O wiankach, nocy świętojańskiej i bioróżnorodności

Ostatnio Adam Wajrak napisał ciekawy artykuł o niezwykłej i unikalnej na skalę europejską wartości naszej przyrody i bogactwie gatunkowym (czytaj „Kraj zielonych katedr" ). Obyśmy w ramach szybkiej modernizacji rolnictwa nie zatracili tego co ważne i takie cenne.

W ostatnią niedzielę były „zielone świątki” a niebawem mazurska palinocka (kupalnocka) czyli noc świętojańska. Oba święta w warstwie etnograficznej kojarzą mi się z pleceniem wianków… oraz bioróżnorodnością (czytak tekst o bylicy i jeszcze jeden).
Na co dzień nie uświadamiamy sobie jak bardzo różnorodność biologiczna wpływa na nasze życie. Otaczające nas gatunki są bo są. Zawsze były i będą. Jakieś tam chwasty, zielsko czy robactwo – samo się lęgnie po polach.

Kiedy w czasie wakacyjnych wyjazdów podziwiamy lub tylko obserwujemy różnorodne krajobrazy, to dostrzegamy ich odmienność, ale nie bardzo wiemy na czym polegają różnice. Jest po prostu jest jakoś inaczej.
Kiedy w latach 90. ubiegłego wieku, w ramach współpracy z Uniwersytetem Kaliningradzkim i wymianą studentów biologii na praktyki wakacyjne oraz z wyjazdami badawczymi na Torfowisko Celau, odwiedzałem Obwód Kaliningradzki, to widziałem jakiś inny krajobraz. Ni to pola ni ugory. Niby uporządkowany ale jakiś zaniedbany przyrodniczo krajobraz rolniczy. Te same dawne Prusy, ale ostatnie kilkadziesiąt lat innej kultury rolnej i innego gospodarowania przyniosło widoczną zmianę. Trudno było jakoś konkretnie nazwać te różnice i odnieść do różnorodności biologicznej, ale przy całościowym oglądzie były one wyraźne.

Potem była współpraca z Uniwersytetem w Rostocku, wspólne badania i praktyki studencie, najpierw w Drozdowie w Parku Krajobrazowym Doliny Narwi, potem w Okolicach Ełku oraz wspólny spływ rzeką Łyna przez Rezerwat Las Warmiński. Dla mnie ta przyroda była oczywista i „oswojona”, Niemcy się zachwycali. W 2005 pojechaliśmy do Meklemburgii, aby w ramach przedmiotu ekologia jezior pracować metodą projektu (PBL – problem based learning). W Friedlishswale zbieraliśmy materiały entomologiczne i hydrobiologiczne (w studenckich grupach polsko-niemieckich). Na miejscu był niezbędny sprzęt badawczy i klucze do oznaczania (przywiezione z Uniwersytetu w Rostocku do tej zaaranżowanej stacji terenowej), więc wyniki opracowywane były na miejscu. Na zakończenie studenci przygotowali krótkie raporty i prezentacje z wynikami badań. Wszystko w ciągu 10 dni. Praca była przeplatana wspólnymi posiłkami, zakupami, zabawami i dyskusjami.

Podróżując przez Meklemburgię podziwiałem krajobrazy. Niby tak jak u nas, krajobraz pojezierny, rolniczy i leśny, ale coś było jednak inaczej. Nie bardzo wiedziałem na czym polega różnica. Niby widziałem, ale nie dostrzegałem. Zbliżała się akurat Noc Świętojańska. Wraz z polskim studentami pomyśleliśmy, że może by wykorzystać dawną kupalnockę do wspólnej zabawy i opowiedzieć o dawnych zwyczajach słowiańskich (w Meklemburgii zwiedziliśmy skansen z dawnego słowiańskiego osadnictwa). Przygotowując się do wieczornej zabawy zaczęliśmy pleść wianki (zdjęcie u góry). I tu się sprawa rypła.

Wianków pleść nie umiem, ale postanowiłem pomóc studentkom w zebraniu kwiatów (sygnalizowały, że kwiatów znaleźć nie mogą). I wtedy spostrzegłem różnicę w krajobrazie i bioróżnorodności. Po prostu nie było z czego upleść wianków, ewidentnie brakowało kwitnących roślin zielny, prawie same trawy. Ani na polach ani w lesie. Teraz dopiero widziałem różnice w bioróżnorodności. W końcu jakoś te wianki udało się upleść a najładniejsze kwiaty to były z wiciokrzewu.

Dlaczego w Meklemburgii, tam gdzie byliśmy, brakowało chabrów, rumianków i wielu innych pospolitych u nas roślin zielnych? To chyba skutek chemizacji i mechanizacji rolnictwa. Nie przetrwały miedze, nie przetrwały „nieużytki” z polnymi chwastami i leśnym kwieciem. Krajobraz był zbyt uporządkowany a za mało dziki. Szybkimi krokami i my do tego stanu zmierzamy, stosując coraz więcej pestycydów i ujednolicając krajobraz. Zniknęły już w wielu wsiach krowy i konie na pastwiskach. Inne maszyny uprawiają ziemię.

W czasie tego pobytu odwiedziliśmy także Bionic Park, znakomicie dydaktycznie pokazujący różne zjawiska przyrodnicze. Dawny ogród zoologiczny został zamieniony na … park zwierząt rodzimych. Już nie lwy, tygrysy czy żyrafy, ale wilki, jelenie, dziki itd. Tam też po raz pierwszy zetknąłem się z różnymi „hotelami dla zapylaczy”. Teraz i u nas się one pojawiły jako przyrodnicza konieczność.

Na co dzień nie zdajemy sobie sprawy z przyrodniczego bogactwa  naszej krainy. Z tego, że dużo u nas wilków, bobrów, łosi, bocianów, żurawi i całej gamy kwitnących roślin. To nie tylko piękno ale także coraz bardziej rozpoznawalna marka regionu. Może piramid egipskich nie mamy, ale mamy coś unikalnego, o co warto dbać. Ale najpierw trzeba dostrzec.

Podróże w czasie i przestrzeni kształcą i pozwalają zauważyć niepowtarzalne piękno Warmii, Mazur i Powiśla. Kultura z przyrodą mocna się splata.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s