Trias czy dryas? Czyli o książce popularnonaukowej i o roli triasu w rozwoju ludzkości

Zachęcony gazetową recenzją, udałem się do księgarni i kupułem książkę Billa Brysona pt. „W domu. krótka historia rzeczy codziennego użytku”, w tłumaczeniu Tomasza Bieronia. Ładnie wydana książka przez Zysk i S-ka – konsultacja naukowa prof. dr hab. Jan Skuratowicz. Autor solidny, wydawnictwo solidne i konsultacje naukowe. Nic tylko czytać.

I czytam drugi dzień. Z dużą radością. Aż dobrnąłem do strony 44., gdzie autor opisuje rewolucję neolityczną. Najpierw pisze o okresie 10-6 tysięcy lat temu, by pojawiły się takie dziwne fragmenty:

1. „W każdej z tych epok [paleolit, mezolit, neolit – S.Cz.] wyróżnia się podokresy – np. ordowik – i kultury – np. mustierska”. Ordowik? Przecież nie tylko człowieka ale i ssaków wtedy nie było! Nawet na lądzie żadnych kręgowców! Może autor lub tłumacz pomylił z „olduvai” (kultura z paleolitu)?

2. Kilka linijek dalej, pisząc o ocieplaniu klimatu 12 tys. lat temu i późniejszym ochłodzeniu „Naukowcy nazywają ten okres młodszym triasem  (od arktycznej rośliny) (….). Był też starszy trias, ale nie odegrał znaczącej roli w rozwoju ludzkości.” Trias? przecież to z ery mezozoicznej? Ludzi wtedy na pewno nie było, nawet hominidów, więc i żadnej roli odgrywać dla ludzkości nie mógł. A może chodzi o dryas (fazę glacjalną), na co wskazywałaby wzmianka o roślinie (dębik – Dryas).

I dla mnie zagadka, czy autor pisze bzdury, bo coś słyszał, ale mu się pomyliło (a nie sprawdził), czy też tłumacz tłumaczył i … może mu edytor tekstu automatycznie poprawił, a ten nie wiedział, że wychodzi głupota. No ale była jeszcze konsultacja naukowa… Może to była konsultacja co do wyboru książki do tłumaczenia?

Morał z tego taki, że nic nie zwalnia od myślenia i sceptycyzmu co do słowa drukowanego, czy to naukowego czy popularnonaukowego.

Wracam do lektury. Z niepokojem….

Osobista wiedza się przydaje. By włączała się lampka kontrolna z ostrzeżeniem. Wtedy trzeba sprawdzać i weryfikować.

7 luty – niestety błędów jest więcej. To, o czym czytam, przyjmuję na wiarę. Ale czasem kłóci się to z moim (niewielkim) doświadczeniem i wiedzą techniczną. Kolejna wątpliwość zrodziła się przy lapie karbidowej. Autor pisze o lampie Drummonda… „Działanie karbidówki opierało się na zjawisku (…) paląc bryłkę wapna lub magnezji w bardzo gorącym płomieniu, otrzymamy intensywnie białe światło.” Ewidentnie opis odnosi się do lampy Drummonda. Karbidówka to inne zjawisko… tam też chodzi o jakiś rodzaj „wapna” – węglik wapnia, ale w wyniku działania z wodą powstaje acetylen, który spalając się – świeci. Zupełnie inny proces, łączy tylko „wapno”. Czy to błąd tłumacza czy niestaranność autora? Chyba trzeba sprawdzić w angielskim wydaniu… Ale tracę ufność w czytaną treść. Bo przecież sam nie jestem w stanie wszystkiego weryfikować.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s