Jak obrońcy zwierząt krzywdę koniom i przyrodzie wyrządzili

babaorzezZrozumienie kontekstu i szersza wiedza potrzebne są nawet do działań w obronie praw zwierząt. Stare przysłowie mówi, że dobrymi intencjami piekło jest wybrukowanie. Od lekarza wymaga się nie tylko znajomości działania danego lekarstwa ale i potencjalnych skutków ubocznych (kontekstu). Na przykład jeśli nie wiemy, że dziurawiec (takie ziele) działa fotouczulająco (wystawienie ciała na bezpośrednie działanie promieni słonecznych kończy się sporymi kłopotami zdrowotnymi), to zamiast pomóc cierpiącemu „na wątrobę’ możemy jeszcze bardziej zaszkodzić.

Co jakiś czas w mediach pojawiały się informacje, że oto w Zakopanem padł (zdechł) koń, wykorzystywany przez górali do podwożenia turystów. W szlachetnym oburzeniu, że męczy się zwierzęta (w tym przypadku konie), podniosły się głosy o zakazie wykorzystywania koni w wożeniu turystów. Pozwolę sobie na małą dygresję – jeśli ktoś jedzie w góry, to po kiego grzyba chce być wożony? Przecież ma swoje nogi i dla zdrowia mógłby się trochę przejść. Przecież to sama przyjemność. Wróćmy jednak do koni. Na skutek oburzenia i działania obrońców praw zwierząt końskie zaprzęgi znikną a pojawią się meleksy, czyli elektrycznie napędzane wózeczki. Mogłoby się zdawać, że pełnia szczęście, oto zwierzęta zostaną uwolnione od męczącej pracy.

Spójrzmy jednak na kontekst i skutki. Stracą górale z Zakopanego, strąca konie i straci…. dzika przyroda. Odwołam się od innego przysłowia: wylano dziecko razem z kąpielą (brudną wodą po myciu). Od razu wyjaśnię, że jak najbardziej jestem przeciw dręczeniu zwierząt i niewłaściwym wykorzystywaniu zwierząt gospodarskich, w tym koni. Ale czy dobry gospodarz (a takich jest większość) mógłby nie dbać o swoje zwierzę? Mógłby je dręczyć i męczyć? Mógłby doprowadzić świadomie do śmieci… i w ten sposób tracić środki produkcji? Czy powinniśmy tworzyć prawo dla rozwiązania problemów marginesu? Kosztem pozostałych? Nawet szlachetne odruchy powinny patrzeć na dalsze skutki i kontekst zjawiska.

Dlaczego czasem konie zdychają na zakopiańskich, górskich drogach? Bo ciężko jest ciągnąć pod górę wóz z licznymi turystami? Bo z chęci zysku na wóz woźnica pakuje zbyt dużo ludzi? Bo zwierzęta zmuszane są do pracy ponad ich siły, w letnim upale? Możliwe, ale stanowi to z pewnością margines. Lepszym więc rozwiązaniem byłoby karanie samych woźniców, w tym odbieranie im prawa do wożenia ludzi. Zostaliby sami porządni i dbający o konie. Dodać przy okazji warto, że zwierzęta nie są nieśmiertelne i też czasem zdychają. Więc warto byłoby sprawdzić na ile jest to rzeczywisty problem z „męczeniem” koni w Zakopanem (statystyka!), a na ile jest to ckliwy problem medialny.

Jeśli wozy zastąpione zostaną meleksami, to pierwszym poszkodowanym będą… konie. Rolnicy przestaną je hodować, bo po co? Skoro nie można wykorzystać ich do pracy. Populacja koni kolejny raz się zmniejszy. Jeśli spojrzymy na nasze wsie, to pracujących koni już nie zobaczymy. A widoki, takie jak na załączonym wyżej zdjęciu (znalazłem kiedyś w internecie i już nie pamiętam źródła) nie należą do aż tak bardzo rzadkich. W tym roku na Warmii też widziałem, ale akurat w roli konia był mężczyzna. Jeśli nie ma konia, to samemu pług trzeba ciągnąć… Dlaczego konie zniknęły z polskich wsi? Po pojawiły się traktory. I wcale nie dlatego, że obrońcy praw zwierząt ujęli się za pracującymi końmi. Po polach jeżdżą ciągniki. A koni nie ma. Bo i po co. Kiedyś na wsi żyło wiele milionów koni, było potrzebne łąki. Dzisiaj zostały nieliczne, tylko w zasadzie do rozrywki – do jazdy wierzchem. I oczywiście hodowane na mięso. Ale to ostatnie w Polsce jest mało popularne. Populacyjnie konie wyraźnie straciły (z ekologicznego punktu widzenia to dla koni klęska). Dla ochrony niektórych ras, aby całkiem nie wyginęły, podejmuje się kosztowne programy ratunkowe.

Z ekologicznego punktu widzenia konie zyskują na integracji ekologicznej z człowiekiem, udomowienie i wykorzystywanie w codziennej pracy dawało populacyjny sukces. Zaznaczę przy okazji, że nie chodzi mi o dręczenie i znęcanie się nad zwierzętami. Patologie wszędzie się zdarzają. A czyż ludzie nie znęcają się nad ludźmi? Może jeszcze inny przykład: czasami słyszymy o marnych rolnikach, co pozostawiają bez jedzenia i opieki swoje bydło – zwierzęta cierpią, zdychają itd. Ale czy z tego powodów zakazujemy w ogóle hodowli rogacizny? Na szczęście nie. Karać winnych a nie pozbawiać smrodków do życia porządnych rolników.

Po drugie stracą górale.. stracą dodatkową pracę, uzupełniając dochody z marnego, górskiego rolnictwa. Zastąpieni zostaną elektrycznymi samochodami.

Po trzecie straci dzika przyroda. Bo konie na wsi to także koszenie łąk i zgryzanie roślin zielnych. Konie, owce, krowy są dla dzikiej przyrody znacznie lepszymi kosiarkami niż te mechaniczne, ciągnikowe. Wraz z większą liczbą traktorów i dużych maszyn na naszych polach zwiększyła się śmiertelność zajęcy, kuropatw, saren i innej zwierzyny. Znikają całe ekosystemy łąk wypasowych, giną dziesiątki gatunków roślin i zwierząt. Dla tatrzańskiej przyrody spadek pogłowia koni oznacza bardzo konkretne straty i szkody.

Szeroka wiedza potrzebna jest każdemu. A kontekst zmienia wiele, także w działaniach, zmierzających do poprawienia doli zwierząt domowych.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s