Nie cały umrę…

mogiaNic w przyrodzie nie ginie, zmienia tylko miejsce. Codziennie pobieramy pokarm, pijemy wodę, włączamy materię w masz organizm. I codziennie wydychamy dwutlenek węgla, wydalamy, pocimy się. Kolejne atomy różnych pierwiastków opuszczają nasz organizm. Krążą w nas a potem na powrót dostają się do środowiska, do biosfery. Podobno co siedem lat wymieniamy w pełni wszystkie atomy naszego organizmu.

A gdy umieramy to cały organizm, jako ekosystem, powoli włącza się w obieg przyrody. Różnymi procesami balsamowania próbujemy choć w części spowolnić ten proces. W chwili śmierci materia nie ginie. Ginie nasza struktura. Oraz organizmy z nami żyjące (hologenom).

Po drugie, po naszej śmierci zostają geny, i to nie koniecznie tylko w naszym potomstwie. Geny bezdzietnych też się rozprzestrzeniają. Przecież nasze geny dostaliśmy od innych (nasza własność indywidualna jest iluzoryczna, nie tylko w genach). One funkcjonują w populacji. Czasem w wyniku transferu poziomego czy hybrydogenezy, dostają się do zupełnie innych gatunków. Geny wędrują nie tylko w jądrowym DNA ale i w mitochondrialnym (tylko po kądzieli). A jeśli uwzględnić teorię hologenomu, to geny, z których na co dzień korzystamy, są elementem dziedziczenia cech nabytych. Bo dziedziczymy je środowiskowo. Te „cudze” geny otrzymujemy wraz z mlekiem matki a potem w kontaktach rodzinnych i społecznych pozyskujemy mikroorganizmy (bakterie, grzyby itd.). Cudze geny też są do życia ważne. Można dodać jeszcze zjawisko mikrochimeryzmu i obecności „obcych” komórek w naszych organizmach. Nigdy nie jesteśmy sami. Zawsze jesteśmy częścią biosfery, chwilowym wyodrębnieniem materii i genów. Po naszej śmierci one dalej trwają. Nie całkiem więc i w tym aspekcie umieramy.

Po trzecie jest jeszcze dziedziczenie kulturowe – przekazywanie pozagenetycznej informacji biologicznej. Przekazywanie słowami u Homo sapiens trwało setki tysięcy lat. Non omnis moriar – głosił Horacy, podkreślając w ten sposób, że sława poety jest nieśmiertelna. Poeta umiera ale jego słowa trwają w innych. Gdy są powtarzane lub nawet interpretowane, modyfikowane. Jeszcze bardziej taka nieśmiertelność ujawnia się w słowie pisanym i drukowanym – są trwalsze niż ulotne słowo. Nieśmiertelność w piśmie, naukowców, dziennikarzy, pisarzy jest wtedy, gdy są cytowani. Ale przecież sporo przechodzi do domeny publicznej i ginie metka-etykietka autora. Kto wynalazł chleb czy koło? Nie znamy autorów, a przecież ważniejsze są w życiu niż telewizor czy komputer. Anonimowa nieśmiertelność.

Trwałe są słowa zapisane na papierze, trwalsze wyryte w kamieniu (ogień nie strawi – chyba że zginą ludzie, którzy odczytać tekst potrafią), ale najtrwalszy jest zapis… w sercach ludzkich. Czyli dobre uczynki. One pomnażają się w wyniku dzielenia. Przekazywanie wartości, tych dobrych i tych złych (np. nienawiść, hejt, obmowa) dzieje się codziennie. Lepiej jednak przenosić wszy niż plotki i obmowę. Bo samo trwanie nie jest wartością samą w sobie. Dobro niech trwa, zło niech szybko przemija.

I w końcu ostatni aspekt nie całkiem umierania. Jako chrześcijanin umrę cieleśnie, dusza pozostanie. Inne życie po śmierci, inne istnienie. W czymś dobrym lub czymś złym (wolałbym to pierwsze). Trwanie w więzi z absolutem lub… gdzieś w otchłani piekieł (daleko od). Nie znam tego. Kiedyś jak każdy się przekonam.

Jakby rzecz nie ujmować, czy biologicznie, genetycznie, literacko czy transcendentnie – nie całkiem się umiera. Ważne jest to co z nas wychodzi, to co po nas zostaje. I nie ważne czy będzie miało wyraźną metkę z nazwiskiem.

Posłuchaj też audycji radiowej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s