Dlaczego ludzie chodzą do kawiarni? W Olsztynie i nie tylko.

13925281_1594408320859492_7424008191371446158_nA wszystko przez pana redaktora z Gazety, bo zadzwonił i się pytał. Pytał się dlaczego upadają ciekawe i ambitne kawiarnie/restauracje w Olsztynie. Zapytał. A ja się zacząłem zastanawiać, po co ludzie przychodzą do kawiarni/herbaciarni/restauracji itd.? A co, w domu tego nie mają? I to przecież taniej? Najpierw będzie przykład a potem kilka refleksji ogólnych.

W Gazecie Wyborczej (link) jednym z podanych przykładów jest TaskBike Cafe. Niby ciekawy lokal, ale oferta nie przyjęła się. Winą obarczani są sami olsztyniacy. Bo w innych, dużych miastach podobne lokale trzymają się nieźle. Pewnie powodów jest wiele, ale lokalizacja kawiarni dla rowerzystów przy brukowanej i stromej ulicy… jest co najmniej dziwnym pomysłem. Przecież tam rzadko rowerzyści jeżdżą. Ja byłem raz, przywiedziony ciekawą reklamą i informacjami w mediach o interesujących spotkaniach. Rowerem wybrałem się specjalnie, bo chciałem oddać do przeglądu przed sezonem. Było ciężko, pod stromą górę po kocich łbach. Ale motywację miałem dużą. I ciekawość. Dla rowerzystów dojazd wyjątkowo trudny. Wystrój wnętrza bardzo ciekawy i klimatyczny, kawa smaczna. I możliwości przeglądu roweru. Wydawało się fajnie. Ale po rower musiałem wrócić na drugi dzień. I tu był zgrzyt, cena wysoka o usługa fatalna. Źle i niebezpiecznie ustawione hamulce (groziło wypadkiem). Wymiana części chyba na wyrost (odkręcono osłonę na łańcuch i teraz mam problem bop wystają „druty”). Poczułem się naciągnięty i wyrolowany. Urok kawiarni prysł, bo kojarzył się niesympatycznie. Możliwe, że jestem jedyną osobą źle i drogo obsłużoną. Ale jeśli było takich osób więcej, to przy nietrafionej lokalizacji brak solidności mógł zniechęcać do zbyt częstego odwiedzania. Solidność to podstawa na długi biznes.

Niedawno odwiedziła mnie pani z Kielc i zachwalała klimat olsztyńskiej Starówki, że w ładnych wnętrzach siedzą ludzie i rozmawiają, jak w domu. Ją to zachwyciło. W lokalach, które poleciłem, nie znalazła wolnych miejsc… A że poza sezonem, to najwyraźniej nie turyści zapełniali wnętrza. Czyli z tymi olsztyniakami nie jest tak źle, jak o nich w gazetach czy anonimowych, internetowych komentarzach piszą. Nie pierwsza to bardzo pozytywna opinia osób z daleka o naszym kawiarniano-pubowym życiu olsztyńskim, jaką własnousznie słyszałem. Możliwie, że sami Olsztyna nie doceniamy. Przywykliśmy.

Przesadą jest więc narzekanie, że „olsztyniacy nie dorośli” do hipsterskich lokali. Może jest inna przyczyna, np. cenowa. Zarobki nasze nie są wysokie a ceny często warszawsko-krakowskie. Albo i wyższe. Wysokie ceny są może dlatego, że czynsze są zbyt drogie. Może warto przytoczyć przykład lokalu dawnego Kina Awangarda – kultowe kino wyrzucone (i już się nie wróci, zaprzepaszczona atrakcja i klimat), a lokal po remoncie od kilku lat stoi pusty. Pazerność kogoś zawiodła….

Ceny dań w Krakowie, wokół Starego Rynku bywają niższe niż w Olsztynie. Na pewno są zróżnicowane, nawet w jednym lokalu, od niskich po wysokie, dla każdego turysty. Może dlatego, że w Krakowie dużo turystów i ruch większy? A i samochodów tam nie ma, tylko dorożki i meleksy. Mimo że stare miasto daleko większe od naszego. Widać chodzenie pieszo nie przeszkadza w biznesach.

Może za mało kultury na olsztyńskiej, małe Starówce? Np. bo po co chodzi się do kawiarni? Spotkać się czy zaspokoić się gastronomicznie? Powodów jest zapewne wiele. Czy ludzie przychodzą dla dobrej kawy (w ogólności dla dobrej gastronomii) czy dla towarzystwa? Bo smacznie czy też kupują unikalne doznanie, unikalne przeżycie? Przez wysokie czynsze galerie sztuki na Starym Mieście też się nie utrzymały.

Pierwszy pomysł jaki mi przychodzi do głowy, dlaczego ludzie odwiedzają różne lokale gastronomiczne, jest taki – bo smacznie dają czy to herbatę, kawę, drinki czy coś do zjedzenia. Turysta je z konieczności (bo do domu daleko) i w poszukiwaniu przygody. Miejscowy je w lokalu tylko wtedy, gdy smacznie lub nagła potrzeba przypili zjeść poza domem. Są lokale z wyjątkowym smakiem i jakością. Tam się chodzi dla przygody i doznania kulinarnego. Tak jak kieszeń pozwoli. Podstawą jest dobra jakość. Mam swoje ulubione lokale, z wysoką jakością. Tam zawsze warto pójść.

A kawa? Lub piwo? Ceny spore, prawie warszawskie. Jeśli nie idzie za nią jakość, to motywacji do częstszych odwiedzin też nie ma.

Drugi możliwy powód to ciekawe i nastrojowe wnętrze. Swoista przygoda. Bywamy w poszukiwaniu doznań, przeżyć, wrażeń. I takich lokali nie brakuje w Olsztynie (jak i każdym innym miejscu). Dawna cyganeria w kawiarniach zaznawała luksusu, mieszkała w „norach” – bo byli niezamożni. Ale teraz inne czasy. Teraz mamy luksusy w domach. Pewien profesor wyznał mi, że woli w domu siedzieć (ładny dom), na kanapie z piwem przed telewizorem. Luksus ma w domu, nie musi go szukać „na mieście”.

Trzeci powód to spotkanie z ludźmi. Z przyjaciółmi, znajomymi lub zupełnie nieznajomymi. Kawiarnie i restauracje to przestrzeń publiczna, w której możemy zaspokajać swoje ludzkie potrzeby kontaktu i społecznych doznań. Dawnych salonów mieszczańskich nie doświadczyłem. Tylko w młodości, w czasach licealnych, schodziliśmy się po naszych mieszkaniach i domach. Rzadko w lodziarni czy kawiarni, bo mało ich było i nas nie było stać. Spotkanie towarzyskie na miarę naszych kieszeni. Herbata zrobiona w domu. Czasem coś do herbaty. Zatem przyciąga wnętrze, które ułatwia kontakty. Byle nie było to miejsce za drogie (latem park i jezioro jest dużą konkurencją). Może dlatego lokale alkoholowe wieczorami są pełniejsze? Alkohol ułatwia kontakty i zmniejsza nieśmiałość. Czyli przychodzimy do lokali dla… ludzi, których tam możemy spotkać. W domu tego zazwyczaj nie ma. Czasem jest muzyka na żywo. Nie ta puszczana z urządzenia, ale normalni, grający ludzie. Bliski kontakt. Odczucie unikalności i wyjątkowości.

Zatem powodów do odwiedzin olsztyńskich lokali gastronomicznych jest wiele. I przeszkód jest wiele, np. ceny w stosunku do zarobków. Że studentów jest mało? Bynajmniej, studentów jest wielu, w tym tych pracujących za barem i kelnerską tacą.

Jedno małe podsumowanie: będzie więcej odwiedzających, gdy znajdą coś, czego nie mają w domu. Kiedy wiele lat temu zakładaliśmy olsztyńską kawiarnię naukową i odbywały się pierwsze spotkania, to tułaliśmy się po różnych lokalach, szukając przyjaznego i życzliwego kąta. Wybraliśmy Starówkę, bo na uczelni (wtedy jeszcze WSP) nie było dobrego miejsca. Znaleźliśmy więc na Starówce i klimat i warunki do nieformalnych spotkań pracowników oraz studentów jak i wszystkich przygodnych „cywilnych” a zaciekawionych. Tułaliśmy się po różnych lokalach (niektórych już nie ma), szukając przystani. I dalej się tułamy. Zawędrowaliśmy nawet do Barczewa, przy okazji odkrywając urokliwy klimat warmińskiego miasteczka. Niektórzy nas przyjmują bardziej życzliwie. I tam się częściej spotykamy. I zostaje coś więcej niż tylko opłacone rachunki. Swoista wartość dodana, wspólnie wytworzona.

Co zrobić, żeby się biznes udał? Skoro dla ludzi, to zainwestować w przychodzących ludzi. Jak? Nie będę pisał. Mądrej głowie, dość dwie słowie. Nie brakuje w Olsztynie „cyganerii” i ludzi tworzących niepowtarzalną aurę wokół siebie. A jeśli na Starówce czynsze są zbyt wysokie (jak na olsztyńskie warunki) to mogą być i inne miejsca.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s