Gamifikacje i inne głupoty

DSCN9983Kilka dni temu, w czasie rozmowy znajomy wypowiedział trafne zdanie, że wielu wydaje się iż „każdy może uczyć każdego”. Odniósł się w ten sposób do różnych kursów szkoleniowych, studiów podyplomowych i temu podobnych warsztato-nasiadówek. Wystarczy, że ktoś coś robi (np. szyje buty, obsługuje komputer – że się posłużę prostym a bezpiecznym przykładem) a już może być wykładowcą na szkoleniu czy kursie. Zna się na swojej robocie, więc już może uczyć/szkolić innych. Stąd nudne niemiłosiernie szkolenia i wykłady. Bo zapomina się o jeszcze jednej ważnej kompetencji – komunikacji i umiejętnościach pedagogicznych. Obu się można nauczyć, tylko trzeba wiedzieć, że coś takiego jest potrzebne i krytycznie spojrzeć na siebie. Jeszcze gorzej gdy wykładowca nawet nie zna się na tym, o czym szkoli. Ot coś tam sobie przeczytał i teraz opowiada, co w  książce wyczytał. Albo czyta wprost z prezentacji, którą ktoś inny przygotował. Takim osobom wydaje się, że szkolenie polega na odczytywaniu…

Nawet na studiach kompetencje pedagogiczne zostały zepchnięte na margines. Nauczycielem zostać może dowolna osoba, jeśli skończy poza zajęciami dodatkowy kurs pedagogiczny (najczęściej płatny). Nie ma już studiów nauczycielskich, na przykład na biologii. Widocznie znaje się umiejętności pedagogiczne jako mało ważne. Przecież to każdy potrafi. Efekt deprecjonowania zawodu nauczycielskiego.

Dlaczego w pedagogice (w edukacji) poszukuje się nowych metod? Z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że lepiej poznajemy człowieka, funkcjonowanie mózgu, funkcjonowanie społeczeństw itd. Po drugie dlatego, że świat się zmienia. Kryzys szkoły nie wynika z faktu, że źle została wymyślona lecz dlatego, że zmieniły się warunki. To jest tak jak z ubraniem dla dziecka: kupujemy w odpowiednim rozmiarze ale za jakiś czas jest ono za ciasne. Nie wynika to z faktu, że źle zostało uszyte lub oszukano nas w sklepie przy pakowaniu towaru. Po prostu dziecko urosło.

Także i edukacja wyższa (uniwersytecka) przeżywa duży kryzys. Powodów jest kilka. Po pierwsze niż demograficzny, po drugie upowszechnienie kształcenia wyższego (stało się powszechne – i nie jest to coś złego), po trzecie wyksztalcenie wyższe nie daje automatycznie dobrej pracy tak jak kiedyś, po czwarte korporatyzacja uniwersytetów i punktoza (ona jest obecna w całym społeczeństwie) itd. itp. Faktem jest to, że świat się zmienił. I już tylko z tego powodu stare metody edukacji wymagają refleksji i poszukiwania nowych. A przynajmniej wzbogacenia i zwiększenia różnorodności stosowanych metod kształcenia.

Wyraźnie widać spadek motywacji u studentów. I ja się im za bardzo nie dziwię. Przecież i tak pracy nie będą mieli. Oczywiście, jest ciekawość świata jako motywacja. Ta zawsze była. I będzie. Ale tylko o małego odsetka populacji (zapewne stałego niezależnie od czasów). Niezmienne pozostaje traktowanie studentów podmiotowo (a nie przedmiotowo) i własna wiedza. Z pustego i Salomon nie naleje. Nawet piękny, kryształowy kieliszek jeśli jest pusty – to dalej będzie pusty, nawet jeśli postawimy go na kosztownym obrusie..

Uważam, że nauczać wiarygodnie można tylko tego, co samemu się przemyślało, sprawdziło, doświadczyło. Dlatego tak ważne są na uniwersytetach badania naukowe, prowadzone przez wykładowców. Jednak sama głęboka wiedza i zawodowe kompetencje nie wystarczą. Potrzebne są umiejętności komunikacyjne. I chęć podzielenia się wiedzą. Empatia i podmiotowe traktowanie słuchacza są chyba punktem wyjścia do dobrej dydaktyki.

Z ciekawości czytam o różnych metodach, takich jak PBL (nauczanie problemowe) czy gamifikacja. Jeśli uważam, że jest to sensowne, to staram się samemu wypróbować. Sprawdzić, zweryfikować, doświadczyć. Ostatnio zetknąłem się z grywalizacją (gamifikacją). Spodobała mi się ta koncepcja, bo wydaje się adekwatna do niektórych sytuacji. Pod wpisem blogowym Zgamifikowana taksonomia roślin pojawił się obszerniejszy komentarz, który sprowokował mnie do niniejszego wpisu. Pozwolę sobie w tym miejscu na obszerniejsze uzasadnienie i głębszą polemikę. Autor komentarza dość jednoznacznie i niepochlebnie wyraził się o gaminifacji (notabene wszystkie nowości spotykają się z podobnymi, sceptycznie-złośliwymi komentarzami, że przypomnę tylko parowóz i kolej żelazną).

Mój czytelnik pisze z żalem na temat gamifikacji m.in. „żeby w ogóle utrzymać studentów na sali, „ Różne formy edukacyjne, w tym gamifikacja, nie są po to, żeby w ogóle utrzymać studentów na sali. Od tego mogłaby być lista obecności i obowiązkowa obecność na wykładach (przecież tak wykładowcy akademiccy robią! Ba nawet zmuszają innych żeby i oni obowiązkowo sprawdzali listę obecności na każdym wykładzie)). Cel jest zupełnie inny takich metod jak grywalizacja:  żeby wykłady były ciekawsze oraz żeby studenci robili coś jeszcze … poza wykładami. I żeby zwiększać efektywność nauczania. Gamifikacja (grywalizacja) nie zmienia przecież treści ani formy wykładów. Odnoszę wrażenie że blogowy adwersarz nie bardzo wie na czym grywalizacja w praktyce polega. Ja na swoich zajęciach, w najbliższym semestrze chcę te metodę zweryfikować (wypróbować). Właśnie pod kątem zwiększenia motywacji do dodatkowego wysiłku. Ten i podobne komentarze czytam z uwagą, bo przecież studenci na nowość mogą zareagować podobnie…

Dalej w komentarzu mój oponent pisze tak: „zamiast po prostu w interesujący sposób i rzetelnie przekazywać WIEDZĘ.” Kluczowe jest słowo „zamiast”. To błędne założenie. Nic nie jest zamiast. Jest tylko warosć dodana (czyli „i’). Sama gamifikacja nie podnośi rzetelności i atraktyjności intelektualnej wykładu. Ani mu jej nie odbiera. Wykład dalej pozostaje taki sam. Tak samo rzetelny (albo nierzetelny jak był przed gamifikacją). W tym roku chcę zrealizować przedmiot autoprezentacja w formie zgrywalizowanej. Wykłady będą takie same jak wcześniej. Tak samo merytorycznie i z taką samą treścią (to znaczy zawsze co roku aktualizuję, zmieniam, rozszerzam treści merytoryczne!). Zaledwie w ciągu kilku wykładowych minut będzie w formie „udziwnień” grywalizacyjnych.

„Jak byłem studentem, nie oczekiwałem od wykładowców, żeby marnowali czas (w którym mogliby przekazać znacznie więcej interesujących faktów i pokazać je wizualnie) na gamifikacje i inne głupoty.” Czy grywalizacja jest marnowaniem czasu? Fakt, na samo przygotowanie już poświęciłem wiele godzin. Potem dojdzie realizacji i ewaluacja. Po co się wysilać, kiedy można robić bez wysiłku? Wychodzę z innego założenia – co roku wkładam wysiłek w wykłady i inne zajęcia (seminaria, ćwiczenia). Bo traktuję studentów podmiotowo.

Mam wrażenie, że adwersarz blogowy pisze o czymś, czego nie zna i ma bardzo mgliste wyobrażenie. Jest to więc dyskusja z wyobrażeniami a nie faktami. Na samym wykładzie nie jest zabierany czas na „inne głupoty”. Istotą gamifikacji jest to, żeby student pracował poza wykładem, w czasie dodatkowym. A tak pracują ludzie, których coś zaintryguje, zainteresuje lub bawi (intelektualnie bawi). Równie dobrze można powiedzieć, że po co na wykładzie jest rzutnik multimedialny – przecież kiedyś była kreda i tablica? I też były (czasem) wykłady interesujące. Na dodatek można wskazać wiele nudnych wykładów z rzutnikiem. Wykład jest interesujący ze względu na treści i sposób przekazania a nie czy jest lub nie ma kredy, tablicy, komputera. Pustce intelektualnej lub nieautentyczności nie pomoże ani komputer ani gamifikacja. Ale jesli jest treść, to nie przeszkadza ani kreda, ani multimedia, ani gamifikacja.

„Wykładów interesujących słuchałem z wypiekami na pysku, siedziałem od A do Z i robiłem tony notatek. Na wykłady nudne i głupie nie chodziłem w ogóle”. I znowu błędne założenie, że gamifikacja spowoduje to, że wykład będzie nudny. Grywalizacja i inne metody, np. PBL, nie są marketingowymi cukierkami dla słuchacza-klienta.

Tak jak wspomniałem grywalizuję przedmiot autoprezentacja dla biotechnologów (zobacz więcej informacji o tym przedmiocie). Na dodatek tylko w jednej grupie (student ma wiec wybór). Celem przedmiotu jest nauczcenie (wdrożenie) komunikacji naukowej, z wygłaszaniem referatu włącznie (ale i posterem, e-portfolio, esejem, dyskusją w internecie). Od samego początku przedmiot autoprezentacja był innowacyjny w formie i treści, mniej lub bardziej odbiegając od stereotypów i rutyny akademickiej. Cel merytoryczny nie ulega zmianie. Zmieniają się jedynie drogi dochodzenia do celu i motywowania studentów do pracy nad sobą (bo i ja nabieram doświadczenia). Bywały spotkania w kawiarni (zamiast w sali ćwiczeniowej – też spotykało się z różnymi złośliwymi komentarzami), spotkania na trawniku (jak to, zajecia na poważnym uniwersytecie mogą odbywać się na trawniku?!), poza typowym życiorysem pojawiło się e-portfolio. Wspólnie poszukujemy nowych form wzbudzania zainteresowania i efektywnego komunikowania się.

Wykłady i referaty mogą być inne, nawet standardowe zajęcia na uniwersytecie. Warto poszukiwać nowym metod komunikacji, bardziej dostosowanych do publiczności i aktualnego kontekstu. Kto stoi w miejscu, ten się cofa. Nie chodzi tu o zarzucanie tradycyjnych form i metod ale o eksperymentowanie i wzbogacanie akademickich form komunikacji i poznawnia świata. Nie „zamiast” ale „i”. Chciałbym włączyć studentów w poszukiwanie nowych form upowszechniania wiedzy (komunikacja naukowa) i okazjonalne odbieganie od seminaryjnej rutyny. I chciałbym, żeby mogli uczestniczyć, doświadczać na sobie a nie tylko czytać w książkach o nowych metodach lub tylko posłuchać na wykładzie.

Zapoznanie się z metodą edukacyjną (i metodą wywierania wpływu) – gamifikacją. Poznać od środka, jako uczestnik a nie tylo daleki i bierny obserwator/czytelnik. Wtedy łatwiej o własne, przemyślane zdanie.  Celem zgamifikowania autoprezentacji jest zwiększenie motywacji i systematyczności pracy, zwiększenie motywacji do dużego i niestandardowego wysiłku intelektualnego, zmotywowanie do odważnych poszukiwań i pokonywania tremy przed wystąpieniami publicznymi. „Uczenie się jest najbardziej efektywne, kiedy sprawia radość (przyjemność)”. Fabuła grywalizacyjnej wersji autoprezentacji zawiera liczne dygresje i odwołania do literatury oraz do biologii.

Gamifikacja dużo wymaga zarówno od prowadzącego jak i od studentów. To podnoszenie poprzeczni a nie je obniżanie.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s