Rozmowy przy lepieniu garnków i malowaniu butelek

Ostatnio miałem okazję w przestrzeni miejskiej pracować i dyskutować. Najpierw na Dniach Humany z Towarzystwem Naukowym Pruthenia, przy lepieniu garnków (filmik niżej), potem na pikniku naukowym UWM przy malowaniu butelek na olsztyńskiej Starówce (zdjęcie wyżej, fot. Anna Wojszel). Przy prostej pracy zawiązały się ciekawe dyskusje jak przy łuskaniu fasoli (w nawiązaniu do traktatu o łuskaniu fasoli).

Bez pośpiechu, z radością tworzenia oraz dyskutowania. Takich dyskusji w zabieganym życiu wyraźnie mi brakuje. Zwłaszcza na uniwersytecie. Nie mamy czasu dla siebie, by słuchać i rozumieć, bo gonimy za punktami i wyrabiamy wysokie normy. Tylko że w przysłowiowym międzyczasie coś ważnego nam umyka….

Praca i stół (spotkania w kawiarni naukowej lub tak zwane spotkania kuluarowe na konferencjach naukowych) dają czas na zastanowienie się. Cisza nie jest przeszkodą, nie „boli”, nie trzeba jej na siłę wypełniać słowami, tak jak to się dzieje na seminariach i oficjalnych spotkaniach. Bo tam mówienie jest celem. Cisza boli i wymusza zapełnianie jej na siłę mówieniem… nawet jak się nie ma nic do powiedzenia. Cisza przeszkadza i jest jak syrena alarmowa (powiedz coś, bo nikt nie mówi).

Przy wspólnej pracy czy biesiadowaniu można milczeć. Sensem jest praca lub bycie razem przy stole. Słowa padają wtedy, gdy ma się coś do powiedzenia. Przy pracy się mówi, opowiada lub śpiewa. Ale można milczeć.

Kiedyś, jak znam z opowieści moich dziadków, śpiewano przy pracy. Wspólnie śpiewano. Teraz rzadko śpiewamy razem. Tylko słuchamy elektroniki lub czasem jak w karaoke dodajemy swoje dźwięki do tego, co wycieka z głośników. Namiastka śpiewania (tego dawnego, społecznego, wspólnotowego). Wodzirejem nie jest człowiek obok nas ale głos z taśmy, radia czy innego odtwarzacza. Siłą rzeczy nie reaguje na sytuację tu i teraz.

Dyskusje, opowieści i śpiew przy prostej pracy wymagają ponownego odkrycia. Świat się zmienił, wyrzuceni zostaliśmy do zupełnie nowej przestrzeni, którą dopiero musimy oswoić i ucywilizować. Potrzebne jest we współczesnym mieście tworzenie przestrzeni publicznej i sytuacji do głębszego życia społecznego. Nie jesteśmy już społeczeństwem agrarnym. Rytmu spotkań nie wyznacza praca na roli i wokół roli. Mechanizacja spowodowała, że prace wykonujemy samotnie z maszynami a nie z ludźmi. Gdzie kiedyś kosiło zboże, rwało len, zbierało ziemniaki, darło pierze, szatkowało kapustę kilkunastu ludzi, obok siebie wykonując pracę, teraz jeden człowiek robi to w klimatyzowanym ciągniku lub kombajnie. Towarzyszy mu radio, smartfon czy jakaś empetrójka. Chodzimy ze słuchawkami na uszach (jeszcze bardziej nawykowo izolując się od ludzi… których potrzebujemy i pragniemy kontaktu z nimi jak powietrza). Towarzyszy nam muzyka odtwarzana a nie tworzona na miejscu z innymi ludźmi.

Podobniej jest z opowieściami, budowanymi słowami.
Być może dlatego potrzebne są różne warsztaty, pikniki edukacyjno-rozrywkowe, z lepiem garnków, malowaniem butelek, uprawianiem ogródka, budowaniem hoteli dla pszczół, lepieniem pierogów, grupowym wędrowaniem po regionie. Uczyć się i poznawać świat przez działanie i proste czynności. Rozmowa pojawia się w trakcie. Oddzielona zbawienną ciszą i endorfinami, wydzielającymi się w czasie pracy i radości kreatywnego tworzenia rzeczy drobnych.

W nowym świecie ponownie musimy odkryć dawne sposoby działania i życia społecznego. Mimo, że wiele się zmieniło dawne potrzeby ludzkie pozostają takie same.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s