Mikro-ekologia czyli bakterie w walce z bakteriami w zastępstwie antybiotyków

Ludzkość musi się spieszyć. Rośnie liczba bakterii lekoopornych. Antybiotyki stają się nieskuteczne. I jak prognozują naukowcy, jeśli nic nowego nie wymyślimy, za kilkanaście lat powróci problem dużej umieralności na zdawałoby się zażegnane niebezpieczeństwa. Zaczniemy umierać tak jak dawniej, na choroby bakteryjne. Wrócą epidemie i możliwe, że tak jak niegdyś mogą spowodować wyludnienia niektórych regionów czy miejscowości.

I nie chodzi o wymyślanie nowych antybiotyków, bo to już potrafimy dobrze, zarówno w wyszukiwaniu naturalnych antybiotyków jak i tworzeniu tych syntetycznych. Ale bakterie szybciej się uodparniają niż my wprowadzamy na rynek kolejne generacje antybiotyków.

Przypomina mi się dawny zachwyt nad chemicznymi środkami ochrony roślin. Sypaliśmy azotoks (DDT) i niszczyliśmy stonkę, szarańczę i inne szkodniki. Szybko okazało się, że szkodliwe owady uodparniają się na różne insektycydy, dlatego trzeba było stosować coraz większe dawki. A przy okazji okazało się, że te chemiczne środki nie są obojętne ani dla dzikiej przyrody (np. współczesny problem wymierania pszczół), ani dla ludzkiego zdrowia. Zaczęliśmy szukać naturalnych zjadaczy szkodników, czyli rozwijać biologiczne metody ochrony roślin. Wymaga to jednak znacznie większej wiedzy biologicznej i ekologicznej. Dla stosowania chemicznych środków nie trzeba nawet rolnikowi wiedzy rolniczej. Wystarczy przeczytać instrukcję na opakowaniu i pryskać. Jest to jednak wąska wiedza bez głębszego zrozumienia funkcjonowania i dalekosiężnych skutków. W warunkach nietypowych takie podejście jest nieskuteczne i bywa bardzo szkodliwe ze względu na skutki uboczne. Biologiczne metody wymagają większej wiedzy, dlatego są trudniejsze w stosowaniu. Bo to tak jakby stosować wyrafinowane roboty. Gdyby porównać do wojny, to chemiczne środki są zwykłymi żołnierzami z karabinem na sznurku, a biologiczne metody to stosowanie dronów.

Ale wróćmy do odkrycia, które mnie zaciekawiło. Wyczytałem o nim w najnowszych Świecie Nauki („Bakteryjna wojna”, nr wrześniowy, str.13). Naukowcy wyszukali dwa bakteryjne „drapieżniki” – Micavibrio aeruginosavurus (przyczepia się do bakterii i wysysa zawartość komórki bakteryjnej) oraz Bdelloviobrio bacteriovorus. Już nazwa gatunkowa tego drugiego wskazuje na pożeracza bakterii, ale on dostaje się do środka bakterii i jako pasożyt namnaża się jej kosztem (niczym filmowy Obcy). Naukowcy wykazali, że oba gatunki skutecznie zabijają bakterie w organizmach kręgowców. Badania koncertowały się na sprawdzeniu czy równie skutecznie będą zjadać lekooporne szczepy bakterii, coraz liczniej występujące nawet w szpitalach. Sprawdzano także, czy te bakteryjne „drapieżniki” nie będą atakowały komórek człowieka. Dotychczasowe wyniki są obiecujące. Może niebawem będziemy mieli lekarstwo na lekooporne i antybiotykoodporne bakterie.

Tak jak wcześniej w rolnictwie, tak teraz z nowoczesnej medycynie zaczynamy stosować biologiczne sposoby walki z patogenami. A leczenie będzie polegało na podawaniu choremu… innych bakterii i mikroorganizmów.

Dwa wnioski. Sukces zawdzięczamy naukom m.in. ekologicznym i przeniesieniu modeli ekosystemowych na poziom mikro. Interdyscyplinarność przynosi efekty. Drugi to taki, że Świat Nauki relacjonuje i popularyzuje badania przede wszystkim amerykańskie. Polska nauka pilnie potrzebuje dobrej popularyzacji i promocji.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s