O studentach i uczniach, którzy chcą być traktowani podmiotowo…

Zamieszczam maila od czytelnika a zarazem studenta. By wskazać nauczycielom i kadrze akademickiej, jak myślą studenci. I żeby się samemu nie czuć jak samotny, wołający na puszczy. Zbyt często nie jest dobrze a my zbyt często karmimy się pozorami…

Szanowny Panie Profesorze,

Nazywam się (….) studiuję na (….), moją pasją jest informatyka i w tej branży pracuję. Dzisiaj trafiłem na Pana bloga (czachorowski.blox.pl) i od dłuższego czasu nie mogę się od niego oderwać. Dziękuję za ogromną ilość bardzo ciekawego tekstu, który czyta się z przyjemnością. Najbardziej interesujące są dla mnie wpisy z tagami: edukacja, studenci, uniwersytet. I w tym temacie chciałbym się z Panem podzielić się swoją historią. Z góry przepraszam, jeżeli tekst będzie długi, jednak widząc Pana chęć samodoskonalenia się w swojej roli i poznawania swoich studentów czuję, że muszę się tym podzielić.

Przede wszystkim, dla mnie relacja mistrz-uczeń była jedną z najważniejszych relacji jaka może być. Jednak młodemu człowiekowi współcześnie niezmiernie ciężko znaleźć jakikolwiek autorytet. W swoim życiu spotkałem zaledwie dwie takie osoby, które jak myślę – odmieniły moje życie.

Pierwszą osobą była wychowawczyni – nauczyciel informatyki w gimnazjum. Była to pierwsza osoba, która zatroszczyła się moim talentem i moją pasją – informatyką, programowaniem. Przez pewien czas prowadziła koło informatyczne tylko dla mnie. Wielokrotnie mocno przekraczała swoje uprawnienia, żeby mi „pomóc”. Jak np. nie miałem ochoty ćwiczyć na WFie to się pytałem, czy nie mogę zrobić czegoś „komputerowego” i zwalniała mnie z tych zajęć pozwalając robić coś, co lubię i potrafię. Na samych zajęciach pozwalała mi – zamiast robić swoje ćwiczenie – chodzić po klasie i pomagać innym. Przeciętny pedagog pewnie powie, że postępowała – szczególnie z tym pierwszym – złe i nieodpowiedzialne, ale wybór który mi pozastawiała sprawiał, że chodziłem do szkoły chętnie. Swoją drogą, sam często zostawałem po lekcjach w sali komputerowej, żeby coś zrobić. Na koniec gimnazjum dostałem też coś, z czego jestem dumny bardziej niż z biało-czerwonych pasków: „nagrodę za całoroczną opiekę nad pracownią komputerową”. Była to jedyna osoba, z którą odczuwałem relację mistrz-uczeń, w której czułem się wolny i otoczony zaufaniem, którego mi brakło później.

Piekło przyszło w technikum informatycznym. Tylko jeden nauczyciel zostawił mi dość dużą swobodę – po trzecich zajęciach pozwolił mi iść ścieżką oddzielną od reszty grupy – tj. dostawałem ćwiczenia na płycie, miałem stworzyć program rozwiązujący dany problem, pokazać, że działa i miałem resztę czasu wolne na swoje sprawy (musiałem tylko być w sali i siedzieć przy komputerze, żeby w razie „kontroli” nikt się nie czepiał, że nie robię tego co wszyscy) lub pomagałem innym. Chętnie przyjmował moje pomysły na „usprawnienie” przeprowadzania testów (pomijając sensowność testów). Tj. przygotowałem program, do którego importowało się listę pytań i odpowiedzi, uczniowie rozwiązywali zadania i program sam wystawiał ocenę. Wcześniej odbywało się to na kartkach, a nauczyciel przynosił oceny po kilku dniach.

Zawsze uczyłem się w ciszy, w domu lub w bibliotece, na lekcjach nie byłem w stanie wysiedzieć. W sumie, to siedziałem, bo było trzeba. Ale po powrocie do domu musiałem samemu, jeszcze raz wszystko przeczytać. Szkoła, to dla mnie był hałas, nauczyciel nie panujący nad grupą, zbiorowa odpowiedzialność (kartkówki – których sam nauczyciel by nie napisał na ocenę pozytywną – za złe zachowanie klasy, gdzie „łobuziakom” było wszystko jedno, a takim jak ja się obrywało potem niższą średnią).

Zdarzało mi się dojechać do szkoły, popłakać przed nią i wrócić do domu. Dwie nauczycielki stosowały wobec nas wręcz przemoc psychiczną. Chciałem porozmawiać więc z wychowawczynią o indywidualnym toku nauczania, na co dostałem odpowiedź, że „gdyby tak każdy chciał to by.. (szczerze mówiąć, nie pamiętam co powiedziała, w każdym razie argumentacja była mocno nietrafiona)”. W szkole był zakaz chodzenia w krótkich spodenkach, np. nauczyciel WOSu kazał wyjść z sali lub odpytywał takie osoby. A ubranie długich spodni po godzinnym bieganiu na WFie powodował, że z nas się lało i ciężko było wytrzymać. Nie można było także (na przerwach) korzystać z telefonów komórkowych (oficjalna wersja brzmiała tak, że „kiedyś umawiali się na sprzedaż narkotyków przez telefon”, choć moim zdaniem chodziło o to, by nie nagrywać patologii, która momentami się tam działa. Jak nauczyciel „dyżurujący” zobaczył że się korzysta z telefonu to należało go oddać, był chowany w sejfie i musiał przyjechać rodzic żeby go odebrać. W technikum ma się 16-20 lat. W wieku 19 lat założyłem własny biznes. I na przerwie nie mogłem oddzwonić lub odebrać telefonu od klienta, bo miałem zakaz jego używania. Już nie mówiąc o tym, że czasem w internecie można było znaleźć przystępniejsze wytłumaczenie jakiegoś zagadnienia niż w podręczniku i regularnie korzystałem z telefonu także w celu edukacyjnym. W sumie paradoksalnie, musiałem chować się z użyciem telefonu żeby czegoś się nauczyć w… szkole.

Należałem do ZHP (może nie należałem, ale regularnie wyjeżdżałem), z kolegą z drużyny przynosiliśmy różne planszówki żeby sobie pograć na długiej przerwie. Nauczyciel podchodził i mówi, żebyśmy to schowali, bo to nie bar. Nie można było także siedzieć na podłodze. Ławek czasem nie było.. Na parapetach tradycyjnie też nie było można siadać. Co ciekawe, mimo tych wszystkich zakazów, jedna z toalet była przeznaczona na palarnie i czasem tylko dla przyzwoitości wpadał tam nauczyciel i wszystkich wyganiał, ale w sumie było na to przyzwolenie.. Co ciekawe – na całej szkole były naklejki „zakaz palenia na terenie całego obiektu”, a któregoś razu idę do pedagoga pogadać o koleżance (miała straszne problemy rodzinne, przez jakiś czas mieszkała u mojej babci bo nie miała gdzie pójść), a pani pedagog bierze papierosa, zapalniczkę i próbuje przypalić i… Poprosiłem, żeby się wstrzymała (nienawidzę dymu tytoniowego). Rozumiem, że szkoła może ustalić jakieś zasady. Ale te zasady nie powinny być wręcz tyrańskie. Do szkoły chodziłem tylko na sprawdziany i połowę lekcji (tak, żeby nie mieć nieklasyfikowania), mimo to skończyłem szkołę z najwyższą średnią w klasie, najlepiej zdanym egzaminem zawodowym w szkole i najlepiej zdaną maturą z matematyki. Ale przez to niechodzenie zostałem wysłany do poradni pedagogiczno-psychologicznej. Miałem tam spotkanie z psychologiem. Byłem wtedy człowiekiem mocno wierzącym, spotykałem się wtedy ze swoją obecną narzeczoną niecałe dwa lata i z nią jeszcze nie współżyłem – oboje wyznawaliśmy ten sam pogląd i świadomie to odłożyliśmy. Z resztą poznaliśmy się w górach na katolickim wyjeździe. Pani psycholog w czasie wywiadu (który nie wiem czemu odbywał się przy mojej mamie, co mogłoby wpłynąć na moje odpowiedzi) pytała czy mam dziewczynę i czy z nią współżyję. Odpowiedziałem że mam, ale nie współżyjemy bo jesteśmy katolikami. Po czym pani psycholog z wielkim oburzeniem zaczęła mnie krytykować, mówić że sama skończyła uczelnie katolicką i że byli tam księża pedofile.. Że to pewnie przez napięcie seksualne itp. Musiałem się tłumaczyć dlaczego nie chcę współżyć. Następnego dnia pani psycholog zadzwoniła do mojej mamy i powiedziała, że myślała najpierw, że przyszedłem naćpany na ten wywiad, ale że teraz przeprasza i że zrozumiała, że jestem nieco inny, bo teraz spotyka inną młodzież..

To technikum miało jeszcze wiele innych wad – np. rozgrywki personalne dyrekcji. Przez rok mieliśmy naprawdę super nauczyciela od programowania. Ta pani naprawdę wiedziała co to znaczy programowanie. Organizowała konkursy, olimpiady (czego wcześniej nie było!). Oczywiście dyrekcji to się nie podobało i przesunęli tą panią do przedmiotu, którego nigdy nie uczyła: sieci komputerowe (podczas gdy programować uczyła ponad 20 lat). Chodziło o to, by dać pretekst do jej zwolnienia. Bo w technikach jest tak, że jak ma się uprawnienia do uczenia przedmiotów zawodowych, to do wszystkich danego zawodu. Ale przez 20 lat trochę się w informatyce zmienia.. Gdy poszliśmy do dyrekcji powiedzieć, że lekcje się nie odbywają, za pół roku egzamin zawodowy a my nic nie umiemy bo nawet jedna lekcja nie była poprowadzona, to wicedyrektor zarzucił nam zaniedbanie z wcześniejszych lat. Jak to usłyszeliśmy – i nasi rodzice – byliśmy w szoku. Ten beton był nie do ruszenia.

System pewnie też jest zły. Ale dzieje się coś nieprawdopodobnego z nauczycielami. Nie wiem czy kiedyś też tak było, ale po moich „przygodach” moim marzeniem jest to, żeby moje dzieci nie chodziły do szkoły..

W końcu czas na studia. Zdecydowałem się studiować zaocznie, także w związku z przeżyciami na poprzednim etapie, a poza tym chciałem zająć się pracą. Na rozpoczęciu roku akademickiego jak usłyszałem, że uniwersytet to „wspólnota nauczających i uczących się” mocno się wzruszyłem. Poczułem, że to miejsce będzie dla mnie. Ale znowu. Problemy może nie tak dramatyczne jak wcześniej, ale te znane każdemu studentowi.. USOS, panie w dziekanacie, rejestracje na przedmioty z odświeżaniem usosa co sekundę. Mało dyskusji, suche przekazywanie wiedzy (często tej samej przez kilkanaście/kilkadziesiąt lat tj. często nieaktualnej lub niestosowanej), nudne wykłady..

Zdarza nam się usłyszeć, że jesteśmy gorsi, bo studiujemy zaocznie, że jesteśmy pokoleniem zmarnowanym.. Podczas gdy wybraliśmy inną ścieżkę – duża część z nas pracuje, często dlatego że nie stać ich na studiowanie dziennie. Łatwiej jest wydać 500zł/msc czesnego+1000zł za pokój i jedzenie, przy pracy za nawet 1500zł/msc niż studiować dziennie, w efekcie nie pracować i wydawać także te 1000zł. Ja akurat mam inny powód, ale jestem przerażony, że osoba z tytułem doktora potrafi powiedzieć taką rzecz..

I to co chciałem Panu powiedzieć od początku, ale bez tej historii nie miałoby to sensu. Jak Pan spotka studenta, który jest zniechęcony, który boi się wykazać swoją kreatywnością, który boi się wręcz pomyśleć, niech Pan wie, że od podstawówki prawie każdy nauczyciel jest dla ucznia wrogiem. Zabija w nim kreatywność, zdolność myślenia, ciekawość świata. W technikum na odpowiedź „dlaczego tak się to powinno liczyć” na zajęciach matematyki, kolega otrzymał odpowiedź: idź na studia to się dowiesz. Analiza wiersza odbiegająca od klucza jest nic nie warta, a próba interpretacji „po swojemu” kończy się solidnym ochrzanem. Przez dobre kilka lat współczesny uczeń słyszy jaki jest kiepski, że teraz średnie wykształcenie jest nic nie warte, że kiedyś matura to było coś, że kiedyś to było trzeba się uczyć się na pamięć to, co teraz jest na kartce ze wzorami.. I w sumie jak nawet zda tą maturę, to i tak nic mu po niej. Do Pana przychodzą ludzie, którzy często nie wierzą w samych siebie, przyzwyczajeni do przepisywania całych książek i powtarzania tych samych wzorów z setką różnych przykładów. Przyzwyczajonych do metody „zakuj, zalicz, zapomnij”, bo na pytanie: „do czego nam się przyda funkcja kwadratowa” nauczyciel nie jest w stanie kreatywnie odpowiedzieć tylko mówi: nie mądrzyj się. (autentyczne przykłady!)

Cieszę się, że są tacy ludzie jak Pan, przywraca mi Pan nadzieję. Jestem pewny, że Pana studenci nie zamieniliby się na żadnego innego. Jeżeli Pan tu dotarł, dziękuję za cierpliwość i przepraszam za zbytnie rozpisanie. Przy okazji: tworzę strony internetowe. Gdyby kiedyś jakieś Pana działania spotkały się z potrzebą założenia innej strony niż te, które pozwalają serwisy typu blox.pl – proszę dać znać, nieodpłatnie w ramach swoich możliwości chętnie pomogę. I jeszcze jedno: chętnie bym obejrzał Pana wystąpienie na TEDx! I jednocześnie polecić dwie bardzo wartościowe prezentacje:

https://www.youtube.com/watch?v=ktjMz7c3ke4

https://www.youtube.com/watch?v=_uLgYvtwgbY

Pozdrawiam! PS. na stronie nie działa zakładka „o jego uczniach”

Najwyraźniej strona o kole naukowym została usunięta z serwera uczelnianego… Muszę więc usunąć link….

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s