Nie dotykaj mnie! Czyli nad Łyną jak w Himalajach

Faktem jest, że w Olsztynie rzeka Łyna przedziera się przez morenę, miejscami brzegi rzeki są jak w górach, w kształcie litery V. Ale skąd porównanie do Himalajów? A to za sprawą inwazyjnego uciekiniera z ogródków – niecierpka himalajskiego (Impatiens glaudulifera), zwanego także niecierpkiem gruczołowatym oraz niecierpkiem Roylego. Spotkałem ostatnio na spacerze, nad Łyną. Kusi by zjeść. Ale o tym za chwilę.

Pierwotnie występował w Azji Środkowej, w rejonie Himalajów, w zachodnich Indiach oraz Pakistanie. To duża, dorastająca do dwóch i pół metr wysokości, ładnie kwitnąca roślina. Spodobała się, więc zaczęto ją uprawiać jako roślinę ozdobną w ogródkach. W takim celu zawleczono ją do Ameryki Północnej, Europy i Nowej Zelandii, gdzie stała się gatunkiem inwazyjnym. W Europie po raz pierwszy niecierpek himalajski odnotowany został w 1839, w Polsce w 1890 roku. Pierwszą naturalną populację zaobserwowano w naszym kraju w 1960 roku. Teraz występuje w wielu miejscach. Sam widywałem na Morzem Bałtyckim, na Żuławach, a teraz na Łyną na Warmii.

Występuje głównie w miejscach wilgotnych i rozprzestrzenia się wzdłuż rzek (nie licząc ogródków). Pojawia się na nieużytkach w miejscach wilgotnych, cienistych ale także w naturalnych zbiorowiskach okrajkowych na glebach żyznych w prześwietlonych buczynach, grądach i lasach łęgowych.

A czym tu się martwić, skoro kwiaty duże, z dużą ilością nektaru? Od przybytku głowa nie boli. Otóż są obawy czy jako gatunek inwazyjny nie będzie wypierał naszych, rodzimych. A wtedy zysk byłby związany ze stratą w skali lokalnej jak i globalnej (nie będzie u nas i nie będzie na Ziemi bo wyginie w miejscu naturalnym).

Mamy w lasach naszego rodzimego niecierpka pospolitego (Impatiens noli-tangere). Ta niedotykalska w nazwie roślina ma ciekawe owoce, które przy dotknięciu „strzelają” (gwałtownie się otwierają) i wyrzucają owoce daleko (autochoria). Jakby roślina nie cierpiał, aby ktoś ją dotykał. „Nie dotykaj mnie”… ma w nazwie. Kwitnie na żółto, występuje w obszarze euroazjatycko-zachodnioamerykańskim, w klimacie suboceanicznym. Rośnie w siedliskach wilgotnych, cienistych, w lasach nizinnych oraz górskich. Pierwotnie występowała głównie w lasach jesionowych, olchowych i wiązowych. Ale teraz obecna jest także w borach świerkowych i niektórych zbiorowiskach wtórnych. Nic trwałego na tym świecie.

O niecierpku pospolitym wiemy dużo. To znaczy długo był obecny obok kultur europejskich, stąd lepiej do poznaliśmy w przeszłości. Dlatego w lecznictwie ludowym wykorzystuje się odwar z niecierpka jako środek moczopędnych i przeczyszczający, do przemywania ran (uważano, że wtedy nie powstają blizny), a zawarte substancje o gorzkim smaku powodują wymioty i zawroty głowy. Ziele niecierpka pospolitego używano do farbowania wełny na żółto.

Ale teraz mamy jeszcze dwa niecierpki, obecne w naszej florze. Wspomniany niecierpek himalajski i podobny do pospolitego niecierpek drobnokwiatowy (Impatioens parviflora). Oba mają chyba podobne właściwości (bo i zawierają podobne substancje). Na pełne kulturowe rozpoznanie i wykorzystanie trzeba czasu. Czasu współistnienia.

Niecierpek himalajski w naszym kraju uznany został za gatunek inwazyjny, groźny dla rodzimej przyrody. Mało kto pewnie wie, że jego wprowadzanie do środowiska jest zabronione przez Ustawę o ochronie przyrody. Od 2012 roku także jego import, posiadanie, prowadzenie hodowli, rozmnażanie i sprzedaż wymagają specjalnego pozwolenia Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska. A więc nie przelewki, tym bardziej, że łamanie tego zakazu traktowane jest jako wykroczenie i grozi karą aresztu lub grzywny pieniężnej.

Ale jeść można. Bo to może będzie jakiś sposób na intruza – po prostu go zjeść. O kulinariach za chwilę. Że problem jest poważny, niech zilustruje to projekt badawczy, realizowany w latach 2014- 2016 w woj. podlaskim, pt. „Niecierpek gruczołowaty – inwazyjny gatunek obcego pochodzenia – inwentaryzacja, rozprzestrzenianie się, metody zwalczania”, na który przeznaczono ponad 800 tys. zł.

Niecierpek himalajski, tak jak nasz rodzimy niecierpek pospolity ma ciekawy mechanizm rozsiewania się. Nazywa się to autochoria –dojrzałe owoce w postaci podłużnych torebek pękają przy dotknięciu lub potrąceniu, wyrzucając nasiona nawet na odległość 7 m. Wyższy to dalej wystrzeliwuje swoje nasiona. A jest ich dużo – jedna roślina produkuje ich do 4 tys., i zachowują długo zdolność kiełkowania. Cechy typowego gatunku inwazyjnego.

W czym problem z tymi gatunkami inwazyjnymi? Przecież od zawsze wszystkie gatunki rozprzestrzeniały się po Ziemi. Gdyby nie dyspersja, żaden by nie przetrwał. A po ustąpieniu lądolodu w całości nasza fauna i flora jest „obca”, bo powróciła z refugiów. Lub przybyła w postaci naturalnej dyspersji. Jak odróżnić procesy naturalne od tych generowanych przez człowieka? Czy wszystko, co związane z wpływem człowieka to złe? Na pewno nie. Ale trzeba mieć to pod jako-taką kontrolą. Ocenia się, że oddziaływanie inwazyjnych gatunków obcych jest obecnie jednym z największych – obok utraty siedlisk – zagrożeń dla różnorodności biologicznej na całym świecie (wypieranie gatunków rodzimych oraz przeobrażanie siedlisk a więc utrata bioróżnorodności sumaryczne w skali globalnej).

Botanicy wśród roślin obcego pochodzenia, zawleczonych za sprawą człowieka, wyróżniają archeofity (zawleczone do roku 1500 – taka umowna granica) oraz kenofity zawleczone po 1500 roku. Wiele archeofitów próbujemy przywrócić środowisku. A to dowód, że nie wszystko co obce i za sprawą człowiek to jest złe.

W każdym razie na niecierpka himalajskiego patrzymy krzywym okiem. A skoro wroga i intruza trudno się pozbyć, to może go po prostu zjeść? Okazuje się, że można. Ważne, żeby rośliny nie były spożywane na surowo, gdyż mają właściwości przeczyszczające i moczopędne. Kwiaty mają słodki smak i w małej ilości można ich używać do jadalnej dekoracji potraw. Liście i miękkie wierzchołki pędów można gotować jak inne warzywa… ale jak piszą w książkach za bardzo smaczne nie są. Z kolei nasiona mają przyjemny, orzechowy aromat. Można je zjadać nawet na surowo. Pojawiają się od września. Można z nich nawet tłoczyć jadalny olej.

Czyli jak będziesz czytelniku na spacerze i zobaczysz okazałego niecierpka himalajskiego, to przysłuż się lokalnej bioróżnorodności i zjedz trochę nasion, kwiatów czy ziela. To będzie kulinarny wymiar patriotyzmu. A przez liczne próby i twórczą inwencję może wymyślimy coś wartościowego do podniebienia… lub domowej medycyny. Dziedzictwo przyrodnicze i kulturowe (w tym kulinarne) to coś, co ciągle jest tworzone.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s