Czy wykłady na uniwersytecie powinny być obowiązkowe? Cz. 4 . W walce o etat i godziny

kawaekonomiaNazbierało się sporo emocji przez lata, sporo dyskusji toczonych w różnych miejscach. Artykuł w Gazecie Wyborczej był kanalizatorem, wyzwalającym reakcję, a szkolenie bhp, wybrane jako studium przypadku (zobacz część 1, 2 i 3), jest pretekstem i tłem by włączyć się do dyskusji w uporządkowany i pełniejszy sposób. Nie ten gniazdo kala, który mówi, a ten co mówić nie pozawala. Motywacją jest więc troska o jakość, bo wierzę, że można naprawić i zmienić na lepsze. Gdybym nie wierzył, to bym milczał, bo po co się wychylać niepotrzebnie i nadaremno?

Wcześniej pisałem o motywacji, analizując na konkretnym przykładzie punkt widzenia słuchacza (studenta). W skali krajowej –  jeśli nie globalnej – mamy problemy z motywacją do nauki wśród nowego pokolenia. Magister nie jest już wyraźnym społecznym awansem, pracy nie ma itd. Kiedyś magister w małym miasteczku to był ktoś! Teraz 50 % młodzieży ma wyższe wykształcenie. Być licencjatem czy magistrem to nie jest ekskluzywny klub elity. Nie daje takiego prestiżu tak wiele lat temu, jak za naszej młodości czy młodości naszych rodziców. Ten aspekt motywowania do zwiększonego wysiłku już nie działa z taką siłą jak kiedyś. Stąd warto szukać nowych form, np. zajęcia praktyczne, gry, grywalizacja, lepiej dostosowanych do nowego pokolenia. Nasi studenci są ukształtowani w innym świecie. Czy do Chińczyków nie lepiej mówić po chińsku? Przecież nie wszyscy Chińczycy być może znają angielski a tym bardziej polski. Nie bardzo uświadamiamy sobie to, że są na sali przedstawiciele innej kultury (subkultury) i że nieadekwatnie odczytujemy ich język ciała. Jeśli patrzą z swoje smartfony i wysyłają esesemy, to wcale nie muszą okazywać braku zainteresowania, ostentacyjną niechęć itd. Jeśli robią zdjęcia slajdów naszego wykładu lub nagrywają na dyktafon czy kamerę wideo, to wcale nie dlatego, żeby nas ośmieszyć, wrzucając tendencyjnie zmontowany filmik czy fotkę na YouTube czy Facebooka. Nasza frustracja z pustoszejących sal czy braku uwagi bierze się w części z niezrozumienia sytuacji. Czy denerwuje nas mlaskanie przy jedzeniu, jako oznaka złego wychowania? Mnie tak. Ale przecież są kultury, w których to właśnie mlaskanie i siorbanie jest oznaką dobrego wychowania i uznania dla gospodarza. Inny język ciała… Jeśli spotkam się z przedstawicielami owej innej kultury, dobrze żeby o tych różnicach wiedział. Inaczej źle odczytam niewerbalny komunikat i podejmę błędne decyzje czy działania.

Koniec dygresji. Wracamy do studium przypadku – bo tak pracuje mózg słuchacza na wykładzie czy prelekcji, trochę usłyszy, trochę porozmyśla, trochę pod ławką poczyta. Wszytko to jest razem wymieszane. Mówimy z szybkością ok. 100 słów na minutę, zapiszemy najwyżej 25 (teraz już wiesz dlaczego studenci nie są w stanie wszystkiego, słowo w słowo, zapisać na wykładzie, a zwalnianie tempa mówienia by dyktować… nie ma sensu w XXI wieku!). Mózg ludzki przetwarza informacje z szybkością 600-1000 słów na minutę. Tak więc nawet szybko mówiący prelegent nie jest w stanie całkowicie zaangażować mocy obliczeniowych mózgu słuchacza. Samym mówieniem na pewno nie, chyba że w grę wejdą emocje, sens i wyobraźnia. Dyktować? I tak wszystkiego słowo w słowo nie zapiszą. Nie jesteś prorokiem, Twoje słowa nie są tak cenne. A poza tym są dyktafony, kserokopiarki i serwisy typu Chomikuj.pl. Sam możesz przygotować dodatkowe treści i udostępniać on-line. Tak więc na sali wykładowej, oprócz krzesełek, tablicy, ekranu i rzutnika multimedialnego powinno być wi-fi. To nie jest fanaberia, to niezbędna, współczesna pomoc dydaktyczna. Niejednokrotnie chwalimy się nowoczesnością… ale czy mamy takie podstawowe wyposażenie? Działające!

Wróćmy do studium przypadku. Szkolenie 5 h zegarowych. Dydaktycznych to pewnie więcej. Długo. Można było dać materiały do przeczytania lub przygotować materiały e-learningowe. Skoro my, wykładowcy, tego oczekujemy od szkolenia pracowniczego, to czy nie oczekują tego samego nasi studenci od naszych wykładów? Behapowców ktoś rozlicza z wykonania szkolenia o określonej długości. Mniej lub bardziej świadomie skupiają się na wypełnieniu czasu. Nie stawiają sobie najpierw celu i zakładanych efektów kształcenia a potem nie zastanawiają jak i jakie dla tego efektu, przy konkretnych uwarunkowania, zastosować formy edukacyjne i ile potrzebują na to czasu. Nie, szkolenie ma trwać 5 h i czymś je trzeba zapełnić.

A czy my, uniwersyteccy wykładowcy, nie czynimy tak samo? Jesteśmy rozliczani z pensum (nie z efektów!!!). Chcemy mieć więcej godzin na przedmiot, bo to gwarantuje nam pracę a „duży” przedmiot z egzaminem daje poczucie ważności (jestem ważną personą i mam pracę). Wywalczone godziny zapełniamy treścią (najczęściej dobieramy wartościową treści, ale dalej jest to wypełnianie czasu treścią a nie dobieranie treści i czasu do założonych efektów). Nie zaczynamy od efektów. Nawet teraz, gdy wdrażane są Krajowe Ramy Kwalifikacji i wypełniamy sylabusy. W założeniach KRK stawiają nacisk na efekty. Od nich powinniśmy zacząć jakiekolwiek układanie planu (a wcześniej mocno zastanowić się, jakie efekty chcemy sięgnąć). Ale raczej dopasowujemy efekty do wywalczonych godzin niż godziny dostosujemy do zaplanowanego efektu. Bo rozliczani jesteśmy z pensum. Być albo nie być.. pracownikiem. Więc bez zmiany systemu niewiele się zmieni. Nikt pod sobą dołków nie będzie kopał… Chyba że jakiś szaleniec.

Chcemy mieć godziny, wywalczymy o nie na radzie wydziału różnymi argumentami o niezbywalnej potrzebie takiej czy innej wiedzy (przedmiotu)… a potem zmuszamy do obecności. Bo pusta sala byłaby kompromitująca, a przynajmniej niosąca dyskomfort… i jeszcze by nam ktoś te godziny zabrał… Zmuszamy do obecności, by tworzyć atrapę poczucia ważności, sensu i potrzeby naszego wykładu. Do tego konieczny jest egzamin – można postraszyć (zmotywować), że to będzie na egzaminie! Im trudniejszy egzamin, tym sami jesteśmy ważniejsi… legenda wydziału a nawet uniwersytetu, co poziom studentów trzyma. Jak kapral w wojsku, przeczołga po błocie, każe szczoteczką do zębów wyczyścić podłogę. Jest co przez lata wspominać.

Czy przyprowadzając konia do wodopoju można go zmusić do picia, nawet wciskając łeb w koryto? Z daleka będzie wyglądało, że pije, bo pysk w wodzie… Ale czy chodzi nam o tworzenie pozorów? Patrząc na codzienną praktykę niestety tak, skupieni jesteśmy na pozorach… bo ta strategia nam się opłacała i opłaca. System trzeba zmieniać od góry…. Ale i od środka. Przynajmniej mówić. Nie ten gniazdo kala co mówi, ale ten co mówić nie pozwala.

Wróćmy do naszego studium przypadku (szkolenie). W dużym stopniu jest to tworzenie pozorów i obustronne udawanie, swoista gra. Wiemy – obie strony – że musimy, więc staramy się – obie strony – nie utrudniać sobie nawzajem życia. To widać w trakcie tego szkolenia – wystarczy odrobina uważnej obserwacji. W jakimś stopniu podobną grę prowadzimy na obowiązkowych wykładach. Skoro regulaminem jesteśmy zmuszeni do sprawdzania obecności, to puszczamy listę. I udajemy, że nie widzimy nadmiernie dopisanych osób (chyba, że przekroczone zostaną granice przyzwoitości i dopuszczalnych w tej grze reguł). Prowadząc tę wysublimowaną grę dostosowujemy się do systemu, by nie oberwać po głowie. Dyskomfort z tego udawania pozostaje. Ale jest jeszcze inna możliwość: ten system można zmienić, on może być sensowny i logiczny i udział w zmienionym kształceniu może dawać nam satysfakcję… Czy znajdą się odważni, którzy to zechcą zmienić? Nie będzie łatwo. Po co się wychylać i marnować czas, który można przeznaczyć na robienie kariery? Tak więc kluczowe jest poczucie wspólnotowości i traktowanie uniwersytetu jako wspólnej wartości, wspólnego dobra. Włączając w to studentów. Bo nie są przedmiotem, są podmiotem. Może więc problem obowiązkowych lub nie wykładów, to element wizji świata i traktowania drugiego człowieka?

c.d.n

ps. Zdjęcie z Facebooka – dobrze oddaje to, że można zrobić inaczej, wbrew utartym schematom.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s