Kibice klęski czyli o pozorach dyskusji

trzmielbodziszek2Czy każda rozmowa i wymiana zdań (mówionych lub pisanych) jest dyskusją? Nie. Brzmi to może paradoksalnie, ale w dyskusji nie chodzi tylko o wymianę naprzemienną zdań, opinii, argumentów. Prawdziwa dyskusja nastawiona jest na poszukiwanie prawdy, rozwiązania, ustalenie faktów. A czasem słowa służą do pokonywania, niszczenia, odnoszenia zwycięstwa, agresji (treść rozmowy wtedy ma drugorzędne znaczenie). Mimo pozorów jednakowej formy (i tu i tu ludzie mówią lub piszą) treść jest zasadniczo różna. Prawie czyni różnicę…

Lubię porównywać systemy społeczne (kulturowe) do systemów biologicznych (ekologicznych). Jest w tym mniej lub bardziej czytelne poszukiwanie analogii, ale także poszukiwanie wspólnego mianownika w obrębie ogólnej teorii systemów. Nie zawsze wyraźnie te podobieństwa zaznaczam, traktując jako oczywiste (co nie dla wszystkich wypowiedź czyni w pełni czytelną – już teraz proszę o wybaczenie, jeśli zapomnę pełniej analogii wskazać i należycie objaśnić).

Z określeniem „kibice klęski” spotkałem się ponad rok temu. W dowcipny sposób ujmuje znane od dawna określenie „polskie piekiełko” czy coraz popularniejsze „hejtowanie”. Bo niby ktoś kibicuje, ale w gruncie rzeczy życzy klęski i do niepowodzenia przedsięwzięcia dąży. Tak więc, jeśli się do dowolnej akcji ludzie przyłączają, wcale nie znaczy, że są kibicami, czasem są kibicami klęski. Niby są „za”, ale mają jakieś „ale”, zniechęcają, rozmydlają, kierują energię w proceduralny gwizdek lub bardzo poboczne tematy (wyprowadzają swoją aktywnością w przysłowiowe maliny). Po prostu z wielkim wysiłkiem udowadniają, że coś jest niemożliwe do zrobienia. Aktywnie dyskutują, ale mniej lub bardziej nieświadomie przyczyniają się do zniechęcenia i klęski, praktycznie uniemożliwiają podejmowanie decyzji i realnych działań. Przypomina mi się stara anegdota, kiedy to fizycy pomierzyli trzmiele (teraz zrozumiałym jest dołączone zdjęcie do ilustracji tego wpisu) i obliczyli, że przy takiej jak jest wadze, wielkości skrzydeł i liczbie machnięć skrzydłem na sekundę trzmiel nie powinien unieść się w powietrze. Ale trzmiele o tym nie wiedzą i znakomicie latają. Potem oczywiście okazało się, że nie wszystkie parametry zostały poprawnie policzone. I teraz trzmiele fruwają w pełni legalnie…

Polskie piekiełko nie jest tylko polskim. Wielokrotnie spotykałem się z takim określeniem i zjawiskiem, bywając w różnych krajach, zwłaszcza Europy Wschodniej. Nie jest więc to polska specyfika, ale specyfika złej kultury pracy i dominacji zawiści (nieufności, niskiej samooceny itd.). Odczuwamy to i teraz, a że znamy z własnego gruntu, to wydaje się nam, że to takie typowo polskie. Niedawno żaliła się znajoma, która próbuje organizować sieć współpracy między małymi przedsiębiorcami, na niepowodzenia. Bo często okazuje się, że jakiś mały przedsiębiorca wycofuje się ze wspólnej promocji tylko dlatego, że ktoś inny by zyskał. On by nie stracił, a wręcz przeciwnie, ale fakt, że ktoś jeszcze by zyskał, jest nie do przejścia. Nie „żebym miał więcej krów od sąsiada”, ale „żeby jemu krowy zdechły”.

Za sprawą internetu, który przyniósł nowe wcielenie „kibiców klęski” pojawiło się pojęcie hejtować i hejter. Znak czasu, bo słowo pochodzi od angielskiego hate – nienawidzić. To jeszcze jeden przykład, że zawiść i „polskie piekiełko” wcale nie są polskie i do nas ograniczone. Zjawisko hejteryzmu jakkolwiek mocno uwidoczniło się w przestrzeni internetowej (poprzez łatwość anonimowej wypowiedzi) to przecież właściwe jest człowiekowi od tysiącleci. Jest niejako krzyczeniem w tłumie. Ktoś schowany w tłumie krzyczy nienawistne słowa, uskrzydlony tłumem i anonimowością w tłumie. Tak samo jak w anonimowym internecie (tworzy społeczność maksymalnego tłumu) by nie ponosić odpowiedzialności.

Co do hejtera to znalazłem taką definicję: 1. „Hejtowanie to obrażanie, często za pomocą krytyki bez uzasadnienia. Polega więc na niechęci i niemiłym zachowaniu w stosunku do innych internautów. Ogólnie – anonimowy pocisk, gdzie hejterowi wolność słowa poprzewracała się w głowie”. 2. Hejter to „internauta, który wyraża swoje niezadowolenie, nienawiść w stosunku do wszystkich i do wszystkiego. Hejter przegląda blogi czy fora internetowe i zamieszcza negatywne komentarze na temat osób lub rzeczy, niezależnie czy w rzeczywistości komentowana osoba czy rzecz jest pozytywna czy nie. Hejter wszczyna kłótnie, obrzuca innych obelgami, próbuje wszystkich rozzłościć swoimi komentarzami i wpisami, minusuje filmy, wypowiedzi lub inne materiały umieszczone przez kogoś innego”.

Po części za wykwit hejteryzmu winne są różne reality show z cynicznym wyśmiewaniem się i wystawianiem różnych osób na tanie pośmiewisko. Od telewizji łatwo przejść do internetu (i vice versa), Anonimowość, czy poczucie anonimowości i samotności przed monitorem, uwalnia społeczne hamulce. Wrażenie odosobnienia (gdy hejter pisze na klawiaturze) sprawia, że robi rzeczy niekontrolowane. Rzeczy, których przy ludziach nie wypada robić (np. puszczać bąki). Normalnie, patrząc człowiekowi w oczy nie mówimy wszystkiego negatywnego, nawet jeśli nam w głowie zakiełkuje. Bo widzimy skutki swojej agresji słownej – możemy zobaczyć spowodowany ból psychiczny ale i możemy spodziewać się gwałtownej reakcji. Rezygnujemy i z empatii i z obawy o wzajemną zwrotną agresję. Przed monitorem i klawiaturą tracimy rozeznanie, że komunikujemy się z żywym człowiekiem, z krwi i kości i z emocjami.

Hejtowanie jest zjawiskiem społecznym po części nowym, ze względu na skalę i sytuację. Z tym nowym zjawiskiem kulturowym społeczności muszą sobie poradzić, tak jak z nowym patogenem – odchorować i uodpornić się. Dlatego może cieszy się większą popularnością np. Facebook niż anonimowe fora medialne, bo tam występuje się pod własną tożsamością i szkoda ją zdewaluować (nawet jeśli jest to tożsamość wymyślona i odgrywana).

W hejcie istotne są ataki personalne, znane od wieków w społecznościach ludzkich i potyczkach słownych. Zajmowała się tym retoryka a także z erystka (ale nie była to sztuka słownego kopania po kostkach tylko sztuka rozpoznawania i neutralizowania nieuczciwych sposobów dyskusji). Ataki personale (argumentum ad personam) to jeden z nieuczciwych sposobów prowadzenie dyskusji, typu „Pan profesor nadal upiera się przy tym, że tu spotkał się z hejterstwem. Ciekawe co na to na jego studenci? Wiedzą, że ma problemy ze zrozumieniem pojęć? Bo nie uwierzę, że robi to specjalnie.” Klasyczny przykład ataku na osobę (co ma do dyskusji fakt, że ktoś jest profesorem, hydraulikiem czy dziennikarzem oraz wskazanie, że to na pewno jest złe i ktoś inny, studenci by wyśmiali), aby tym sposobem zbić tezy. Skoro osoba jest niewiarygodna to i niewiarygodne jest to, co mówi lub pisze. Z przytoczonego przykładowego fragmentu można zauważyć, aż adwersarz stara się zdenerwować i poniżyć (czyli sprawić przykrość) innego dyskutanta. Wypowiedź nie dotyczy tego czy ktoś rozumie poprawnie hejterstwo, na czym polega ewentualny błąd w rozumowaniu, dyskusja sprowadza się do ataku personalnego, poniżenia… i mieści się w definicji hejterstwa. Skąd się bierze? Z chęci wygranej, wykazania, że jest się górą a nie z chęci rozwiązania problemu, dociekania prawdy, rozbioru logicznego zdania, wskazania na błędy w rozumowaniu itd. Wynika to z nastawienia na rywalizację, na walkę a nie na zgłębienie problemu czy znalezienie rozwiązania.

Jedni skupiają się na walce, inni wolą odkrywać prawdę lub prawidłowości, dyskutują by coś poznać a nie by pokonywać i zwyciężać. Dwa różne cele prowadzenie dyskusji. Z pozoru to samo, bo i tu i tam ludzie rozmawiają, ale istota jest inna. Złudne podobieństwo formy.

Kiedyś krzyczenie z tłumu też dawało bezkarność, było swoistym powoływaniem się na „wielu” (tak wielu, jak liczny jest tłum), bo jest to niejako krzyczenie w imieniu tego tłumu (nawet jeśli nie było na to zezwolenia ani akceptacji). Czyli „to nie moja opinia lecz cytuję, przywołuję opinię większości”. A wtedy już tylko krok to kamienowania… Bo przecież w tłumie jest się anonimowym, „to nie ja, to lud tak zdecydował, grupa, abstrakcyjna większość”. Na nowe zjawisko hejteryzmu (które to zjawisko nie całkiem jest takie nowe) społeczności muszą wypracować nowy system obronny. Inaczej rozpadną się, niszczone przez agresję. A w małych grupach dominować będą kibice klęski i „polskie-niepolskie piekiełko”. Pisałem wcześniej o mikrosporidiach i „dogrywaniu”, docieraniu się elementów w ramach układów ekologicznych. To właśnie nam myśli miałem, pisząc o hejterstwie. W miarę ewolucyjnego „docierania się” należy oczekiwać zmniejszania się zjadliwości relacji. Ewentualnie śmierci całego układu…

Ps. Hejterem się bywa, hejterem bywa każdy z nas. I chodzi o to, by jak najrzadziej bywać hejterem, by jak najrzadziej lub lepiej w ogóle nie hejtować. Potrzebna więc wiedza i samokontrola oraz poznawanie czym jest a czym nie jest dyskusja. Przecież nawet w najbardziej emocjonalnie prowadzonej dyskusji, można dociekać prawdy a nie walczyć. Wystarczy świadomie zmienić cel. A że najlepiej zmieniać świat od siebie samego, to zachęcam siebie i innych do autorefleksji i samoobserwacji. Inaczej nawet drobne społeczności ginąc będą od kibiców klęski.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s