CITES, lektury i „Tomek w krainie kangurów”

tomek_w_krainie_kangrwEdukacja i kultura są bardziej złożone niż nam mogłoby się wydawać. Uświadomiłem sobie te prawdę po raz kolejny w czasie konferencji „CITES 40 lat na świecie, 25 lat w Polsce” (czytaj więcej o tej konferencji). CITES, zwana także Konwencją Waszyngtońską, to porozumienie o międzynarodowym handlu dzikimi zwierzętami i roślinami gatunków zagrożonych wyginięciem, podpisane w Waszyngtonie w 1973 roku. Celem Konwencji jest ochrona dziko występujących populacji zwierząt i roślin gatunków zagrożonych wyginięciem poprzez kontrolę i ograniczanie międzynarodowego handlu tymi zwierzętami i roślinami, ich częściami i produktami pochodnymi. Polska ratyfikowała przystąpienie do Konwencji w 1989 roku. Skuteczne realizowanie konwencji wymaga współpracy wielu różnych środowisk i służb: celników, policji, naukowców, organizacji pozarządowych, administracji państwowej itd.

W czasie konferencji w Warszawie miałem okazję zapoznać się z różnymi problemami i sposobami przemytu dzikich zwierząt czy roślin (niektóre pokazywane zdjęcia przerażały). Ogromny wysiłek pracy celników, policjantów, naukowców i społeczników. A nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie zapotrzebowanie konsumentów, czyli nas, społeczeństwo. Tu potrzebna jest edukacja i zmiana sposobu patrzenia na przyrodę oraz na skutki naszego działania. Bo chcemy mieć unikalne rośliny lub egzotyczne zwierzęta, bo lubujemy się w nietypowych pamiątkach turystycznych. A czy myślimy o kosztach przyrodniczych i skutkach?

Gdzieś w głębi drzemie w nas archaiczny model przygody z polowaniami czy traktowaniem dzikich zwierząt jako trofeum. Pozostałości dawnej cywilizacji łowców-zbieraczy i myśliwych. Świat się jednak od tego czasu diametralnie zmienił. Potrzebne są nowe mody i nowe wzorce obcowania z przyrodą oraz tworzenia… azyli dla zwierząt oraz indywidulanych adopcji. Bo gatunków obcy nie można wypuszczać do naszego środowiska. Alternatywą dla eutanazji zwierząt… jest więc adopcja. Wszystkich tych uratowanych zwierząt i roślin nie są wstanie przyjąć ogrody zoologiczne i botaniczne.

W zapowiedziach nowego rządu pojawiły się sformułowania o lekturach szkolnych i kanonie lektur. Niby oczywiste i proste. Ale to tylko pozornie. Co mają wspólnego lektury szkolne z konwencja CITES i ochroną dzikich zwierząt? Gdzie potrzeba patriotyzmu i lektur a ochrona bioróżnorodności i praca celników czy policjantów? Cierpliwości. Niżej wyjaśnię.

Z dzieciństwa i nastoletniości pamiętam serię książek Alfreda Szklarskiego z przygodami Tomka Wilamowskiego („Tomek w krainie kangurów” itd.). Za mojej młodości była to lektura szkolna. Wtedy przeczytałem jedną czy dwie książki, ale bez większego entuzjazmu. Gdy mój syn był mały, kupiliśmy mu całą serię tych książek, motywowani dawnym sentymentem i wspomnieniem dawnej młodości (czy pamięcią o lekturach). I kilka miesięcy temu, gdy syn już podrósł i opuścił gniazdo rodzinne, sięgnąłem do książek Alfreda Szklarskiego i przeczytałem całą serię. Od deski do deski, jedną książkę po drugiej. Przeczytałem z dużą przyjemnością. Było tam sporo patriotyzmu, popularyzacji wiedzy geograficznej i historii. Nic tylko polecać książki ponownie jako lekturę szkolną? Kontekst współczesności zmienia jednak wiele.

Kolega, który ma młodsze dzieci i chciał obecnie im czytać przyrodnicze książki z Tomkiem w tle, zwrócił mi uwagę, że dla współczesnej młodzieży te książki się nie nadają. Po zastanowieniu (i przeczytaniu) przyznałem mu rację. Dlaczego? Bo jest tam archaiczny, XIX-wieczny sposób patrzenia na przyrodę (oraz społeczeństwo): przygoda i poznawanie poprzez polowanie i zabijanie. Przecież kiedyś nawet badania ornitologiczne polegały na strzelaniu do ptaków i ich odławianiu. Od wielu lat jednak ornitolodzy chodzą z lornetkami i obrączkują ptaki. Nawet we współczesnej entomologii stosuje się w coraz większym stopniu badania przyżyciowe, czego przykładem są motyle i ważki. Tak samo wartościowe badania jednak bez zbędnej eksploatacji przyrody. Przyroda jest bardziej zagrożona, dawniej pospolite gatunki obecnie stały się rzadkie lub bliskie wymarcia. A i nasza wrażliwość etyczna względem przyrody znacząco się zmieniła.

Córka kolegi jako pierwsza zaprotestowała i się oburzyła w czasie wspólnej, rodzinnej lektury „Tomków”. Ten obraz świata nie przystaje już do rzeczywistości. Tomek podróżuje po świecie by odławiać zwierzęta do ogrodów zoologicznych. Takiego świata również już nie ma a funkcje ogrodów znacząco się zmieniły. Teraz zwierzęta trafiają z ewidencjonowanych hodowli. Nikt już nie urządza wypraw, celem odłowów dla ogrodów zoologicznych dzikich zwierząt. Gdzieś tam jeszcze w książkach Szklarskiego pobrzmiewa archaiczny rasizm kolonialny. Ale autor urodził się w 1912 roku! I to, co kiedyś było codziennością dzisiaj jest już historią. Książki – jako lektury – wymagałyby starannego komentowania przez nauczycieli. Czy więc nadają się jako współczesne lektury szkolne? Mimo wielu zalet, w wieku XXI i wobec współczesnych problemów już się nie nadają. A przecież w naszej pamięci, pamięci starszego pokolenia, mogą się wydawać jako wspaniałe, patriotyczne, popularyzatorskie i edukacyjne. Alfred Szklarski był zacnym człowiekiem o niewątpliwych zasługach dla Polski, popularyzacji dokonań Polaków w świecie. I nie napisał niczego niestosownego. Tyle, że czasy się zmieniły, w zakresie jednego komponentu..

A pamiętacie elementarz do pierwszej klasy Falskiego? Mam reprint w domu. Przeglądam z wielkim sentymentem. Książka znakomita dydaktycznie. Ale również współcześnie nieprzydatna. Ilustracje dotyczą świata, którego już nie ma. Niektóre słowa także są archaizmami. Znakomity materiał etnograficzny… ale nie podręcznik szkolny.

Ale wróćmy do CITES. Aby celnicy i policjanci mieli mniej pracy z udaremnianiem przemytu roślin i zwierząt ginących i zagrożonych wygięciem, inaczej musimy edukować młodzież (i siebie samych). Inaczej niż 100 czy 50 lat temu. Bo bioróżnorodność zagrożona jest nie tylko przez Azjatów, kupującym rogi nosorożca jako afrodyzjaki. My również w domach chcemy mieć egzotyczne rośliny i zwierzęta. A jak się znudzą, to wypuszczamy do okolicznego lasu czy jeziora. Chcemy mieć kontakt z przyrodą – i to nie jest nic złego. Ale musimy popularyzować adekwatne do współczesnej rzeczywistości modele obcowania z przyrodą.

A co do lektur szkolnych, to potrzeba więcej zaufania do nauczycieli. Zza rządowego biurka niewiele widać realnego świata (częściej wyobrażenia i miniona przeszłości). W codziennej praktyce i indywidualnych sytuacjach nauczyciele sami dostosują lektury do potrzeb i odpowiednio ukierunkują uwagę. Komentując i wyjaśniając kontekst. Na przykład moja żona już od dawna obserwuje, że nawet w najmłodszych klasach dzieci wolą „starsze” lektury (o klasę lub dwie wyżej). Po prosty szybciej intelektualnie dojrzewają. Dawny kanon lektur jest nieco mniej przystający do rzeczywistości. Ale wystarczy zostawić swobodę działania nauczycielom.

Problemy współczesnego świata, takie jak wymieranie gatunków roślin i zwierząt w wyniku nieodpowiedniej eksploatacji a także przeciwdziałania prawne i działania policji czy celników, mają swoje przyczyny także i w kulturze. Mądrze wpływając edukacyjnie na kulturę naprawiać możemy świat wokół nas. Albo prowadzić niespójne i chaotyczne działania.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s