Tajemniczy, nagi pogromca karmy dla kotów z Parku Centralnego. Czy da się go zjeść?

Ośliniony przybysz, grasujący w Parku Centralnym w Olsztynie. W sam raz na wakacyjny sezon ogórkowy. Pierwszy raz widziałem bohatera niniejszego wpisu w  rzeczonym parku w 2011 roku, w czasie wycieczki. W tym roku widzę go masowo na drodze do pracy w okolicy dawnego jeziora Płuciduga Mała. Liczniejszy jest od innych ślimaków, i od ślimaka gajowego i od winniczka.

Kim jest – nie wiadomo. Można tylko się domyślać. Na pewno to ślinik. Taki ślimak. Nagi bo bez muszli. Czyli wszystko co trzeba dla ekshibicjonisty w miejskim parku. I jak napisała czytelniczka na moim blogu, w komentarzach „Może komuś takie ślimaki potrzebne? Mam ich od groma i nie wiem co z nimi zrobić …obgryzają kwiatki, jedzą karmę dla kotów.” Ktoś inny szybko dopisał „Podobno skupują je laboratoria bo wydzielina używana jest do kremów, wyczytałam, że płacą za 1 kg 2 zł 50 gr”. Czyli można się pozbyć i jeszcze zarobić.

Pomarańczowe ślimaki sieją spustoszenie w ogródkach i panikę wśród działkowców, zjadają zwłaszcza kiełkujące rośliny. Wyjadają nawet z miski karmę dla kotów. W tym roku pojawiły się i na moim osiedlu. Wyglądają na ślinika luzytańskiego ale może to być także ślinik wielki. Oba gatunki są do siebie bardzo podobne a pewnie odróżnić je można tylko po cechach anatomicznych.

Podobno śluz ślimaków wykorzystuje się do różnych kosmetycznych preparatów. W tym roku, ze względu na ochronę przetrzebionej populacji ślimaka winniczka, w naszym regionie zakazany jest (na rok) zbiór tegoż gatunku. Może więc przemysłowe zainteresowanie znajdzie ślinik? I da podwaliny dla lokalnej biogospodarki? Już nie jako karma ale bioprodukt. A może nawet ktoś wpadnie na lokalne SPA z pilingiem i maseczką śluzową?

Zacznijmy od gatunku inwazyjnego, ślinika luzytańskiego (Arion lusitanicus lub Arion vulgaris – nawet biolodzy-taksonomowie nie są jednego zdania co to tego ślimaka). Należy do rodziny ślinikowatych (Arionidae). To ślimak lądowym, bezmuszlowy (nagi) należący do ślimaków płucodysznych. Należy do tzw. kompleksu ARVC (od pierwszych liter nazw gatunkowych tych ślimaków), obejmującego trudne w identyfikacji, podobne do siebie morfologicznie gatunki: Arion rufus (ślinik wielki, o nim nieco dalej będzie) A. ater, A. vulgaris i A. lusitanicus. Trudno będzie więc jednoznacznie ustalić co za gatunek czynni nam szkody.

Jak znalazłem w opisie gatunku na Wikipedii, A. lusitanicus jest endemitem Półwyspu Iberyjskiego, a gatunkiem inwazyjnym w Europie jest pochodzący z zachodniej Francji A. vulgaris. Takie stanowisko nie jest wśród malakologów (biologów, zajmujących się mięczakami) powszechne. Wszystko przez to, że duża jest zmienność genetyczna tego gatunku (gatunków). Spory więc trwają o to jak potraktować tę zmienność i jak ewentualnie wydzielić granice między taksonami. Taki trochę scholastyczny spór ile diabłów zmieści się na łebku od szpilki. Paradygmat genetyczny mocno nami zawładnął, a tymczasem ślimaki zjadają rośliny w ogródku. Duża zmienność genetyczna typowa jest dla gatunków inwazyjnych, jak i ich zdolność do hybrydyzacji międzygatunkowej. Zostawmy jednak te dywagacje biologom (naukowcom).

Dorosły ślinik luzytański mierzy od 7 do 15 cm długości, ubarwiony jest w kolorze pastelowo pomarańczowym z lekko szarawo ubarwioną głową i czułkami. Jest wszystkożerny (taki to nadaje się na męża bo nie wybrzydza przy obiedzie). Zjada głównie rośliny ale skorzysta także z drobnej padliny czy martwej materii organicznej. Cechą sprzyjającą inwazyjności jest także jego hermafrodyczności (obupłciowość). Możnaby powiedzieć – nawiązując do popkultury – że jest bardzo gender. Jeden osobnik może złożyć w ciągu roku do 450 jaj. Dojrzałość płciową osiąga po roku a jaja składane są jesienią. Jak podaje literatura, większość osobników ginie zaraz po złożeniu jaj. Mała to dla nas pociecha, bo potomstwo jest liczne.

Ślimaki rozpoczynają kopulację po osiągnięciu dojrzałości płciowej (czyli w wieku 5-8 miesięcy), tj. w trzeciej dekadzie lipca. Temperatura poniżej 10°C ogranicza kopulację, a obniżenie do 5°C całkowicie ją uniemożliwia. Ocieplenie klimatu sprzyja rozprzestrzenianiu się tego gatunku. Po złożeniu jaj większość osobników ginie, reszta zimuje i ginie dopiero wiosną następnego roku.

Po miesiącu od złożenia jaj wylegają się młode – gdzieś w okresie września. Z jaj złożonych później młode osobniki wylęgają się dopiero wiosną następnego roku. Największe zagęszczenie dorosłych osobników przypada na pierwszą połowę sierpnia i utrzymuje się do końca września i połowy października.

Dlaczego ptaki ich nie jedzą? Albo ropuchy? Jaskrawy kolor wskazuje, że chyba ślinik jest niesmaczny. Trochę czasu minie, zanim pojawi się wyspecjalizowany drapieżnik, ograniczający liczebność śliników.

Najprawdopodobniej ślinik luzytański został rozwleczony z materiałem roślinnym lub różnymi odpadkami. W Europie jest gatunkiem inwazyjnym. Dotarł do Islandii i Skandynawii. Sam się na pewno tam nie przedostał, raczej jako pasażer na gapę. Przewozimy w czasie podróży dużo gatunków, część z nich potrafi się zaaklimatyzować i potem sprawiać duży kłopot. Na przykład cuchnący grzyb – okratek australijski – dostał się do Europy w czasie pierwszej wojny światowej na bucie jednego z żołnierzy z Australii.

Wróćmy do ślinika luzytańskiego. W Polsce po raz pierwszy odnotowany został w 1993 roku. Może był i wcześniej, tylko świat naukowy o tym jeszcze nie wiedział. Jest zaliczany do 100 najbardziej inwazyjnych gatunków w Europie. Dotarł także do USA. Biolodzy (taksonomowie) spierać się będą o jego pozycję taksonomiczna a on w tym czasie podbija świat, jako szkodnik ogrodów i pól uprawnych oraz roznosiciel patogenów roślin.

Ale w Polsce występuje także ślinik wielki (Arion rufus), bezmuszlowy (nagi) ślimak lądowy, gatunek synantropijny na Warmii i Mazurach. Zmienny w ubarwieniu, od czarnego do rudego. Dawniej formy barwne uważane były za osobne gatunki. Ślinik wielki, jak sama nazwa wskazuje, to największy krajowy ślinik, długość 10-15 cm, szerokości do 2 cm, zmienny w ubarwieniu, od czarnego do rudego. Kolor związany jest z obecnością w skórze ślimaka dwóch pigmentów: melaniny (czarny kolor) i rufiny (czerwono-rudy). Zawartość tych barwnik uwarunkowana jest genetycznie oraz ekologicznie. Można spotkać osobniki czarne, czerwone, pomarańczowe, rude a czasami nawet żółte. Osobniki młode są jaśniej ubarwione. Dawniej opisywany jako dwa równe gatunki, różniące się ubarwieniem (Arion rufus i Arion ater). W Polsce spotyka się obie formy ubarwienia.

Jest to ślimak wszystkożerny, zjada rośliny, padlinę drobnych bezkręgowców, kał kręgowców. Spotkać go można latem i wczesną jesienią (osobniki dorosłe). W Polsce do niedawna występował jedynie na zachodzie kraju. Ale w ostatnich latach zaczął się pojawiać – jako gatunek synantropijny – także i w innych regionach. Podobnie jak niezwykle do niego podobny ślinik luzytański może opanowywać tereny poddane antropopresji. Żyje na mokrych łąkach przy zbiornikach wodnych. Spotkać go można w lasach różnych typów, w zaroślach, mad zbiornikami wodnymi, na torfowiskach. W ostatnich latach stał się gatunkiem synantropijnym, spotykanym na cmentarzach, ogrodach, parkach. Zazwyczaj występuje masowo i może wyrządzać szkody.

Zewnętrznie nie jest do odróżnienia od ślinika luzytańskiego (Arion lusitanicus) – rozróżnić można tylko po narządach wewnętrznych. Ślinik luzytańki jest gatunkiem w Polsce synantropijnym i obcym (inwazyjnym). Pojawia się w uprawach polnych i ogrodowych, gdzie może być uciążliwym szkodnikiem. Tak czy siak pomarańczowy ślimak u nas jest gatunkiem inwazyjnym, czy to ślinik wielki czy ślinik luzytański.

A jak zwalczać? Ślimaki lubią wilgoć i deszczową pogodę. Ograniczać liczebność populacji śliników mogą pasożytnicze nicienie (wchodzą w skład biologicznych preparatów antyślinikowych, zawierają nicienie z gatunku Phasomorhabditis hermaphrodita, są niezwykle skuteczne i działają selektywnie, są całkowicie niegroźne dla człowieka), pasożytnicze i drapieżne owady (niektóre chrząszcze i muchówki), duże drapieżniki takie jak żaby i ropuchy, jaszczurki, niektóre ptaki, ssaki (jeże, krety). Warto zatem zadbać o „naturalnych wrogów”. Być może dlatego łatwiej rozprzestrzeniają się te ślimaki w środowiskach ruderalnych, gdzie dziko żyjących amatorów ślimaków jest mniej.

Z braku drapieżników trzeba samemu zbierać śliniki, najlepiej rano lub wieczorem, a w czasie wilgotnej pogody także w ciągu dnia (tylko co z nimi potem zrobić? Zjeść czy sprzedać?). Tak jak kiedyś zbieraliśmy stonkę do butelek. Profilaktyka jest najlepsza – kontrolować zanim pojawią się w dużej liczbie. Można posiłkować się różnego typu pułapkami (deski, kuwety, kawałki folii pod którymi kładziemy resztki roślinne a nawet wylewamy … piwo). Pod takich schronieniami, dogodnymi dla śliników, łatwiej jest je znaleźć i wyzbierać.

Wśród ogrodników poleca się osuszanie terenów wokół upraw, wykaszanie rowów i usuwanie naturalnych kryjówek. Warto także sprawdzać rośliny, które się kupuje i przynosi do ogródka, by nie zawlec pasażerów na gapę. Są także środki chemiczne (moluskocydy). Ale nie polecam.

Ślimaki szybko nie biegają, można je wyłapać. Albo zaakceptować i czekać na ekosystemowe procesy regulacyjne. Przecież komuś muszą w końcu posmakować.

Hmmm, a może da się z nich zrobić jakieś wakacyjne danie? Czy ktoś już próbował gastronomicznie wykorzystać ślinika wielkiego lub luzytańskiego?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s