Krowy i globalizacja

krowy

Kiedyś sądzono, że jak pierwsze pociągi z lokomotywą parową będą szybko jeździly z zawrotną szybkością 40 km na h, to krowy stracą mleko. Pociągi krowom mleka nie zabrały. A jak jest z globalizacją?

Po pierwsze można się zastanowić jak krowy przyczyniły się do globalizacji. Niby z pozoru w żaden sposób. Ale przecież przez tysiąclecia były ważnym środkiem produkcji i rozwijały rolnictwo. Nawet w genach mamy ślad – są ludzie, którzy trawią surowe mleko nawet w wieku dorosłym (co na ssaki jest nietypowe). Ale dzięki temu mogli przetrwać czasy niedostatku jedzenia. Byleby krowa była. Albo inne zwierzę mleczne (owca, koza, kobyła, wielbłąd). Tak więc krowy przyczyniły się chcąc niechcąca do rozwoju społeczeństw, a więc w pośredni sposób przyczyniły się go globalizacji. 

Chciałbym się dokładniej zająć innym elementem związku krów z globalizacją, to znaczy jak globalizacja wpływa na krowy. Wszystko wskazuje, że krowy straciły na globalizacji. Straciły po pierwsze imiona (Krasula, Bukieta, Malwina, Gniada, Łaciata). Jak w dospodarstwie była jedna, dwie czy cztery krowy, to można było je nazwać i imona zapamiętać. Tak jak psa Burka czy Azora. Ale jeśli w nowoczesnej oborze jest takich krów 50 albo 100, na dodatek podobne do siebie, to jak tu nadać idywidualnie każdej imię? I jak to zapamiętać? Nie da się. Bo do zapamietania imion potrzebne są głębsze relacje. Pozostaje nadać krowom numery i wszczepić kolczyki do ucha. Bo tyle krów indywidualnie rozpoznawać może tylko komputer. A że komputery wolą numery bardziej od imion… to krowy mają numery i paszporty a nie imiona. Zresztą my także coraz częściej występujemy pod postacią numerów, peselów i innych kodów, wygodnych dla komputerowych systemów ewidencji. Prawie jak te krowy w wielkiej oborze. Tyle że przynajmniej nas nie doją. W każdyzm razie dosłownie, bo w przeności to wielokrotnie czuję sie dojony….

Ale wróćmy do zasadniczego tematu. Po drugie  w procesie globalizacji krowy odnotowały utratę więzi z czlowiekiem w społecznościach rolniczych i życia wokół krowy żywicielki. W sumie to ta strata nas także dotyczy. Mniej żałujemy, bo już nie żyjemy w społecznościach agrarnych a krowę kojarzymy bardziej z reklamą pewnej czekolady i myślimy, że jest fioletowa. Niektórzy są przekonani także, że mleko bierze się z fabryki… bo widuję je tylko w kartonikach lub butelkach. O dojeniu krów nigdy nie słyszeli ani nie widzieli. NIe czuli zapachu mleka ze świeżego udoju, i porzecedzania przez biała sciereczkę do kany, by nastęnie schłodzić w studni.

W epoce globalizacji związek człowieka z krową się rozluźnił. Już nie wprowadzamy na zimę żywiny do domu, by na mrozie nie zmarniała (a tak było jeszcze w XIX czy nawet poczatkach XX wieku). Nie mówiąc o dawnych domach, łaczących część mieszkalną z częścią dla zwierząt. Bylismy blisko siebie, pod jednym dachem. Było cieplej i na wzajem czuliśmy swój zapach. No i wymienialiśmy się wirusami i bakteriami. Stąd choroby odzwierzęce (ospa, grypa, cholera i wiele inych). Choroby te dały się nam we znaki ale jednoczesnie pozwoliły podbić obie Ameryki. Bo 90% rdzennych Indian zmarło na skutek europejskich chorób. Były więc nasza nieświadomą superbronią. A wszystko z bliskiego kontaktu, teraz globalnie zatracanego. No bo jak można mieć bliskie relacje z setką krów lub 500 znajomymi na Facebooku? Tylko w komputerze… Teraz nikt krowy pod dach nie weźmie. Co najwyżej w wielkiej oborze program komputerowy sam właczy klimatyzację. Albo rolnik, siedząc w domu i patrząc na czujniki w swoim koputerze kliknie tu i tam.  

Z dzieciństwa i wakacji pamiętam wieczorne przyganianie krów z pastwiska do zagrody, na wieczorny udój. Pastuszkowanie nie tylko pozwala poznać zwyczaje krowy ale i poznać otaczająca przyrodę. Dziadek te swoje 2-3 krowiny często rankami wypasał na rowach, pod lasem czy na miedzach. Teraz nikt już krów ni kóz po miedzach nie wypasa. Dlatego zarastają. Rowy a nie krowy. A przy braku wypasu intensywnie rozprzesztrzeniają się gatunki obce, takie jak na przykład nawłoć kanadyjska. A dziadek mój, patrząc jednym okiem czy krowy w szkodę jaką nie wchodzą, siadał i wyplatał koszyki wiklinowe. Wiklinę pozyskiwał nad rzeką, w trakcie wypasu. Nie żadna tam jakaś plantacja. Kto teraz umie wyplatać koszyki? Takie proste, ludyczne? Chyba całkiem zaginęłą kulura pasterska i wszystko co z nią związane… 

A po porannym udoju dziadek brał kanę (lub dwie) na rower i zawoził (raczej zaprowadzał) do pobliskiej mleczarni. Było kilkaset metrów, ale długo go nie było. Bo mleczarnia, po sklepie, to było drugie miejsce spotkań i wymiany informacji. Jak wrócił do domu na śniadanie, to opowiadał, co od ludzi usłyszał. Co gdzie się wydarzyło, kto kogo lubi itd. Taki krowozależny prekursor serwisu społecznosciowego.

I jeszcze z domowego mleka robiło się masło. W drewnianej kirzance. Lubiłem ubijać masło. I rozmawiac lub słuchac jak inni rozmawiają. Potem popijać maślankę i zajadać masło zroszone kropelkami maślanki. Wraz z globalizacją ten świat odszedł w niepamięć (to znaczy ja jeszcze pamiętam ale nie mam już żywego kontaktu). Chyba, że czasem w jakims skansenie w ramach historycznych inicjatyw rekonstrukcyjnych. I biały ser, który babcia robiła, w trójkątnym płóciennym woreczku, przyciśniętym kawałkiem szyny lub kamienia. Odeszło.

Krowy i globalizacja. Wieś się zmieniła. W wielu wsiach nie słychać już porykiwania bydła, piania kogutów. Są wsie… ale jakies takie inne zapachowo i dźwiękowo, Wsie turystyczne, bez dawnego stylu życia i produkcji. Pasąca się pojedyncza krowa jest symbolem tego, zanikającego świata.

Teraz są wielkie fermy. I niewykorzystana biomasa na rowach i miedzach. Brak wypasu to duże zmiany w ekosystemach, w roślinności i bytujących tam dawniej owadach. Trawniki są koszone kosami spalinowymi, żyłkowymi, bo nikt już nie wypasa krów po rowach… Krowa, koza czy owca robiła to znacznie lepiej i z korzyścią dla bioróżnorodności. W niektórych miastach amerykańskich… wypożycza się kozy do strzyzenia trawników. Bardziej przyjazne dla przyrody i… bardziej ekonomiczne. Może więc krowy i inne przeżuwacze wrócą do naszego krajobrazu? Oraz zawód pastucha? Już nie jako przezytek dawnej gospodarki ale jako awangardowe i nowoczesne metody zarządzania zielenią i biomasą nawet w miastach. 

Krowy nie straciły mleka na skutek globalizacji… ale my straciliśmy piękniejszy świat. Zamykamy się w komputerach i stajemy się cyframi, niczym numerki identyfikacyjne na kolczyku w krowim uchu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s