O czerwończyku z Jeziora Płociduga czyli co się nam w ochronie przyrody udało

Przedwczoraj, idąc ścieżką przez osuszone, dawne Jezioro Płuciduga Mała, zobaczyłem niezwykłego motyla. Pośród licznym rusałek kratkowców (Araschnia levana, pokolenie letnie) i bielinków, zobaczyłem samicę czerwończyka nieparka (Lycaena dispar). Co w tym niezwykłego? Ano niezwykle jest to, że w mieście można spotkać gatunek naturowy (umieszczony w załącznku Dyrektywy Siedliskowej obszarów Natura 2000). Uganiają się za nim przyrodnicy z całej Europy, a on w mieście sobie żyje. Aparatu nie miałem, żeby uwiecznić spotkanie (na górze zdjęcie z ubiegłych lat z innego miejsca), bo zaskoczenie moje było duże.

Kilka dni temu widziałem wydrę w Olsztynie, bobry mieszkają na moim osiedlu "w krzakach przy parkingu". Dzika przyroda i rzadkie gatunki w zasięgu ręki? Wracając tą ścieżką kilka godzin później zobaczyłem innego, prześlicznego motyla – mieniaka tęczowca (Apatura iris). Trzeba chyba aparat fotograficzny stale nosić ze sobą…

Ale to przykład, że działania w zakresie ochrony przyrody odnoszą skutek. Bóbr niegdyś rzadki, czy wydra, stają się pospolite. To owoce wytrwałej i wieloletniej pracy i starań wielu ludzi. W przypadku bobra czy łosia, ze względu na liczną populację, powinny być objęte planową gospodarką łowiecką, aby regulować ich liczebność (bo i tak giną pod kołami samochodów). Teraz powinniśmy skoncentrować wysiłki na innych, obecnie zagrożonych, gatunkach. Opinia publiczna jest w jakimś sensie mocno "zapóźniona" i siłą bezwładu koncertuje się jeszcze na gatunkach, które wymagały intensywnej ochrony przed wielu laty. Ale to zupełnie inną opowieść (bo niektóre treści wydają się kontrowersyjne, a więc wymagają staranniejszego i dokładniejszego wyjaśnienia).

Wróćmy do czerwończyka nieparka. Czemu się nim zajmować, kiedy w Polsce wydaje się jeszcze stosunkowo pospolity? W Polsce jeszcze tak, ale w innych krajach jest już rzadki a na przykład w Wielkiej Brytanii wyginął. Brytyjczycy kosztem sporych pieniędzy próbują go reintrodukować. A my w Olsztynie mamy to za darmo…

Czerwończyk nieparek (nazwa taka, bo wyraźny dymorfizm płciowy, jakby samiec i samiczka były nie do pary) to motyl o aktywności dziennej. Łatwo go więc zauważać na kwiatach w czasie wakacyjnych spacerów. Zazwyczaj występuje jedno pokolenie w roku, ale w sprzyjających warunkach mogą być i dwa. Dorosłe motyle spotkać można już od czerwca. Fruwają do końca sierpnia (gdy drugie pokolenie się pojawi).

Gąsienice tego motyla żerują na szczawiu lancetowatym, ale ostatnio coraz częściej konsumują także inne gatunki szczawiu. Występuje w niewielkich zagęszczeniach.
Nawet gdy występuje, to nie jest liczny. Każde spotkanie to przygoda (są podobne gatunki, więc nie wszystko co czerwone to czerwończyk nieparek, ale rozpoznać łatwo).

Wpisany został na listę gatunków "naturowych", bowiem na wielu stanowiska w Europie wyginął, przede wszystkim na skutek zanikania torfowisk. W połowie XIX wieku wyginął całkowicie w Wielkiej Brytanii. W Polsce gatunek chroniony, na czerwonej liście zwierząt umieszczony z kategorią  LR (niższego ryzyka). Na międzynarodowej czerwonej liście IUCN jako  gatunek niskiego ryzyka (LR). W Konwencji Berneńskiej wymieniany w II Załączniku. W Dyrektywie Siedliskowej wymieniany w Załącznikach II i IV. Wynika, że jakiś "ważny" ten motyl. Bo jest jednocześnie wskaźnikiem stan środowiska.

Związany jest z podmokłymi łąkami oraz torfowiskami niskimi. Możliwe, że występują czerwończyki nieparki na mokradłach po dawnym Jeziorze Płociduga Mała oraz na podmokłych łąkach nad Łyną w okolicach Brzezin (dawne Jezioro Płociduga Duża). Mamy więc w Olsztynie na prawdę wspaniałą przyrodę. I dobrze byłoby ją zachować a nie degradować.

Dorosłe motyle w poszukiwaniu nektaru, którym się odżywiają, odwiedzają różne gatunki roślin kwiatowych, preferując głównie te mające kwiaty o barwie fioletowej i żółtej, rzadziej białej.
Zagrożeniem dla tego gatunku owada jest zmiana warunków siedliskowych (gdzie występuje i się rozwija), w tym przede wszystkim melioracje i osuszanie terenów podmokłych.

Do uratowania tego gatunki (i innych podobnych, choć mniej znanych) potrzebne jest odpowiednie gospodarowanie przyrodą. Czyli zachowanie siedlisk poprzez ekstensywne użytkowanie łąk wilgotnych i nie dopuszczaniu do ich zarastania oraz utrzymywaniu śródleśnych oczek wodnych, wokół których występują rośliny żywicielskie gąsienic.

Dzisiaj będę w Marcinkowie pod Mrągowem na II Świecie Róź i otwarciu pierwszej na Mazurach motylarni. Motylarnia będzie miała moim zdaniem przede wszystkim znaczenie edukacyjne. Będzie zwracała uwagę na potrzeby ochrony bioróżnorodności, a w szczególności ochronę motyli i ich siedlisk. W czasie uroczystości przewidziany jest mój krótki wykład na wolnym powietrzu. Opowiem o tym, że motyle są jak ptaki – bowiem niektóre gatunki na zimę odlatują do ciepłych krajów. Że są jak muchy, bo są piękne (dostrzec piękno można wtedy, gdy się bliżej przypatrzymy). Że są jak ludzie, bo się w ciągu życia zmieniają. I że są jak lwy, bo bywają drapieżnikami. Tyle na zachętę, szczegóły na wykładzie w mazurskich ogrodach.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s