Zwalniać i zatrudniać nowych czy szkolić dotychczasowych pracowników uniwersytetu?

Wobec różnorodnych zmian i konieczności przygotowania zupełnie nowej oferty naukowej oraz edukacyjnej, przed szkołami wyższymi staje dylemat: zwalniać starych i zatrudniać nowych czy szkolić dotychczasowych pracowników uniwersytetu?

Można z własnej kadry wybrać osoby z potencjałem (warto więc mieć potencjał w sobie) ale których stanowiska są lub będą zagrożone w przyszłości (np. zmniejszony nabór na dany kierunek studiów). I tych pracowników szkolimy do nowych zadań lub tylko zmodyfikowanych. Z jednej strony zatrzymujemy ludzi z potencjałem, wartościowych, doświadczonych, z drugiej przekwalifikujemy do nowych zadań. Ważne jest to także w okresie, gdy wiele osób boi się zwolnienia. Ten strach i niepewność rodzić może wojny wewnętrzne, donosicielstwo, podkładanie świni, rywalizację i wrogie, wzajemne eliminowanie się. Energia idzie nie na „produkcję” i wypełnianie zadań, ale na wojnę wewnętrzną (wyniszczająca „wojnę domową”). Ponadto niszczy się atmosferę współpracy i współdziałania (przeważa kultura korporacyjnej rywalizacji i wykańczania) oraz spada zaufanie do siebie i do przełożonych.

Jeśli pracodawca przekwalifikowuje swoich pracowników z wyprzedzeniem, to wzrasta zaufanie do kadry kierowniczej i pracodawcy, a energia nie jest marnowana i ugruntowuje się lojalność wobec firmy oraz rozwija się praca zespołowa. Pracownicy nabierają chęci do działania a także uzyskują nowe umiejętności.

Jest więc alternatywa: zwalniać pracowników i zatrudniać nowych czy przekwalifikowywać i dokształcać już zatrudnionych. Piszę to w kontekście uniwersytetu.

Teoretycznie uniwersytety są kreatywne i mają wiedzę o świecie najbardziej aktualną i rzetelną. Nie powinno być więc problemu z wizją zmian, prognozą tego co się będzie działo w otoczeniu nauki i szkolnictwa wyższego, nie powinno być problemu z rozumieniem zachodzących zjawisk i to ze znacznym wyprzedzeniem czasowym. Byłby więc czas na przygotowanie się do zmian, np. tak zwanego niżu demograficznego. I jako instytucje kreatywne uniwersytety nie powinny mieć problemu z przekwalifikowaniem pracowników do nowych zadań. Ale jest to tylko "teoretycznie". Przeszkodą jest skrajna specjalizacja – bo czy biolog, matematyk, geodeta, literaturoznawca interesuje się trendami demograficznymi, procesami edukacyjnymi i zarządzaniem? Ponieważ na studia idą ludzie w wieku 19 lat to dziura demograficzna była widoczna od dawna. Demografowie wiedzieli, informowali. Ale czy biolog, nawet profesor, zagląda do innych niż swoje publikacji?

Uniwersytety są w kłopocie. Właśnie ze względu na skrajną specjalizację (właśnie interdyscyplinarna współpraca umożliwia przekroczenie ograniczeń specjalizacja). Po drugie cierpią tak jak całe nasze społeczeństwo na braki w kulturze zarządzania i szeroką nieumiejętność pracy zespołowej. Często-gęsto
polega to na "poganianiu" i rozliczaniu ze wskaźników a nie wyprzedzającego budowania klimatu do efektywnej pracy, której efektem są dobre wskaźniki, np. publikacja dobrze punktowane, współpraca międzynarodowa czy współpraca z gospodarką.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s