcę do notowania wizualnego, robienia fotografii jak i nagrywania filmików z zajęć.

Za pół roku opowiem jak to się udało, które narzędzia się sprawdziły, co i jak warto poprawić. I czy udało się odkryć i rozpoznać współczesną przestrzeń edukacyjną na uniwersytecie. Uniwersytet to miejsce, gdzie się eksperymentuje. Na różne sposoby. Z odkrywaniem nowego środowiska edukacyjnego także.

Refleksja na koniec. Gdy zaczynałem swoją pracę na uczelni uczyłem się pisać na maszynie (teksty do druku, w tym skrypty dla studentów, powielane na ksero) oraz przygotowywania czarno-białych i kolorowych foliogramów (do wyświetlania na rzutniku pisma). Z tablicy i kredy też korzystałem. Część z tych umiejętności jest już wcale albo mało przydatnych. Trzeba uczyć się zupełnie czegoś nowego. Na przykład przygotowywania i udostępniania materiałów w internecie, przygotowania i obrobienia krótkich filmów, komunikacji w portalach społecznościowych, prowadzenia webinarium. I być może jeszcze wielu innych umiejętności. Przypuszczam, że części nauczą mnie moi studenci – cyfrowi tubylcy. Nauczeństwo w działaniu. (czytaj więcej o nauczeństwie). A części nauczę się w facebookowych grupach, skupiających poszukujących nauczycieli i dzielących się swoimi pomysłami, przykładami, efektami pracy. Na przykład w zakresie myślenia wizualnego. 

Nie ma co narzekać na złe ubranie, trzeba je dostosować do pogody na zewnątrz. Nowe jest zawsze nowe i nie mamy doświadczenia jak postępować w nowych warunkach. Trzeba eksperymentować, próbować, projektować. I ciągle poprawiać. Bo chodzi o unikalne rękodzieło i prace twórczą, innowacyjną a nie powielania na fabrycznej sztancy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s