Nadprodukcja i minimaliści

Mniej obaw, a więcej nadziei. Mniej jedzenia, a więcej przeżuwania. Mniej narzekania, więcej oddychania. Mniej gadania, więcej mówienia. Więcej kochania. Rób to, a wszystko, co dobre, będzie twoje”

(szwedzkie przysłowie)

Jesteśmy bardzo niezadowoleni, ale nie bardzo wiemy z jakiego powodu. Mamy dużo, dużo konsumujemy a mimo to jesteśmy mocno nieszczęśliwi. W nadmiarze a jedna czegoś nam ewidentnie brakuje.

Całe pokolenie młodych ludzi zostaje bez pracy. I to nie tylko w Polsce, nie tylko w Europie. To jakaś globalna choroba. Jedni są przepracowani i nie mają czasu na życie. Stąd ich frustracja. Drudzy czują się odrzuceni, wykluczeni i niepotrzebni. Mają dużo czasu dla siebie, ale też są nieszczęśliwi. Bo wykluczeni, bo bez pracy a więc zbędni w świecie, w którym najważniejszą wartością jest pieniądz (mamona) i zarabianie…

Długoletnia nauka ze studiami i doktoratami idzie na marne. Magistrów i doktorów widzę w sklepach przy kasie lub jako bezrobotnych. Dostają pracę jedynie na zmywaku, przy kasie lub poniżej swoich kwalifikacji. Na dodatek widzą świat zdewastowany przez nadmierną konsumpcję, wycięte drzewa i lasy, zabetonowaną ziemię, stosy śmieci zalegających we wszystkich miejscach, przy śmietnikach (bo tyle konsumujemy, że służby nie nadążają wywozić), nad jeziorami i w lesie.. bo konsumujemy i zostawiamy. Po nas choćby potom. Przecież to nie jest nasze… i dalej leżymy  w śmiechach nad jeziorem. Czy w takim krajobrazie wrażenia mogą być pozytywne?

Pokolenie odsunięte od marzeń o szybkim awansie jest niejako odrzucone przez rynek pracy. Kiedyś wykształcenie dawało awans. Więc rodzice wpoili pęd do nauki, i to wieloletniej nauki. Rozwijająca się gospodarka po 1989 r. stwarzała nadzieję na awans. Więc pracowaliśmy. Dorabialiśmy się. I to poczucie przekazaliśmy własnym dzieciom. A oni tej pracy nie mają i nie mogą się dorabiać tak jak my…

Młode pokolenie, przynajmniej w części, zniesmaczone jest chciwością swych rodziców, chciwością świata wokół nas (z tej chciwości coraz bardziej się rozwarstwiamy). Nowe pokolenie jest chyba zniesmaczone pogonią za pieniędzmi i dorabianiem się nieustannym. Kupujemy wymarzone domki na wsi, na kredyt. I żeby go spłacić jeszcze więcej pracujemy. Do wymarzonego domku wracamy na noc, przespać się. Rano znowu do pracy. To po co nam ten dom, gdy nie mamy czasu w nim mieszkać? Po co łąki i lasy, gdy nie mamy czasu tam spacerować? A cisza? Jaka cisza! Obok sąsiedzi, wszyscy dojeżdżają do pracy, więc po kilka samochodów w rodzinie. Hałas a nie cisza.

Być może w młodym pokoleniu coraz więcej kontestacji. Jedni uciekają w wandalizm, inni uprawiają zbuntowany streetart. Narzekamy, bo zmarnowana została energia ludzka i zapał.

Życie podporządkowane jest produkcji rzeczy, sprzedaży tych rzeczy i konsumowaniu tych rzeczy. A są to rzeczy jednorazowego użytku i krótkiego żywota. Zaraz lądują na śmietniku. Jak pasożyty, które podporządkowują swojego żywiciela swoim celom. I zajmujemy się nie sobą a owym pasożytem. Jemy dla tasiemca i motylicy wątrobowej. Konsumujemy dla rzeczy, żeby istniały, produkowały się, sprzedawały i lądowały na śmietniku.

Może dlatego pojawiają się coraz licznie wokół nas minimaliści. Lub też słyszymy o dobrowolnej prostocie.  Czytamy o tym w kolorowych pisemkach, jako o swoistej ciekawostce i tęsknocie za życiem prostym a szczęśliwym. A czy rozumiemy?

Minimaliści odkrywają chrześcijaństwo prawdziwe. Klasztory nie będą puste. Minimaliści nie pojawiają się po raz pierwszy w historii ludzkości. Szczycimy się swoim postępem i nowoczesnością… ale jeśli nie wszystko, to przynajmniej dużo już z tych naszych odkrywczych nowości już było. Święty Franciszek z Asyżu też był minimalistą. Nowy papież – Franciszek – jest chyba także znakiem czasu.
Przypomina nam o sprawach najważniejszych… które tak prosto osiągnąć.

Nie wszystko od nas zależy, nie wszystko możemy. Nie możemy naprawić i zmienić całego świata. Ale nawet mimo to, możemy być szczęśliwymi.

Człowiek religijny to ten, kto robi wszystko, co tylko jest możliwe, ale nie stwarza z tego powodu napięcia. Ponieważ jesteśmy bardzo, bardzo maleńkimi atomami w tym wszechświecie, sprawy są bardzo skomplikowane. Nic nie zależy tylko od mojego działania, tysiące energii nawzajem się przenika. Suma wszystkich energii decyduje o efekcie. Jak ja mógłbym decydować o wyniku ostatecznym? Ale jeśli nic nie będę robił, nic się nigdy nie zmieni. Muszę coś robić, a jednak muszę nauczyć się nie oczekiwać. Wtedy działanie jest swego rodzaju modlitwą, bez pragnienia, by efekt był taki czy inny. Wtedy nie ma frustracji. Ufność pomoże w byciu bez frustracji,(…) pomoże w pozostaniu żywym, intensywnie żywym.”

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s