O kłódkach zakochanych na moście, współczesnych czarownicach i o metodzie naukowej

13767402_10208953183060175_8229544634758413128_oCzy metoda naukowa jest przydatna przeciętnemu człowiekowi? Czyli po co nam nauka? I jak jej uczyć w szkołach albo nie tylko w szkołach, gdyby okazała się przydatna w życiu codziennym? To wiodący temat zbliżającej się konferencji Pokazać-Przekazać w Centrum Nauki Kopernik.  

Moim zdaniem (i nie tylko moim) metoda naukowa jest znakomitą kompetencją… zawodową w XXI wieku. Da się zastosować do każdego aspektu rzeczywistości i każdego stanowiska pracy. Pozwala obserwować, analizować i wyciągać poprawne wnioski. A skoro to takie uniwersalne narzędzie to może warto sprawić by było powszechnie dostępne i stosowane? Warto jej nauczyć tak jak czytania i pisania.

Za przykład niech posłużą zlikwidowane kłódki na moście (przy olsztyńskim zamku nad rzeką Łyną), wieszane przez zakochanych. Moda ta dotarła i do Olsztyna już dawno. Ale od dłuższego czasu zarządcy dróg twierdzili, że owe kłódki „stają się ogniskami rdzy. (…) na dodatek wiszące ozdoby utrudniają konserwację.” Tym razem dopięli swego i kłódki zniknęły. Wiele osób żałuje i czuje się zniesmaczonych. To nie pierwsza próba usuwania kłódek z olsztyńskiego mostu (Kłódki na moście czyli ogniska głupoty oraz Od czego rdzewieją kłódki na moście).

Metoda naukowa jest udoskonalonym procesem myślenia racjonalnego, które stosowali nasi przodkowie. Została tylko ulepszona. Tak jak wszytko, kiedyś garnki lepiliśmy sami, ręcznie. Teraz korzystamy z bardzo profesjonalnie wytwarzanej ceramiki przemysłowej. Lepsze i tańsze. Metoda naukowa pozwoliła ludzkości osiągnąć niesłychany postęp technologiczny.

Ale wróćmy do przykładu z kłódkami. Skoro na rdzewiejącej balustradzie wiszą kłódki to pewnie one są przyczyną odchodzenia farby i rdzewienia (taka pierwsza, robocza hipoteza). Jak sprawdzić, zweryfikować ową hipotezę? Można z wykorzystaniem metody naukowej (a ta metoda sprowadza się przede wszystkim do sposobu myślenia i weryfikowania a nie stosowanych przyrządów technicznych i specjalistycznej aparatury). Wspomniana hipoteza wydaje się uzasadniona, bo przecież kłódki mogą mechanicznie uszkadzać farbę, poruszane przez wiatr lub oglądających je ludzi. Jakoś to się mieści w naszym „paradygmacie” rozumienia świata. Takie wytłumaczenie pasuje nam do całości (systemu wiedzy i innych obserwacji). Ale metoda naukowa polega na weryfikacji wszystkich naszych mniemań, przypuszczeń, hipotez.

13653177_10208953182220154_6056097090877608843_o

Po pierwsze należało sprawdzić czy zawsze (lub najczęściej) rdzewienie dotyczy tylko fragmentów balustrady z kłódkami (próba kontrolna). Tak się składa, że w tym samym czasie, gdy malowano-odnawiano balustradę na moście, powstały inne, nowe barierki. Otóż (co pisałem już dużo wcześniej – linki wyżej i co zilustrowane jest zdjęciami wyżej) farba odłaziła również tam, gdzie nigdy kłódek nie było. Zatem taka próba kontrolna powinna dać do myślenia. W zasadzie obala hipotezę, że za zniszczenie balustrady odpowiedzialne są kłódki, wieszane przez zakochanych (a przynajmniej że są główną przyczyną). Można oczywiście zastosować właściwą nauce metodę ilościową i policzyć procent (skalę) odchodzenia farby w zależności od liczby kłódek na powierzchnię/długość itd. włączyć metody statystyczne itd. Niemniej wydaje się właściwym szukanie innej przyczyny. Może to wilgoć od rzeki? Może to wadliwe wykonanie malowania i użycie nieodpowiednich farb?

Po drugie można szukać innych miejsc, innych balustrad, gdzie wiszą kłódki. I takie w pobliżu można znaleźć. Wiszą kłódki (na razie pojedyncze) od co najmniej roku a żadnego odchodzenia farby i rdzewienia nie widać. To drugi mocny argument przeciw usuwaniu kłódek z mostu. Bo nie one są „winne”.

13641250_10208953191540387_7524376410926887903_o1Bo jeśli nie odkryjemy rzeczywistej (a przynajmniej bardziej prawdopodobnej) przyczyny to obecne odnowienie i konserwacja będą równie nieskuteczne co poprzednia.

Z tymi kłódkami na moście to jak z paleniem czarownic – kto inny zawinił, kogo innego ukarano. Możliwe, że kłódki to taka zasłona dymna dla ukrycia fuszerki. „Spali się kłódki” na stosie i nikt nie będzie pytał o rzeczywiste przyczyny. Widowiskowo będzie. Ale czy będzie zlikwidowana przyczyna rdzewienia?

Oczywiście, łatwiej jest wykonać odnowienie i malowanie, gdy kłódek nie ma. Z kłódkami byłoby trochę trudniej, ciut więcej pracy. Widziałem kłódki na moście w Wilnie. Po prostu były… pomalowane razem z balustrada. Nie odcinano ich.

I jeszcze jeden aspekt: jednym się kłódki podobają innym nie. Ale w dyskusji o kłódkach na moście używajmy rzeczywistych argumentów a nie populistycznych i „dorabianych”. Że niby uzasadnione jest zlikwidowanie kłódek, bo most uszkadzają. Tak jak ze spaleniem ostatniej czarownicy w Reszlu, dwa wieki temu. Była podpalaczką miejskich domów… a skazano za czary.

Po co jest metoda naukowa zwykłemu zjadaczowi chleba? By poznawać rzeczywiste przyczyny i by działać skutecznie. Magię można porównać do inżynierii – także jest sposobem wpływania na rzeczywistość. Za pomocą zaklęć chcemy wpływać na zmianę biegu rzeczy (na przykład odgonić burzę z gradobiciem). O ile jednak w inżynierii (czy medycynie) metodą naukową weryfikuje się wszystkie pomysły, hipotezy, interpretacje oraz sprawdza rezultaty, o tyle w magii skuteczności zaklęć się nie weryfikuje. Jeśli zaklęcie nie pomogło… to nie oznacza, że zaklęcia są nic nie warte (podobnie jest w różnorodnych teoriach spiskowych). Na przykład winny jest sam zaczarowany (może pomylił się z w zaklęciu albo coś nie tak zrobił?). Ostatnio taki argument słyszałem w odniesieniu do znachorskiego leczenia chorób nowotworowych siłą woli. Nie pomaga? Znaczy za mało wierzył pacjent.. w siłę znachorskiej magii. Sama skuteczność owych znachorskich praktyk w ogóle nie jest poddawana weryfikacji…

Ostateczne rozstrzygniecie jest jak z tym złotym pociągiem z Wałbrzycha – można sprawdzić i rozkopać. Naukowcy też sprawdzili teren georadarem, ale inaczej zinterpretowali wyniki (pociągu się nie dopatrzyli). Poszukiwacze dopatrzyli się tunelu i pociągu. Dwie różne hipotezy w oparciu o te same metody georadarowe.  Nie wystarczy kupić sobie nowoczesny sprzęt, trzeba nauczyć się jeszcze poprawnie go obsługiwać i interpretować wyniki. Niemniej wykonanie wykopu definitywnie rozstrzyga czy jest tam tunel z jakimkolwiek pociągiem. Poprawna metoda weryfikacji, właściwe metodzie naukowej.

Podsumowując – szkoda pięknego moim zdaniem zwyczaju wieszania kłódek na moście. Ilekroć przechodziłem tamtędy z gośćmi, to prawie zawsze się zatrzymywali i oglądali. Szczególnie, gdy byli to młodzi ludzie. Była to niewątpliwie intrygująca atrakcja turystyczna. A skoro kłódki nie są „winne” rdzewieniu to może należało je pozostawić lub twórczo zaproponować inne miejsce do wieszania kłódek. I nie wrzucania kluczy do rzeki (przykład kreatywnych rozwiązań z kłódkami).  

Łyny kijem nie zawrócisz. Młodzi ludzie i tak je wieszają, na razie w innych miejscach, na innych balustradach i innych mostach. Quasi magiczne praktyki z obwinianiem kłódek i ich odpiłowywaniem nie pomagają…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s