Punktoza

Kto lepiej pisze sprawozdania i kreatywnie wyczarowuje punkty, ten lepiej jest oceniany. W polskiej, coraz bardziej skorporatyzowanej nauce, stało się to już zbyt powszechne a przez to obrzydliwe. Praca idzie coraz bardziej w gwizdek: zbieramy papiery i podkładki dokumentujące nawet najdrobniejsze dyrdymały (bo potrzebne do rocznych rozliczeń i wszelakiej sprawozdawczości). Skala staje się coraz bardziej absurdalna a sprzeciwy jakby nieśmiałe. W owczym pędzie, niczym na dworze, biegniemy w tym zwariowanym wyścigu szczurów. Energia zamiast na rzeczywiste działania idzie na pozorowanie i papierologię. Bez wątpienia winne temu zarzadzanie. Coś z nim nie tak. Motywowanie kijem jest mało skuteczne. Zamiast efektu jest udawanie i "kreatywne księgowanie". Na przykład wrasta średnia liczba współautorów. I nie wynika to bynajmniej z większej skali współpracy… Jednocześnie prawdziwe życie naukowe zamiera, nie ma spotkań dyskusyjnych (bo punktów z tego nie ma), zebrań naukowych, nieplanowanych i spontanicznych dyskusji. W pośpiesznych rozmowach nie ma słów o tym, co się odkryło, co inspiruje i fascynuje, ale za ile punktów i czy indeks Hirsza wzrósł.

Retrospektywnie patrząc na moje naukowe osiągnięcia (te rzeczywiste a nie punktowane), to najlepsze prace i badania wykonałem wtedy, gdy nie miałem grantów…. Spokojna praca napędzana ciekawością. Publikacje pisane były z wewnętrznej potrzeby dzielenia się odkryciami i szukaniem konfrontacji, swoistego "sprawdzania się". Czasopismo wybierałem pod katem specjalistów i czytelników, teraz pod kątem punktów… Wtedy zazdrościłem tym, co mają granty, bo wydawało mi się to jakieś nobilitujące.

Rośnie mi sterta wyników niepublikowanych (z braku czasu i spokoju). Mógłbym spokojnie zająć się porządkowaniem, wymyślaniem, analizowaniem syntetyzowaniem (napisaniem dawno planowanej monografii o chruścikach Polski – jedna praca przez kilka lat to stanowczo za mało punktów!). Ale potrzebne są granty. To na co teraz dają? Na co jest okazja, na co jest szansa? I do kiedy trzeba się "rozliczyć"?

Może to kwestia wieku i zmęczenia. A może kwestia czasów, punktozy i nadmiernego wyścigu szczurów. Wewnętrzna motywacja przytłumiana jest punktozą, pisaniem sprawozdań i dokumentowania dupereli. Czy starczy siły i odwagi by się zbuntować? Coraz bardziej jak chłop pańszczyźniany lub niewolnik na plantacji bawełny.

Podobnie z dydaktyką. Innowacje rodzą się na bieżąco. Nie da ich się wpisać w sylabus z rocznym lub nawet dwuletnim wyprzedzeniem. Więc sylabus sobie a rzeczywiste nauczanie sobie. Osobiście jeszcze sadze, że ważniejsze jest sumienie i poczucie zawodowej solidności niż sztywne trzymanie się biurokratycznego zapisu w sylabusie, odpowiednio potabelkowanego z kategoryzacją (numerycznych symboli) efektów wszelakiego poziomu. Zamiast prostego i komunikatywnego opisu są hermetyczne symbole. Chcesz wiedzieć co znaczy? Trzeba poszukać i dotrzeć przez wielopoziomowy hipertekst do standaryzowanego, suchego sedna. Ale czy ktoś to sprawdza? Byle się w kolumnach zgadzało. Sensu nikt nie sprawdza :).

Mieć siłę na bunt. Na bierny i mądry opór. Nie bać się zaryzykować… bo ryzyko jest duże. Ten kto zwalnia może być zadeptany przez pędzące stado… I w rezultacie wielu biegnie, mimo, że chciałoby się zatrzymać…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s