Mrówki na trawniku czyli drapieżne motyle i śniadanie na trawie

Mrówki na trawniku nieodłącznie kojarzą mi się z lekturami szkolnymi i Telimeną z Pana Tadeusza. Strach siąść na trawie, bo zaraz jakieś robactwo, jakieś mrówki obejdą? Lepiej więc wszystkie trawniki wyłożyć polbukiem? Ale wchodzące pod bieliznę mrówki to przecież sprzyjająca okoliczność by przełamać nieśmiałość i stworzyć pretekst do zbliżenia z Tadeuszem, a w sensie dosłownym, to okazja do spotkań międzyludzkich, niekoniecznie z erotycznym podtekstem.
(wyżej zdjęcie z lipcowego śniadania na trawie olsztyńskich blogerów).

Trawnik w mieście to dobry punkt odniesienia do dialogu między humanistami a przyrodnikami, między teoriami a codzienną praktyka i komfortem życia człowieka w mieście. To nie tylko okazja by wyjść z ciasnych przegródek poszatkowanego specjalizacjami świata.

Trawnik może być miejscem zarówno do dyskusji (przestrzeń publiczna) jak i czytania książek (samotnia w mieście). A nawet uprawiania sałaty i pomidorów. Nie zapominając, że jest miejscem życia mrówek i motyli. Do tego wszystkiego potrzebny jest dialog w wielu płaszczyznach, by się od siebie uczyć funkcjonowania świata w różnych wymiarach.

Trawnik w mieście to kość niezgody. W zasadzie nieużytek i utrapienie. Kosić toto trzeba (bo jakże może być nie skoszony!?), liście grabić. Same koszty. Więc wiele miejskich terenów potencjalnie zielonych zamienia się polbrukowe czy betonowe klepisko, zamieniane w place budowy (bo po co ma się tyle wolnego miejsca marnować). Potem jedynie z trudem służby miejskie wydrapują każde źdźbło trawy, każdą roślinę, która bez pozwolenia wyrośnie w szczelinie między płytami chodnika czy polbruku. A jeśli już trawnik, to cały zielony, równo przystrzyżony, jak plastikowa wycieraczka lub wykładzina w supermarkecie. Taka estetyka i mniemanie o dbałości pokutuje w naszej miejskiej mentalności, ze szkodą dla miejskiej różnorodności biologicznej i ze szkodą dla zdrowia człowieka.

Na szczęście od kilku lat już nie obowiązuje zakaz wchodzenia na trawniki i nie stawia się tabliczek „nie deptać zieleni” – czyli „zakaz wstępu, można tylko patrzeć z daleka”. Teraz już można wejść. Ale czy mamy odwagę? Przecież można w coś brzydkiego wdepnąć…

Pora na systematyczne odkrywanie, że tereny zielone mogą być także przestrzenią publiczną, w której wiele się dzieje, zarówno w zakresie kultury jak i dzikiej przyrody. A także, że to ekosystem wpływający na jakość życia, także człowieka. Jeśli spojrzeć na trawnik okiem przyrodnika, to dostrzec można tam istoty żywe. Na przykład mrówki i inne owady. A jeśli tak, to nie tylko ładniejszy ale i bardziej funkcjonalny jest trawnik z kwiatami, czyli bardziej łąka. I człowiekowi miło pospacerować, usiąść na kocu (lub bez), i wielu owadom, ssakom czy ptakom łatwiej żyć.
Bo kwiaty to nie tylko uroda dla ludzkich oczu, ale także zasoby pokarmowe dla wielu owadów (te z kolei są pokarmem dla ssaków i ptaków), na przykład motyli i pszczół samotnych.

Wreszcie dostrzegamy naszych braci mniejszych i już pojawiają się nie tylko karmniki dla ptaków ale i hotele dla pszczół (samotnych, na przykład murarki ogrodowej), domki dla biedronek, schronienia dla jeży a nawet… karmniki dla dżdżownic.

W przełamywaniu szkodliwych stereotypów pomagają różnorodne społeczne inicjatywy typu miejskiej partyzantki ogrodniczej.
Skoro trawnik jest przestrzenią publiczną, to jest jednocześnie kością niezgody co do sposobu użytkowania. Jedni chcą z niego zrobić parking, inni wybieg dla psów (ale bez sprzątania po swoich pupilach), jeszcze inni widzą w nim łąkę z bogatą i dziką przyrodą, jeszcze inni warzywnik. Nie da się tych różnych oczekiwań pogodzić bez dialogu i negocjacji, bez empatii i prób zrozumienia różnorodnych potrzeb. Czyli bez kultury się nie obejdzie.

Nie da się rozwiązać problemów ekosystemowych bez uwzględnienia potrzeb człowieka i bez zrozumienia funkcjonowania społeczeństwa.
Sporo się dzieje w zakresie dostrzegania zieleni miejskiej. Ale najbardziej ucieszył mnie w Olsztynie projekt BWA – „Nieużytki Sztuki”. Ogród, gdzie można posiać rośliny użytkowe, spotkać się, porozmawiać, poprzeżywać i nawet sztukę tworzyć. Jest to odzyskiwanie „nieużytków” dla przyrody i dla ludzi. Bo dlaczego mamy siedzieć pozamykani w blokowiskach jak w klatkach?

Dlaczego nie mamy korzystać z trawników, gdzie można usiąść, książkę poczytać, owady poobserwować a nawet kwiaty i marchewkę uprawiać? Co tam, można nawet plener malarski pod blokiem zrobić.
W coraz większej liczbie miast produkuje się żywność a świeże warzywa na osiedlowym straganie pochodzą z miejskich upraw, nawet na dachu (poza atrakcją i wygodą przyczynia się do łagodzenia negatywnych skutków zmian klimatu i nasilania się klęsk żywiołowych).

Praca w ogrodzie jest znakomitym sposobem do kontaktów międzyludzkich. To takie ogrody 2.0, gdzie wykorzystywany jest wolontariat do pielęgnacji zieleni w mieście. Przestrzeń wokół nas może być piękniejsza i to za sprawą umiejętnego łączenia wolontariatu z animacją różnych instytucji. Ważniejszy jest w tym kapitał ludzki, bo pieniędzy wielki nie trzeba.

Ale wróćmy do mrówek na trawniku. Częste koszenie kosami żyłkowymi to istna masakra. Znikają kwiaty (źródło pokarmu dla zapylaczy), roślinność jest wycinana do gołej ziemi. Pod swoim blokiem próbuję sam sadzić kwiaty, krzewy. W większości niszczone są właśnie przez koszących trawniki. Posiałem stokrotki, ledwie kilka wyrosło, już został dwukrotnie przycięte przy samej glebie. Krzewy usychają od nieustannego obsikiwania przez psy i za bezmyślnym przyzwoleniem właścicieli. I tak od ponad dwóch lat nie jestem w stanie przywrócić zieleni na zniszczonym trawniku. Jesienią grabione są wszystkie liście, przez co brakuje pokarmu dla dżdżownic. Ewidentny brak zrozumienia i współpracy, gdzie służby pielęgnacji (?) przez nieudolność i niewiedzę wchodzą w konflikt z mieszkańcami. A przecież można połączyć energię ludzi w formie wolontariatu z instytucjonalnym zarządzaniem terenem.

Wśród zieleni spotkać można wiele gatunków motyli. Pośród nich są i modraszki (takie małe, niebieskie motyle). Mało kto zna cykl życiowy tych motyli. W ich dzieciństwie są drapieżne. Tak, tak, motyle mogą być drapieżne. Gąsienice modraszków wydzielają specjalne substancje, dzięki którym nie są atakowane przez mrówki, a nawet zanoszone są do mrowiska. Tam podjadają mrówkom pokarm a nawet zjadają larwy mrówek.

Życie na trawniku jest ciekawe w swej różnorodności i bogactwie. I czasem zaskakująco brutalne.
Bioróżnorodność to dialog między kulturą a przyrodą. Przynajmniej powinien być to dialog i wzajemne zrozumienie. Tego nam w życiu codziennym bardzo brakuje. Być może akcja BWA w formie „Nieużytków Sztuki” jest zwiastunem głębokich zmian oraz wychodzenia instytucji poza własne mury ku przestrzeni publicznej. Na to liczę. Może przez sztukę uda się edukować wiele decyzyjnych i sprawczych osób, przesądzających o małych i dużych inwestycjach wokół nas. Potrzebny jest dialog dla zachowania miasta, potrzebna współpraca.

Więc spotykajmy się na trawnikach, naszych osiedlowych, zaadaptowanych przestrzeniach publicznych.
Na trawniku spotkać można mrówki a więc i mrowiska. Ale ja bym nie wkładał kija w to rzeczywiste mrowisko – niech sobie żyją obok nas w spokoju. Bardziej kusi mnie to symboliczne włożenie kija w ludzkie mrowisko czyli sposób patrzenia na zieleń wokół nas: miejsce spotykać międzyludzkich i estetycznych doznań, czy tylko brzydkie pole konfliktu między różnymi grupami.

Spotkajmy się na trawniku, przy pięknej pogodzie, bo poczytać książkę, pograć w szachy, malować akwarele, obserwować owady, zbudować hotelik dla pszczół… a przede wszystkim by rozmawiać ze sobą. Nie trzeba wyjeżdżać daleko na wakacje by przebywać w pięknej przestrzeni i czuć się dobrze między ludźmi. Wszystko to jest w zasięgu ręki, na miejskim, osiedlowym trawniku. I nie wymaga wielkich inwestycji.

(tekst ukazał się w piśmie kulturalno-literackim VariArt, nr 2/2014, strony: 24-25)

A przy okazji zapraszam 19. lipca na śniadanie na trawie, organizowane w nowopowstałym Parku Centralnym w Olsztynie (zobacz wydarzenie na Facebooku).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s