Magiczna moc czarnego bzu czyli o produkcie regionalnym słów kilka

10649971_10204087998553603_6036671924687903581_nSkoro zwierzęta korzystają leczniczo z różnych ziół (roślin), to najpewniej hominidy też tak czyniły. Homo sapiens z pewnością wykorzystywał na jeszcze większą skalę, bo potrafił znacznie precyzyjniej i skuteczniej porozumiewać się . Najpierw tylko przez naśladownictwo, potem już przez mowę, a później pismo i inne, współczesne kanały komunikacji. Dla naszych przodków bez czarny był jedną z wielu roślin, wykorzystywaną kulinarnie. Przetwarzanie umożliwiło wykorzystanie tego produktu znacznie szerzej, bowiem w procesie obróbki pozbyć się można substancji szkodliwych i nieprzyjemnych. Tak jak z grzybami (no niektóre bezpiecznie zjeść można dopiero po ugotowaniu).

Ale z całą pewnością roślina ta była wykorzystywana także leczniczo. Najpewniej ta funkcja była nawet ważniejsza. Pozostałości archeologiczne (obecność nasion) wskazuje, że był wykorzystywany czarny bez już w epoce kamienia (a najpewniej jeszcze wcześniej). Jest więc jedną z najstarszych roślin leczniczych. A że dawniej świat realny mocno splatał się ze światem duchowym, to na pewno wokół tej rośliny narastały różnorodne mity i praktyki magiczne. Bo przecież leczenie polegało na magii – tak wtedy postrzegano świat. Mało prawdopodobne, aby udało się odtworzyć te praktyki magiczne z dawnych wieków. Możemy się tylko domyślać, nieudolnie odtwarzać z fragmentarycznych informacji. Lub fantazjować. Dla produktu turystycznego fantazjowanie też jest ważne.

Przyroda mocno związana jest z kulturą – te sfery nieustannie na siebie wpływają. Zatem do opowieści o leczniczych i kulinarnych właściwości bzu czarnego warto dołożyć trochę mitologicznych opowieści. Nie ręczę, że wszystkie zebrane nizej informacje są prawdziwe. Sam nie potrafię oddzielić faktów od mniej lub bardziej poetyckiej kreacji (wyobrażania sobie dawnych społeczeństw). Najczęściej podawane są gotowe interpretacje. Z naukowego punktu widzenia ważne są natomiast metody i jasne oddzielenie obserwacji od interpretacji i domysłów. Niech więc to będzie opowieść łącząca literaturę faktu z literaturą fikcji.

Podobno jeszcze nie tak dawno polskich Kresach Wschodnich istniał przesąd, że wykarczowanie hyczki (bo tak nazywano bez czarny) to czyn świętokradczy i może sprowadzić rychłą śmierć. Może tak wierzono a może tylko próbowano w ten sposób ochronić przed niepotrzebną dewastacja leczniczego krzewu. W wielu krajach dawniej nie wolno było palić bzem w piecu, „bo mogło to wywołać u całej rodziny parch na głowie i na twarzy, a w najlepszym wypadku wrzody na różnych częściach ciała”. Być może taki przesąd chronił te delikatne krzewy przed spaleniem w piecu. Może uzasadnienie magiczne (i obłożone klątwą) było skuteczniejsze niż przemawianie do rozsądku, że roślina ta cenniejsza jest jako lek niż materiał energetyczny, że jak się w piecu spali to na wiosnę nie będzie leczniczego kwiatu a jesienią smacznych i leczniczych jagód. No bo ileż ognia z takich delikatnych gałązek? A czy my współcześnie czasem nie straszymy swoich dzieci, że jak będą niegrzeczne to tamten pan zabierze (tudzież Cygan, kominiarz, policjant itd.).

Jeszcze w XVII i XVIII w. w wielu miejscach obowiązywał zakaz ścinania i wyrywania krzewu czarnego bzu, wierzono bowiem, że w jego korzeniach żyje wąż, strażnik świata podziemnego (w odniesieniu do Słowian mógł to być Żmij, ewentualnie jakiś Kłobuk). W tym czasie bez czarny już był bardzo powszechnie wykorzystywany jako roślina lecznicza i surowiec do produkcji wina z czarnego bzu (o czym pisałem już poprzednio). W tym miejscu przyda się mała dygresja – jeśli w jakimś kraju spotkasz się z potrawą, której spożyć nie jesteś w stanie a nie wypada odmówić gospodarzom… wystarczy powiedzieć, że religia zabrania ci jedzenie (picia) tegoż. Uszanują. Może i kiedyś moce magiczne były lepszym zabezpieczeniem niż ogrodzenie z drutu kolczastego…. I chyba nie jesteśmy bardziej racjonalni a mniej magiczni niż nasi przodkowie sprzed wieków… tylko nasze zabobony są nieco inne, inne wierzenia i inne słownictwo.

Jak pamiętamy czarny bez intensywnie pachnie (zwłaszcza w okresie kwitnięcia) i jest rośliną ruderalną, rosnącą gdzieś na przychaciu, przypłociu na przydomowym śmietnisku (a więc w pobliżu obejścia w miejscu niezbyt reprezentacyjnym). Nie budzi zdziwienia etnograficzne odnotowanie zwyczaju, że miejsce pod krzakiem bzu miało moc magiczną i dlatego matki zanosiły tam nieuleczalnie chore dzieci, wierząc, że demony dopomogą w ich uzdrowieniu. Natomiast krzew. który zmarniał wiosną z niejasnej przyczyny, wróżył niechybnie suszę na polach i w studni. Czyli jakieś nieszczęście. Pewno zły duch z korzeni czarnobzowych wyniósł się i zamieszkał gdzie indziej (jak w studni – to wyschła).

Szacunek dla czarnego bzu czy to ze względu na lecznicze właściwości czy to powiązanie z mocami duchowymi (dawniej było to jedno) widoczny był i w tym, że wieśniacy jeszcze na początku XX w. zdejmowali nakrycia głowy, przechodząc koło krzaka bzu, gdy ten rósł niedaleko domu (wg „Magia ziół” Andrzeja Skarżyńskiego). Trochę więcej dawnych wierzeń i zwyczajów zachowało się dla Celtów. Wcześniej zetknęli się z piśmienną kulturą i więcej udało się dla potomnych zachować. Dla Celtów czarny bez miał właściwości demoniczne (bo lecznicze właściwości interpretowano siłami duchowymi a nie jak my teraz witaminą C, flawonoidami czy sambunigryną – ale czy ktoś widział flawonoidy? Wierzymy, że tam są, gołym okiem nie widać) – spalony w stanie zieloności, ściągał na otoczenie nieszczęście. Wierzono też, że czarny bez miał moc zapobiegającą małżeńskiej wiarołomności. Być może ten zwyczaj (przekonanie, wierzenie) było bardziej powszechne w dawnej Europie, bowiem w czasie ślubu panna młoda wplatała kwiat czarnego bzu we wianek. W każdym razie kwiat ładny i aromatyczny – na pewno urodzie dużo przydawał.

Dla Celtów czarny bez był krzewem świętym, oznaką nieskończoności życia. W kalendarzu druidów był trzynastym i ostatnim drzewem roku. A skoro koniec roku to jednocześnie koniec i początek, śmierć i narodziny. Z kolei Germanie otaczali czarny bez szczególną troską i składali mu ofiary z chleba, mleka i piwa. Ewentualnie jako roślina azotolubna wyrastał w miejscach składania takich ofiar. Istny dylemat co było pierwsze: jajko czy kura. Niemniej niemiecka nazwa tego krzewu „holunder”, nawiązuje do bogini Holdy, matki bogów, czczonej jako opiekunka ogniska domowego, patronka ludzi i roślin. Może stąd się wzięła kresowa nazwa hyczka?

Znając od wieków właściwości lecznicze krzewu bzu czarnego, przypisywano mu również znaczenie magiczne, wierząc, że krzew ten jest siedliskiem bogów, czarodziejek, elfów, ale i czarta. Z demonami trzeba się umieć obchodzić, by pomogły a nie zaszkodziły. A czyż w nowej formule nie możemy odnieść tego do leków? Trzeba znać proporcje i sposób stosowania, by pomogły a nie zaszkodziły. Podobno w mitologii Słowian (ale nie wiem czy jest to w pełni prawda czy tylko kreacja, uzupełniająca braki w pożądanym opisie dawnego świata) czarny bez był uznawany za święte drzewo duchów podziemia i przypisywano mu zdolność pośredniczenia pomiędzy światem żywych i zmarłych. Niewiele się to różni od zwyczajów Celtów i Germanów. Ale to nic dziwnego, bowiem mieszkaliśmy w jednej Europie a kultura, także ta niematerialna, mocno się mieszała.

Jak już wspomniałem, zrywanie, łamanie gałęzi itd. bzu czarnego obarczone było różnym tabu. Ale przecież do leczenia stosować trzeba, lub do wyrobu instrumentów muzycznych (o czym posałem poprzednio). Na wszystko jest rada. Wedle śląskiego zwyczaju przed odłamaniem gałązki należało złożyć dłonie, uklęknąć przed rośliną i poprosić ją o wybaczenie słowami: „Pani bzowino, daj mi trochę swego drzewa, a ja Ci dam trochę mego, gdy w lesie wyrośnie.” Jak w każdej regule były i wyjątki oraz grupy uprzywilejowane. Tylko wdowom i sierotom można było ścinać dziki bez (bez tego cwanego, chłopskiego obiecywania gruszek na wierzbie i drzewa w lesie).

Myślę, że trochę magii przyda się i we współczesnym świecie… jako element marketingowy dla produktu regionalnego. Rozwijanie barwnych opowieści i zwyczajów przyda się zarówno sprzedawcom na targu jak i nobliwym hotelom ze zdrową żywnością. Goście poszukują niezwykłości, lokalności, oryginalności. Opakowanie także jest ważne. Zachwalając właściwości kulinarne czy medyczne, wymieniać można nie tylko skład chemiczny ze wszystkimi witaminami, flawonoidami, garbnikami i co tam tylko w metabolomie się znajdzie, ale i legendy, zwyczaje czy etnograficzne opowieści. To jest dodatkowe opakowanie potencjalnego, regionalnego produktu. Czarny bez jako jedna z kilku roślin znakomicie nadaje się na produkt regionalny z zasosowaniem kosmetycznym, kulinarnym leczniczym i… magicznym.

c.d.n.

zobacz też:

1. Czy wino lub nalewka z owoców bzu czarnego mogą być szkodliwe?

2. Bez czarny – zdrowie, uroda i biomuzyka

3. Jesień czarnym bzem się zaczyna

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s