O bylicy, płodności, przyprawach, kadzidle i starodawnym środku na robaki i na wszy

W roku Oskara Kolberga tym bardziej mnie korci, by poszukiwać konotacji kulturowych w powiązaniu z dziedzictwem przyrodniczym. Rozpisuję się o różnorodnych zwyczajach i wierzeniach z ciekawości poznawczej a nie o umiłowania guseł i zabobonów. Ciekawi mnie splatanie się dziedzictwa przyrodniczego (czystej biologii) ze sposobem użytkowania i śladami w historii czy dawnych wierzeniach, zwyczajach, zabobonach. Wiedza to nie suma informacji ale paradygmat (system) z tymi informacjami. Kiedyś (w różnych paradygmatach) duchowość łączyła się z przyrodą, realność z tworami fantastycznymi. Tak rozumiano świat. Nie było to głupsze, było po prostu inne. Nie przykładajmy współczesnego rozumienia do dawnych sposobów widzenia świata. Raczej spróbujmy je zrozumieć.

Bylica pospolita jak sama nazwa wskazuje to chwast zwyczajny, obok którego przechodzimy i nie zwracamy nań uwagi. A bylica ulgę przynosi, więc nie dziwi dawny szacunek i wiążące się z nią przekonania o sile tajemnej i magicznych czynnościach z bylicą w tle lub nawet w centrum uwagi.

Czy paliłeś kiedyś ognisko drogi czytelniku (lub czytelniczko)? Przypomnij sobie, bo potrzebuję Twojego doświadczenia. Próbuję je pobudzić przez intelektualny rezonans wypisywanymi tu słowami. Może na biwaku? Kto palił, ten wiem, że siedząc przy ogniu wrzuca się różne rzeczy, nie tylko polana i gałązki. Czasem coś zaiskrzy, czasem zapiszczy, czasem zadymi, czasem wydobędzie się aromatyczny zapach. Przy okazji można odkryć to i owo.

Wrzucając „zielsko” można poczuć przeróżne zapachy i aromaty. I dym snujący się nad ogniem. Tak pewnie przed tysiącami lat nasi przodkowie odkryli aromaty z bylicy płynące. Nie tylko przy ognisku pod gołym niebem ale pewnie częściej i w palenisku w kurnej chacie. Wrzucając bylicę można było pomieszczenie wypełnić przyjemnym aromatem. Albo „zabić” smród zwierząt domowych lub „wydusić” naprzykrzające się robactwo. Warto nadmienić młodszemu pokoleniu, że nazwa kurnej chaty nie wzięła się od kur tylko od kurzenia, czyli palenia i z dymem. Czasem można jeszcze gdzieś przeczytać o tym, że ktoś zakurzył (czyli zapalił) papierosa lub fajkę. Bardziej więc o dym z ognia pochodzący w kurzeniu chodzi.

A że nie jedna jest bylica na świecie, to czytając stare księgi i podania zawsze można mieć wątpliwość, o  którą bylicę mogło chodzić, o pospolitą czy o piołun, czy o estragon, czy też nie miało to znaczenia?

Kadzidło zagłusza złe zapachy, stąd wrażenie oczyszczania powietrza… nawet ze złych mocy.

Medycyna ludowa to pozostałości po dawnej wiedzy i medycynie, swoisty skansen, przetworzony, wdrożony i przyswojony. Kopalnia wiedzy etnograficznej i pole dla rozważań o dziedzictwie przyrodniczym.

Bylica to ziele, które noszono podczas obrzędów (lub tylko zabawy) w Noc Kupały a później w Noc Świętojańską, zarówno na głowie w postaci wieńców (przez co głowa miała nie boleć przez cały rok, choć niektórzy wskazują, że w celach przeciwbólowych należało ją nosić w wigilię Nocy Świętego Jana), jak i przewiązane w pasie. Opaska z bylicy – wedle dawnych ludowych wierzeń – chroniła przed demonami (szczególnie wodnymi). Natomiast okadzanie nią odpędzało chmury i burze. Czyli również coś z wodą. Ciekawe dlaczego? A do wodnych demonów można byłoby chyba zaliczyć: topielice, rusałki, świtezianki, bagniki…. Teraz to nazwy owadów. W przyrodzie nic nie ginie, czasem zmienia tylko formę. Taka to ewolucja kulturowa (mam na myśli nazwy).

Bylica pospolita (Artemisia vulgaris L.) to roślina, rosnąca na miedzach i przychaciach, uważana za chwast. W niektórych krajach wykorzystywana jako przyprawa do pieczonego mięsa. Powszechnie wykorzystywana w medycynie ludowej oraz w fitoterapii. Dawniej wykorzystywana była także jako roślina magiczna.

Bylica to bylina czyli roślina wieloletnia, ten element zachował się w słowie „byliny” – oznaczającym kroniki w starych językach słowiański, coś co już było, a bylina była już w poprzednim roku i teraz ponownie wyrasta z korzeni czy kłączy. Jest rośliną aromatyczną, o charakterystycznym zapachu, dla niektórych osób nieprzyjemnym. Ale o gustach podobno się nie dyskutuje, więc nie rozstrzygniemy czy zapach przyjemny czy nieprzyjemny. W każdym razie charakterystyczny.

Jest to roślina z grubym i mocnym kłączem. Łodyga jest prosta i sztywna, w górze rozgałęziona. W górnej części jest wełnisto omszona, z czerwonawymi odcieniami. Bylica dorasta do wysokości 2 metrów, zazwyczaj w przedziale 80-220 cm wysokości. Liście są pojedyncze lub podwójnie przerzastodzielne, górna strona liści jest ciemnozielona, pod spodem jaśniejsza z białawym kutnerowym owłosieniem.Od tej jasniejszej, spodniej strony zapewne nazwa rośliny – bielice-bylica. W dolnej części dziomkowe liście są łodygowato ogonkowe, w górnej części rośliny liście są typu siedzącego. Kwiaty są rurkowate, żółte lub czerwonawe, umieszczone w jajowatych koszyczkach długości ok. 4 mm, zebrane w dużą wiechę. Kwiaty brzeżnie są słupkowe, nitkowatorurkowate, środkowe – obupłciowe, rurkowate, 5-ząbkowe. Kwitnie od lipca do września. Owocem jest niełupka, bez włosków puchu kielichowego, odwrotnie podłużnie jajowata.

Bylica zwyczajna zawiera olejki eteryczne, których głównymi składnikami są: cyneol i tujon, w mniejszej ilości izotujon; ponadto adeinę inulinę, chalkony, gorzkie laktony sekswiterpenowe, związki żywicowe, flawonoidy, garbniki gorzkie, witaminy: A, B, C.

Zasięg występowania bylicy pospolitej obejmuje Europę i Azję, włącznie z Indiami. Występuje także w Ameryce Północnej (włącznie z Alaską). W Polsce występuje głównie na niżu, w Tatrach dochodzi do wysokości ok. 1370 m n.p.m. Rośnie na glebach żyznych (roślina azotolubna), na miedzach, nieużytkach, w siedliskach ruderalnych, ogrodach, na przychaciach i przy płotach. Spotkać można ją nad brzegami rzek oraz strumieni i w zaroślach. Może to wilgotne i nadbrzeżne siedlisko występowania zrodziło przekonanie, że ma jakiś magiczny związek z wodą i że odgania demony wodne? Lepiej więc ją przy sobie nosić. Jeśli demonów nie odgoni, to przynajmniej pachnieć będzie. Co ze względu na dawną higienę i rozliczne zapachy ciała, mogło mieć kosmetyczne znaczenie. No cóż, nasi przodkowie perfum ani dezodorantów nie mieli. Ale wiedzieli jak wykorzystać przyrodę… Taką wiedzę, związaną z dziedzictwem kulturowym i przyrodniczym (tak byśmy to teraz określili), warto teraz odtwarzać.

W Starożytności bylica była cenioną rośliną leczniczą, odpędzającą także węże i przeciwdziałającą wściekliźnie (nie doczytałem tylko jak przeciwdziałała wściekliźnie: spożywana czy tylko noszona). Bylica pospolita była rośliną magiczną już u Praindoeuropejczyków, jak można wnioskować. Ślady tego magicznego folkloru pozostały w kulturze Celtów, Germanów, Słowian i Bałtów. Wśród Słowian używana była do plecenia wianków w czasie obrzędów sobótkowych w Noc Kupały (noc świętojańska).

Bylica z siedmiu miedz zebrana

W starej formule anglosaskiej święcenia 9. ziół uważano bylicę za ziele najstarsze. U Celtów i u Słowian z bylicą łączono liczne przesądy, między innymi miała stanowić ochronę przed czarami. W polskim folklorze ludowym ten przesąd utrzymał się bardzo długo. Zalecano ją kobietom na płodność i poczęcie, szczególnie bylicę z dziewięciu miedz zebraną. Teraz – zważywszy na wielohektarowe monokultury – trzeba byłoby się nieźle nachodzić, by siedem miedz odwiedzić. Dawniej było to łatwiejsze – pola były małe i pooddzielana licznymi miedzami. Nie tylko dla kobiet zbierających bylicę było to korzystniejsze ale i dla wielu gatunków roślin i zwierząt. Ujednolicanie krajobrazu bioróżnorodności nie służy. A z przymrużeniem oka mogli byśmy powiedzieć, że jest przyczyną spadku dzietności u Polek.

Przy konsumpcji bylicy pospolitej obserwowano działania toksyczne, podobne są jak w przypadku piołunu, tylko ze względu na mniejsze zawartości trucizn są znacznie słabsze. Wszystko oczywiście zależy od ilości, bo pędy wierzchołkowe, przed zakwitnięciem, dawniej używano jako przyprawę do pieczonych mięs. Dziś chyba zapomniana to przyprawa, bo wyparta przez efektywniejsze w tym względzie: bylicę estragon i bylicę piołun (ta ostatnia częściej jako dodatek do alkoholi).

Dziedzictwo kulinarne i medyczne

W niektórych krajach wykorzystywana jest jako przyprawa do mięs (pieczyste). Bylica pospolita wykorzystywana jest w zielarstwie (Herb. Artemisiae). W fitoterapii wykorzystywana ze względu na zawartość olejku lotnego (do 0,2 % w części nadziemnej) z cyneolem oraz tujonem. Ponadto zawiera związek goryczkowy. W korzeniach (surowiec zielarski pod nazwą Radix Artemisiae) znajdują się olejki (do 0,5%), inulina, garbniki i żywice (do 9%).

Herbatka z liści i kwiatów reguluje trawienie, likwiduje katary żołądka i jelit.

Noc Kupały seks czy społeczne spełnienie się?

Zacząłem od ogniska i palonych w nim ziół. W kontekście wierzeń i rytuałów warto wspomnieć o palonych ogniskach w czasie Nocy Świętojańskiej, czyli o ogniach sobótkowych. Rytuał Nocy Kupały rozpoczynał się rozpalaniem ogniska z drewna jesionu i brzozy. Kora brzozowa dobrze się pali (znowu odwołuję się do doświadczenia tych, to w warunkach terenowych ognisko rozpalali, czyli coś z survivalu). Może więc były to względy przede wszystkim praktyczne, dopiero później obrosły one interpretacjami magicznymi (dlaczego ma być brzoza). 

Wokół ognisk gromadziła się przede wszystkim młodzież (bo to im figle w głowie i poszukiwanie drugiej połówki), a panny na wydaniu przybywały w białych sukniach i wieńcach z ziół na głowach, przepasane bylicą. Bylica kwitnie od lipca do września. Pod koniec czerwca zapewne była to już duża roślina. Nie trudno było się więc przepasać bylicą pospolitą lub zrobić z kilku roślin splecione powrósło.

Panny na wydaniu, w tańcu przy ognisku i śpiewach, prosiły św. Jana (a wcześniej pewnie inne siły duchowe pogańskiego świata) o gorącą, odwzajemnioną miłość i szczęśliwe zamążpójście. Teraz może bardziej w naszej kulturze seks by był nam w głowach. I może interpretujemy Noc Kupały jako okazję do uciech i figli. Ale dawniej zamążpójście było niezwykle ważne, przede wszystkim społecznie. Dziewczyna stawała się dorosłą kobietą, z zapewnionym bytem materialnym, czasem sukcesem społecznym i awansem. Natomiast urodzenie dziecka (w zasadzie dzieci) było również ważne i było społecznym i osobistym spełnieniem. Bezpłodność była tragedią. Przyroda rodziła, a skoro człowiek był częścią przyrody, to jakże miał nie rodzić? Niczym jałowa ziemia? A gdy bociany na dachu nie pomagały to i za bylicą po siedmiu miedzach kobiety się trudziły. To był inny świat i inne wartości. Czasem o tym zapominamy.

Tańce wokół ogniska i skakanie przez nie ponoć chroniły przed złymi mocami. Zwłaszcza jeśli miało się na sobie magiczne zioła. Pewnie oprócz bylicy były i inne gatunki roślin. Przecież trzeba nie tylko demody wodne odpędzić od siebie i swojego życia, ale i inne: leśne, polne, podziemne. Udany skok przez ognisko, ze złączonymi dłońmi chłopca i dziewczyny, wróżył im szybki ślub i udane małżeństwo. Jak się mieli ku sobie (przecież trzymają się już za ręce), to po co te magiczne zabiegi? Ale i w tym przypadku warto sobie uświadomić odmienność dawnych światów (bo przecież nie jednego systemy społecznego). Małżeństwa z miłości to zupełnie niedawny wynalazek. Chyba z XIX wieku, a powszechniej to dopiero od połowy XX wieku. Wcześniej inne względu decydowały i inne osoby miały ostateczne słowo. Nie tylko rodzice ale i relacje społeczne. Może więc skakano razem, z magicznymi ziołami, by złe moce od planowanego w skrytości małżeństwa odgonić i zjednać sobie przychylność mocy duchowych… a w konsekwencji zgodę rodziców, rodów i starszyzny plemiennej.

Do ognisk kupalnockowych (znaczy się później zwanych świętojańskimi) wrzucano zerwane dnia poprzedniego zioła: bylicę, dziurawiec, czarny bez, biedrzeniec, łopian, leszczynę i wiele innych roślin. W czasie Nocy Świętego Jana zioła te wcześniej święcono w kościele (gdy była to Noc Kupały, kościołów przecie nie było) – by zapewne moc magiczna jeszcze wzmocnić. Dym ze spalonych w ognisku świętojańskim ziół chronił przed czarownicami, złym urokiem i wszelkim złem. Chronił pewnie ogień, jak i zioła oraz dym niczym kadzidło, z ognia się wydobywający. Wianki z bylicy miały strzec przed chorobami i urokami czarownic. Nie wiem jak z tymi czarownicami, ale przed niektórym „robactwem” chroniły na pewno. Obchodzenie domostw z zapalonymi pochodniami o świcie, po Nocy Świętojanskiej, miało wypędzać złe duchy. Pewnie wracali z całonocnych (a noc wyjątkowo krótka i świt szybki), to i chałupy okadzali.

Odprawiano również rozmaite wróżby, bardzo często związane z miłością, które pomagały poznać przyszłość. Ja z dzieciństwa zapamiętałem wyrywanie płatków z kwiatu rumianku „kocha, nie kocha itd.”. Dziecięca zabawa, ale może to pozostałość po dawniejszych wróżbach? A podobno przed wiekami wróżono ze zrywanych w całkowitym milczeniu kwiatów polnych (im dziwniej tym dla mocy duchowych lepiej). Wróżono dawniej z rumianku i kwiatów dzikiego bzu (ale jak?), z cząbru, ze szczypiorku, z siedmioletniego krzewu kocierpki z innych roślin. I wróżono z bylicy. Nie wiem jak, ale wróżono. Może tak jak my w wieku szkolnym z nitki? Odkładając palcami długość i wymieniając litery alfabetu. Na jakiej się skończyło, na taką literę miała mieć na imię żona (lub mąż, gdy wróżyła sobie dziewczyna). Albo przynajmniej jakiej osobie się podobam w danym momencie. Dawniej alfabetu ludzie nie znali – w większości byli przecież niepiśmienni. Ale może zamiast alfabetu były to jakieś wierszyki? Wróżono także z wody w studniach oraz innych znaków przyody. Znaków, ktore dla nas mieszczuchów sa obecnie nieczytelne.

Powszechnie wierzono też, iż osoby biorące czynny udział w sobótkowych uroczystościach, przez cały rok będą żyły w szczęściu i dostatku.

Z wierzchołkowych fragmentów pędu bylicy robiono „kadzidła” . Podobno roślina ta miała właściwości halucynogenne podobnie jak bylica piołun. Może więc dym z bylicy przyprawiał o różne wizje i stąd przekonanie o właściwościach magicznych? Na przykład w jednej ze średniowiecznych ksiąg wyczytać było można, że bylica położona pod łóżkiem czy poduszką budzi nieprzyzwoite żądze. Czyżby afrodyzjak? A może tylko zagłuszała nieprzyjemne zapachy, co ułatwiało budzenie się miłosnej żądzy? W każdym razie doczytywanie o bylicy pospolitej we mnie budzi żądze… wiedzy i poznawania.

c.d.n.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s