O wykładach: „niestety prezentacja”

10344414_10203312025314757_8193832403318386839_o

Wykład z rzutnikiem multimedialnym, komputerem i prezentacją (np. w Power Poicie) wydawać by się mógł nowoczesnością i szczytem profesjonalizmu. Ale jakiś czas temu usłyszałem od studenta opinię „znowu niestety prezentacja” jako reakcja na wykład* z Power Pointem. Dlaczego tak? Dlaczego studenci mogą mieć dosyć wykładów z prezentacją a chwalą sobie profesora, który tylko opowiadał, ale za to z sensem i z pasją?

Bo może studenci odróżniają prawdę od udawania i podróbki? Jeśli się głębiej zastanowić, to jaka jest różnica między czytaniem z kartki, czy z folii czy z ekranu komputera? Że sprzęt jest inny? Że się potrafi obsłużyć komputer? A czy jak pojawiają się jakieś tecbniczne problemy ze sprzetem czy programem to czy taki czytacz slajdów rzeczywiście sobie sam poradzi czy woła na pomoc studentów z sali lub wzywa „fachowca”? 

W czasach mojej młodości nudziliśmy się na odtwórczych wykładach czytanych z kartki lub książki. Potem były folie – to samo. Innym razem puszczane były filmy… Niby więcej techniki, ale jedni wykładali jak autorzy, inny odczytywali folie, czasem nie przez siebie przygotowane (a czy teraz wyświetlamy własne prezentacje czy też przygotowane przez innych i jedynie nieco zmodyfikowane?). Teraz mamy powszechniej znane prawo autorskie i umowy o dzieło. Więc jesteśmy bardziej świadomi, że wykład powinien być autorskim dziełem z oryginalną treścią czy interpretacją. O dziele nie decyduje forma upowszechnienia, powielenia, wykonania, nawet animacje komputerowe. Sam komputer i prezentacja nie doda mądrości. Może jedynie być ekscytującą nowinką techniczną (ale obecnie Power Point już nowinką nie jest).

Nauczanie jest całością. Uczyć trzeba nawet ogłady… gdy dostrzeże się taką lukę/potrzebę. Bo jest to uzupełnianie całości. Edukacja buduje podstawy osobowości ucznia/studenta/kursanta. Edukacja całościowa to sprawdzanie przez projekty (zadania): zobaczyć jak sobie radzą, z czym mają problemy. I wtedy na tych deficytowych umiejętnościach/kompetencjach/wiadomościach się koncentrować. A więc w kontekście. Edukacja do dialog, a więc wymaga słuchania (mam na myśli to, że wykładowca powienien słuchać i obserwować, poszukiwać reakcji zwrotnych). To nie jest jednokierunkowy monolog (odzczytywanie treści bez względu na kontekst sytuacji i słuchacza). Nie przez oderwane od życia, od środowiska duchowego, od kontekstu… wypowiadane treści. Bo nawet najmądrzejsze akurat nie będą pasowały do kontekstu.

 „Czytać slajdy na wykładzie”…  porozkładać na części różnorodne, wyszperane informacje, ale już bez ponownego złożenia w spójną całość! Cała uniwersytecka Polska czyta studentom… chciałoby sie sparafrazować. Kiedyś z kartek i książek, teraz ze slajdów, wyświetlanych na ekranie. A co to książek w bibliotece nie ma (tak jak było zaraz po wonie) czy dostępu do internetu ? A i studenci zdaje się czytać potrafią (choć są i tacy, którzy wolą, jak ktoś im czyta i zmusza do zapisywania – to taka mnemotehcnika).

Czytanie slajdów to tylko powierzchowny rytuał. Obecnie Power Poit nie wabi (nie jest już nowinką, spowszedniał) a wręcz odstrasza (kiedyś były to „stare folijki”). Technologia tylko pozornie maskuje braki treści, braki pomysłu na porzekaz, autorski przekaz i dialog. Jest zwykłym zapełniaczem czasu a nie przekazem przemyślanej treści. Uczy co najwyżej słuchania a nie myślenia (po co, jak, dlaczego), Wtedy student jest przedmiotem a nie podmiotem działań. 

Słowa wypowiadane do ludzi dają szerszy i głębszy przekaz niż słowo drukowane. Dlatego nie okaleczać wykładów do „tekstu czytanego”… slajdzie prowadź. Czasem więc nawet przeszkadza, bo utrudnia kontakt ze studentem, jak mentalne kajdany zamyka w sposobie wypowiadania się. Czyta się w samotności i w indywidualnym tempie. Mówi się do ludzi i wśród ludzi. Wykłady są w grupie i wśród ludzi. Mówienie jest lepszym sposobem komunikowania treści. A rzutnik multimedialny może być jedynie uzupełnieniem, dodatkiem. I to wcale niekoniecznym. Na co zwrócił mi uwagę ów student. Z radością czasem studenci słuchają wykładu… gdy nie ma rytualnego rzutnika. To warto zapamiętać by nie męczyć siebie i studentów (oni oczekują tresci a nie technicznych gadżetów). W relacjach bezpośrednich od razu jest widać, czy ktoś (wykładowca) ma coś oryginalnego do powiedzenia czy nie. 

Nawet w dobie powszechnego, mobilnego internetu i rosnących cyfrowych repozyteriów,  wykłady na uniwersytecie są i będą potrzebne. Bo nic nie zastąpi bezpośredniego kontkaktu (i dialogu) człowieka z człowiekiem. Uniwersytet to mieszanina pracy własnej (czytanie) i pracyw w grupie: słuchanie, dyskutowanie, mówienie. Jest w tym miejsce na wykłady. Tyle tylko, że w walce o etaty… wykłady prowadzą nawet ci, którzy nic nie mają oryginalnego do powiedzenia, wypełniają tylko czas, „od dzwonka do dzwonka”. Jak szarwar. A póki co studenci u nas za wielkiego wyboru nie mają. Dostają w pakiecie zestaw lekcji obowiązkowych…. ze sprawdzaniem obecności (a nie kompetencji). 

 

* nie o mój wykład chodziło, ale na mnie zadziałało jak sygnał alarmowy

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s