Wzgórze czarownic pośród bagien czyli o energii odnawialnej i produkcie regionalnym

czarownicagilawyW piękny majowy czas miałem okazję odwiedzić Garbno. Jadąc pociągiem widziałem rozległe pola kwitnącego rzepaku. Wielkie monokultury z różnymi uprawami, a w krajobrazie wiatraki. Energia odnawialna zakorzenia się w naszym regionie. Żałuję, że zdjęć nie zrobiłem, bo widok z okien pociągu był przepiękny. W tym krajobrazie wielkich pól z rzadko porozrzucanymi zadrzewieniami, rzeczkami i zbiornikami wodnymi, wiatraki wprowadzają mozaikę siedliskową. I w gruncie rzeczy ładnie wyglądają, wkomponowując się w antropogeniczny krajobraz. Tuż pod wiatrakiem nie ma upraw, są po prostu ugory… z dużą ilością chwastów. Czyli dużą różnorodnością biologiczną kwitnących roślin i korzystających z tych roślin owadów. I to ekologa, entomologa, przyrodnika cieszy. Kusi, żeby zbadać dokładniej. Może i niebawem się wybiorę. Po badaniach nad różnorodnością biologiczną upraw wierzby (dla celów energetycznych – energia z biomasy) teraz przydałoby się sprawdzić jak farmy wiatrowe wpływają na bioróżnorodność.

Ale tymczasem wybrałem się do Garbna w zupełnie innym celu, z wykładem popularnonaukowym o racjonalnym gospodarowaniu energią i wodą – przyjaznym dla kieszeni, jakości życia i dla środowiska przyrodniczego. Inaczej mówiąc – ekologia z perspektywy gospodarstwa domowego. A jednocześnie nawiązanie do dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego regionu. Na zaproszenie Koła Gospodyń Wiejskich „Baby z Babieńca” wybrałem się do Garbna, do świetlicy wiejskiej. W spotkaniu uczestniczyła także młodzież gimnazjalna.

Zmieniły się nasze wsie, wypiękniały. Pamiętam takie wsie sprzed 30-20-15 lat. Zapyziałe, szare odrapane, z beznadzieją i tanim winem owocowym. Teraz wygląda to zupełnie inaczej. Ale pozostało duże bezrobocie, migracja zarobkowa, wyludnienie. Pamiętam ten region z dzieciństwa i wyjazdów wakacyjnych.

garbnowykladZaproszenie do Garbna przyjąłem z sentymentem. Usłyszałem z ust starszych osób piękny zaśpiew wileński. Jakbym wrócił do dzieciństwa. Temu środowisku jestem coś winien. Znam ten region przygraniczny, zamierający, kiedyś z rozpitymi PGRami, teraz wyludniający się i zamierający. Szansę upatruję w turystyce i energii odnawialnej. Bo energia odnawialna daje prace tu na miejscu a pieniądze nie są drenowane na Śląsk (energia elektryczna z węgla kamiennego). Z kolei turystyka opiera się na dziedzictwie kulturowym i przyrodniczym, na aktywnym wypoczynku i dziedzictwie kulinarnym, na rękodziele (w tym sztuce niebanalnej i profesjonalnej) itd. W nawiązaniu do przeszłości jechałem z pomysłem… maści do latania. Brzmi bajkowo, ale za tym się kryje pomysł na produkt regionalny.

W Garbnie, nad rzeką Guber i prawobrzeżnym dopływem – Strugą Rawą, w 1328 roku powstała strażnica (zamek krzyżacki), przy zamku powstała osada, oficjalnie lokowana na sześciu włókach 11 lat później. Dawniej wieś nazywała się Lamgarben a swoją nazwę wzięła z języka dawnych Prusów. Garbis to wzgórze, natomiast lame oznacza bagna, moczary, teren podmokły (taki na pewno był w dolinie Gubra i wpadającej do niej strugi). Można byłoby więc pierwotną nazwę Laumygarbis, a od XV w Lamegarben, tłumaczyć ze staropruskiego jako Bagienne Wzgórze, Wzgórze Pośród Bagien (terenów podmokłych). Ale można także inaczej wywodzić nazwę, ze słowa laume, oznaczającego czarownicę. Laumygarbis oznaczałoby Wzgórze Czarownic. Łącząc obie interpretacje wymyśliłem Wzgórze Czarownic Pośród Bagien. A jedną z dygresji, w nawiązaniu do dawnego wykorzystania „chwastów” w życiu codziennym, było wspomnienie o maści do latania. Do produkcji owej maści używano m.in. bylicy pospolitej i tłuszczu z gęsi. Mamy więc pomysł na lokalny produkt kulinarny i etnograficzną zabawę w jednym. A z piór gęsich można zrobić… na przykład pióra do kaligrafii. Kolejny element lokalnej układanki i oferty turystycznej.

Fantazjuję z tą maścią do latania i etnograficznymi opowieściami? Obok Garbna są Tołkiny, i jak przekonują genealodzy niemieccy z tej miejscowości wywodzi się ród Tolkiena (przez Saksonię trafił do Wielkiej Brytanii), autora Władcy Pierścieni. Kolejny powód by odwiedzić te okolice i to przez turystę międzynarodowego. A niedaleko jest i … Smokowo. Garbno czyli Wzgórze Czarownic, Tołkiny z Tolkienem i Smokowo – same odloty. Maść do latania sama się narzuca. I przygoda, bazująca na kreatywności (kapitał ludzki), dziedzictwie kulturowym i dziedzictwie przyrodniczym.

Do Garbna na prelekcję przywiozłem swoją malowaną butelkę (motyw cykorii podróżnik) i malowany kamyk warmiński, z pleneru w Tumianach. Jako przykład rękodzieła. Panie z kół gospodyń wiejskich (z Garbna oraz z Babieńca) pokazały swoje rękodzielnicze prace, z papierowej wikliny, kwiaty z bibuły oraz kwiaty i choinki z kogucich piór. Te „baby” mają moc … tworzenia nie tylko rękodzieła ale i animacji życia społecznego. Sól tej ziemi. Zapomniane wioski ale z bogatą historią.

A propos Garbna to warto wspomnieć o mało znanej u nas postaci – Elisabet Boehm (1859-1943), z domu Steppuhn, z pobliskich Głowbit, która w 1880 została żoną Otto Boehma. Małżonkowie na stałe osiedli w Garbnie. Elisabet Boehm znana jest na terenie całych Niemiec jako założycielka Towarzystw Wiejskich Kobiet (Landwirtschaftlichen Hausfrauenverein), czyli jest prekursorką Kół Gospodyń Wiejskich i podobnych ruchów, także w USA. Można powiedzieć, że to miejscowa feministka, a więc w uproszczeniu „czarownica”. Uznaniem jej działań w ruchu kobiecym było przyznanie złotego łańcucha przez Uniwersytet w Królewcu oraz nadanie honorowego obywatela miasta Królewiec. W 1993 r. poczta niemiecka wypuściła znaczek z jej podobizną.

Okolica interesująca i piękna. Warto się wybrać. Następnym razem przyjadę rowerem. To znaczy rower zapakuję do pociągu, przyjadę do Korsz lub Tołkin, a dalej pozwiedzam w powolnym rytmie, w klimacie prowincji i cittaslow. By był czas na podziwianie lokalnego rękodzieła niebanalnych kobiet, zabytków z przeszłości i różnorodności biologicznej, kryjącej się w krajobrazie pojeziernym i cieniu turbin wiatrowych.

 kaligrafia1

Zamieszczone fotki, od góry:

  •  Czarownica z Giław, zdjęcie podczas Kiermasu Warmińskiego w Bałdach
  •  Zdjęcie z wykładu w Garbnie (tuż przed rozpoczęciem)
  •  Kaligrafia, pisanie gęsim piórem (Niebieskie Piórko 2015)

Więcej o maści do latania i bioróżnorodności w garnku.

http://czachorowski.blox.pl/2014/04/Bylica-piwo-pieczona-ges-i-masc-do-latania.html

http://czachorowski.blox.pl/2014/04/O-bylicy-plodnosci-przyprawach-kadzidle-i.html

http://ro.com.pl/wakacyjne-przygody-z-jadalnymi-chwastami-i-mascia-do-latania/01140687

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s