O inteligentach, elitarności i wykształceniu

Świat bez wątpienia nieustannie się zmienia. A mimo to są elementy niezwykle trwałe, niezmienne. Te niezmienniki przybierają nowe formy, aktualizacje wynikające z kontekstu. Tak jak owad: najpierw jajo, potem larwa, potem poczwarka i w końcu owad dorosły. Inne kształty, siedliska życia, formy aktywności… ale ciągle ten sam genotyp.

Ale miało być o upowszechnieniu wykształcenia, elitarności i inteligentach. Bo narzekamy, że wraz z powszechnością kształcenia inteligenci wymarli. Nazwa ta sama – inteligent, ale znaczenie chyba się zmienia. Może zmienia się interpretacja? Tak jak z chlebem, niby ta sama nazwa, ale inaczej smakuje, bo inaczej przyrządzany, z innych produktów, ulepszaczy itd. Nazwa została, ale desygnat się zmienił. Bywa też odwrotnie, desygnat pozostaje ale ubrany jest w nowa nazwę.

No więc wymarli inteligenci czy się transformowali? Dawny inteligent chciał kształtować rzeczywistość, czy to w tradycji romantycznej wzbudzać powstania i cierpieć za miliony, czy to w tradycji pozytywistycznej niczym Judym nieść kaganek oświaty, pod strzechy i do slumsów. Obie postawy nastawione były na wspólnotowość, a inteligent poczuwał się do odpowiedzialności za społeczność.

Dzisiejszy inteligent (mierząc wykształceniem a nie postawą wobec życia) jest ekspertem, fachowcem (bo wiele zawodów wymaga wyższego wykształcenia), profesorem, specjalistą w wąskiej dyscyplinie, poza którą nie wychodzi. Albo z egoizmu albo z obawy, że w wąskiej specjalizacji zatracił rozumienie całości. Tak czy owak opisuje rzeczywistość w swojej wąskiej dyscyplinie ale nie poczuwa się do kształtowania rzeczywistości. Jest bardziej rzemieślnikiem niż inteligentem w dawnym znaczeniu.

Może dawniejsza inteligencja czuła, że pochodzi od szlachty, że jest liderem w społeczeństwie? Dawna inteligencja projektowała przyszłość, marzyła, wymyślała i miała odwagę lobbować za tymi wizjami oraz osobiście ją budować.
Dzisiaj wszystko szybko się zmienia. Trudno przewidzieć, co będzie za kilka lat. Ale to trudność tylko dla opisywaczy rzeczywistością nie dla kreatorów świata. Bo ci ostatni marzą, analizują i w oparciu o wartości starają się zrealizować swoje projekty. Kształtowanie to nie tylko wizje i marzenia, ale i budowanie tych wizji.

By być inteligentem w dawnym znaczeniu trzeba odwagi. Odwagi do zmierzania się z trudnościami, odwagi niezrozumienia i samotności, odwagi spotkania z porażką. I trzeba odpowiedzialności. Społeczeństwo potrzebuje tak rozumianej inteligencji – liderów, wizjonerów, animatorów.

Kiedyś inteligent w sensie społecznym mocno pokrywał się z wykonywanym zawodem „pracy umysłowej” i wykształceniem. Powojenna „ćwierć inteligencja” nie wynikała z braków w wykształceniu, ale z braku ambicji kształtowania rzeczywistości. Mentalność pokornych chłopów pańszczyźnianych: "cisze jedziesz, dalsze budziesz.

Jak dziś identyfikować inteligencję, rozumianą jako elitę społeczną, kreująca rzeczywistość społeczną? Kiedy wykształcenie wyższe stało się egalitarne a nie elitarne? Więc nie dyplom czy uzyskane dyplomy definiują inteligencję a postawa wobec świata. Oczywiście, ta postawa wynika z wykształcenia i wiedzy, pozwalającej rozumieć świat. Bo jak można kształtować coś, czego się nie rozumie? Jeśli nie próbuje się modelować przyszłości i próbować rozumieć zachodzące zjawiska, zarówno w aspekcie społecznym, jak i kulturowym?

Tak rozumiany inteligent to trochę lepszy ekspert – nie tylko wie, ale myśli, że rozumie i dlatego nie boi się sprawdzać tej wizji, nie boi się konfrontować swojej wizji z realiami. Jest hipoteza, jest i weryfikacja w eksperymencie. Są więc i porażki z nieudanych eksperymentów… lub niezrozumienia. Tak rozumiana inteligencja zawsze była elitarna (nieliczna). Teraz ta elitarność nie bierze się z urodzenia ale z postawy wobec świata.

Wiedzę (wykształcenie) stopniować można następująco: wiem, rozumiem, działam. Wiedza faktograficzna, encyklopedyczna, erudycja… nie muszą implikować rozumienia. Czego przykładem mogą być sawanci. Ale trudno rozumieć zjawisko nie posiadając wiedzy. Można więc wiedzieć z czego jest zbudowany samochód, można nawet rozumieć zasadę działania… ale to nie oznacza jeszcze umiejętności jazdy samochodem (także wtedy, gdy coś się psuje lub pojawiają się niestandardowe sytuacje). Żeby działać, trzeba wiedzieć i rozumieć. Dlatego działanie jest najwyższym stopniem kształcenia (i wiedzy).

Więc inteligent to ten co ma wiadomości (może nawet erudyta lub wąski specjalista), czy ten co nie tylko wie ale i rozumie jak funkcjonuje rzeczywistość. Czy dopiero ten, co działa – wykorzystując wiedzę i rozumienie świata?

Może więc inteligenci nie wymarli, może nawet nie jest ich mniej niż dawniej (elita), tylko inaczej trzeba ich definiować? I może prowincja wcale nie jest uboższa w inteligencję niż kiedyś. Szukać ich trzeba tylko nie po dworach (bo dworów już nie ma). I po stroju się chyba nie pozna. Trzeba rozpoznawać po owocach…. No cóż, tak jak kiedyś wielu patrzy, ale widzi niewielu (dostrzega).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s