Czy studenci głupio się buntują?

Elektroniczne i prasowe lokalne media obiegła wiadomość, że studenci domagają się swobodnego picia alkoholu nad Jeziorem Kortowskim, na plaży w miasteczku akademickim. Tak opisany protest z góry skazany jest na porażkę a o studentach można byłoby pomyśleć, że głupio się buntują, że są rozwydrzeni i chlać wolą niż się uczyć (takie też były często internetowe komentarze).

Może źle odbieram, może mam tylko fragment informacji, ale dla mnie jest to silny głos w sprawie przestrzeni publicznej i chęci samodzielnego decydowania. Warto pokusić się o poznanie problemu, aby zrozumieć sens, dotrzeć do głębi i zrozumieć prawdziwą przyczynę. Z wieloletniego doświadczenia wiem, że studenci nie są tacy głupi, jak o nic w gazetach piszą i jak o nich się dyskutuje w maglu…

Z relacji prasowych obraz wyłania się komiczny i jednoznaczny. Studenci chcą publicznie pić piwo na plaży. To nierealne. Prawo na to nie zezwala i władze uczelni nie przyklasną takiemu pomysłowi. Ale czy studenci są tak bezgranicznie głupi i awanturniczy, że domagają się bezprawia i niemożliwego, że domagają się gruszek na wierzbie?

Przypadkowo rozmawiałem z biologami (studentami biologii). Mieli się zastanowić nad małym projektem prośrodowiskowym (realizowanym w ramach zajęć z „ochrony środowiska”). Zaproponowali sprzątanie plaży (właśnie w okolicach „spornej” plaży kortowskiej). W sumie i tak ktoś tam służbowo i odpłatnie sprząta (po co więc dublować?). Więc dlaczego? I powiedzieli coś, co mnie trochę zaskoczyło: bo chcą pokazać, że potrafią być odpowiedzialni za siebie i przestrzeń wokół siebie. Chcą poczuć się pełnoprawnymi gospodarzami Kortowa (sami śmiecą, sami sprzątają).

A więc akcja „Kortowo dla studentów nie dla władz” to nie jest jakiś płytki protest, żeby policja nie przychodziła i nie wlepiała im mandatów za picie alkoholu w miejscu publicznym. Tu chodzi o coś znacznie ważniejszego, trzeba tylko pytać i próbować zrozumieć. Podobnie jak z oburzeniem na „skandaliczne” koszulki kortowiadowe (czytaj tekst o kontrowersyjnej koszulce biologów).

Jak wyczytałem na studenckiej stronie facebookowej:
"(…) chodzi tu o poczucie suwerenności studenckiej w Kortowie, nie o ćpanie, nie o picie na umór, ale zwykły grill czy spotkanie ze znajomymi bez poczucia, że za chwilę zza twoich pleców wyłoni się policja i wręczy ci mandat. Studia to też czas wolny, zwłaszcza jak jest ciepło."


Kortowo dla studentów nie dla władz
…. Czuć jakiś daleki klimat aksamitnej rewolucji i maleńkiego, społecznego majdanu, czuć klimat społecznej kontestacji. Nie chodzi o pozwolenie na picie piwa publicznie.

Może po prostu ich nie doceniamy? Może im przede wszystkim chodzi o przestrzeń publiczną, w której mogą poczuć klimat rozdyskutowanego uniwersytetu i wspólnoty w poszukiwaniu sensu i prawdy?

A co w zamian piwa na plaży? Czy w Kortowie są kawiarnie i wygodna przestrzeń publiczna? Czy są pokoje socjalne w budynkach uniwersyteckich? Jest tego na prawdę niewiele, studenci siedzą na schodach i nie mają się gdzie spotykać między zajęciami, zwłaszcza międzywydziałowo i interdyscyplinarnie? Prawie monopol, drogo i jednorazowo. Czy są kosze do recyklingu na terenie budynków UWM oraz obok plaży? Może zostawiają puszki i butelki (śmiecą!), bo wiedzą, że tuptusie pozbierają (dają komuś zarobek), więc jest to ich sposób na recykling (skoro nie można inaczej) i nie chcą pchać wszystkich śmieci do jednego kubła?

Grillowanie i siedzenie na plaży jest sposobem na bycie razem. Obok gier sportowych (tu przestrzeń jest dobrze przygotowana) i spotkań w budynkach. Jestem przekonany, że studentom bardziej zależy na miejscu do spotkań niż na piciu piwa. Może się mylę i źle oceniam, ale tak to właśnie czuję…

Jeśli chcemy wychowywać w trzeźwości (bezalkoholowo), to warto stworzyć do tego warunki. Aby siedzieć na trawie najprościej jest coś kupić w sklepie (czy są kawiarenki i herbaciernie przy plaży, nie mówiąc o zdrowej i lokalnej żywności?). A grill wymaga czasu, więc jest dobrym pretekstem do dłuższego siedzenia i rozmawiania.

To z telewizyjnej popkultury wypływa model, że jak się ludzie spotykają to pić muszą.
Może jestem w błędzie, ale wydaje mi się, że studenci chcą więcej decydować o sobie, że chcą być podmiotem a nie przedmiotem i uczniami w klasie lub rekrutami w koszarach. Ileż to pięknych tarasów mamy w nowych budynkach (biblioteka, Humana). I są one  pozamykane na cztery spusty. Są bo są. Po co je projektowano i budowano?

Twórzmy przestrzeń do tanich, niekomercyjnych spotkań. I bądźmy tam ze studentami. Choćby na trawniku. Bo przecież Uniwersytet to wspólnota uczących i nauczanych.  Ani wzmożone kontrole policji ani przymykanie oka nie jest tu dobrym rozwiązaniem. Studenci są mądrzejsi niż myślimy. To nie są rozkapryszone dzieci, które trzeba pasem postraszyć lub przekupić lizakiem.
Jak problem narośnie, to się zrobi z tego mały majdan. Albo jeszcze gorzej, przestaną się buntować i zostaną posłusznymi, bezideowymi robotami… ewentualnie wyjadą i będą się kreatywnie buntować w Londynie lub Berlinie….

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s