Rozważania o uniwersytecie c.d. Racjonalizm i slow science

Racjonalizm to poczucie, że nasz rozum jest samowystarczalny, samo uprawomocniający się (wszystko wyjaśniający, łącznie z sobą samym). Jak można wyczytać z różnych opracowań, od lat 70. XX wieku racjonalizm wycofuje się z uniwersytetów, przynajmniej amerykańskich. Wycofuje się, bo niewystarczająco uzasadnia działania i sens uniwersytetu.

Racjonalizm okazał się nie być samowystarczalnym. Zapewne jest to tylko element większej całości, bo w kulturze w tym samym czasie obserwujemy dominację fantazy, baśni, okultyzmu, mistycyzmu, magii i odejście od scjentystycznej racjonalności. Skoro widać w literaturze, filmie, popkulturze to dlaczego uniwersytety miałyby pozostać samotną wyspą?

W ostatnich latach pojawił się nowy rodzaj krytyki uniwersytetu, wynikający z taktu że uniwersytety skupiają się na zarządzaniu typowym dla korporacji epoki industrialnej i przemysłowej. Ta swoista kontestacja nabrała u nas na sile w kolejnych etapach parametryzacji. Przez kilka lat z ufnością brnęliśmy w te wskaźniki, ale chyba zaczynamy dostrzegać wady takiego kierunku rozwoju. Korporatyzacja kształcenia daje co prawda niskie koszty i przyspiesza „linię produkcyjną” licencjatów, magistrów, doktorów, profesorów, ale coraz częściej stawiamy pytanie czy warto. Takie fabryczno-ekonomiczne podejście coraz bardziej nam się uwidacznia i chyba coraz bardziej uwiera. Sama efektywność przerobu nie jest dobrym wskaźnikiem. Tempo uzyskiwania stopni i tytułów staje się miarą wartości wydziałów i uczelni. Królową nauk stała się księgowość i statystyka z coraz bardziej wysublimowanymi i zawiłymi algorytmami wyliczania punktów i wartości „naukowej” ludzi i instytucji. Uniwersytety oceniamy w kategoriach finansowych: wysokości dotacji, grantów unijnych, grantów badawczych, pensji przyszłych absolwentów. Na przykład ostatnie rankingu, publikowane w gazetach o wysokości zarobków absolwentów UWM na tle innych uczelni w kraju.

Uniwersytety powinny być samowystarczalne finansowo i istnieć dla gospodarki. Celem życia w takim podejściu jest produkcja i akumulacja kapitału, nie zaś jakość życia i kontemplacja. Ale paradoksalnie skutkiem takiego podejścia są rosnące rzesze bezrobotnych absolwentów (całe pokolenie) i to rodzi narastającą frustrację. Niby produkcja absolwentów jest duża ale nikt tego nie kupuje a towar zalega w magazynach (jeśli można użyć takiej rynkowo-towarowej przenośni). Dużo taniej tandety budzi niezadowolenie ale różne są oceny przyczyn tego stanu. Zrzuca się na głupich i leniwych studentów, na kiepską kadrę, na masowość i wiele innych powodów. Mało jest jednak refleksji nad praprzyczyną a ta wynika z filozofii życia całego społeczeństwa.

Masowa i tania konsumpcja nie tylko katastrofalnie zużywa surowce Ziemi, nie tylko przyczynia się do produkcji gór śmieci, które zalegają w każdym lesie, jeziorze czy oceanie. Ta masowa konsumpcja powoduje także rosnące rozwarstwienie społeczne i zwiększa liczbę bezrobotnych wykształconych ludzi. W kontestacji rodzi się filozofia powolności, slow food, cittaslow, slow development. Mam nadzieję, że dotrze to także do uniwersytetów, np. w formie slow science

Kształtujący się nowy paradygmat jest efektem kryzysu ekologicznego i nadmiernej eksploatacja środowiska w wyniku rosnącej konsumpcji i produkcji. Ten nowy paradygmat jest także efektem kryzysu ekonomicznego, bo nie da się nawet społecznie utrzymać rosnącej efektywności pracy i rosnącej konsumpcji. PO co nam większa efektywność, skoro rośnie liczba bezrobotnych? Jedni są sfrustrowani bo są przepracowani, reszta jest sfrustrowana bo bezrobotna…. Nowy paradygmat – w kontekście uczelni wyższych – nastawia się na rozumienie świata, na odkrywanie rzeczywistości. Tak jak w gospodarce przestaje się liczyć tylko sam PKB a coraz więcej uwagi zwracamy na jakoś życia a nie tylko stopę życiową. Nie wszystko da się wycenić rynkowo w krótkim horyzoncie czasowym.

Bez przestrzeni wspólnej, dobra wspólnego jakim są zasoby przyrody (bioróżnorodność) i wolna wiedza (open source, open access) nie będzie rozwijała się nawet gospodarka. Innowacyjność potrzebuje jak wody otwartej w dostępie i nieopatentowanej wiedzy.

W ostatnich latach nacisk kładziemy (przynajmniej werbalnie i postulatywnie) na stosowanie naszej wiedzy, praktyczne wykorzystanie i zastosowanie w gospodarce. Ale patenty, dobre dla gospodarki, okazały się zabójcze dla innowacyjności i upowszechniania wiedzy. Nastawienie na komercjalizację zabija ducha uniwersyteckiego, upośledza kreatywność i innowacyjność (przykładem symbolicznym są protesty związane z ACTA). Nowy paradygmat traktuje stosowanie wiedzy ale dla ludzkiego dobra. Wartości duchowe ważniejsze są niż wartości ekonomiczno-gospodarcze. A jeśli nie ważniejsze to przynajmniej równie ważne.

I dlatego współczesne uniwersytety musza się zmienić. Bo zmienia się całe społeczeństwo i środowisko wokółuniwersyteckie. Możemy być tylko biernym i pokornym popychadłem, czekając na to, co nam każą zrobić, albo aktywnym liderem zmian nie tylko na uniwersytetach ale i w całym społeczeństwo. Okaże się na ile jesteśmy ożywczym źródełkiem dla społeczności lokalnej i na ile rzeczywiście ważny jest nasz olsztyński uniwersytet…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s