O ucieczce kapitału ludzkiego z Olsztyna

Inspiracją do napisania niniejszej notatki była rozmowa z matką gimnazjalisty, przy okazji konkursu „Rola nauk przyrodniczych w życiu codziennym”. Długo to we mnie drzemało. Pora o tym opowiedzieć.

To, że młodzi ludzie uciekają z Olsztyna to dla nikogo nie jest tajemnicą. Już wiele lat temu spotykałem się z młodzieżą licealną. Wielu pomagałem w przygotowaniu pracy badawczej na olimpiadę biologiczną. Wszyscy poszli studiować poza Olsztyn (np. na medycynę). Ale zaskakujące jest dla mnie to, że uciekają już młodzi ludzie na etapie liceum czy nawet gimnazjum. Bo nie mają szansy – w mniemaniu rodziców – na sensowny rozwój tu na miejscu. Dotyczy do dzieciaków ponadprzeciętnych.
Gimnazjaliści wysyłani są na przykład do gimnazjum akademickiego w Toruniu…
Bo co mają zrobić rodzice naukowo zainteresowanych dzieciaków? Stypendium dla młodzieży uzdolnionej pewien gimnazjalista w całości wydaje na książki. Raz do roku obóz naukowy, z którego wraca "nabuzowany" energią i naukowymi inspiracjami. I w ciągu roku niewiele okazji do rozwijania swoich pasji. To widzą rodzice i z bólem serca myślą o wysyłaniu w świat, jeszcze na etapie gimnazjum czy liceum. Nie mówiąc o studiach…

Bo w Olsztynie brakuje takich instytucji jak warszawskie Centrum Nauki Kopernik. Jedno obserwatorium i planetarium astronomiczne, z możliwością uczniowskiej pracy badawczej, to stanowczo za mało. Pałac Młodzieży czy osiedlowe domy kultury dają co najwyżej możliwość aktywności artystycznej. A co z pasjami naukowymi? Dwa razy do roku Olsztyńskie Dni Nauki czy Noc Biologów to stanowczo za mało. Uniwersytet Dzieci adresuje swoją aktywność do najmłodszych. I tak, przy braku infrastruktury i odpowiednich placówek pozaszkolnych tracimy kapitał ludzki już na etapie gimnazjum… A bez kapitału ludzkiego świata nie dogonimy…

Wiele miesięcy temu przeczytałem ciekawy wywiad z Arkadiuszem Stańczykiem, dyrektorem Zespołu Szkół Gimnazjum i Liceum Akademickie UMK w Toruniu, zatytułowany „Jak wychować geniuszy?”. Rozmawiał Grzegorz Dobroczyński SJ, a tekst zamieszczony został w
Przeglądzie Powszechnym nr 9 (1081) 2011, s. 11-22.
Niżej zamieszczam kilka fragmentów.

„Szkoła pomaga dziecku sprawdzić czy dotychczasowa pasja ukierunkuje go na całe życie. Nie wystarczy usiąść przed komputerem albo posłuchać nagranego wykładu – wiele rzeczy trzeba bezpośrednio doświadczyć i to dopiero jest impuls rozwoju. Ani internet, ani telefon, ani nawet książka nie wystarczą ani nie zastąpią kontaktu z żywym człowiekiem, z zapleczem naukowym. Większość ludzi odkrywa pasję spędzania godzin w bibliotece dopiero po studiach.”

Do dobrego kształcenia potrzeba emocji i uwiarygadniającego kontaktu pozaformalnego, pozawerbalnego.
Co daje ich toruńska szkoła? „daje przede wszystkim możliwość kontaktu z podobnymi sobie młodymi, odkrycie: nie jestem sam (…) Odkrywają, że nie są sami na bezludnej wyspie, ale takich jak oni jest więcej.”

Mottem opisywanej szkoły jest „mistrz i uczeń dziwią się razem”. Bo toruńska szkoła ma także uczyć pracy w grupie.
„Reguła podstawowa brzmi: maksymalnie zindywidualizować pracę, stosownie do potrzeb ucznia, przy jednoczesnym budowaniu zespołu oraz kształceniu umiejętności pracy w grupie.”

Najlepszą inwestycją jest człowiek. Ale to nie może zostać pustym hasłem. Jeśli nie stworzymy dobrych warunków do rozwoju kapitału ludzkiego, to Olsztyn będzie coraz większą prowincją w pejoratywnym tego słowa znaczeniu… z nietrafionymi inwestycjami, betonowymi trawnikami i słabymi kadrami każdego szczebla.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s