Nadchodzi czas turionów. Czy już się bać?

Turion – brzmi jak nazwa gwiazdy, huraganu, tajnej broni albo pojazdu kosmicznego. Czy czas turionów oznacza zbliżający się deszcz meteorytów, zbliżenie planetoid do Ziemi czy może globalny atak hakerski? Będzie to opowieść z morałem o turionach w wodzie i … laptopie oraz o skutkach korporatyzacji.

Myriophyllum_verticillatum_turion_Kristian_PetersNazwę „turion” noszą co prawda procesory (Intel Core Duo vs. AMD Turion 64 X2 AMD Turion 64 X2), pierwsze dwurdzeniowe układy tego producenta, przeznaczone do instalacji w notebookach. Ale nie o takich turionach chciałem pisać. Zbliża się zima, więc nadchodzi czas turionów. Turion to termin botaniczny i ekologiczny, oznacza po prostu przetrwalnikowy pąk zimowy niektórych roślin wodnych: takich jak wywłócznik (na zdjęciu, autor Kristian Peters, źródło Wikimedia Commons), rogatek czy żabiściek. Jesienią obserwujemy jak drzewa zrzucają liście na zimę. A w wodzie rośliny tworzą turiony. Nie tylko rośliny wodne tworzą turiony, ale u tych wodnych najbardziej są znane. I łatwo je teraz zaobserwować, choć przyglądając się wodnym roślin, możemy nie zdawać sobie sprawy, że oglądamy turiony.

Nazwa turionów pochodzi z języka łacińskiego. Kiedyś wszystkie terminy naukowe czerpały z łaciny lub greki, bo te języki były międzynarodowymi językami nauki. Teraz angielski jest współczesną, naukową „łaciną”. Turiony umożliwiają przetrwanie mrozów. Bo tylko głęboko w jeziorze woda nie zamarza. Płytsze zbiorniki zamarzają a w tych większych płytki litoral także zamarza. Trzeba sobie jakość radzić, by przetrwać niekorzystne warunki. Turion (w sensie biologicznym) to forma przetrwalnikowa, standardowo nazwali byśmy to rozmnazaniem wegetatywnym (ja za profesorem Bohrem nazwałbym pomnażaniem, gdyż rozmnażanie lepiej zostawić dla procesów płciowych, czyli z rekombinacją genetyczną).

Turiony nazywane są śpiącymi pąkami zimowymi. Są to wytwarzane przed zimą (ciężkimi czasami dla rośliny) skrócone pędy z pąkiem wierzchołkowym, zwykle osłoniętym gęsto rosnącymi wokół liśćmi. W pąku wierzchołkowym chronione są komórki macierzyste (merystem), niezróżnicowane, niewyspecjalizowane i zdolne do rozmnażania (przez podział), wzrostu i specjalizowania się w różnorodne tkanki. Umożliwiają więc wzrost i rozwój rośliny. Pojedynczy turion, po oddzieleniu się od macierzystej rośliny (cała roślina po prostu zamiera, rozpada się), opada na dno zbiornika i przeczekuje niekorzystny okres. Wiosną turiony rozwijają się w nowe rośliny. Skąd wiedzą, że już wiosna? Najczęściej informacją i wyzwalaczem fizjologicznym jest przemarznięcie. Taki ciekawy zegar biologiczny, by nie rozwijać się przy ciepłych dniach jesieni. Liczy się ciepło, które jest „po mrozie”.

Korzystając z analogii do turionów chciałbym wskazać na groźne zjawisko korporatyzacji, wdzierające się nie tylko do świata nauki. Pojawiła się pierwsza od blisko 100 lat realna szansa na powstanie w Polsce Narodowego Muzeum Przyrodniczego. Wreszcie znalazłyby się pieniądze z Unii Europejskiej. Jest też silna wola instytucjonalna. Przez dziesięciolecia gromadzone zbiory błąkały się po piwnicach, magazynach, niszczone, rabowane itd. Sukces Centrum Nauki Kopernik pokazuje niemalejące zainteresowanie historią naturalną. Ale to także ogromne zadanie badawcze gromadzenia i opisywania ginącej już różnorodności biologicznej nie tylko Polski. Skoro pieniądze są, skoro jest potrzeba, to dlaczego może nie powstać? Jedną z przyczyn jest rosnąca korporatyzacja świata nauki i… punktoza (celowo sami naukowcy używają nazwy, kojarzącej się z chorobą). Do realizacji przedsięwzięcia wskazane jest konsorcjum trzech instytutów PAN. Ale jeden ma kategorię A i nie chce brać na barki obciążenia finansowego. Ponadto nie chce łączyć się „ze słabszymi”, bo ma dużo punktów z impact factor a tamci mniej. Typowe myślenie krótkowzroczne i korporacyjne.

Winni są nie tylko naukowcy, którzy jak w amoku patrzą jedynie na punkty z publikacji. Dużą winę ponosi państwo, bo finansuje jednostki naukowe w oparciu o punkty. Na dodatek owe punkty (cytowania i waga publikacji) liczone są w oparciu o amerykańskie bazy danych. Jest to więc amerykański punkt widzenia nauki i priorytetów. Ważne i dalekosiężne cele narodowe i naukowe nie mają szansy na realizację, bo wymagają wieloletniego inwestowania (także intelektualnego). A pracownicy oceniani są co roku. Oczekiwać ryzykownego altruizmu? Jednostki się znajdą, ale i tak znikną w tłumie….

Fetysz punktowy dotyka nie tylko nauki. Oto do szpitala nie przyjmuje się chorego (umiera) bo najpierw sprawdza się procedury i algorytmy przepisów. Zamiast empatii, zdrowego rozsądku i dobra pacjenta w pierwszej kolejności sprawdza się procedury formalne. Podobnie w szkołach, zachowanie ucznia próbuje się opunktować: za każdy typ zachowania  i aktywności jakieś punkty dodatnie i ujemne. Nauczyciel staje się nie wychowawcą tylko licznikiem punktów (niczym a kasa fiskalną). Punkty nie są wrażliwe na aktualizację. Najpierw trzeba wymyśleć system, a potem stosować. A jak nie ma w tabelce… to duży kłopot. Niedawno do uczelnianego Sylabusa (taki komputerowy system z opisem zajęć dydaktycznych) wpisywałem nowy przedmiot (ochrona środowiska dla biotechnologów), System wymaga wpisania angielskiej nazwy przedmiotu. Wpisać się nie da, trzeba wybrać z pól do wyboru (samodzielne wpisywanie zostało zablokowane, bo podobno pojawiały się głupoty czyli błędne nazwy angielskie). Nie wpisać nie mogę, sam wpisać nie mogę… pozostało wybrać angielki termin najbardziej zbliżony (ale wygląda śmiesznie, ale taki jest skutek braku zaufania i systemowego ubezwłasnowalniania). Innego wyjścia nie było. Zdobyłem adres mailowy osoby odpowiedzialnej za system, wysłałem… ale mail się „odbił”, adres jest niepoprawny, nie działa lub skrzynka przepełniona. Prosta sprawa a już straciłem łącznie kilka godzin na próbę (bezskutecznego) rozwiązania. Machnąć ręka czy próbować dalej?

Ostatnio brałem udział w kapitule oceniającej wnioski. Do każdego dołączona była tabelka z punktami, od 1 do 10 w różnych kategoriach. Problem w tym, że to pozory obiektywizmu. Bo rzeczywistość nie bardzo mieści się w a priori ustalonych szablonach i wrażenie ogólne inne jest od subiektywnej sumy cyfr. W rezultacie dostosowuje się punkty… do ogólnego odczucia.

Punktoza czyli społeczna schizofrenia. Żyjemy coraz bardziej w dwóch równoległych światach, coraz bardziej nieprzystających do siebie. Chyba wynika z braku zaufania. Wolimy zdać się na biurokratyczne punkty. Bo jesteśmy kryci. Bo jakby co, to tak wynika z procedur, punktów, impact factor itd. Samemu nie trzeba myśleć, podejmować decyzji, ponosić odpowiedzialności. Jak w przeciętnej korporacji. Rząd ma w sprawie finansowania nauki sprawę „z głowy”. Podział wynika z punktów i algorytmów. Resztę robią komputery. Jak czarna skrzynka, coś zawarczy, zaświeci i wyskakuje werdykt (ciekawe czy przetwarzają to procesowy z turionem w nazwie?). A nie bardzo wiemy co w tej skrzynce się dzieje, czy są jakieś błędy czy nie (tak jak kiedyś – „bo był telefon z KW PZPR”, i dyskusja się ucina). Właśnie zmagałem się z błędem w ogólnopolskim systemie osf, przy składania wniosku do ministerstwa na finansowania aktywności naukowej. Zmieniła się drobna interpretacja przepisu, trzeba inaczej kliknąć w systemie komputerowym… a tam od roku nie wprowadzono zmiany. I pojawia się śmieszna sprzeczność, z której nie wiadomo jak wybrnąć. Przez zwykły błąd (brak aktualizacji) w systemie komputerowym. Tych błędów będzie przybywać. I czasu marnowanego na rozwiązanie techniczno-biurokratycznych problemów. Gdyby wniosek przyjmował człowiek, to szybka decyzja, korekta i sprawa załatwiona. Komputer nie myśli, wykonuje algorytm. Problem w tym, że coraz bardziej przypominamy komputery – myślimy i działamy przepisami i algorytmami. Byle się w papierach i procedurach zgadzało.

Czas turionów to czas społecznej smuty i zwariowanej korporatyzacji. Jak to przeczekać, ten czas zimy i niekorzystnych warunków do wzrostu i rozwoju? Gdzie szukać i jak tworzyć przetrwalnikowe turiony kultury i nauki. Nadchodzi czas turionów. … w szerokim sensie. Przetrwamy, jeśli takie turiony kulturowe wytworzymy… A jeśli nie potrafimy? 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s