Butelki i mój minimalizm czyli o ekonomii dzielenia się

cegowka_aniaRozsiadłem się na wygodnej kanapie, ale Franciszek przypomniał mi o rzeczach na prawdę ważnych. Odmłodniałem. Słowo może dużo zdziałać. Wtedy, gdy mówiący ma coś sensownego do przekazania.

Żyjemy w świecie pośpiechu i rywalizacji, ciągłej pogoni za pieniądzem i pozycją społeczną. W świecie, gdzie często słychać „jeśli zwolnisz, przejdą po tobie i cię podepczą”. Stąd wyścig szczurów. Ale coraz głośniej słychać także inne głosy, kryjące się pod nazwami, slow life, slow movement, slow food, slow life, slow sex (to do niektórych może przemówić, bowiem żyjemy dodatkowo w czasach wyścigu za coraz większą przyjemnością), powolny rozwój, powolne dzieciństwo, mniej znaczy więcej. Te słowa mają sens.

Świat globalny jest w coraz większym kryzysie (ekonomicznym i ekologicznym). Z jednej strony komputery i maszyny odbierają pracę ludziom więc mogliby już tak ciężko nie pracować a z drugiej rosnące rozwarstwienie społeczne i ekonomiczne czyni ludzi biednymi. W sumie nic zaskakującego bo od lat o tym piszą i prognozują pisarze. Wiemy a nie potrafimy zaradzić tej niedobrej sytuacji. Jak w chocholim tańcu. Lub jak biegnący szczur w klatce na kręciołku. Im szybciej biegnie, tym szybciej zabawka się kręci, a im szybciej się kręci, tym szybciej gryzoń musi w niej biec. Zatrzymać się od razu nie da, ale może można zwalniać? Systematycznie. Zaradzeniem na rosnące rozwarstwienie być może byłoby skrócenie czasu pracy i lepszy podział pracy, pochwała powolności. Szybkość rozwarstwia społeczeństwa. Ale wymaga to zrezygnowania choć w części z własnego egoizmu i podzielenia się z innymi. To trudne. Ja także od kilku lat próbuję zwalniać. Z wielkim trudem i powoli mi to idzie. Od dawna nie mam telewizora. Jest znakomicie, bez reklam, bez zbędnego bicia piany.

„Minimalizm to dążenie do prostoty i ograniczania niepotrzebnych rzeczy, czynności, obowiązków w każdej dziedzinie naszej egzystencji. Pozwala uporządkować życie i uczynić je prostszym – jest swego rodzaju pozbyciem się „niepotrzebnego balastu”, usunięciem iluzji, które przesłaniają nam obraz nas samych i otaczającego nas świata.” To bardzo chrześcijańskie. i staje się coraz modniejsze. Jesteśmy zamuleni w rdzy i mule konsumpcjonizmu. Nie widać nas siedzących na miękkiej kanapie pod tym naniesionym mułem. Widać tylko rzeczy. Franciszek poradził nam, aby zejść z kanapy i zadbać o dobre buty. Bo trzeba się będzie nachodzić. Ruch dla zdrowia i dla duszy.

Piję wodę z kranu. By nie marnować energii na daleki transport tego, co jest blisko. I by nie produkować zbędnych odpadów. Odpadów z szybkiej, jednorazowej konsumpcji. Nie mam samochodu, choć mam prawo jazdy i pieniądze. To nie z biedy czy nieudolności, to z wyboru. Podróż transportem publiczny jest dłuższa. I wymaga dostosowania się do rozkładu jazdy. Ale dłuższa podróż to więcej czasu na przemyślenia… i na rozmowy z ludźmi. To uświadomienie sobie tego, że jesteśmy zależni od innych.

Zbieram po lesie wyrzucone butelki. Usuwam śmieci ze środowiska. I ładniej dla oczu i bezpieczniej dla dzikiej przyrody. Ale w jeszcze większym stopniu po prostu nie wyrzucam. Maluję. Pospolite, szklane opakowania zyskują nową wartość. I rozdaję. Z cichym przesłaniem, że nie ma rzeczy niepotrzebnych ani ludzi zbędnych. Tych opakowań, co to mogą jeszcze się przydać, jest bardzo dużo. Zbyt dużo. Zbędne marnotrawstwo. Innym przez to nie starcza.

Żyjemy w stresie, wynikającym z poczucia konieczności utrzymania kontroli nad ciągle nawarstwiającymi się rzeczami: do zrobienia, do zapamiętania, do przygotowania, do kupienia, do załatwienia itd. Bo wszyscy tak mają więc i ja chce mieć. Bo wszyscy tam byli. Ja też tak żyję. I próbuję zwalniać do slow science, slow life, slow education. Jednym słowem citaslow nie tylko na krótkie wakacje.

W miarę upływu czasu, tak jak i u innych ludzi, przybywa mi rzeczy w domu. Nie tylko książek. Trudzimy się, by je zdobyć a potem zamartwiamy się jak je upilnować, ochronić przez zniszczeniem, kradzieżą, zalaniem itd. Zatraca się granica między tym czy ja mam te rzeczy czy też owe rzeczy mają mnie. Tak jak w układzie pasożyt-żywiciel, przy dużej zależności nie wiadomo kto traci kto zyskuje. Więc maluję słoiki i rozdaję. Z cichym przesłaniem. Bo przecież nie trzeba wszystkiego na głos mówić. Ludzie są inteligentni.

Jeśli w rzeczach upatruje się swojego szczęścia – trzeba zarabiać coraz więcej, by poczuć się spełnionym. Tym samym coraz więcej czasu przeznaczamy na pracę (i idziemy po trupach, bo nie ma lekko, życie to nie bajka i temu podobne frazesy pod nosem mruczymy). Albo się zadłużamy i stajemy się niewolnikami. W czasach młodość szkolnej, gdy czytałem o starożytności nie mogłem się nadziwić jak można było popaść w niewolę za długi. Albo oddawać swoje dzieci czy żonę w niewolę, za długi. Teraz zrozumiałem, bo widzę wielu zadłużonych niewolników wokół siebie. Mają… ale nie są szczęśliwi, nie są wolni. Mają domy kupione pod miastem (na kredyt), codziennie spędzają sporo czasu w samochodzie, na dojazdach, W sumie niewiele pomieszkują w tych domach. Więcej są w pracy i w dojazdach. Ale mają. I żyją w strachu czy spłacą raty bo frank poszedł w górę, albo bo mogą stracić pracę. Więc godzą się na każde warunki, na mobbing itd. Sprawdza się stare przysłowie, że im więcej się ma, tym więcej się chce mieć. Mamy dużo rzeczy… z których nie mamy za bardzo czasu korzystać. Bo przecież praca, praca, praca….

Mój minimalizm to pozbywanie się rzeczy po uprzednim ich upiększeniu. Upcykling (upcyclig).Taka wartość dodana. Butelki malowane, może w przyszłości decoupage, ulotne piękno, chwilowe, dekorowanie potraw, tak jak zamki na piasku czy rzeźby lodowe. Przemijające piękno. Jak my.

„Nie pozwól uczynić z siebie niewolnika przedmiotów (przy okazji długów) i toksycznych relacji. Nie pozwól się zapędzić do wyścigu szczurów. Rób mądrze zakupy – nie rzucaj się na każdą promocję, wybieraj to, co rzeczywiście jest Ci potrzebne i w czym dobrze się czujesz. Nie otaczaj się wianuszkiem ludzi, którzy są Ci nieżyczliwi – postaw na sprawdzone znajomości, pielęgnuj przyjaźnie.”

Sokrates twierdził, że człowiek mądry będzie instynktownie wiódł skromne życie. On sam nie nosił nawet butów; jednakże stale ulegał czarowi targu i często tam chodził, żeby popatrzeć na te wszystkie wystawione towary. Kiedy jeden z przyjaciół zapytał go, dlaczego tam chodzi, Sokrates powiedział: „Uwielbiam odkrywać, bez jak wielu rzeczy, jestem doskonale szczęśliwy„.

A na zamieszczonej fotografii widać starą cegłówkę. Pomalowaną przez Annę Wojszel. Zamiast zalegać na śmietniku zdobi pomieszczenie Mazurskiego Parku Krajobrazowego. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s