Cewebryci i blogplebs w trzeciej rewolucji technologicznej a sprawa misji uniwersytetu

Kiedyś nowe słowa, zwłaszcza o ambicjach naukowych, pochodziły z greki lub łaciny. Teraz – z języka angielskiego. W starych naukach (powstały w dawnych czasach) dominuje łacina. Tak jest w biologii, ale w nowych jej działach, które teraz się rozwijają, np. biologii molekularnej nowy źródłosłów jest już pochodzenia angielskiego. Bo angielski jest międzynarodowym językiem nauki (tak jak kiedyś łacina a jeszcze wcześniej greka).

Blogi i internet są bardzo nowymi wynalazkami. Słownictwo z nim związane chyba w całości pochodzi z języka angielskiego. Makaronizmy współczesne takie właśnie są. Słowo obce mądrzej brzmi. Na przykład influencer.

Influencer (od ang. influece – wpływ, oddziaływanie) to osoba wpływowa. Influencer ważny jest w handlu i promocji konsumpcji, bo influecer po prostu poleca lub odradza jakiś produkt, a osoby będące pod jej wpływem często postępują tak jak im on sugeruje.
Trzecia rewolucja technologiczna to nie tylko decentralizacja i rozproszenie produkcji energii (głównie za sprawą energii odnawialnej) czy internetowa decentralizacja kontaktów społecznych i fragmentacja przekazu społecznego. To także rozdrobnione gwiazdorstwo i mikro celebryctwo (cewebryci, kolejne nowe słowo). W reklamie nie wystarczy zatrudnić jedną twarz znaną z telewizji – celebrytę, gwiazdę. Promowanie marek można powierzyć influencerom, np. blogerom, mikrocelebrytom we własnym „plemieniu”. Są sławni dla swoich 15 osób, ale jest ich wielu.

Politycy jeszcze lekceważą blogerów. Bo co to jest te przysłowiowe 15 osób, czytające blog? Tak jak Stalin kpił z papieża – ile ma on dywizji czołgów. Jednak polityku nie drażnij cewebryty!

„Warto inwestować w liderów opinii, nawet jeśli nie są aż tak wpływowi jak gwiazdy z dużego ekranu, czy nawet z małego. I warto także liczyć się z konsekwencjami ich zdenerwowania. Dlaczego? Ano dlatego że to era social media. Gdzie każdy ma głos.” Mały też coś może, więc nie można go lekceważyć. Handel tę prawidłowość już dostrzega. Pora żeby i środowisko akademickie dostrzegło.

W internecie nie wszyscy są równi, o influencerów trzeba dbać bardziej, bo mają większą siłę społecznego wpływu i szerszy zasięg oddziaływania. Są sieciowymi mikrocelebrytami czyli ceWEBrytami.
Cewebryci – celebryci webu (sieci), słowo i pojęcie pojawiło się za sprawą książki Michała Janczewskiego pt. „CeWEBryci, czyli sława w sieci”. Autor opisuje relację między internetem a sławą. Kino stworzyło gwiazdę, radio i telewizja – celebrytę, a prasa tabloidowa – celetoida (kolejne nowe słowo). Internet wykreował nowy byt – cewebrytę, influencera, wpływowy digitaruiat czy kognitariat. (czytaj więcej na ten temat)

Naturalnym środowiskiem cewebryty jest blogosfera (i portale społecznosciowe takie jak Facebook., Tweeter, Google+ itd.). Blogorzey to grupa bardzo różnorodna i trudna do zaklasyfikowania. Zjawisko dopiero co się narodziło i rozwija się na naszych oczach. Pierwsze próby akademickiego opisania, usystematyzowania i poklasyfikowania nie za bardzo się jeszcze udają.
Celebryctwo dzisiejszych czasów jest straszliwie pofragmentowane, co więcej, ten trend będzie postępował. Typowe jest to dla glokalizacji (globlokalizmu) – powrót do lokalności i niszowości. Przed rewolucją przemysłową większość kultury była lokalna. Ograniczana była przestrzenią (możliwością dojścia na pieszo lub podróży konno). Rewolucja przemysłowa zniosła bariery przestrzeni i umożliwiła globalizację (ułatwiła szybkie i dalekie podróże oraz telekomunikację). Trzecia rewolucja przemysłowa, której częścią jest internet, umożliwia powrót do lokalności i bliskich relacji.

Wracamy do nisz lokalnych, ale już nie ograniczonych przestrzenią lecz siecią kontaktów w ramach własnego „plemienia”.
Blogera nie obowiązuje prawo prasowe* i linia jego redakcji (nie da się więc przez szefa zakneblować blogującego), oraz inne wytyczne. Pisze to co myśli i to co chce. Rolą kształcenia uniwersyteckiego jest aby myślenie blogera było na wysokim poziomie. Bo jest to wypowiedź autorska i subiektywizm wpisany jest w treść. Ale żeby pisał, to musi się tego nauczyć. Tak jak dziecko mówić.

Skoro blogowanie, jak i inne formy współczesnego mikro-pisarstwa, staje się powszechne, to może warto wpisać w misję uniwersytetu nauczenie się…. pisania w nowoczesnych mediach. W zasadzie wypowiadania się, bo to nie tylko poprzez pismo. To będzie nie tylko element budowania identyfikacji społecznej ale dostarczanie niezbędnego narzędzia komunikacji we współczesnym świecie.

Techniczna łatwość pisania i upubliczniania tekstów (przekazów w ogóle, bo przecież jest i obraz i film i dźwięk) może powodować, że teksty są na słabszym poziomie niż wypracowane teksty redakcyjne starych mediów. Choć jeśli zajrzeć do współczesnych gazet… to poziom tam ewidentnie się mocno obniżył (za sprawą systematycznego cięcia kosztów). Notki blogerskie są bardziej spontaniczne i nie są korygowane czy poddawane obróbce korektorskiej lub recenzenckiej. Owszem, są wyjątki, ale w głównej masie jakość zdradza mniejsze dopracowanie.
Większość tekstów blogowych rzeczywiście jest bardziej amatorska, bo… pisana przez amatorów.

Zatem dla jakości kultury ważne jest to jak… nauczymy naszych studentów blogować. Jak nauczymy ich dziennikarstwa obywatelskiego i rzetelności w przekazie publicznym. Przyda się im to zarówno zawodowo jak i prywatnie, kulturotwórczo.

Nauka pisania i blogowania pisana w misji uniwersytetu? Tak, bo od tego zależy czy nasi absolwenci będę influencerami i digitariatem (lub kognitariatem) czy zmarginalizowanym, informacyjnym lumpenproletariatem.

W tym roku próbowałem organizować „konieczność” blogowania moim studentom (wpisane w formę zajęć). Po wspólnych próbach, zdobytych doświadczeniach oraz po lekturze kilku ciekawych książek i artykułów oraz przemyśleniach** (których fragmentem jest ten wpis), w przyszłym roku akademickim odważniej i z większą pewnością i poczuciem sensu będę włączał blogowanie do zajęć dydaktycznych. Kolokwium i sprawozdanie z ćwiczeń (obserwacji, eksperymentu) można napisać na papierze ręcznie, długopisem, można na komputerze w formie pliku lub wydruku, a można i w formie… bloga. Dwa w jednym, nauka rzetelności i naukowej staranności w sprawozdaniu oraz nauka internetowej formy wypowiedzi. Bo przecież mamy ambicje kształcić digitariat a nie e-wykluczonych, zmarginalizowanych kulturowo klientów pomocy społecznej.

* ale obowiązuje blogera prawo autorskie i kodeks karny – nie może więc bez konsekwencji wypisywać tego, co mu ślina na język przyniesie a palce na klawiaturę. Blogowanie to wypowiedź publiczna.

** Pisanie jest dla mnie formą uporządkowanego myślenia.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s